Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 48

local_library1 comment0 thumb_up0
11-04-2019 08:11

Cz. 48

                    Rozdział 29

Dochodziła czwarta. Piotr siedział na ławeczce i rozglądał się na boki. Żadnego śladu żywej osoby. Zapatrzył się na pobliski staw. Pływały w nim dwa białe łabędzie. Wokół słychać było tylko ciszę. Gdzieś w oddali tylko zaświergotał jakiś ptak. Wszystko było pięknie zazielenione. Spostrzegł, że niedawno ktoś skosił tu trawę, bo wciąż czuło się jej świeży zapach.

Nerwowo zerknął na zegarek. Było dziesięć po czwartej. Czuł, że nie przyjdzie. Rozejrzał się jeszcze dookoła i nic. Ścieżki też były puste. A taką miał nadzieję, że przyjdzie. Bardzo chciał z nią porozmawiać. I choć na początku miał tremę przed spotkaniem z nią, to teraz uleciała ona bezpowrotnie. A całą drogę zastanawiał się, od czego zacznie rozmowę. Chciał jej powiedzieć wszystko i jednocześnie nic. Teraz jednak było to nieistotne.

Zerknął jeszcze raz w stronę stawu. Łabędzie odpłynęły jakby dalej. Być może ktoś je wystraszył, albo coś wpadło do wody. Natchnięty tymi myślami postanowił to sprawdzić. Wstał i podszedł bliżej stawu. Nagle coś jakby poruszyło się w krzakach, albo tuż pod nimi. Wychylił się bardziej i wtedy dostrzegł jakąś postać przykucniętą tuż przy brzegu. Jakąś kobietę ze splecionymi włosami w kucyk. W dłoni trzymała reklamówkę z okruszkami chleba. Kiedy zerknął w miejsce, gdzie rzucił okruszki dostrzegł stosy małych rybek próbujących uchwycić kawałki okruszków.

Nie chciał jej przestraszyć, jednak bardzo chciał coś do niej powiedzieć. Starał się skupić umysł, ale nic sensownego tam nie docierało. I nagle wybełkotał obojętnie:

- Ładny mamy dziś dzień.

O dziwo, kobieta nawet się nie poruszyła. Zdawała się go nie słyszeć. Niczym robot wyciągała okruszki z torebki i sypała je rybkom, które wcale jej się nie bały. Piotr postanowił odezwać się nieco głośniej.

- Dzień dobry!

Kobieta ledwie zauważalnie obróciła w jego stronę głowę, ale nie spojrzała na niego. W tym momencie Piotr zastanowił się, czy jest sens dalej prowadzić ten dialog z samym sobą, więc bez dalszych słów podszedł bliżej i kucnął niedaleko niej zapatrując się na łabędzie. Kobieta bez słowa podsunęła mu torebkę z okruchami, jakby chciała, aby i on troszkę rozrzucił. Już miał wyciągnąć rękę, kiedy dostrzegł jej dłonie. Calutkie zniszczone i pomarszczone. Wydawało mu się, jakby miały więcej niż pięćdziesiąt lat i to w ciągłej pracy na polu. Nie zauważył żadnej obrączki na palcu, więc uznał, że jest samotną kobietą.

Wziął garstkę okruchów i rzucił je dalej do wody. Łabędzie zbudzone odgłosem pluśnięcia spostrzegły okruchy i podpłynęły bliżej. Zaczęły je jeść co chwila sprawdzając, czy są obserwowane.

Piotr całkowicie się wyłączył. Miał się spotkać ze swoją nieznajomą, a tym czasem siedział obok starszej kobiety, która nawet nie raczyła się odezwać, ani na niego spojrzeć. Teraz, to już było mu wszystko jedno.

Po kilku minutach, lub nawet kilkunastu, nie potrafił tego sprecyzować, bo myślami był daleko stąd, nagle ujrzał jak kobieta schowała do kieszeni bluzy reklamówkę z okruszkami. Potem podniosła się i odeszła. Piotr wodził za nią wzrokiem, kiedy odchodziła. Była dziwnie ubrana. Miała na sobie czarne adidasy, spodnie od dresu i bluzę z kapturem. Odchodząc nawet się nie obejrzała.

Coś jednak nie dawało mu spokoju. Mimo iż jej nie znał, wytwarzała od siebie coś, co sprawiało, że czuł się dziwnie. No i z boku wydawała mu się dużo młodsza, niż mogłyby sugerować jej dłonie. Sądząc po stroju sam dałby jej, co najwyżej ze trzydzieści lat. Jednak te dłonie…

One nie pasowały do tego ciała…

Kazał sobie ochłonąć. Jeszcze raz spojrzał na łabędzie i potem wstał. Na buty osypało mu się odrobinę piasku, ale nie zwrócił na to większej uwagi. Za to zegarek pokazywał już wpół do piątej. Była najwyższa pora, aby wrócić do domu. Jego prośby o spotkanie zdały się na nic. Najwyraźniej nie miała ochoty się z nim spotkać. Zrezygnowany poszedł w stronę parkingu. Wsiadł do auta i odjechał.

Ona patrzyła jak odjeżdża. Nie mogła tak po prostu do niego podejść i zacząć rozmowę. Z jednej strony chciała się z kimś spotkać i porozmawiać, i nawet wydawało jej się, że mogłaby zamienić z nim parę słów, ale… Nie potrafiła… Nie potrafiła, bądź nie była jeszcze na to gotowa. W sercu trzymała żal i smutek. Póki co, to oni byli jej towarzyszami…

Jadąc do domu Piotr sam nie wiedział, o czym ma myśleć. Najpierw to oczekiwanie na nieznajomą z cmentarza, a teraz jeszcze ta kobieta. Coś mu w niej nie dawało spokoju. Sam nie wiedział, co to było.

Ta kobieta za stawu… Nic nie mówiła, tylko tam siedziała karmiąc rybki i łabędzie. Bóg mu świadkiem, że chciał coś sensownego powiedzieć i porozmawiać z nią nawet o pogodzie, ale ona zupełnie nic nie mówiła. Mogła być niemową, albo zwyczajnie nie chciało jej się zaszczycić go rozmową. Sam nie wiedział, co o tym myśleć. Te kasztanowe włosy splecione w kucyk z czymś mu się kojarzyły, albo tylko mu się wydawało.

Trudno, może kiedyś sobie przypomni, a tymczasem zajechał już na swój podjazd.

                                                              *

Ania czekała w salonie na odgłos otwieranych drzwi. Ela dość długo siedziała w łazience. Lekarz zalecił jej codzienna kąpiel nawet do trzech razy dziennie. Nie mogła dopuścić do tego, aby wdało się zakażenie. Chciała jak najszybciej wyzdrowieć i znów być zdolna do intymnych spraw. Co prawda nie myślała tylko o seksie, ale raczej o tym, aby kiedyś w przyszłości znów zostać mamą. Póki, co musiała skupić się na higienie osobistej.

Wytarła się ręcznikiem i zaczęła balsamować swoje ciało. Częste kąpiele bardzo wysuszały jej skórę. Wystarczyło, że raz przejechała paznokciem po skórze, aby zaraz pojawił się biały ślad.

Wzięła suszarkę i zaczęła suszyć włosy. Biorąc ją do ręki pomyślała o swojej siostrze. Życie naprawdę potrafiło być niesprawiedliwe. Nigdy nie będziemy wiedzieli, co nas czeka, czy też, co się wydarzy. Dobrym tego przykładem jest właśnie uczucie, którym darzy Ryszarda. Kto by pomyślał, że mąż takiej zołzy może okazać się wspaniałym mężczyzną.

Jest dokładnie taki, jaki był jej mąż. Nie ma pojęcia, czy to tak miało się ułożyć jej życie, ale chce tego spróbować. Nie można przecież do końca życia wzbraniać się przed miłością. Jeśli już przychodzi, to z pewnością ma względem nas jakiś plan. Pragnęła tylko, aby ten plan był radosny i udany, gdyż nie wie, czy dałaby radę wytrzymać powtórną utratę miłości. To by ją chyba zabiło pomyślała zgarniając pojedyncza łzę z policzka.

Włosy już się wysuszyły, więc odłożyła suszarkę na kosz z praniem. Zdziwiło ją, że znów jest tak dużo prania. Przecież wczoraj wyprała wszystko. Trudno, znów będzie musiała włączyć pralkę. Najpierw jednak ubierze się i coś przekąsi.

Zarzuciła na siebie szlafrok i wyszła z łazienki. Ania właśnie na to czekała. Kiedy Ela była już na górze Ania wbiegła szybko do łazienki i wyciągnęła szkatułkę z kosza. Suszarkę położyła na półkę i złapała to, po co przyszła. Wyjrzała jeszcze za drzwi i kiedy upewniła się, że nikt nie idzie, szybko wbiegła na górę do swojego pokoju i zamknęła drzwi na klucz.

W tym czasie Ela wyszła ze swojego pokoju i zapukała do jej drzwi.

- Aniu, jesteś tam?

- Tak ciociu.

- A co robisz?

Ania szybko schowała swój skarb pod łóżko i podeszła do drzwi.

- Nic nie robie ciociu.

- Dobrze, ale mogłabyś mi na chwilę otworzyć drzwi?

- Dobrze.

Ania otworzyła je i ujrzała, że Ela jest jeszcze w szlafroku.

- Hej masz może jakieś brudne rzeczy, bo robię pranie?

- Nie mam ciociu- uśmiechnęła się speszona.

Ela przyjrzała jej się dobrze i spostrzegła, że jest z nią coś nie tak. Widziała to po jej zachowaniu, bo identycznie zachowywały się Sara i Asia, gdy coś zmalowały. Obydwie mocno zacierały ręce, tak jak teraz Ania.

- Aniu, a czy wszystko u ciebie jest dobrze?

Ania zdziwiona pytaniem Eli zbyt szybko pokiwała głową, co dało Eli do myślenia.

- Tak ciociu.

- Ale wyglądasz jakoś dziwnie.

- Nieee, bo wiesz… Ja jeszcze cieszę się z naszych zakupów…

- Ach tak- powiedziała zrezygnowana.- A gdzie masz te brudne ubrania?

Ania szybko próbowała sobie przypomnieć gdzie je położyła.

- Chyba są w łazience.

- Dobrze… Więc jakby co, to będę w łazience…

- Ok. ciociu.

Gdy tylko Ela wyszła Ania natychmiast zamknęła drzwi na klucz. Dopiero całkiem sama odetchnęła z ulgą. O mały włos i by wpadła. Dobrze, że zdążyła przenieść te kufer. Teraz w spokoju mogła do niego zajrzeć.

Ela zeszła na dół do łazienki. Miała dwie pary nowych skarpetek, więc postanowiła, że je sobie dorzuci do prania. Nie lubiła nosić rzeczy prosto ze sklepu. Zawsze najpierw je przepierała, a dopiero później je nosiła.

Ale zaraz. Spojrzała na kosz z praniem i aż przystanęła. Jeszcze przed chwilą był prawie pełny, a teraz nie było w nim ubrań nawet na połowę kosza. Ktoś nawet przestawił suszarkę. W takim wypadku nie musiała jeszcze dzisiaj prać. Ale gdzie podziała się reszta brudnych rzeczy? Ktoś je musiał zabrać. Ale, po co?

Nagle przypomniała sobie, że gdy wchodziła do swojego pokoju, to usłyszała trzaśnięcie drzwiami. To musiały być drzwi Ani, bo do pokoju dziewczynek, gdy szła, drzwi były wciąż otwarte. I nawet, gdy do niej poszła, to jakoś tak dziwnie się zachowywała. Jakby miała coś do ukrycia. No chyba, że faktycznie coś ukrywała… Musi powiedzieć o tym Piotrowi. Najwyraźniej może jemu uda się do niej dotrzeć i do tego, co ukrywa.

Znów ktoś trzasnął drzwiami. Wyszła na korytarz i ujrzała Piotra.

- I co? Już po spotkaniu?

- Ach, wolę o tym nie mówić- machnął ręką i skierował się do kuchni.

- Coś wyszło nie tak?- Spytała idąc za nim ze skarpetkami w dłoni.

- Posłuchaj, to było bardzo dziwne i naprawdę nie chcę o tym rozmawiać.

Nalał sobie herbaty z termosu i usiadł przy stole.

- A ty, co taka rozebrana? – Zapytał marudnie.

- Brałam kąpiel. A tak w ogóle, to będzie trzeba porozmawiać z Anią- mruknęła niepewnie zakładając ręce w geście protestu. – I to najlepiej jeszcze dzisiaj.

- Z Anią? A co takiego zrobiła?

- No właśnie chyba nic. Ale bardzo dziwnie się zachowuje.

- Może po prostu dorasta. Zrozum ją. Straciła siostrę i matkę. Ty byś była normalna?

- Przestań. Ma dopiero dziesięć lat i może zaraz mi powiesz, że już dojrzała?

- Ela, a skąd ja mogę o tym wiedzieć? Z tego, co pamiętam, to kupiliśmy jej razem z Marysią taka mądrą książkę, w której wszystko jest wyjaśnione, co i jak. Zapewne już dawno ją przeczytała.

Ela nie wytrzymała i wyprostowała się gwałtownie.

- Człowieku! Ty myślisz, że książka wszystko załatwi?

Piotr zrezygnowany opadł na krzesełko niemal wgniatając jego oparcie.

- Ela, błagam, nie dzisiaj. Naprawdę miałem długi i bardzo wyczerpujący dzień. Nie jestem teraz w stanie o tym myśleć. Jak już powiedziałem, porozmawiam z nią jutro.

- Ale…

- Nie Elu. To moja córka i jutro z nią porozmawiam, dobrze?

- Pięknie- rzuciła wydymając wargi.- Ale skoro to twoja córka, to może powinieneś zajmować się nią jak ojciec, a nie wszystko zostawiasz na mojej głowie!- Krzyknęła, czego Piotr się po niej nie spodziewał.

- Jutro!- Odkrzyknął i zabrał herbatę ze sobą wychodząc z kuchni.

Ela została teraz sama wściekła na cały świat. Miała ochotę wyjechać z tego domu i już nigdy więcej tu nie wracać. Jednak dobrze wiedziała, że tylko mieszkając tuż pod nosem Ryszarda może się do niego bardziej zbliżyć…

Musiała jakoś to wszystko wytrzymać…


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany