Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 4

local_library2 comment0 thumb_up0
12-03-2019 08:59

Cz. 4

               Rozdział 2

- Piter, ty chyba mas juz dooosyć. – Powiedział Olaf.

- Wcale, zeee … nieee … - odparł ledwo przytomny.

- Wiesz Piter? Teraz to jesteś innym człowiekiem. Piter! Jesteś bogiem! Psezyłeś cośsś strasnego iii tzymasss się.

 Uderzył go w plecy i w tym momencie Piotr zwymiotował. Oddał całą zawartość tego, co wypił. Gdy skończył zaczął się śmiać. Wytarł buzię w rękaw i śmiał się coraz bardziej. Olaf patrzył na niego ze zdziwieniem. Po chwili śmiech zaczął pomału przechodzić w płacz.

Na koniec zwymiotował jeszcze raz.

                                                        *

 - Dzień dobry pani Zofio.- Powiedziała Ania.

- Witaj Aniu. Kasia jest na górze. Czeka na ciebie. Zdejmij buty i pędź do niej.

- Dobrze proszę pani.

- A tak z ciekawości powiedz mi, dlaczego u was dzisiaj była policja? Czy coś się stało?

- Nie wiem proszę pani. Tata z nimi rozmawiał a mi kazał iść do swojego pokoju. – Nadąsana sąsiadka spuściła głowę na dół i spojrzała na swoje nogi. – Tata był trochę smutny jak pojechali.

- A gdzie jest teraz twój ojciec?- Spytała z ogromną ciekawością.

- Tata pojechał do sklepu po zakupy. Mama zrobiła mu wieeelką listę i pewnie długo mu to zajmie. Idę do Kasi, bo się mnie nie doczeka. Zresztą mam być w domu o dwudziestej, więc nie zostało mi dużo czasu. To lecę, pa!

- Pa… - Zofia odprowadziła wzrokiem małą na górę. Zastanawiała się nad słowami Ani. Za nic w świecie nie uwierzyła w bajeczkę o zakupach, a tym bardziej, że po wyjściu policji Piotr był smutny. Tam na pewno musiało coś się stać. Długo też nie wracała Maryśka z małą. Pojechały przecież ładne parę godzin temu i jeszcze nie wróciły. Musiała o wszystkim opowiedzieć swojemu mężowi. Nie zastanawiając się dłużej poszła mu o wszystkim opowiedzieć.

- Rysiek, tam musiało coś się stać. U Kosowskich była policja. Ania mówiła, że jak wychodzili to Piotr był smutny, a może nawet płakał. Chciała mi wcisnąć jakąś bajkę o zakupach, ale kto je robi aż cztery godziny? A może coś się stało Maryśce albo tej małej? Przecież ich też nie ma już tak długo a wyjechały na długo przed policją. Wszystko przecież widziałam przez okno.

- Zośka przestań. – Powiedział znużonym głosem Ryszard. Czy ty zawsze musisz doszukiwać się jakiś sensacji? Najpierw podejrzewałaś go o jakiś romans, co się okazało, że to była siostra Marysi. Później doszukiwałaś się romansu Maryśki i co? Nic dobrego z tego nie wyszło.

- Oj tam, oj tam. Nigdy nic nie wiadomo, jednak to nie zmienia faktu, że tam mogło coś się stać.

- Daj spokój kobieto. Dziennik oglądam.

- Już jeden oglądałeś. Ja nie wiem jak może cię ciekawić jakiś dziennik skoro tu tyle się dzieje. Ty nawet złodzieja byś nie zauważył gdyby kręcił się po domu, no chyba, że by chciał zabrać ci telewizor. Tylko wtedy byś może coś zauważył.

 Ryszard zbył ją machnięciem ręki. Zawsze było tak samo. Wiecznie tylko siedziała w tym oknie z lornetką i obserwowała wszystkich dookoła. Wiedziała, kto, o której godzinie wstaje, kiedy jedzie do pracy, lub co robi w domu. Po prostu żyła życiem innych.

                                                             *

          Dochodziła dwudziesta. Wanda stała nerwowo przy oknie i wypatrywała powrotu Piotrka. Po pewnym czasie zauważyła jakieś nadjeżdżające światła w jej kierunku. Dostrzegła pojazd taryfowy, więc wyszła przed dom i czekała patrząc, kto wyjdzie z samochodu.

- Dobry boże!- Krzyknęła, gdy zauważyła wysiadającego z taryfy kompletnie pijanego syna. Podbiegła do niego. W tym momencie wyszedł taksówkarz.

- Należy się sto dwadzieścia złotych droga pani- syknął kierowca. – Wiozłem go pięć minut, ale tak mi zasmrodził cały samochód, że przez tydzień nie będę miał klientów. Niech go łaskawa pani stąd zabiera!

- Dobrze, już dobrze. Niech go pan potrzyma to pójdę po pieniądze.

 Kierowca podszedł i złapał go pod ramię. Wanda szybko pobiegł do domu po pieniądze. Nie mogła sobie przypomnieć gdzie położyła portfel. Zaczęła go nerwowo szukać, jednak nie znalazła. Kontem oka zauważyła na stole jakiś inny portfel. Wyciągnęła z niego pieniądze i wybiegła znów na dwór.

- Dam panu to pięćdziesiąt złotych, jeśli mi pan pomoże zaprowadzić go do domu. Jest kompletnie pijany i sama sobie z nim nie poradzę- mówiła to wręcz proszącym głosem.

- Co ja mam za dzień. To będzie już drugi gość, którego będę wciągał do domu.-

Zaczął go prowadzić. Dwa razy by im upadł, gdyby nie pomoc kierowcy. Ułożył go na kanapie, którą wskazała mu Wanda. Zabrał pieniądze i wyszedł bez słowa.

 -Co za gbur- powiedziała do siebie. -Nawet zwykłego do widzenia matka go nie nauczyła. No pięknie. Nawet drzwi zostawił otwarte.

Wanda pomyślała, że chyba już nigdy nie skorzysta z jego usług. Już miała je zamykać, kiedy nadbiegła Ania.

- Babciu, jest już mama?- Wpadła zdyszana do domu.

- No właśnie nie ma. Gdzie ona się podziewa? Nie mówiła gdzie jedzie i kiedy wróci?

- Nie. – Powiedziała drżącym już głosem Ania.- Idę do swojego pokoju!

Wbiegła szybko i zamknęła drzwi. Jak zwykle posłuchała chwilę czy babcia za nią nie idzie i dopiero wtedy wyciągnęła swoje pudełeczko. Chciała w nim ukryć mały niebieskawy kamyczek, który dostała od Kasi. To znaczy prawie dostała, ponieważ, leżał sobie w małej doniczce i z pewnością nie był nikomu potrzebny. Zauważyła go, kiedy razem z Kasią podlewały kwiatki. Leżał sobie pod listkiem, więc Ania schowała go sobie do kieszeni.

  Zawsze tak robiła. Dla niej, gdy coś leżało na ziemi, czy pod półkami i nie było ruszane przez nikogo znaczyło, że jest nikomu nie potrzebne. Ania brała te rzeczy i chowała w magicznym pudełeczku. Dla niej były to pamiątki z różnych miejsc, które przypominały jej gdzie i kiedy spędzała swoje dnie. W pamiętniku opisywała gdzie je znajdowała i kiedy. Mówiła o nich ,,prezenty ‘’. Z każdą rzeczą układała pewną historię, dzięki czemu każda z tych rzeczy była wyjątkowa, inna. Tak jak ona.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany