Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 2

local_library2 comment0 thumb_up0
12-03-2019 08:57

Cz. 2

   Ania czekała na powrót mamy. Siedziała w swoim pokoju i wyglądała przez okno.

 -Policja? O nie. Przecież to nie było specjalnie. Czy naprawdę zasłużyłam na więzienie? Przecież ja tego nie zrobiłam specjalnie. – Zaczęła płakać. Szła wolno w kierunku schodów na trzęsących się nogach. Nagle przewróciła się będąc na ostatnim stopniu. Ten ból jeszcze nasilił jej strach. Spojrzała na kolano. Zaczęło robić się sine. Pomyślała, że to za karę. Głośny dzwonek do drzwi przerwał jej myśli o bólu.

-Tato! Ktoś przyszedł! – Usłyszała jak ojciec podnosi się z fotela i idzie w jej kierunku. Podbiegła do niego kuśtykając. –Tatusiu nie pozwól żeby mnie zabrali, proszę…

- Ale kto ma cię zabierać? Poczekaj, bo muszę otworzyć drzwi.

  Złapał ją za rękę i odsunął na bok. Dzwonek zadzwonił po raz drugi. Piotr złapał za klamkę i otworzył drzwi na oścież.

-Dzień dobry. Czy to dom państwa Kosowskich?

- Tak. A czy coś się stało?

-Melduje się Aleksander Poniatycki, a to Roman Dmowski. Czy to tutaj mieszka pani Maria Kosowska?

-Tak. Czy coś się stało? Żona powinna być gdzieś na dworze.

-Niestety tam jej nie ma. Czy możemy wejść i porozmawiać?

-Tak. Proszę. – Ruchem ręki zaprosił ich do środka. –Aniu czy możesz iść na górę?

-Ale tato, dlaczego oni pytają o moją mamę?

-Aniu proszę cię.

-Ale tato…

-Masz iść na górę, nie rozumiesz?

   Piotr tracił już swoją cierpliwość. Ania w końcu dała za wygraną i ze łzami w oczach poszła na górę do swojego pokoju. Trzasnęła drzwiami na znak protestu. Czy zawsze muszą traktować ją jak małą dziewczynkę? Była wściekła. Zawsze, kiedy coś się działo to musiała iść do swojego pokoju. Czasami czuła się w nim jak we więzieniu. Nie rozumiała, dlaczego nie mogą traktować ją jak dorosłą. Przecież miała już dziesięć lat. Nagle jakby ją coś olśniło. Przypomniała sobie o policjantach, którzy właśnie rozmawiali z jej ojcem. Jeśli nie przyjechali po nią, to, po co pytali o jej mamę? Podeszła do drzwi i lekko je uchyliła. Starała się coś usłyszeć, jednak dochodziły do niej tylko jakieś pojedyncze słowa.

-… co … ale jak … to nie może być prawda …

-… przykro …

  O czym oni rozmawiali? Nie mogła połączyć tego w jedną całość. Przymknęła drzwi , gdyż usłyszała jakiś hałas. Wychodzili. Może w końcu się dowie od ojca, po co przyjechali.

- W razie, czego można liczyć na naszego psychologa. Oto wizytówka. –Roman wyjął z kieszeni małą karteczkę z numerem telefonu. –Jeżeli miałby pan życzenie to mógłbym zadzwonić i może …

-Nie trzeba. Muszę zostać sam.

- Jeszcze raz proszę przyjąć od nas szczere kondolencje …

- Do widzenia.

  Głowę spuścił na dół, aby nie zauważyli jego łez. Zamknął drzwi i oparł się o nie plecami. Nogi się pod nim ugięły i za chwilę siedział na podłodze. Przyłożył ręce do twarzy i rozpłakał się jak małe dziecko. Ania zbiegła ze schodów lekko kulejąc na nogę i przykucnęła przy ojcu. Nie miała pojęcia, co się stało. Jeszcze nigdy nie widziała ojca w takim stanie.

-Tato, co ci jest?- Przytuliła się do jego ramion. On też objął ją i mocno przytulił. Nie potrafił przestać płakać. To był dla niego tak silny wstrząs, że nawet dzwoniący w pokoju telefon nie zrobił na nim wrażenia. W tym momencie nie liczyło się dla niego nic. Miał gdzieś cały świat. Czół jakby coś rozrywało mu serce. Ból był potężny i z chwili na chwilę czół jak doszczętnie go niszczy. Słyszał słowa córki, kiedy prosiła go, aby coś powiedział, on jednak nie potrafił. Miał wrażenie jakby jego życie dobiegło już końca.

- Tatusiu powiedz coś, proszę… Czy to ja zrobiłam coś złego? Czy to na mnie jesteś zły? – Łzy same zaczęły napływać jej do oczu. – Tatusiu … - starała się spojrzeć w jego oczy, jednak zobaczyła w nich tylko pustkę. Bała się, że ojcu może coś się stać. Na samą myśl o tym przytuliła go mocniej i rozpłakała się. Czuła, że to z jej powodu ojciec płacze. Widocznie musiało chodzić o to, co zrobiła siostrze, ale dlaczego na nią nie krzyczał? Dlaczego nie kazał jej iść do swojego pokoju mówiąc, że ma karę? Przecież zawsze tak robił. Najpierw krzyczał na nią, a później kazał iść na górę i zamykał ją na jakiś czas. Co się takiego zmieniło? Zamiast tego przytulał ją jak opętany i płakał żałośnie. Tyle myśli krążyło jej po głowie. Po chwili jednak ojciec przemówił.

-Daj mi telefon Aniu.- Starał się to powiedzieć opanowanym głosem, jednak wyszło to jak prośba małego dziecka. Przez chwilę czuł jakby wypłakał wszystkie łzy świata. Ania posłusznie wstała i ocierając swoje łzy udała się do pokoju po telefon. Przyniosła mu go i udała się do łazienki, aby wydmuchać nos.

          Wychodząc z niej spojrzała przelotnie na swoją twarz. Wyglądała okropnie. Cała buzia była czerwona od płaczu. Przemyła ją wodą jednak to nic nie dało. Pomyślała, że teraz nikt by jej nie poznał. Zniknęły też jej piegi porozrzucane po całej twarzy. Złapała szczotkę do włosów i zaczęła się czesać. Starała się ułożyć swoje długie rude włosy, aby dodatkowo i one nie wchodziły jej w oczy. Były odrobinę wilgotne od płaczu, jednak nie zaprzątała sobie głowy suszeniem. Kiedy tak się sobie przyglądała, przypomniała sobie o tacie. Jeszcze niedawno siedziała w jego objęciach, a teraz przeglądała się w lusterku. Szybko odrzuciła szczotkę na półkę i pobiegła do ojca. Właśnie kończył rozmowę telefoniczną. Stanęła opierając się przy ścianie i czekała na koniec rozmowy. Ojciec nadal wyglądał na przybitego.

-Tato, już ci lepiej?- Spytała cichutko. –Dlaczego płakałeś? Do kogo dzwoniłeś?

- Zaraz tu przyjedzie babcia.

-Babcia? A po co? Czy coś się stało?

-Wybacz Aniu, ale w tej chwili nie mogę ci nic powiedzieć. To jest dla mnie za trudne. Być dla niej miła i nie sprawiaj kłopotów. Przemyj sobie twarz, bo wyglądasz jak byś płakała.

-Ale tato, przecież razem płakaliśmy i nawet nie chcesz mi powiedzieć, z jakiego powodu? Zresztą ty też przemyj twarz, bo wyglądasz okropnie.

-Masz rację. Idę się ogarnąć zanim przyjedzie babcia.

 Poszedł do łazienki i spojrzał w swoją twarz odbijającą się w lustrze, po czym znów się rozpłakał. Przypomniał sobie chwile, kiedy to jeszcze dziś rano trzymał w objęciach swoją małą córeczkę i podziwiał, jaka jest piękna. Jeszcze dziś rano patrzył w przyszłość z uniesioną głową i cieszył się życiem. Miał wszystko, i cudowną żonę i dwójkę wspaniałych dzieci, a teraz? Teraz został prawie sam. Już nie ma Marysi, która, jak co rano przynosiła mu śniadanie do łóżka i szeptała, jaki jest wspaniały, i jak bardzo go kocha. Już nikt go nie obudzi w nocy szepcząc czułe słówka do ucha pobudzając jego zmysły i doprowadzając go do granic rozkoszy. Nie zobaczy też swojej córeczki z pięknymi błękitnymi oczkami, która co wieczór dawała mu mokre a tym samym najwspanialsze całusy na świecie. Została mu tylko Ania. Czy ona to zrozumie? Jak ma jej to powiedzieć? Zawsze była zazdrosna o Olę, a teraz już jej nigdy nie zobaczą. Jak on sobie bez nich poradzi?

Z zamyśleń wyrwał go głos córki.

-Tato, babcia przyjechała!

-Zaraz idę.- Umył szybko twarz, wytarł ją ręcznikiem i wyszedł z łazienki.

-Ja otworzę! –Powiedziała Ania. Szybkim krokiem doszła do drzwi i je otworzyła. Kiedy spojrzała na nią, cała jej energia gdzieś uleciała. Znów te nastroszone włosy i ostry makijaż. Nie umiała się cieszyć na jej widok, gdyż sam wygląd był przeraźliwy, a głos przeszywał całe ciało jak w najgorszych koszmarach. Może i mogłaby się do niej przyzwyczaić jednak myśl, że zawsze faworyzowała Olę nie dawała jej spokoju.

-Będziesz tak stać, czy wpuścisz mnie do środka?

-Witaj babciu. –Powiedziała z nieukrywaną niechęcią.

-Witaj. Gdzie twój ojciec?

-Tutaj jestem –odparł zasmuconym głosem Piotr.

- Co się stało synu? Dlaczego musiałam przyjechać aż tak szybko? Czy coś komuś się stało?

-Możesz posiedzieć z nią parę godzin?

-I po to mnie tak pilnie wzywałeś?

- Ja też się cieszę babciu, że cię widzę… -powiedziała z oburzeniem Ania i oddaliła się w stronę kuchni.

-Później ci wytłumaczę mamo.

-Ale jak ty wyglądasz?

- Naprawdę muszę już jechać. –Nałożył na siebie kurtkę.

-No dobrze, ale…

-Do wieczora!

 Wyszedł pospiesznie z domu, aby uniknąć zbędnych tłumaczeń, których nie miał ochoty słuchać.

- Do wieczora? – Usłyszała Ania. –Przecież jest dopiero południe. Co on będzie robił tyle czasu i gdzie? -Teraz to dopiero zaczęła się zastanawiać cóż takiego dziwnego mogli mu powiedzieć policjanci. A w ogóle gdzie jest mama? Przecież powinna już dawno wrócić do domu z Olą. A może coś się jej stało? Może tata właśnie pojechał do nich do szpitala? Kurcze, ale wtedy by tak nie płakał, a z pewnością już dawno by usłyszała od niego, jaka jest zła i okropna. Musiało się stać coś poważnego. Z rozmyśleń wyrwała ją babcia.

- Jadłaś coś?- Spytała posępnie.

 Nie miała ochoty na żadne z jej potraw, gdyż ostatnio skończyło się to długą wizytą w toalecie, jednak burczenie w brzuchu podpowiadało jej, że nie ma innego wyjścia. Musi przecież coś zjeść.

-Jeszcze nie jadłam – przyznała z niechęcią.

-W takim razie zrobię naleśniki. Oleńka je uwielbia, więc kiedy wrócą z pewnością je zje ze smakiem.

- Dobrze. –Kolejny raz jej siostra pokazała, kto jest tutaj skarbem. Ania nie miała pojęcia, dlaczego ona zawsze dostaje to, co chce i co lubi a ona musi się dostosować. Czuła, że nikt jej w tym domu nie kocha i nie chce. Była im zupełnie nie potrzebna. Pewnie nawet nikt by się nie przejął gdyby to jej coś się stało. Ojciec nawet nie zapytał się jej, dlaczego kuleje. Pewnie nawet tego nie zauważył, bo, niby, po co? Pod tym względem traktowali ją jak dorosłą, jednak, kiedy przyszli policjanci to musiał ją wygnać. Wtedy była dzieckiem.

           Usiadła w kuchni przy stole i przypatrywała się jak babcia smaży naleśniki dla swojej ulubionej wnuczki. Ona była tylko dodatkiem do wykarmienia.

            Piotr zajechał pod komisariat w Łodzi. Był cały roztrzęsiony. Nadal nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Niepewnym krokiem wszedł do środka. Ujrzał przed sobą duże drewniane drzwi. Zapukał i po chwili wszedł do środka.

- Dzień dobry. Nazywam się Piotr Kosowski, moja żona…

- Proszę za mną. Już na pana czekają. –Poprowadził go wąskim korytarzem pod białe drzwi. –Jest tam pan Sam Kiri. Jest on lekarzem sądowym, który zajął się pana krewnymi. Proszę wejść. –Piotr stał tam przez chwilę zbierając się w obie. Chciał pokazać swoją twardość. Wziął parę głębszych oddechów i wszedł.

- Dzień dobry.

- Witam pana. Nazywam się Sam Kiri. To ja przeprowadziłem badania. Proszę usiąść, zaraz panu wszystko wyjaśnię.

Piotr udał się do małego krzesełka stojącego w rogu. Nie chciał, aby lekarz dostrzegł jego zdenerwowanie.

- Otóż pana żona, to znaczy Maria Kosowska wraz z pana córką niestety zmarły na miejscu. Przyjechaliśmy najszybciej jak się dało, jednak zgon nastąpił zaraz po zderzeniu pojazdów. Nic nie mogliśmy zrobić. Szyba wbiła się w szyję pańskiej żony tym samym powodując natychmiastową śmierć. Dodatkowo doszły też inne złamania takie jak złamana prawa noga i połamane ręce, jednak nie miało to na nic wpływu, ponieważ ona już nie żyła.

Piotr słuchał tych wszystkich słów, jednak za wiele do niego nie docierało. Jedyne co wiedział to ,to, że już nigdy nie ujrzy córki ani żony. Po chwili znów powrócił do słuchania.

-Dziecko było zapięte w foteliku, niestety przy tak silnym uderzeniu pasy dość mocno wbiły się w ciałko, a główka…

-Niech pan nie kończy. Ja nie mogę tego słuchać… - poczuł jak ogromna gula rośnie mu w gardle z każdą chwilą coraz bardziej.

- Ja wiem, że to dla pana bardzo trudne, jednak przepisy nakazywały, aby pan, jako małżonek dowiedział się o okolicznościach zgonu pana rodziny.

- Czy nie rozumie pan, jakie to dla mnie trudne? Jeszcze rano miałem wszystko, a teraz nie pozostało mi już nic.

- Proszę tak nie mówić. Z tego, co mi wiadomo to ma pan jeszcze jedną córkę.

- Co z tego, że ją mam? –Nie potrafił ukryć żalu, jaki krył się w jego sercu.

- To, że nadal ma pan, dla kogo żyć.

 - Mogę dostać protokół z obrażeniami mojej rodziny?

- Nie wiem czy mogę to panu dać.

- Ja bardzo proszę. Niech pan zeskanuje, a ja przeczytam to w domu. Na spokojnie.

- Ale, to zostanie między nami?

- Tak. Będę zobowiązany.

- Nie wątpię. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Jakim cudem na twarzy pańskiej córki były zadrapania? Przecież siedząc w foteliku w żaden możliwy sposób nie mogło do tego dojść.

- Pewnie się przewróciła. Moja żona … to znaczy … w każdym razie była bardzo nad opiekuńcza. Z każdym siniakiem jechała do szpitala, aby sprawdzić czy to nie coś poważnego.

- Rozumiem. Proszę tylko się nie załamywać. Jest pan jeszcze młody i nadal ma pan córkę.

- Już raz kiedyś … a… nie ważne.

- Czy jeszcze w czymś mogę panu pomóc?

- Nie. Dziękuję.

- Na jutro będzie opis.

- Dziękuję.

 Wyszedł z gabinetu i w pośpiechu poszedł do samochodu. Tak bardzo chciał, aby to był tylko zły sen, z którego jutro się obudzi i będzie się śmiał. Rzeczywistość jednak zapowiadała się bardzo okrutnie.

   Położył rękę na kierownicy i przekręcił kluczyk. Tak bardzo chciał pojechać do domu i zobaczyć w nim Marię, jednak tam czekała na niego tylko pustka. Chciał znaleźć się u kogoś, z kim by mógł porozmawiać. Wtedy przeszła mu przez głowę pewna myśl. Już wiedział gdzie pojedzie. Włączył jedynkę i ruszył z parkingu.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany