Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 19

local_library1 comment0 thumb_up0
25-03-2019 11:15

Cz. 19

  -Kurcze Magda ucisz to dziecko! Przecież za to ci płacimy!

 -Ja wiem proszę pani, ale sama pani rozumie, że nie da się tak po prostu jej uciszyć.

 -To mnie nie obchodzi! Ma być spokój!

 -Staram się naprawdę… - Magda w duchu była potwornie wściekła na Zofię. Dobrze wiedziała, że mała jest chora i że nie łatwo ją uciszyć, a jednak wymagała rzeczy niemożliwych.

  Magda wzięła ją na ręce i kołysała delikatnie. Śpiewała jej kołysankę i całowała po główce. Tak bardzo kochała to dziecko i całkowicie rozumiała jej chorobę. Przecież ona potrzebowała matki i jej miłości. Każde dziecko na świecie nie marzy o niczym innym, jak o bliskości z matką. Zuzia potrzebowała jej jeszcze więcej, ale jej matkę to najwyraźniej nie obchodziło.

 - Zrób, że coś wreszcie! Jak ja mogę w spokoju czekać na męża, kiedy ona tak beczy! A poza tym mówił gdzie idzie?

  W oddali było słychać krzyki Zuzi ,,ma… ma…’’. Magdzie aż serce się krajało. Jeszcze nie widziała takiej obojętności w oczach Zofii. Była tu tylko z miłości do małej, no i musiała przyznać, że hojnie była wynagradzana za pracę przy niej. Miłość jednak odgrywała tu największą rolę.

 -Nic nie wiem proszę pani.- Krzyknęła. -Staram się uspokoić Zuzię.

 -A idź i rób, co chcesz! Co za czasy, żeby niania nie potrafiła zająć się czteroletnim dzieckiem. Jeszcze niby, że ja mam do niej chodzić. To nie do pomyślenia. Dostaje kasę, więc niech robi, co do niej należy.

  Magda już jej nie słyszała. Zamknęła drzwi do pokoju małej i usiadła na łóżku tuląc ją do piersi. Zofia w tym czasie wyglądała przez okno. Niby czekała na Ryszarda, jednak bardziej ciekawił ją widok sąsiada wracającego z pracy. Był nim Marek Nowak. Zastanawiała się gdzie się podziewał przez całą noc. Była bardzo ciekawa reakcji jego żony. Widziała, że Krystyna też wyglądała przez okno.

  Dla Zofii świat domowy wcale nie istniał. Żyła życiem innych ludzi. W domu się nudziła, bo wszystko kazała robić Magdzie. Ryszard tyrał godzinami w pracy, żeby mogła sobie kupować, co chciała. Dla niej normalne życie było bez sensu. Wolała godzinami podglądać wszystkich dookoła, a i w nocy też prawie nie spała. Wtedy działo się najwięcej. I tak od pół roku prawie nie spała. Brała różne lekarstwa, choć i tak nie pomagały. Czasami, bywała bardzo zmęczona, ale kiedy tylko się położyła wiedziała, że sen nie przyjdzie. Nie pozostało jej nic innego, jak tylko wyglądać przez okno. Wtedy czas leciał jej szybciej. Zapominała o nieprzespanej nocy. Tłumaczyła sobie, że tyle się wokół niej dzieje, że sen nie jest jej potrzebny.

  Początkowo Ryszard wyganiał ją do lekarza, ale ona nie chciała go słuchać. W końcu, kiedy jednak poszła, nie pozwoliła zrobić sobie żadnych badań, tylko kazała przepisać coś na sen. Parę dni brała tabletki, ale szybko się spostrzegła, że nic nie pomagają. Nadal nie spała w nocy. Później chodziła po recepty do świętego spokoju Ryszarda, ale ich nie wykupywała. Nie chciała się truć czymś, co i tak nie pomagało. Wierzyła, że Bóg chce, aby dożyła późnej starości.

 Z upływem czasu zaczęła strasznie chudnąć. Miała dopiero trzydzieści dziewięć lat, a już farbowała włosy, gdyż jej były całkiem siwe. Farbowała je co dwa tygodnie, tak, że nawet Ryszard się nie dopatrzył. Fryzjerka uważała, że to wielka przesada, jednak, co mogła zrobić. Kiedy Zofia zagroziła, że więcej nie przyjdzie, tamta przestała się wtrącać w jej życie i włosy. Płaciła jej hojnie, więc uznawała, że nie warto. Zresztą Zofia była bardzo uparta. Kiedy sobie coś postanowiła, to nie dawała za wygraną póki nie doszła do celu.

  Piotr długo wpatrywał się w zdjęcie USG swojego dziecka. Nie mógł uwierzyć, że będzie miał jeszcze jedno. Najpierw stracił Olę, a teraz jakby miał ją odzyskać, pod warunkiem, że byłaby to dziewczynka. Z jednej strony cieszył się na taki przebieg zdarzeń, lecz z drugiej karcił się za to, bo nigdy nie powinien dopuścić do takiego stanu rzeczy. To wszystko działo się zbyt szybko. Najpierw miał kochającą rodzinę, żonę i dwójkę wspaniałych i mądrych dzieci. Nic nie wskazywało na to, że miałoby być inaczej. Co prawda Maria była może i zbyt nadopiekuńcza, jednak to wcale mu nie przeszkadzało. W ten sposób pokazywała jak bardzo ich kochała. Dbała o swoje córki jak nikt inny. A teraz już jej nie ma. Zginęła. Nawet nie wiedział, dlaczego i jak do tego doszło. Co prawda dostał wykaz z sekcji, jednak jeszcze nie był w stanie go przeczytać. To wszystko nadal było dla niego zbyt świeże.

Nagle przeleciała mu przez głowę pewna myśl. Doktor chyba mówił mu coś o jakimś zadrapaniu na policzku Oli, które nie mogło w żaden sposób powstać na wskutek wypadku. Jednak szybko ta myśl szybko mu się rozwiała. Usłyszał hałas otwieranych drzwi. Już wiedział, kto przyszedł.

- Już jesteśmy! –Zawołały Asia i Sara.

  Piotr wstał i poszedł w ich kierunku.

 -Nie da się was nie usłyszeć. –Powiedział z uśmiechem. Miał nadzieję, że Ela zebrała swoje myśli tak, aby mu w końcu wyjaśnić parę spraw. W końcu dotyczyły one też jego. – I jak, smakowały wam lody?

 -Wujku! Lody zawsze smakują! –Krzyknęła zadowolona Asia.

 -A jutro też pójdziemy…- Na twarzy Ani odmalował się tajemniczy uśmiech. Piotr nie wiedział czy miał on coś szczególnego oznaczać, jednak nic nie powiedział. Czekał, aż dowie się czegoś więcej od Eli.

 -Ej! To miała być tajemnica!- Skarciła ją Sara.

 -To żadna tajemnica, prawda ciociu? – Spojrzała błagalnie na Elę Ania.

 -Bo ty nie wiesz, co to tajemnica! –Przypomniała Asia.

 -Kto, jak kto, ale ja z pewnością mam więcej tajemnic niż wszyscy w tym domu. Ale to już moja tajemnica… -uśmiechnęła się złowieszczo i poszła do swojego pokoju.

 -Aniu! Umyj ręce i zejdź na dół. Zrobiłem coś do jedzenia.

 -Zaraz przyjdę.

  Dziewczynki poszły do łazienki z dziwnymi minami. Zastanawiały się, jakie tajemnice może mieć Ania. Umyły ręce i przeszły do kuchni. Tam czekał już na nich Piotr.

 -Na dzisiaj mamy pizze! Czy ktoś z was to lubi?

 -Taaak! –Krzyknęły radośnie.

  Ela stała w progu i przyglądała się całej sytuacji. Musiała przyznać, że ten pomysł z pizzą był całkiem niezły, gdyż sama miała na nią ochotę. Piotr zauważył zainteresowanie na twarzy Eli i dodał z uśmiechem, że pizza powinna być za piętnaście minut. Ela uśmiechnęła się i przeszła do salonu. Piotr został w kuchni oczekując na dostawę.

  Ela podeszła do stolika z komputerem i włączyła go. Usiadła wygodnie na krześle i po chwili dostrzegła na stoliku jej zdjęcie USG. Natychmiast zabrała je i poszła do kuchni, gdzie zrobiła awanturę Piotrowi, że nie schował tego tak, jak go o to prosiła. Piotrowi zrobiło się głupio i nic nie mówiąc zabrał jej zdjęcie z rąk.

 -Dlaczego tego nie schowałeś?

 -Zapomniałem. Zaraz to zrobię.

 -Myślałam, że można na tobie polegać!

 -Przecież nic się nie stało.

  Dziewczynki patrzyły na nich ze zdziwionymi minami próbując zrozumieć, co takiego się stało. Na szczęście nie zauważyły tego zdjęcia. W tym czasie przyjechał dostawca i Piotr schował zdjęcie do kieszeni. Ela patrzyła za nim gniewnie. Kazała dzieciom ustawić talerzyki na stole, a sama poszła do salonu poszperać o chorobie Zuzi.

  Piotr postawił pizzę na stole i zaraz poszedł na strych. Rozejrzał się jeszcze czy nikt za nim nie idzie i wszedł na samą górę. Zamknął za sobą zasuwkę i poszedł w kierunku szafki, gdzie trzymał swoje magiczne pudełko tajemnic. Usiadł na starej kanapie i delikatnie otworzył kufer. W tej chwili powróciły do niego wspomnienia z przeszłości. Kładąc zdjęcie zauważył tez inne USG dziecka. Siłą woli zmusił się, aby nie rozpamiętywać przeszłości, gdyż łzy w jego oczach z pewnością by go mogły zdradzić. Zamknął, zatem kufer i odłożył na miejsce. Przykrył go starą szmatką i skierował się do wyjścia. Schodził również ostrożnie, gdyż wolał, aby nikt nie zauważył gdzie był. Wszedł do łazienki, umył ręce od kurzu i podążył do salonu, gdzie siedziała Ela. Wszedł po cichu tak, że nawet go nie usłyszała. Popatrzył na ekran za jej plecami i zaczął czytać.

 -Choroba Sieroca?

 -A, co ty tu w ogóle robisz? Wystraszyłeś mnie. Śledzisz mnie, czy co?

 -Sorki, nie chciałem cię wystraszyć. A już z pewnością cię nie śledzę. Po prostu nie chciałem ci przeszkadzać w czytaniu. A o co chodzi z tą chorobą?

 -A czy wiesz, co to są sprawy prywatne?

 - No wiesz, nie przesadzaj…

 -Wiem, że jestem w twoim domu, ale też chcę mieć swoje prywatne sprawy!

 -Dobra, uspokój się. –Zrobił krok w tył.- Tak dla jasności, to nosisz moje dziecko i mam prawo wiedzieć, co się z tobą dzieje.

 -Nie twoje, tylko moje dziecko. A poza tym jeszcze nie wiem czy je urodzę…

 -A co masz zamiar z nim zrobić?

 -Jeszcze nie wiem. –Zacisnęła dłonie mocno, gdyż denerwowało ją to, że Piotr chce decydować o losie jej dziecka. Chciała dać mu nauczkę, dlatego postanowiła, że będzie się z nim droczyć.

 -Jak to nie wiesz? To ja jestem ich ojcem i też mam tu prawo głosu. Nie ważne, że jeszcze nie mają centymetra wielkości, ale dzięki mnie przyjdzie ono na świat.

  Był strasznie oburzony jej zachowaniem. Najpierw przed nim płacze, a potem stawia jakieś warunki. Postanowił, że nie pozwoli sobie na takie traktowanie.

 -Daruj sobie! Jeżeli naprawdę chcesz, żebym urodziła to dziecko, to po pierwsze mnie nie denerwuj! A po drugie przestań tak głośno o tym mówić, bo jak ktoś to usłyszy, to nie wiem, co zrobię! A po trzecie to przynieś mi ten kawałek pizzy, bo dziecko jest głodne!

 -Ale…

-Żadnego, ale! Jestem głodna, doszło to do ciebie?

  Piotr obrócił się na pięcie i poszedł po pizzę. Sam nie wiedział, po co ty robi, jednak myśl o stracie kolejnego dziecka kazała mu robić to, co chciała Ela. Idąc zastanawiał się, czy Maria też miała takie humory będąc w ciąży. Ta myśl trochę go przybiła. Domyślał się, że na poważną rozmowę z Elą nie miał dzisiaj szans. Jutro z nią porozmawia, jak już jej przejdzie. Może wtedy nie będzie taka wybuchowa.

          Będąc w kuchni zauważył, że nie ma jeszcze Ani. Spytał się dziewczynek, czy coś wiedzą, dlaczego nie przyszła, a one odpowiedziały, że się kąpie. Piotra zastanowiła ta wiadomość, choć za chwilę pomyślał, że może jeszcze trochę się na niego gniewa i dlatego nie przyszła na czas. Wziął, zatem kawałek pizzy i zaniósł go Eli. Wchodząc do salonu już nic nie powiedział, tylko zostawił jej pizzę na stole i wyszedł.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany