Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 50

local_library1 comment0 thumb_up0
11-04-2019 08:13

Cz. 50

                               ,,Pamiętniczku Mój”

Kłamstwa bardzo bolą. Zwłaszcza te najmniejsze, bo to od nich wszystko się zaczyna. Czy naprawdę tak trudno jest nie kłamać? Dlaczego inni nie potrafią, bądź nie chcą nam mówić prawdy? Po co od małego dziecka się nam powtarza, że trzeba mówić prawdę, skoro sami rodzice tak nie potrafią. Ja już nic nie wiem. Nikt nigdy nie zrozumie dorosłych.

Pamiętam, jak kiedyś zapytałam się babci, dlaczego tak patrzyła na sąsiadów przez okno, a ona mi odpowiedziała, że wcale nie nich nie patrzyła. Okłamywała mnie w żywe oczy, bo przecież stałam za nią i sama widziałam jak się całowali. Po co mnie kłamała? Wystarczyłoby, aby powiedziała, że nie ważne, lub, że nie może powiedzieć i wszystko ok. Nie powiedziałaby przecież tego, co nie chciałam, ale i też by mnie nie okłamała. Po co więc kłamała? Czy w ten sposób próbuje mnie nauczyć jak mówić prawdę? Jeśli tak, to marnie jej to wychodzi. A potem się dziwią, że taki mały człowieczek, a już tak kłamie.

A wiesz, co jest najgorsze?

Potem mówią ,,No nie wiem, po kim ona to ma?”.

Czy naprawdę nie widzą, że bierzemy z nich przykład? Od kogo mamy się uczyć, jak nie od nich? Ale czy oni to w ogóle widzą? Patrzą tylko na to, na co chcą widzieć, a tak naprawdę, to prawda wcale ich nie obchodzi, albo nie chcą jej wydać. Powiedz, czy ja też będę taka, gdy dorosnę? Powiedz, że nie. Nie chce brać z nich przykładu. Chcę żyć swoim życiem i być taka, jaka chcę być, a nie taka, jaka karzą mi zostać. Nie chcę być nimi. Mi wystarczy, że będę sobą. Ja chcę płacić za własne błędy, bo tylko wtedy się czegoś nauczę. Jeżeli w nich nie mam oparcia, to sama sobie będę oparciem. W końcu nie jestem sama, bo mam też Ciebie i to Ty jesteś moim przyjacielem.

Nie wiem, co jeszcze mogę dodać.

Wkrótce muszę sobie kupić nowy pamiętnik, bo tu kartki już mi się kończą, ale nie martw się. Ty zawsze będziesz jedyny. Tylko przeniosę Cię do innego pamiętnika. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.

A propos gniewu!

Wiesz, że przeczytałam już jeden z listów od tej Ewy do taty? W sumie, to nie był taki ciekawy jak myślałam. Wiem tylko, że ta cała Ewa, to była chyba jego dziewczyną, kiedy chodził jeszcze do szkoły, bo pisało, że myśli o nim, kiedy ma przerwy w szkole. W sumie, to cały list był o miłości. Zwracała się do niego ,,Mój Piotrusiu”. Opowiadała mu, co słychać w szkole i pisała, że ciągle o nim myśli i nie może się doczekać, kiedy się spotkają. I to wszystko. Nie zdążyłam jeszcze zacząć drugiego listu, bo zachciało mi się spać i musiałam wszystko schować. Lepiej, żeby nikt nie dowiedział się, co tu ukrywam. To mój sekret i już. To kończę. Idę na dół coś zjeść. Pa!

                                                      *

Byłeś wszystkim, tym, co miałam

Co straciłam, a kochałam.

Byłeś wszystkim, co mieć chciałam

Lecz za mało się starałam…

     Byłeś oczkiem w mojej głowie

     I choć nigdy się nie dowiesz

     Zawsze będę na ciebie czekała

     I w każdej chwili mocno kochała…

Teraz usuwam się z Twojej drogi

By dla niej odsłonić twoje progi

I patrzeć jak Ciebie mi odbiera

Tak jak me serce wolno umiera…

Odłożyła kartkę na bok. Nie miała już siły dłużej pisać, gdyż oczy zaszły jej łzami. Widziała jak wychodził i szedł prosto do tej Eli. Była zła, że pojawiła się na jej drodze do szczęścia. Tyle lat dbała o dom, dzieci i o wszystko, wiec to ona miała pierwszeństwo do Ryszarda, a nie Ela. Ledwo się pojawiła, to już namieszała w jej życiu. Teraz, to już Ryszard nigdy nie zwróci na nią uwagi. Nie mogła znieść myśli, że teraz w tym momencie on Siudo niej przytula, a ona nie może nic na to poradzić. Może nawet się całują i on ją dotyka. Nie mogła się opanować. Łzy kapały jedna po drugiej. Serce ściskało ją z żalu. Miała ochotę nawet zrobić coś głupiego, jednak myśl o małej Zuzi i Kasi nie pozwalały jej na to. Te dzieci potrzebowały opieki, a nikt nie znał ich tak dobrze jak ona. Musi się pozbierać. Tylko jak ma to zrobić, kiedy wie, że jej całe życie legnie w gruzach? Przez tyle lat go kochała i była mu oddana. Nawet czasami usługiwała mu i Zofii, a przecież nie powinna tego robić. Teraz Zofia leżała w szpitalu i wiedziała, że umrze, więc Ryszard powinien być albo u niej, albo w domu z dziećmi. Nie TAM! Nie z NIĄ!

Usłyszała puknięcie. Szybko przetarła twarz chusteczką nawilżającą i wyszła sprawdzić, kto przyszedł.

To był Ryszard.

W dłoniach trzymał jakieś torby. Wyszła i stanęła mu naprzeciw.

- Czy cos się stało?

Ryszard nic nie odpowiedział, tylko spojrzał jej prosto w oczy. Tak dobrze je znała. Już wiedziała, że stało się coś strasznego.

- Czy coś z Zofią nie tak?

- Zmarła- powiedział to dziwnie obojętnym tonem.- Tu są jej rzeczy. Czy mogłabyś je zanieść do pokoju na górze?

- Oczywiście panie Ryszardzie.

Jej oczy wyrażały współczucie. Zabrała wszystko i zaniosła na górę. Ryszard wyszedł na taras i zapatrzył się w przestrzeń. Nie skupiał się na niczym, tylko po prostu patrzył. Po chwili przyszła do niego Magda z gorącą herbatą. Podała mu ją, a on wziął bez słowa. Usiadła na bujanym fotelu i nic nie mówiła. Wiedziała, że potrzebował teraz ciszy. Tylko cisza zawsze koiła jego uczucia.

Ryszard patrzył na wszystko dookoła. W końcu upił łyk herbaty i przemówił:

- Nie poszedłem się z nią pożegnać.

Magda nie miała pewności, czy może wtrącić coś od siebie, więc milczała. Ryszard ciągnął dalej.

- Nie miałem, po co tam iść. Kochałem ją, lecz to było za mało. Nie wiem, gdzie popełniłem błąd…

- Nie popełniłeś żadnego błędu- odparła stanowczo.- To ona nie zasługiwała na kogoś takiego, jak ty. Dałeś jej wszystko, co tylko byłeś w stanie jej dać. Robiłeś wszystko, aby tylko była zadowolona, wiec nie obwiniaj się o coś, na co nie miałeś wpływu.

Mówiąc to, patrzyła mu prosto w oczy. Po raz pierwszy powiedziała mu to, co myślała.

Ryszard wpatrywał się w nią i próbował zrozumieć, co przed chwilą do niego powiedziała. Magda jeszcze nigdy nie zwracała się do niego takim tonem. Zupełnie nie znał jej od tej strony. Magda podeszła bliżej i gdy była już na tyle blisko aby go pocałować, to on zatrzymał ją ruchem ręki.

- Nie rób tego. Nie mam zamiaru ciebie skrzywdzić. Wiem, że od dawna się we mnie podkochujesz…

Magda nagle cofnęła się parę kroków do tyłu i spuściła głowę na dół.

- Skąd pan…

- Nic nie mów więcej. Każde z nas uzna, że nic nie zaszło i będzie jak dawniej, albo będę musiał cie prosić o opuszczenie tego domu.

Magda wydawała się być zszokowana takimi słowami.

- Ale dlaczego?- Zapytała ze łzami w oczach.

- Dobrze wiesz, dlaczego. Zrozum, ja nie umiem cię kochać. Jesteś dla mnie raczej jak siostra, która bardzo dobrze zajmuje się moimi dziećmi i naprawdę jestem ci za to wdzięczny, ale nic więcej. Proszę cię, wyjdź, zanim będę zmuszony cię wygnać.

Łzy przesłoniły jej cały widok. Otarła je wierzchem dłoni i wyszła. W tym momencie zapłakała Zuzia. Zamiast napisać kolejny ze swych wierszy, poszła prosto na górę. Nie mogła stracić tej pracy.

Ryszard został na tarasie. Nie chciał marnować swoich myśli w kierunku Magdy. Patrząc na dwa ptaszki ćwierkające na gałęzi wyobraził sobie Elę. Teraz chciał się skupić tylko na niej. Może wreszcie odnajdzie szczęście, o którym tak długo marzył.

Spojrzał na chmury i wtedy przypomniał sobie o liście, który nadal leżał w jego kieszeni.

                              Drogi Ryszardzie

Skoro czytasz ten list, to znaczy, że mnie już nie ma. Wiem, że nie przyszedłeś się ze mną pożegnać, gdyż ja sama z pewnością bym tego nie zrobiła. Rozumiem twój ból i gniew na mnie. Dziwisz się skąd? Nie wiesz? Przecież to ja zawsze wiedziałam wszystko o wszystkich. Przecież to ja całymi godzinami opowiadałam ci o życiu innych ludzi, a w zupełności zaniedbywałam swoje. Nie gniewaj się za to na mnie. Każdy z nas miał inne pasje i swoje dziwactwa. Nawet teraz nie potrafię zrozumieć jak można godzinami oglądać piłkę nożną i cieszyć się z tego, kiedy piłka wpadnie w siatkę, ale trudno. Nie umiałam tego zrozumieć i wybacz, ale nawet nie próbowałam. Przepraszam tylko za to, że nie potrafiłam uszanować twojego zainteresowania, a sama chciałam na siłę, abyś ty słuchał moich głupot o sąsiadach. Teraz to rozumiem. Wiem, wiem, że dopiero teraz, ale kiedyś jakiś facet w sklepie powiedział do kobiety, że lepiej jest zrozumieć coś, zrozumieć swoje błędy i uczyć się na nich, niż po prostu uciec od wszystkiego. Bo ucieczka niczego nie załatwi, a nigdy nie jest za późno, aby się przyznać do swoich błędów i chcieć je naprawić.

Na samym końcu chcę cie jeszcze prosić o jedna rzecz. Wiem, że nasze dzieci są niezbyt zdrowe, dlatego też w trosce o ciebie i o nie chcę abyś poznał głębiej pewną kobietę. Nie jest może ideałem, ale kto w dzisiejszych czasach jest?

Od kiedy zrozumiałam, że nie ma dla mnie ratunku, większość czasu spędzałam na obserwacji jej. Ma dobre serce i kocha dzieci, a co najważniejsze, wiem, że prawdopodobnie coś do ciebie czuje. Nie lekceważ tego. Po mimo swoich błędów ona jest naprawdę wyjątkowa. Nie zrób jej krzywdy, ani nie rób niczego na siłę. Zresztą, kogo ja pouczam. W każdym razie chcę, abyś po moim odejściu szybko o mnie zapomniał i spojrzał w przyszłość. To ONA jest teraz najważniejsza. Pomyśl o tym.

Tą osoba jest Ela Heber.

Nie umiem się żegnać, co dobrze wiesz, dlatego też przemyśl to. Życzę ci jak najlepiej. Zofia.

Kiedy to przeczytał nie był już taki zły na Zofię. Pomyślał nawet, że specjalnie zapraszała ją do siebie, aby zbliżyć Elę do niego. Musiał przyznać, że niczego nie zauważył, zresztą jak zawsze. To ona widziała wszystko we wszystkich. I choć nawet w liście pożegnalnym nie napisała, że go kocha, to jednak wyczuł, że to miała na myśli pisząc, aby zainteresował się Elą. Uśmiechnął się na tą myśl. Jego Zofia. Kobieta, która wszystko wie. Szkoda tylko, że nie potrafiła mu dać tego, czego najbardziej mu brakowało.

Miłości…


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany