Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 51

local_library1 comment0 thumb_up0
11-04-2019 08:14

Cz. 51

                       Rozdział 31

Następny dzień minął Ani dość szybko. Piotr jeździł do zakładu pogrzebowego razem z Ryszardem. Po wczorajszym dniu przemyślał swoje zachowanie i z samego rana zadzwonił do Piotra i poprosił go o pomoc. Piotr zgodził się od razu.

Po paru godzinach jazdy tam i z powrotem, wszystko było ustalone. Pogrzeb miał odbyć się pojutrze o jedenastej w południe.

Dzieci Ryszarda spokojnie przyjęły wiadomość o śmierci matki. Zuzia za dużo nie zrozumiała, a Kasi było wszystko jedno. Tak rzadko Zofia do nich przychodziła, że przestały zwracać na nią uwagę. Dla nich matką byłą Magda, która niemal każda minutę poświęcała dzieciom. Karmiła je, ubierała, gotowała im i kładła je spać. To Magdzie dawały buziaka na dobranoc i jej opowiadały swoje sny. Zofia praktycznie dla nich nie istniała. Wiedziały, że jest w domu i mają myśleć o niej, jako o matce, jednak nic więcej.

                                                         *

                                  ,, Pamiętniczku mój”

Ostatnio wiele się u mnie dzieje. W sumie, to za bardzo mnie to nie dotyczy, ale sama mam ciężko to pojąć.

Dzisiaj, kiedy tata jeździł z panem Ryszardem załatwić pogrzeb mamy Kasi, ja poszłam do nich do domu. Ciocia nawet nie zauważyła, że mnie nie ma, a Asia i Sara oglądały serię bajek jakiejś kreskówki. Wyszłam, więc po cichu i poszłam tam. Wiem, ze znowu musiałam nakłamać pani Magdzie, że tata wie, gdzie jestem i że chcę się tylko pobawić z Kasią, ale trudno. Mam nadzieje, że Bóg mi wybaczy. Po prostu musiałam tam pójść.

Parę dni temu wpadłam na pewien pomysł. Dzisiaj go dokonałam. Pozbierałam wszystkie wiersze tej Magdy i zabrałam do pokoju Kasi. Ona tam ma ksero i tam je kserowałam. Tylko mi nie mów, że to była kradzież, bo ja je przecież odniosłam. Położyłam je tam, gdzie były. Na szczęście Kasia nie pytała, co to jest i nie musiałam się jej tłumaczyć. Nawet nie masz pojęcia, ile tego było. Ja sama naliczyłam trzy kupki po sto wierszy. Na kalkulatorze pokazało mi liczbę trzysta. To chyba bardzo dużo. No i poskładałam je z tymi wcześniejszymi i pospinałam do kupy. W Internecie poszukałam coś o ludziach, którzy próbują coś zrobić, żeby wszyscy je przeczytali i znalazłam tam pewien adres. Musiałam tylko kupić tam taką dużą kopertę i napisać coś o jakimś wydaniu. Nie wiem za bardzo, o co chodziło, ale przepisałam wszystko na kartkę i jak będę mieć kopertę, to wyślę je na tamten adres.

Już mam wszystko uszykowane.

Chcę, aby z tego wszystkiego zrobiła się jakaś książka, albo coś. Wiem, że wtedy może pani Magda będzie szczęśliwa, bo z tego, co ostatnio napisała, to wiem, że tata Kasi jej nie chce. Napisała, że woli inną. Nawet wiem, o kogo chodzi. Chyba każdy już wie, że kocha ciocię Elę, ale to nie wszystko. U taty w spodniach widziałam pewien list. Był zaadresowany do Moniki Zawady. Nie wiedziałam, kto to jest, póki nie sprawdziłam w Internecie. To ta kobieta, która w jakimś wypadku, co zginął jej mąż, krzyczała, że ona go zabiła. Dziwne było to, bo pisali, ze była wtedy w domu, więc nie wiem, jakim cudem mogłaby go zabić, ale może była zszokowana i dlatego tak krzyczała. Podobno codziennie odwiedza ten grób swojego męża. Tata ją zna, bo przecież kiedyś rozmawiał o niej z ciocią, ale nie wiem, dlaczego jej tego listu nie dał.

Muszę to sprawdzić.

Mam nadzieje, że tata odpowie mi na różne pytania, bo to, co pisze w tych tajemniczych listach, to naprawdę, chyba nikt o tym nie wiedział. Tylko babcia i tata, i ona, ta Ewa. Dziwne, że tyle lat trzymali to w tajemnicy. A podobno mam zawsze mówić prawdę i nic nie ukrywać.

To wszystko jest poplątane. Im wolno mieć sekrety i kłamać, a mnie nie.

I gdzie tu sprawiedliwość???

Dobra, kończę Pamiętniczku, bo mam jeszcze trochę do roboty. Jak tylko dowiem się, o co w tym wszystkim chodzi, to dam ci znać. To pa!

                                                  *

Piotr siedział w fotelu i trzymał ten dziwny list. Nie miał pojęcia, dlaczego Zofia kazała mu go wziąć, skoro nie znał żadnej Moniki Zawady. Zdążył już nawet przeczesać cały album rodzinny i ze szkolnych lat, lecz nie natrafił na nikogo o takim nazwisku. Dziwne było to, że w pewien sposób coś mu to nazwisko mówiło, ale sam nie wiedział, co? Może kiedyś słyszał o nim w telewizji, albo czytał w gazecie? Sam nie wiedział, o co chodzi. Siedział w salonie i starał się intensywnie myśleć.

Ania schodziła do kuchni. Od tej gadaniny z Sara i Asią zachciało jej się pić. Wchodząc do kuchni kątem oka zauważyła Piotra siedzącego w salonie i wpatrującego się w jakąś kopertę. Zaczęła się zastanawiać, czy to może być jakaś kolejna tajemnica, którą wszyscy chcą przed nią ukryć. Postanowiła, że podejdzie do ojca i sama się przekona. Napić zdąży się później, a tym czasem dowie się czegoś o tajemnicach tego domu.

Szła bardzo cicho nie chcąc hałasować. Nie chciała, aby ojciec schował to, zanim zobaczy, do kogo jest zaadresowana. Podeszła bliżej i ujrzała napis.

- Do Moniki Zawady?- Powiedziała głośno.

Piotr zaskoczony obecnością córki nie wiedział, co ma zrobić. Kopertę schował do kieszeni.

- Kiedy… Kiedy tu weszłaś Aniu? Dlaczego skradasz się po cichu?

- Ale ja się nie skradam tato. Ja nie mam żadnych tajemnic, a przynajmniej takich, jak ty- powiedziała to spokojnym głosem.

- Córciu, ja nie mam żadnych tajemnic. Dlaczego uważasz, że je mam?

- Bo jeszcze nie oddałeś listu tej pani.

- Jakiej pani?

- Tato, nie udawaj. Może i nie jestem dorosła, ale głupia też nie. Przecież schowałeś ten list przed chwilą. Może być jej go w końcu oddał, skoro sam go napisałeś.

Piotr starał się przetrawić wszystkie słowa wypowiedziane przez jego córkę. Był zdziwiony, że Ania mogła znać tą osobę. Ale skąd i jak ją znała? Nie mógł przestać o tym myśleć.

- Tato!- Krzyknęła Ania.- Czy możesz coś powiedzieć?

- A ty ją znasz?- Zapytał nieśmiało.

- Kogo?- Zapytała zdezorientowana Ania.

- No Marikę Zawadę- powiedział z nadzieją w oczach.

- Nie znam jej, ale wiem, kto to jest.

- No, więc, kto to jest?- Zapytał i wstał podchodząc do córki.

- Nie znam jej, to ci powtarzam.

- No, więc kto to jest?- Pytając, całe ciało Piotra było tak napięte, jak nigdy dotąd. Tak bardzo chciał dowiedzieć się, kto to jest i to już od dłuższego czasu, że teraz musiał natychmiast wszystko wiedzieć.

- Przecież sam o niej czytałeś i o jej mężu!- Ania krzyczała rozzłoszczona.- Dlaczego teraz udajesz, że nie wiesz, kto to jest?! Sam szukałeś jej męża w Internecie! Czy musisz mnie zawsze okłamywać?- Ania stała ze łzami w oczach.- Wiecznie tylko same tajemnice i kłamstwa! Po co chowasz na strychu stary kufer i dziwnymi rzeczami? Po co trzymasz listy jakiejś kobiety i wyznajesz, że ją kochasz i jej dziecko też!? A gdzie ono właściwie jest i kto to jest Ewa?!

Ania krzyczała tak głośno, że zbiegły się dziewczynki razem z Elą. Zamiast się uciszyć, krzyczała coraz to głośniej, sprawiając Piotrowi coraz więcej bólu. W końcu wybiegała z salonu i pobiegła prosto do swojego pokoju zamykając się w nim na klucz. Miała dosyć tych wszystkich kłamstw. Wtuliła twarz w poduszkę i zaczęła mocno płakać.

Ela wpatrywała się w Piotra zastanawiając się, o co w tym wszystkim chodzi. Sama nie znała żadnej Ewy. Czy to możliwe, że Piotr miał jakieś dziecko, o którym nikt nie wiedział? Był przecież mężem jej siostry. Czyżby przez tyle lat okłamywał Marysię? Zdradzał i pisał listy z obcą kobietą? Dlaczego nikt tego nie zauważył? Stała teraz na wprost niego i patrzyła jak na złoczyńcę. Jej wzrok wyrażał wściekłość i ból. Nie wiedziała, jak ma na to wszystko zareagować. Złapała nagle córki za ręce i wyprowadziła je na dwór. Przed drzwiami krzyknęła tylko do Piotra:

- Mam nadzieję, że nam to wszystko wytłumaczysz!

Trzaśnięcie drzwiami jeszcze długo dźwięczało w głowie Piotra…

Stał teraz nad fotelem jak sparaliżowany. Jeszcze nigdy nie czuł się jak teraz. Został cały obdarty ze swych tajemnic i to przez własną córkę. Skąd ona mogła to wiedzieć?

Właśnie…

Przypomniał sobie teraz moment, kiedy Ela prosiła go o rozmowę z Anią. Podobno dziwnie się zachowywała, jakby coś ukrywała. Przypomniał sobie też słowa jego matki, kiedy mu mówiła, że dziwna skrytka, która była na strychu nagle zniknęła. Wszystko zaczęło nabierać sensu. Pamiętał teraz też czas, kiedy Ania chciała mieć duże spinki do włosów. Przecież sam oglądał z nią film o Mac Gyverze, który właśnie wsuwkami do włosów otwierał zamki drzwi. Nie miał wtedy pojęcia, że jego dziesięcioletnia córka może wpaść na takie pomysły. Więc jego przeszłość była w rękach Ani…

Ona o wszystkim wiedziała…

Teraz już każdy pozna sekrety jego młodości. Tyle lat je ukrywał i teraz wszystko na marne. Usiadł na fotelu i zapatrzył się przed siebie. Coś mu przeszkadzało w kieszeni, więc włożył do niej swoją dłoń i wyjął list. Pomyślał o słowach, jakie Ania wypowiedziała, gdy przeczytała adresata koperty. Mówiła coś o wypadku jej męża i że on przeglądał to w Internecie.

Teraz wszystkie fakty ułożyły się w jedną całość. Już wiedział, kim była tajemnicza kobieta z cmentarza.

To ona była Mariką Zawadą.

Zofia musiała ją znać wcześniej. No tak! To o niej krzyczała podczas ataków! Mówiła o blondynce cierpiącej od dawna i że to nie jej wina. Czyli Zofia była tą wścibską sąsiadką, o której mówiła Marika. Spojrzał na list i pomyślał, że musi jej go jak najszybciej oddać. Może ten list sprawi, że przestanie się tak zadręczać.

Że też wcześniej na to nie wpadł!

I pomyśleć, że Ania o wszystkim wiedziała. W pierwszej chwili był na nią potwornie zły, jednak teraz był z niej dumny. Miał taką mądrą córkę, którą całkowicie zaniedbał. To, dlatego Ania krzyczała o jakichś kłamstwach. Myślała, że wszyscy dookoła ją okłamują, dlatego sama na własną rękę starała się dowiedzieć prawdy.

Rozmyślenia przerwał mu hałas na górze. Uświadomił sobie, że Ania została na górze. Zerwał się z fotela i pobiegł na górę.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany