Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 49

local_library1 comment0 thumb_up0
11-04-2019 08:12

 Cz. 49

 Rozdział 30

1. W ten słoneczny dzień,

w mym sercu pada deszcz,

nikt nie widzi jak,

jak naprawdę jest.

Miłość to kłopoty,

a ja czuje ten stan,

jak zapomnieć o tym,

bólu który znam.

Julia Jaroszewska ,,Dylemat”

                                   ,,Pamiętniczku Mój”

Nie wytrzymałam i zajrzałam do tej skrytki taty. Nie miał tam dużo rzeczy, ale niektóre były bardzo tajemnicze. Były tam jakieś zdjęcia z jakąś nieznana panią, która chyba była w ciąży, bo miała duży brzuszek. Tata był wtedy bardzo młody. Ledwie go poznałam. Dobrze, że z tyłu zapisał, kto jest na tym zdjęciu.

Napisał też, że kochał tą kobietę.

Było napisane:

,,Ja z najcudowniejszą kobietą na świecie Ewunią i maleńką Samantą”.

Ta Samanta, to chyba imię tego bobasa, co miał się urodzić, bo nikogo na tym zdjęciu nie było.

Ale było jeszcze jedno zdjęcie.

Też na nim był tata i ta pani, ale chyba na jakimś szpitalnym łóżku. Może ona szykowała się do porodu? Chociaż dziwnie by to wyglądało, gdyby miała rodzić z rurkami w nosie i rękach. Ale nie ważne. Dalej znalazłam jakieś czarno- białe zdjęcie, ale nie ma pojęcia, co to jest. Takie same zdjęcia widziałam kiedyś u mamy, ale spytałam, co to jest. Nie wiem, dlaczego. Jakoś mnie nie ciekawiły. Później znalazłam tam jakąś lalkę. Lalkami bawią się dziewczynki, ale ja nie pamiętam, abym taka miała. Nawet Ola jak żyła, to nie miała takiej. Być może tata kupił to komuś i zapomniał dać? Nie mam pojęcia. Może kiedyś, jak się odważę, to go zapytam.

Wiesz, co tam jeszcze było? Stare śpioszki Oli. Nie mam pojęcia, po co mu były potrzebne. Było też zdjęcie mamy i Oli jak się urodziła. Też na szpitalnym łóżku. Tata był bardzo szczęśliwy, bo uśmiechał się do zdjęcia.

Znalazłam tam też jakieś listy. Wszystkie były zaadresowane do taty. Pisała je ta Ewa. Jeszcze ich nie przeczytałam, ale na pewno to zrobię. A na samym dnie znalazłam jakąś kartkę. Pisało na niej:

PROTOKÓŁ Z SEKCJI ZWŁOK.

Nie wiem jeszcze, co to znaczy, ale gdy go przeczytam, to na pewno ci powiem.

Teraz trzymam w rękach piękną błękitną broszkę. Ona należała do mamy i też była w tej szkatułce. Ej, a może on zostawił to sobie na pamiątkę? Może robi tak samo jak ja? No przecież ja też mam podobny kufer, w którym trzymam swoje sekrety. Czyli, że tato też czuje się trochę inny, tak jak i ja.

Pamiętam, jak mama mi mówiła, że jeżeli czuję się inna, to znaczy, że jestem wyjątkowa. Czyli tata też jest wyjątkowy. Ciekawe, czy mama mu o tym powiedziała? Kurcze, same tajemnice są w tym domu. Czy nie lepiej by było, gdyby się tak nie oszukiwali? Kłamią tylko, a potem się dziwią, że ktoś jest zły, gdy o czymś się dowie, co było przed nim zatajone. To bez sensu.

A może tata wcale mnie nie kocha, tylko ciocia to wszystko zmyśliła? Teraz, to już nie wiem, kto tu kłamie, a kto nie. Może wszyscy dookoła kłamią? Skąd teraz będę wiedziała, kto mówi prawdę, a kto nie? Dobrze, że chociaż mam ciebie. Gdyby nie ty, to nie wiem, co bym zrobiła. Dziękuję ci, że cię mam. A teraz kończę, bo zaraz będzie kolacja i ktoś może tu wejść. To pa!

                                                   *

Piotr leżał na łóżku w swoim pokoju, kiedy nagle zadzwoniła jego komórka. Odebrał połączenie.

- Siema stary!... Leżę sobie i oglądam telewizję… No wiem, ale mówiłem ci, że o czwartej chciałem być w parku… Co ty mówisz?... No dobra, sorry… Ok., pa.

Odłożył komórkę. Olaf chciał się z nim jutro spotkać. Chciał mu opowiedzieć o tej pielęgniarce Ani. Chyba wpadła mu w oko. Przydałoby się, aby w końcu spoważniał- pomyślał i wrócił do oglądania telewizora.

                                         *

Anna, jak co rano poszła zajrzeć do Zofii. Cieszyła się, ponieważ tylko raz miała nocny atak, więc i ona mogła więcej odpocząć. Otworzyła jej okno, poprawiła lusterko, aby lepiej widziała, co się dzieje na dworze i podeszła do jej łóżka.

Zofia leżała bardzo spokojnie. Wzrok miała utkwiony w okno. Ania chciała poprawić jej poduszkę, lecz kiedy spojrzała na jej twarz nagle głośno zapiszczała. Nie wiedziała, co ma zrobić. Sprawdziła jej puls, lecz go nie wyczuła. Ciało było jeszcze ciepłe, więc szybko pobiegła po doktora Kiri.

Po chwili doktor już był przy Zofii. Nie musiał niczego sprawdzać, gdyż na jego oko nie żyła już od paru godzin. Oczy zastygły jej wytrzeszczone w kierunku okna. Usta były zamknięte, lecz gdy się dobrze przyjrzeć, malował się na nich delikatny uśmiech. Dłonie były splecione jak do modlitwy.

Anna stała obok łóżka Zofii z rękoma zakrywającymi sobie usta i nie umiała wykrztusić z siebie ani słowa. Doktor przejechał swoimi dłońmi po jej oczach i o dziwo, delikatnie się zamknęły. Tyle czasu miała je otwarte, tyle miesięcy nie przespała, lecz na ostatnią drogę udało się jej je zamknąć.

- Anno, trzeba powiadomić rodzinę.

Zszokowana nie wiedziała, co zrobić. Przecież jeszcze trzy godziny temu była u niej i wszystko było dobrze. Usiłowała sobie przypomnieć tą ostatnią rozmowę z Zofią. Niby nie było niczego szczególnego, na co mogła zwrócić uwagę. Choć może coś przeoczyła. Tak… Już wiedziała, co to było. Przecież kiedy od niej odchodziła powiedziała jej, że jest wspaniałą kobietą i bardzo jest jej wdzięczna za opiekę. Ania wtedy uśmiechnęła się i pogładziła ją po resztce włosów. Czy coś jeszcze było? Nie mogła sobie przypomnieć. Powiedziała chyba moja droga dobiegła już końca i uśmiechnęła się do niej, po czym spojrzała w stronę okna, gdzie paliła się tylko jedna lampa i jeszcze nic nie było w lustrze widać. Jak mogła to przeoczyć? Przecież Zofia wtedy się z nią żegnała…

- Anno- szepnął doktor zapatrzony w nią.

- Ona się pożegnała… Jakieś trzy godziny temu…

Rozpłakała się.

- Anno, uspokój się. Wytłumacz mi, jak to się pożegnała? Kiedy dokładnie to było?

Anna nie mogła opanować łez. Jak mogła nie zwrócić uwagi na tak bardzo ważne słowa? Przecież dobrze wiedziała, że może umrzeć każdego dnia. To była tylko kwestia czasu. Tak bardzo ja zawiodła…

Doktor podszedł do Ani bliżej i ją przytulił.

- Już dobrze, uspokój się- mówił głaskając ją po głowie.

- Ale jestem głupia- załkała.

- Nikt nie jest głupi. Każdy z nas wiedział, że może odejść w każdej chwili. To nie twoja wina.

- Ale ona sama mi powiedziała, że jej droga już dobiegła końca, a ja nic nie zrobiłam.

- Zrobiłaś, bardzo dużo Aniu. Tylko tobie ufała.

- No właśnie. Ufała mi, ale ja zawiodłam- bełkotała wycierając skapujące łzy.

- Nie zawiodłaś. Byłaś przy niej, kiedy być może czuła, że odchodzi. Nie była sama. Spójrz na jej twarz. Jest uśmiechnięta, widzisz?

Anna spojrzała w jej kierunku. Faktycznie było widać uśmiech. Nie była smutna, gdy odchodziła. Naprawdę się cieszyła.

- Dziękuje doktorze.

Odsunęła się do łóżka.

- Nie dziękuj, tylko zadzwoń do jej rodziny. Dasz radę?

- Chyba tak- wytarła ostatnia łzę.

- To idź szybko i zawołaj mi dwóch pielęgniarzy. Musimy ją stąd zabrać.

- Dobrze.

Ania zaczęła wychodzić z pokoju, gdy doktor jeszcze raz ją zawołał.

- Aniu?

- Tak?

- A o której byłaś u niej ostatnio?

- O czwartej nad ranem. To wtedy…

- Dobrze. A teraz leć.

Doktor został jeszcze chwile, aby odłączyć cały sprzęt od Zofii. Zauważył, że komputer monitorujący rytm pracy serca był odłączony. Kabel jeszcze tkwił w dłoniach Zofii, które jakimś cudem były odwiązane od łóżka. Podszedł bliżej i wtedy dostrzegł coś jeszcze. Maleńki nożyk chirurgiczny, który wystawał spod poduszki. Wziął go do reki i znów przyjrzał się sznurkom, którymi były obwiązane ręce Zofii.

Był odcięty…

- A więc chciałaś umrzeć po cichu… Teraz już wiem, gdzie zapodział się mój nożyk. Byłaś sprytna, Zofiu. Cóż, mam nadzieję, że teraz wyśpisz się za wszystkie czasy, w których sen do ciebie nie przychodził.

Wzruszony takim odejściem podszedł do sznurków, którymi były obwiązane stopy Zofii i przeciął je tym znalezionym nożykiem tuż w chwili, w której wpadli do pokoju pielęgniarze.

- Przeciął doktor sznurki?- Zapytał jeden z nich.- Wystarczyło odwiązać.

- Ach- westchnął doktor Kiri.- Przecież już jej się nie przydadzą.

To będzie nasza tajemnica Zofiu. Przynajmniej tyle mogłem dla ciebie zrobić- pomyślał doktor wychodząc z sali.

                                                         *

Piotr już miał wchodzić w bramę, kiedy odebrał telefon od Ani, pielęgniarki Zofii. Nie chciał uwierzyć, że tak szybko choroba zabrała Zofię. Oznajmił, że zaraz będzie na miejscu. W drodze próbował jeszcze dodzwonić się do Ryszarda, lecz ten najwyraźniej miał wyłączoną komórkę. Zadzwonił wiec do Eli z nadzieją, że może przy niej go zastanie i wcale się nie pomylił.

Ryszard obiecał przyjechać już za parę minut.

Piotr szedł korytarzem, kiedy podbiegła do niego Anna.

- Przepraszam.

- Tak? Piotr przystanął na chwilę.

- Ja coś do pana mam.

- Do mnie? Jeśli chodzi o rzeczy Zofii, to…

- Nie chodzi mi o jej ubrania. Zofia parę dni temu chciała napisać listy, ale nie miała tyle siły, więc to ja pisałam jej słowa.

- Dobrze, ale nadal nic nie rozumiem.

- Ja wiem, że to brzmi dziwnie, ale niech pan posłucha. To, co jest w nich napisane, jest bardzo ważne. Zofia mi dyktowała, a ja pisałam. Tam są pewne tajemnice, które ona ukrywała od bardzo dawna. Przed odejściem chciała je wyjaśnić właśnie za pośrednictwem tych listów.

- A gdzie są te listy?

Wyjęła je z kieszeni i podała mu do rąk. Piotr wziął je do ręki i przeczytał, do kogo są adresowane. Jeden z nich był do Ryszarda Rybki. Pomyślał, że zaraz mu go da, bo przecież niebawem miał się tu zjawić.

- Ale, zaraz. Ten drugi, to, do kogo?

- Pisze na odwrocie. Jest do Marii Zawady.

- Ale ja nikogo takiego nie znam.

- Zofia twierdziła, że pan zna. To o niej tak krzyczała czasami, kiedy miewała ataki.

- Ale ja nigdy nie pytałem o żadną Marię Zawadę. To chyba jakaś pomyłka.

- Na pewno nie. Zofia była w pełni świadoma, kiedy kazała mi to pisać. Niech pan zatrzyma.

Piotr jeszcze raz przyjrzał się adresatowi tej tajemniczej koperty. Imię nic mu nie mówiło, ale nazwisko? Z kimś je sobie kojarzył. Na pewno gdzieś już je słyszał, ale w tym momencie nie mógł sobie przypomnieć, gdzie. Podziękował Ani i poszedł dalej.

Ryszard przyjechał po piętnastu minutach. Niby szedł do Zofii, aby się pożegnać, lecz nie bardzo miał na to ochotę. Zamiast mieć same dobre myśli o swojej żonie, która właśnie zmarła, on miał tylko wielki zamęt. Co krok przedstawiały mu się sceny, kiedy przez tyle lat próbował się do niej zbliżyć, a ona specjalnie go ignorowała. Widział chwile, kiedy Kasia była malutka i złamała sobie nogę, a Zofia nie wezwała pogotowia, tylko krzyczała na nią, że nie potrafiła normalnie chodzić. Próbował stłumić w sobie te złe uczucia i skupić się na czymś innym, jednak to było zbyt trudne. Tak naprawdę, to nie chciał jej oglądać. Postanowił, że zabierze tylko jej rzeczy i poprosi Piotra, aby zajął się resztą. Miał nadzieje, że się zgodzi.

Wszedł do pokoju, gdzie siedziała jakaś pielęgniarka i poprosił o rzeczy Zofii.

W ciągu kilkunastu minut miał wszystko, co należało do jego żony. Zapakował to do toreb i zaczął wychodzić. Kiedy już miał otworzyć drzwi na schody, katem okaz zauważył Piotra. On też go dostrzegł i kiwnięciem ręki kazał poczekać.

- A ty nie idziesz się pożegnać?

- Nie. Mam tu jej rzeczy i zabieram je do domu.

- Naprawdę nie wejdziesz pożegnać się ostatni raz?

Piotr nie mógł go zrozumieć. Wiedział, że miedzy nimi nie zawsze się układało, ale śmierć była tylko jedna. To ostatnia droga gdzieś tam, bo potem nie ma już nic. Jak mógł przynajmniej do niej nie zajrzeć?

- Piotrze, zrozum mnie. Nie mogę. Nawet nie potrafię się smucić. Ty jej nie znałeś tak długo, jak ja. I od tej strony, co ja.

- No dobrze, ale była twoja żoną. Chyba wypadałoby…

Na twarzy Ryszarda odmalowało się zniecierpliwienie i złość.

- Nie mów mi, co wypada, a co nie. Ja nie potrafię i tyle. Jadę teraz do domu.

Zaczął już schodzić na dół, kiedy Piotrowi przypomniało się o liście, który Zofia zaadresowała do Ryszarda.

- Hej! Poczekaj, mam coś dla ciebie!

Ryszard przystanął i obejrzał się za siebie. Piotr podszedł do niego i wręczył mu list.

- Co to jest?- Spytał zdziwiony.

To list, który napisała pielęgniarka Zofii. Jest do ciebie Podobno Zofia zawarła w nim jakieś ważne sprawy.

- I ja mam to przeczytać?

- Rysiek, weź to. Skoro nie chcesz jej pożegnać, to przynajmniej weź to i przeczytaj w domu. Dla Zofii było to bardzo ważne. Zrób przynajmniej tyle. Nie wierzę, że nie zachowałeś w głowie ani jednej dobrej chwili. Pomyśl o tym.

Ryszard wziął kopertę i schował ją do kieszeni. Nie miał ochoty tego czytać, ale zabrał ją dla świętego spokoju.

- A co z pogrzebem?

- Zajmę się tym jutro.

- Ale jutro, to trochę za późno. Jest wczesna godzina, więc można załatwić wszystko dzisiaj.

- Rób, co chcesz. Ja jadę do domu.

Piotr stał tak jeszcze chwilę patrząc jak Ryszard odchodzi. Potem powrócił do Sali, gdzie była Ania. Pilnie musiał z nią porozmawiać.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany