Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 3

local_library2 comment0 thumb_up0
12-03-2019 08:58

Cz. 3

 - Sie ma! Co słychać?

 Olaf nie spodziewał się kumpla. Piotr nic nie odpowiedział, tylko przeszedł koło niego bez słowa.

- Stary, co ci jest?

Piotr udał się prosto do lodówki Olafa i wyciągną z niej po piwie. Zamknął lodówkę i udał się do pokoju, gdzie w szafce stały kufle do piwa. Olaf popędził za nim i nie wiedział, co ma powiedzieć. Jeszcze nigdy nie widział kumpla w takim stanie. Piotr otworzył piwo, nalał sobie do kufla połowę i zaczął pić.

- Ej, człowieku weź coś powiedz, bo zaczynam się ciebie bać. Wyglądasz jak chodzący nieboszczyk! – Piotr w tym momencie nie wytrzymał. Odłożył kufel z niedopitym piwem na stół i rozpłakał się jak dziecko.

- One nie żyją… -powiedział.

- Kto?

- Maria i … i Ola… - Rozszlochał się jeszcze mocniej. Olaf stał chwilę nieruchomo, gdyż nie wiedział jak ma przetworzyć tą informację. Nie rozumiał, co się dokładnie stało i co mógłby w tej chwili mu powiedzieć. Milczał przez chwilę, jednak w końcu wykrztusił to z siebie.

- Ale jak to? Co się stało? – Pytał zszokowany.

- Miały wypadek samochodowy. Obie zginęły na miejscu…

Szloch przeszedł w łkanie małego dziecka. Brakowało mu tchu. W końcu rzucił się na szyję przyjacielowi i jak dziecko obejmujące matkę wtulił się w jego ramiona. Olaf przycisnął go mocno do siebie.

- Płacz, płacz… -powiedział. Moja matka zawsze powtarzała, że gdy nie wiadomo, co zrobić ze sobą to płacz jest najlepszym lekarzem. Wtedy wychodzą z nas emocje i człowiek pomału staje się od nich wolny. Choć, napijemy się.

 Klepnął go w plecy i ręką nakazał, aby usiadł. Piotr posłuchał go. Olaf nalał piwa również sobie. Piotr resztę zawartości kufla wypił już jednym duszkiem. Odstawił pusty na stół i poszedł po następne. Zapowiadał się długi dzień.

                                                             *

   - Babciu, gdzie pojechał tata? – Spytała Ania. – Przecież nie ma go już tyle czasu. Zrobiłaś naleśniki dla wszystkich, ale nikogo jeszcze nie ma.

Stała za nią i patrzyła pytającym wzrokiem. Wanda stała przy kranie i zmywała naczynia. Jej wzrok był wpatrzony gdzieś w dal, jednak myślami była przy swoim synu. Coś podpowiadało jej, że stało się coś strasznego. Kiedy wychodził był cały we łzach. To nie było do niego podobne, gdyż rzadko się wzruszał.

- Babciu! – Krzyknęła Ania. – Dlaczego ty mnie nie słuchasz? Wiesz gdzie pojechał tata, czy nie? – Pytała już ze złością.

- Nie mam pojęcia. – Odparła bez wyrazu. – Może pojechał do sklepu…

- Akurat! I dlatego płakał? A czy on w ogóle ci coś powiedział? Babciu! …

- Nie marnujmy czasu na domysły. Pomóż mi lepiej posprzątać. Chyba nie muszę ci przypominać, że twój ojciec lubi porządek i spokój. A pro po spokoju, gdzie podziewa się twoja matka z Olą? Czy ona w ogóle wie, co tu się dzieje?

- Mamaaa … i Olaaa… pojechały chyba do sklepu. Tak. Na pewno tam są.

 Nie miała pojęcia, co ma powiedzieć. Nie chciała, aby babcia dowiedziała się gdzie są naprawdę. Już słyszała te gadanie, że wszystko zawsze dzieje się przez nią.

 - Tak. Na pewno są w sklepie. – Starała się, aby jej głos był opanowany i pewny. Pamiętała, że mamie nie spodobałoby się, gdyby usłyszała jak kłamie, ale nic nie przychodziło jej innego do głowy. Zresztą, kiedy wróci to i tak wszystko się wyjaśni, a do sklepu i tak wejdzie. Zawsze tak robiła, kiedy nam się coś stało. Najpierw był szpital, a później wyjazd do sklepu po nagrodę za to, że byliśmy grzeczni. W ten sposób chciała abyśmy nie bali się szpitala, bo później czekały nas nagrody. Warto było dla nich robić to, co mama kazała.

- Aniu… nie wydaje ci się, że jednak coś za długo siedzą w tym sklepie? A może chcesz mi jednak powiedzieć coś innego?

- Nie babciu. Muszę już iść do swojego pokoju. Mama będzie zła, kiedy nie uszykuję lekcji na jutro, a poza tym wieczorem miałam iść do Kasi.

- Do tej, co mieszka obok?

 - Tak. Ona ma fajne gry na komputerze. – Zaczęła powoli wycofywać się w stronę schodów. – Miałam do niej pójść o osiemnastej. Mama mi kazała. Powiedziała, że mogę być nawet do dwudziestej, ale jeśli chcę tam zdążyć to muszę już iść…

 Wbiegła na górę i czym prędzej zamknęła swój pokój. Odczekała chwilkę chcąc sprawdzić, czy nie pójdzie za nią babcia. Cisza. Teraz mogła podejść do najwyższej szafki, gdzie znajdowało się jej magiczne pudełko. Było magiczne, gdyż nikt o nim nie wiedział. Chowała w nim różne rzeczy. Były tam pamiątki z wycieczek, jakieś kolorowe karteczki, które dostawała od koleżanek, skrawek papieru, na którym kiedyś pewny chłopak napisał do niej coś miłego i wszystko inne, co dla innych nie miało znaczenia, a dla niej było wyjątkowe. Najważniejszy był ten niby list od Sebastiana. Co prawda nie był on już w całości, jednak ona, co dzień wyjmowała go i przypominała sobie czasy, kiedy jeszcze chodził z nią do klasy. Później musiał się wyprowadzić za granicę, gdyż jego ojciec dostał tam nową pracę. Ania bardzo to przeżyła, gdyż od samego przedszkola była w nim zakochana. Nazywał się Sebastian Kuroń. Oglądały się za nim wszystkie dziewczyny w przedszkolu. Był wysoki jak na swój wiek, miał przepiękne niebieskie oczy z długimi rzęsami, długie blond włosy i taki fajny akcent na literkę ,,r ” .

W dzieciństwie miał małe problemy z wymową, jednak jego uroda wynagradzała mu to w stu procentach. Siedział za nią w ławce. Ania wykorzystywała każdą okazję, aby tylko móc z nim porozmawiać. Raz nawet się trochę wygłupiła. Specjalnie złamała swój ołówek, aby móc pożyczyć od niego temperówkę. Była na tyle nierozgarnięta, że zapomniała jak wcześniej już ją od niego pożyczyła. Temperówka leżała na jej ławce. Sebastian tylko lekko się uśmiechnął i powiedział, żeby jej pożyczył, jednak ona mu jej jeszcze nie oddała od poprzedniego złamania rysika. Ania wtedy miał ochotę zapaść się pod ziemię. Odwróciła się do swojej ławki i przez resztę dnia wstydziła się na niego spojrzeć. Odłożyła zatemperowany już ołówek do swojego piórnika, gdzie znajdowała się cała masa połamanych kredek i innych ołówków.

          W tej skrytce była cała masa przeróżnych pamiątek, jednak najwyższe miejsce zajmował jej pamiętnik. Bardzo starannie chowała go, aby nigdy nie wpadł w niepowołane ręce. Nikt o nim nie wiedział tak samo jak nikogo nigdy nie interesowało, dlaczego godzinami potrafiła siedzieć w swoim pokoju i wychodzić tylko, kiedy zgłodniała. Kiedyś mama spytała się jej, co takiego tam robi tak długo, ale Ania odpowiedziała szybko, że lekcje zajmują jej tyle czasu i mama więcej nie pytała.

          Pisanie w pamiętniku zajmowało jej sporo czasu. Ania nazywał go swoim przyjacielem i zwracała się do niego jakby żył. Nazywała go ,, Pamiętniczku mój ‘’. Nie było to zbyt poprawne gramatycznie, jednak Ania lubiła wymyślać coś oryginalnego i innego. Sama zresztą nazywała się ,, inną’’ . Wszyscy dookoła tak często jej mówili, że a to robi coś źle, a to zawsze musi coś zbroić, więc sama stwierdziła, że jest inna.

          Wzięła ten pamiętnik w dłonie i pisała, co tylko jej ślina na język przyniosła. W nim miała swój świat. Tam wszystko było inne. Inne jak ona sama.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany