Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 47

local_library1 comment0 thumb_up0
11-04-2019 08:10

Cz. 47

                  Rozdział 28

Z deszczu strug i słonecznych chwil

Z wyrazistych barw, niewyraźnych min,

Ułożysz mnie,

w całość ułożysz mnie

Z resztek dnia wczorajszego snu,

Z chaotycznych myśli i prostych słów,

Ułożysz mnie,

w całość ułożysz mnie

Z ciszy nocy, z hałasu dnia,

Z moich wszystkich obaw, wypitych kaw,

Ułożysz mnie,

w całość ułożysz mnie

Z rannych rozmów, leniwych dni,

Z przeczytanych wierszy, ulubionych płyt,

Ułożysz mnie,

w całość ułożysz mnie

Zanim zgaśnie Słońce,

Nim dogoni nas polarny wiatr

Układaj mnie bez końca

Od początku jeszcze raz

Ania Wyszkoni ,,W całość ułożysz mnie”

Ela jak obiecała, tak zabrała dziewczynki na zakupy do Tesco. Drogę miała okropną, gdyż trudno jej było usiedzieć na twardym fotelu. Pomyślała, że następnym razem weźmie ze sobą poduszkę.

Zawsze to mniej bólu.

Zadowolone dziewczynki wzięły swoje koszyczki. Asia miała swój i Sara też. Ania aby zrobić im na złość również wzięła osobny. Ela wzięła duży wózek sklepowy, gdyż nie zamierzała dźwigać tego wszystkiego sama.

- Mamo! Mamo! Najpierw spinki!- Krzyczały bliźniaki.

- Dobrze, już dobrze.

Poszły w kierunku działu z ozdobami do włosów. Było tam pełno przeróżnych spinek, wstążek, tasiemek i wszystkiego, czym tylko mogły ozdobić swoje włosy. Sara biegła jak oszalała. Nie wiedziała, jaką sobie wybrać, aby była najładniejsza. Asia pobiegła dalej, aby siostra nie wybrała czasem takiej samej spinki. Ania przyglądała się wszystkim spinkom i w końcu podeszła do zwykłych wsuwek, ale możliwie jak najdłuższych i najtwardszych. Wybrała sobie dziesięć sztuk, błękitną opaskę do włosów i niebieska gumkę do włosów. Ela z boku przyglądała się wyborze Ani, po czym do niej podeszła.

- Aniu? Tylko tyle? Myślałam, że chcesz kupić sobie ozdobne spinki i to znacznie więcej.

- To mi wystarczy ciociu.

- Jak chcesz. A przeglądałaś te piękne szczotki do włosów? Są boskie. I zobacz, nawet w twoim ulubionym kolorze.

Ania popatrzyła na nie i musiała przyznać, że nowa szczotka by jej się przydała, bo ta w domu już pogubiła trochę włosia.

- No dalej. Weź, co ci potrzeba.

- Ale ja nie chcę, abyś traciła dużo pieniędzy- dodała smutno.

- O to się nie martw- uśmiechnęła się.- Jeżeli ja już kogoś zabieram na zakupy, to muszą być one udane. No dalej.

Ania uściskała Elę i wzięła tą szczotkę. Potem dołożyła jeszcze błękitną przepaskę z chmurką na środku, mała błękitną kosmetyczkę i jeszcze błękitny lakier do paznokci z innego działu.

Była zadowolona z tych zakupów. Ostatnio, to z mama robiła zakupy i zawsze wybierały to samo. W gruncie rzeczy cieszyła się, że Ela jest z nimi.

- Dziewczynki i jak tam zakupy?

- Już, zaraz mamo!

- Tylko nie wykupcie całego sklepu- dodała żartobliwie.

- Nie martw się- krzyknęła Asia.- Cały sklep nie zmieściłby nam się do koszyczka!

Ela zaśmiała się. Ania towarzyszyła jej z boku wózka. Była bardzo zadowolona z zakupów tylu rzeczy, a Ela cieszyła się, że złapała lepszy kontakt z Anią.

Po godzinnych zakupach udali się do kasy. Ania jak obiecała pomagała w wyciąganiu i wkładaniu zakupów na taśmę, a potem znów do wózka. Z ukosa spoglądała tez na bliźniaczki. Jedna chowała swój koszyk przed drugą. Ania musiała przyznać, że śmiesznie to wyglądało. Przecież i tak w domu będą się sobie chwaliły, która co sobie kupiła. Kiedy jednak położyły swoje koszyczki na taśmie, Ania nie wytrzymała i zaśmiała się na całe gardło.

- Tak bardzo ukrywałyście przed sobą, która co kupiła, a i tak macie to samo!

Dziewczynki spojrzały na siebie oburzone i znów zaczęły się kłócić.

- To ty podglądałaś, co brałam!- Krzyczała Asia.

- A wcale nie, bo ty!- Wtórowała Sara.

Ela sama zaczęła się śmiać, a razem z nią kasjerka. Najwyraźniej były prawdziwymi bliźniaczkami we wszystkim.

- Ale tu wesoło- rozległ się głos za nimi.

- Ryszard?

- Cześć. Czy i ja mogę się dołączyć do tak rozbawionego towarzystwa?

- Pewnie- odparła Ela.

- To pozwól, że to ja poprowadzę wózek z zakupami- odparł już go prowadząc w kierunku parkingu.- Nie powinnaś tyle dźwigać.

- Ania mi pomagała- odparła zalotnie ciesząc się w duchu ze swojego szczęścia. To szczęście miało jego imię…

Ela patrzyła na Ryszarda jak zakochana nastolatka. Ania to zauważyła i odeszła na bok. Nie chciała im przeszkadzać. Nie wiedzieć, czemu na myśl przyszła jej Magda, która wciąż bezskutecznie próbowała zwrócić na siebie jego uwagę. Cóż jednak mogła na to poradzić. Nie od niej zależały ich losy, a miłości nie wolno przeszkadzać. Ela też zasługiwała na szczęście. A to, ze ich sąsiad wybrał jej ciocię, a nie Magdę, to już był jego wybór.

Ania zabrała dziewczynki do samochodu. Nie chciała, aby patrzyły na dwa gruchające gołąbki, bo tak ich nazywała w myślach. Miała tylko nadzieję, że kiedykolwiek jeszcze spotka Sebastiana…

                                                     *

Ania czekała aż się obudzi. Była pielęgniarką nie od dziś, ale nie mogła sobie odmówić patrzenia na tak wrażliwego mężczyznę, który z wrażenia zemdlał. Podała Zofii spory środek na uspokojenie, więc miała teraz trochę czasu dla Olafa.

Śpiący rycerz zaczął w pewnym momencie kręcić się niespokojnie na łóżku, aż w końcu otworzył oczy. Anna nachyliła się nad nim.

- Jestem już w niebie?- Spytał zaspany.

- Nie zupełnie. Póki, co szpitalne łóżko musi ci wystarczyć- odparła z uśmiechem.

- Tak? To, dlaczego widzę Anioła?

Anna zarumieniła się nieco. Jeszcze nikt jej nigdy tak nie nazwał. Postanowiła, że będzie twarda, gdyż nie chciała, aby później sobie z niej żartował.

- Bardzo śmieszne. Jak się pan czuje?

Przetarł oczy jeszcze raz i zaraz podniósł się z łóżka.

- Chyba dobrze, tyle, że nie bardzo wiem, co się stało.

- Zabawne. Zemdlał pan i tyle- zerknęła mu w oczy przelotnie.

- Ja zemdlałem? Chwileczkę…

Próbował sobie przypomnieć, co takiego sprawiło, że zemdlał. Wciąż to do niego nie dochodziło. Czy on naprawdę był zdolny zemdleć?

- Zaraz, chyba ktoś krzyczał, tak?

Westchnęła.

- Tak. Był pan w odwiedzinach u pani Zofii. Niestety dostała ataku furii i wtedy to się stało.

Myślał, myślał…

- O Boże. Już pamiętam! A gdzie mój kumpel?

- Musiał jechać na ważne spotkanie. Poprosił mnie, abym się panem zajęła, choć to nie należy do moich obowiązków…

- Przepraszam za kłopot- podrapał się po głowie.- Ale mi wstyd…

- Dobrze, ale jak pan się czuje teraz? Nie kręci się w głowie? Dobrze pan widzi?

Na te słowa podniósł się niepewnie, lecz zaraz usiadł z powrotem.

- Pan? Jaki ze mnie pan. Facet, który mdleje od krzyku nie może być żadnym panem. Na imię mi Olaf.

- Ok. Jestem Anna. Jeśli pan… to znaczy, jeśli lepiej się czujesz, to pozwól, że zmierzę ci ciśnienie.

- Dobrze, dobrze- zaczął oglądać swoje dłonie.- Ale która mam podać rękę?

Anna przeszła do stolika obok i przyniosła aparat do pomiaru ciśnienia.

- Może być lewa. Proszę wstać i przenieś się na krzesło. A ręka na stoliku niech spoczywa.

Olaf, choć nieśmiało, co mu się to nigdy nie zdarzało, podszedł do krzesełka i zrobił jak mu kazała. Miał ochotę zapaść się pod ziemię. Zemdlał od krzyku jakiejś staruszki. Teraz, to dopiero będą się z niego nabijać.

- Już dobrze. Nie kręć ręką, a ja zrobię swoje.

Kiwnął jedynie na zgodę, bo wstyd padł mu na mowę. Po chwili usłyszał, że może już oddychać… Z tego stresu nawet nie zauważył, że wstrzymywał powietrze. Bóg mu świadkiem, że nigdy nie był w takiej sytuacji.

- Jest dobrze. Masz sto trzydzieści na siedemdziesiąt. Prawie idealnie, choć to drugie jest nieco niższe. Ale może to z powodu stresu.

- Może. A mogę mieć do pani, to znaczy do ciebie Aniu jedną prośbę?

- Słucham- spojrzała mu w oczy i za wszelką cenę starała się być poważna. Olaf był bardzo zabawny i przypadł jej do gustu, ale z przyczyn zawodowych nie mogła mu tego okazać. Przecież była pielęgniarka, a on pacjentem, jakby nie patrzeć.

Olaf nachylił się do niej nieśmiało.

- Mogłabyś o tym nikomu nie mówić?

- O czym?

Droczyła się z nim, ale on nie musiał o tym wiedzieć. Dawno nie widziała zakłopotanego mężczyzny. A do tego tak przystojnego i bez obrączki na palcu.

- No, o tym, że zemdlałem. Nie chcę, aby ludzie brali mnie za maminsynka, czy nieudacznika.

Uśmiechnęła się. Tak bardzo starała się być poważna, ale to jej nie wyszło. Uśmiech sam cisnął się na usta.

- No coś ty. Nie bądź dla siebie taki surowy.

- Proszę. Zrobisz to dla mnie?

Złapał ją za rękę i głęboko spojrzał w oczy. Dostrzegła w nich panikę. Najwyraźniej reputacja była dla niego bardzo ważna. Wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana, lecz po chwili dotarło do niej, że nie może być tak uległa. To, że nie miała faceta odkąd pamiętała, nie mogło decydować o jej zachowaniu względem pacjentów. A po za tym wcale go nie znała. Puściła nagle jego dłoń przytłoczona ogromnością ciepłych uczuć, jakie ją zalały od środka.

- Dobrze. Nic nie powiem.

- Uf. Będę miał u ciebie dług wdzięczności.

- Spoko. Przecież nic takiego nie zrobiłam. Jestem tylko pielęgniarką- rzuciła patrząc na niego przelotnie.

- Może i tak. Ale za to najładniejszą, jaka znam.

Podszedł do niej i ucałował jej dłoń. Oniemiała zapomniała jej wyrwać, gdy nagle puścił jej dłoń i wyszedł. Sam nie wiedział skąd wzięła się u niego taka odwaga, aby pocałować jej dłoń, jednak czuł, że musiał to zrobić. Anna bardzo przypadła mu do gustu. Miała w sobie cos tak skromnego i niewinnego, że jeszcze długo o niej myślał. W duchu miał nadzieje, że i on jej się spodobał…

Oszołomiona Anna siedziała jeszcze trochę na Sali. Nie chciała od razu wychodzić, aby nikt nie zauważył, że się czerwieni. Olaf wywarł na niej duże wrażenie. Otworzył w niej cos, co długo dla nikogo nie było otwarte. Ciężko było jej to przyznać, ale był pierwszym mężczyzną, na którego zwróciła uwagę…

                                                 *

                                      ,,Pamiętniczku mój”

Niedawno przyjechaliśmy ze sklepu. Ciocia jest super! Sama kazała nam powybierać przeróżne spinki, szczotki do włosów i wszystko, co tylko chcieliśmy ze sklepu. Ostatnie takie zakupy robiłam, kiedy mama jeszcze żyła. Zawsze pozwalała mi kupować, co tylko chcę. Przeważnie kupowałyśmy sobie to samo. No i oczywiście wszystko było w kolorze nieba…

Ja nigdy nie Zamienie tego koloru na jakiś inny. Kolor nieba jest tylko naszym kolorem. Babcia czasem mi mówiła, że powinnam lubić też inne kolory, bo ten za bardzo nie pasuje do moich rudych włosów, ale ja mam to gdzieś. Ona nigdy nie zrozumie, dlaczego ten kolor jest dla mnie taki ważny. Cioci Eli on wcale nie przeszkadza.

A wiesz, co?

Jak wychodziliśmy ze sklepu, to znaczy, gdy byliśmy już przy kasie, to spotkaliśmy tatę Kasi. Był sam. Ciocia musi nieźle na niego działać, bo przecież jak ktoś jedzie do sklepu, to chyba po to, aby coś kupić, a on, gdy tylko nas zobaczył, to zaraz za nami poszedł.

Cos posłyszałam jak mówił, że się o nią martwi i że nie powinna dźwigać, ale przecież miała mnie. Ja mogę robić zakupy. W sklepie sama uniosłam dziesięciokilowy worek cukru. I nikt mi nie musiał pomagać. Też bym sobie poradziła z resztą, tylko w sumie, to byłam ciekawa, o czym będą rozmawiać i dlatego się odsunęłam. Wiadomo, że przy mnie by za dużo nic nie powiedzieli, a sami, to zupełnie, co innego.

Podsłuchałam, że chce ją gdzieś zabrać. Chciał nawet dzisiaj, ale chyba cioci nie pasowało. W każdy razie ma ją gdzieś zabrać jutro. Może znów do parku, bo tam często przebywali? Jeszcze nic więcej nie wiem, ale jak się dowiem, to ty dowiesz się o tym pierwszy.

Ale pokręcone zdanie napisałam. Chyba sam jestem już zmęczona…

A wiesz, co?

Udało mi się otworzyć tą skrytkę taty. Bardziej się cieszyłam tego, że ją otworzyłam tą długą wsuwką do włosów, niż to, że w ogóle ją otworzyłam. Niech zgadnę. Pewnie jesteś ciekawy, co było w środku? Ja też. Bo wiesz, tu zaczyna się problem…

Bo wiesz, co? Jak ja otworzyłam, to byłam wtedy w łazience, bo bałam się, że ktoś przyszedłby do mojego pokoju i ja zobaczył, więc zamknęłam się na klucz i tam próbowałam ją otworzyć. Złamałam trzy wsuwki, ale czwarta otworzyła tą skrzynię. I kiedy już miałam do niej zajrzeć nagle ciocia Ela zapukała do drzwi, bo chciała się wykąpać. Więc ja szybko schowałam ją do kosza na pranie i wyszłam. A teraz czekam, aż ciocia wyjdzie z łazienki...

Wiem, wiem, to był głupi pomysł, ale nic innego nie przyszło mi wtedy do głowy. Skąd mogłam wiedzieć, że akurat będzie chciała się wykąpać? Teraz zostało mi tylko czekać…

Mam nadzieję, że pierwsza nie znajdzie tej tajemnicy…

Idę sprawdzić, czy już wyszła. Jakby, co, to dam ci znać. To pa!


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany