Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 52

local_library1 comment0 thumb_up0
11-04-2019 08:14

Cz. 52

                 Rozdział 32

Olaf zastanawiał się, co zrobić, aby znów spotkać Annę. Zofia już nie żyła, więc odwiedziny niestety nie wchodziły w grę. Nie potrafił znaleźć żadnej wymówki, aby do niej pójść, a zwykłe odwiedziny nie wchodził w grę. Może i był rozrabiaką i podrywanie lasek było dla niego pestką, lecz w tej sprawie nie mógł tak postąpić. Ona nie byłą taka, jak każde inne, które spotykał w swoim życiu. Była nieśmiała i jednocześnie zdecydowana.. Niby zwykła niska dziewczyna, ale miała coś w tych swoich oczach, czego nie potrafił pojąć.

Coś go do niej ciągnęło…

Rozmyślenia przerwał mu dzwoniący telefon. To był Piotr. Co prawda, chciał się z nim spotkać, jednak na pierwszym miejscu musiał ujrzeć Annę. Natarczywy dźwięk komórki działał mu na nerwy. Zrezygnowany odebrał połączenie.

Po paru minutach siedział już w samochodzie i jechał do szpitala. Wreszcie miał wymówkę, aby zobaczyć się z Anną.

Anna kończyła właśnie oglądanie blizn. Zajmowała się tą pacjentką, odkąd się tu przyjęła. Nie było to miłe zajęcie, jednak po bliższym poznaniu pacjentki widok tych blizn stał się całkowicie obojętny.

- Bardzo ładnie się zagoiły pani Szelman. Na szczęście była to już ostatnia wizyta. Niestety nie udało się całkowicie ich usunąć, ale i tak ma pani wielkie szczęście.

- Bardzo pani dziękuję. Nie każdy ma odwagę na nie patrzeć.

- Proszę się tym nie przejmować. Miała pani ogromne szczęście, że cała pani nie spłonęła. W porównaniu z tym, jak pani wyglądała wcześniej, to prawdziwy cud.

Ewa podeszła do lusterka i przyglądała się teraz sobie w lustrze. Na szczęście twarz była nietknięta. Gorzej było z resztą jej ciała. Lustro przedstawiało odbicie jej ciała w biustonoszu i slipkach. Przypominała stuletnią kobietę. Całe nogi, ręce i brzuch były oznaczone bliznami. Chwilami żałowała, ze nie spłonęła tam cała. Jedenaście lat minęło, a ona nadal czuła i widziała chwile, kiedy jej ciało płonęło. A wszystko przez ojca, który nie dokręcił butli gazowej.

Wszyscy jej mówią, że miała szczęście, ale jakie to szczęście, kiedy cały dom spłonął razem z matką i ojcem. Została całkiem sama. W ostatniej chwili udało jej się uciec z domu i rzucić się do beczki z wodą. Tylko to ją uratowało. Nadal nie pamięta, skąd miała tyle siły i odwagi, aby swoim ciałem wyważyć płonące drzwi, a potem jeszcze płonąca wskoczyć do tej beczki z wodą.

To było coś strasznego. Do tej pory budzi się w nocy, bo słyszy krzyki i piski swojej matki. Ojciec zginął na miejscu.

Czasami, kiedy się tak zamyśli, to wydaje jej się, że to była w pewnym stopniu kara dla niej i jej rodziców. Może gdyby kiedyś ich nie posłuchała, to jej dziecko nadal by żyło. Może i nawet żyliby jej rodzice. Jednak nigdy się tego nie dowie.

- Pani Szelman? Czy wszystko w porządku?

- Tak, przepraszam. Zamyśliłam się. Po prostu nie wiem czasem, po co jestem jeszcze na tym świecie- mówiąc, odeszła od lusterka.

- Proszę tak nie mówić. Skoro Bóg panią ocalił, to najwidoczniej ma wobec pani jakiś plan.

Ewa spojrzała Annie w oczy.

- Jaki może mieć wobec mnie pal, skoro w środku jestem młoda, a na zewnątrz… Tylko blizny… Jak mam być spokojna? Mówi pani, że wszystko będzie dobrze, a ja wiem, że nie będzie. Choroba najpierw zabrała mi córkę, która nigdy nie ujrzała światła dziennego, rodzice odebrali mi miłość mojego życia, a później ta butla odebrała mi ich i tym samym wszystko, co mi pozostało. Przecież wyglądam jak potwór!

Anna bez zastanowienia podeszła do niej i mocno ja przytuliła. Ewa rozpłakała się na dobre i uwiesiła na szyi Anny. Było jej bardzo przykro. Czuła, że nie ma, po co żyć. Ania była jedyna osobą, która słuchała jej słów. I chociaż nigdy nie przeszły na ty, to jednak były poniekąd ze sobą związane. Co prawda Ania nigdy nie przeżyła takich tragedii, co Ewa, to jednak tak samo jak ona, była sama. Nie miała tu ani rodziny, ani przyjaciół. Sama żyła życiem innych i poświęcała się w tym kierunku.

- Dobrze, już dobrze pani Ewo- pogłaskała ją po plecach.- Proszę się może ubrać.

- Ja… Ja przepraszam, że tak się rozkleiłam- odeszła od Ani i zaczęła się szybko ubierać. Przecież nie mogła bez końca stać w samej bieliźnie i przytulać się do pielęgniarki. Zdążyła włożyć spodnie, kiedy ktoś zapukał do drzwi i je otworzył.

- Przepraszam, ja do… O Boże…- i zamknął drzwi z powrotem. Ewa nie zdążyła ubrać jeszcze bluzki, więc widok tak zabliźnionego ciała w biustonoszu był dla Olafa szokiem.

- Proszę się ubierać. Ja wyjdę do tego pana.

Ewa nic nie odpowiedziała Usiadła na kozetce i wycierała łzy z oczu. Było jej tak strasznie źle. Kiedy ten chłopak na nią spojrzał całkiem się wystraszył. Uświadamiając to sobie, pogrążyła się w jeszcze większej rozpaczy. Nałożyła na siebie jasny dres i podeszła do okna. Wyjrzała prze okno i spojrzała w stronę parku. W stronę stawu…

Staw był dla niej magiczny. Mogła tam przychodzić, co dzień, kucać w trawie i karmić rybki, łabędzie i kaczki. To jedyne zajęcie sprawiało jej radość. Tylko te zwierzęta nie zwracały uwagi na jej wygląd. Karmiła je okruszkami, a one przypływały coraz bliżej pokazując, że się jej nie boją.

To jej wystarczyło.

Cieszyła się, że jest ktoś na tym świecie, kto nie ucieka na jej widok i nie pokazuje, że się jej boi.

Był w sumie jeszcze taki ktoś…

Ktoś, kto uważa, że nie żyję od bardzo dawna…

Nawet raz zbliżył się do niej, jednak po chwili sama odeszła. Wiedziała, że jej nie poznał. Przynajmniej, dzięki tym bliznom nie przypomni sobie jak bardzo go kiedyś skrzywdziła…


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany