Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 53

local_library1 comment0 thumb_up0
11-04-2019 08:16

Cz. 53

           Rozdział 33

W głowie ciaśniej układam każdą myśl

Zakłócę dziś

Zapomnij mi

Rozwijam taśmę naszych dni

Krótki film

Zapomnij mi

Nie zawsze było tak jak chcesz

Nie było ci lżej

Nie pamiętaj tego mi

Dawno mnie nie ma

Nie ma

Nie zabiorę cię do snu

Nie ratuj mnie

Nie ma

Nie ma

Nie zabiorę cię do snu

Nie ratuj mnie

Miłości jedna robi mi straty

Początków nie pamięta nikt

Brakuje dni

Zapomnij mi

Ulatuje lęk

Nie czuje nic

Nie czuje nic

Zapomnij

Jedna z wielu rzeczy jesteś dziś

Jedna z wielu niepotrzebnych

Nie pamiętaj tego mi

Dawno mnie nie ma…

Sarsa ,,Zapomnij mi”

                                                            *

Anna wyszła na korytarz szukając Olafa. Chciała go skarcić za to, że wszedł do gabinetu zabiegowego nie czekając, aż sama mu otworzy. Przeszła cały korytarz, a jego ani śladu. W końcu zauważyła go przy sali pielęgniarek. Kucał przed drzwiami i wpatrywał się w dal.

W pierwszej chwili chciała na niego naskoczyć za to, co zrobił, ale kiedy podchodząc bliżej zobaczyła jego bladą z przerażenia twarz, rozmyśliła się. Nawet przez chwile ogarnęło ją współczucie. Przypomniała sobie swoje przerażenie, kiedy spotkała Ewę po raz pierwszy. To było coś strasznego i nigdy tego nie zapomni.

Gdy była już wystarczająco blisko zatrzymała się tuż przed nim.

- Co tu robisz?

- Ja?- Wstał szybko i starał się powiedzieć, po co przyjechał, lecz z wrażenia wybełkotał tylko- Ja… Ja przyjechałem, bo Piotr zadzwonił i… I ta kobieta… Co jej się stało?

Ania zauważyła, że jest w szoku, wiec otworzyła drzwi do pokoju pielęgniarek i przyniosła mu krzesło i kubek wody. Kiedy po chwili ochłonął znów było mu strasznie wstyd. Już drugi raz zrobił z siebie durnia przed Anią.

- Już lepiej?- Zapytała Ania i też usiadła na krześle dziękuję za wodę.

Odstawił kubek na bok i zaczął wpatrywać się w nią nie wiedząc, co powiedzieć. Ania nie chciała go dłużej torturować, wiec pierwsza zaczęła rozmowę.

- No więc, po co przyjechałeś Zapytała łagodnie.

- Przyjechałem po rzeczy Zofii.

- Jakie rzeczy?

- No, Piotr do mnie zadzwonił, że4 trzeba odebrać rzeczy jego sąsiadki, tej ze szpitala, bo on nie może.

- No dobrze, ale wszystko jest już zabrane- powiedziała patrząc na niego ze zdziwieniem. Przecież niedawno do mnie zadzwonił.

Olaf nie wiedział, co ma zrobić. Czyżby Piotr go oszukał? Dźwięk jego komórki przywrócił go do rzeczywistości. Dostał smsa od Piotra:

Stary, nie gniewaj się, ale sam chciałeś się z nią spotkać, więc ci pomogłem.

Olaf nie mógł w to uwierzyć. Ten drań zrobił to specjalnie! Ostatnio, kiedy do niego zadzwonił, to faktycznie wspominał coś o Annie, ale nie wiedział, że zrobi mu taki numer. Był zły na Piotra, bo nie potrafił się jej z tego wytłumaczyć. Bardzo chciał zapaść się pod ziemię. Schował telefon do kieszeni i spojrzał na Anię. W tym momencie smsa dostała Anna. Przeprosiła na chwilę Olafa i odeszła na bok odczytać wiadomość.

Była od Piotra.

Mój kumpel jest bardzo nieśmiały, ale chce cię gdzieś zaprosić. Zgódź się tylko ten jeden raz. Piotr.

Teraz było już wszystko jasne. Piotr podstępem zwabił tu Olafa, bo ona mu się spodobała. Nie miała pewności, czy jest bardziej zła, czy zadowolona. Jeszcze nigdy nie widziała, aby ktoś tak łamażnie starał się zaprosić ją na spotkanie. Schowała telefon z powrotem do kieszeni i podeszła do stolika. Olaf wpatrywał się w nią jak opętany. Lekko zarumieniona zapytała się go jednak, co będzie robił za dziesięć minut.

- Ja? Za dziesięć minut? Chyba nic. A ty?

- Będę mieć przerwę. Poczekasz?

- Pewnie!- Wstał i zaraz się zarumienił tak jak ona. Zdał sobie sprawę, że powiedział to z taką uciechą, jakby wygrał w lotka. Anna skwitowała to uśmiechem i wyszła z sali.

Przez cały korytarz szła z uśmiechem na twarzy, gdyż jeszcze nigdy nie widziała nikogo tak wrażliwego i nieśmiałego zarazem. Dochodząc pod drzwi zabiegowego pchnęła je na oścież. Już na usta pchały jej się przeprosiny za złe zachowanie Olafa, jednak nikogo nie było już w środku. Podeszła do stołu, gdzie leżała karteczka i przeczytała ją.

Bardzo dziękuję za troskę i pomoc, ale dalej muszę iść sama.

Schowała karteczkę do kieszeni i wyszła na korytarz. Ewa miała rację. Teraz musiała dalej iść sama Tylko od niej samej zależeć będzie jej życie i tylko ona będzie miała na nie jakiś wpływ. Z tą myślą poszła w kierunku sali, gdzie wciąż czekał na nią Olaf.

                                                           *

                                      Pamiętniczku mój!

Nawet nie masz pojęcia jak bardzo nienawidzę swojego ojca! Dzisiaj znowu starał mi się wciskać jakieś kłamstwa. Mam tego dosyć! Wmawia mi, że nie zna żadnej Mariki Zawady, a sam w Internecie szukał informacji o jej mężu. Po co on to wszystko robi? Czy naprawdę zawsze to ja mam im wszystko opowiadać i tłumaczyć? Gdzie pogubili swoje rozumy? Dosłownie nic z tego nie rozumiem! I pomyśleć, że pani w szkole ciągle tłumaczy, że kiedy dorośniemy, to zrozumiemy pewne sprawy i inaczej będziemy na nie patrzeć. Ale skoro tak wygląda dorosłość, to ja nie zamierzam dorastać. Chcę mieć ciągle dziesięć lat i ani dnia więcej.

Wreszcie sobie poszedł. Pukał i pukał w moje drzwi, ale ja nie miałam zamiaru mu otwierać. Po co mam go słuchać? Pewnie by wszedł i mi tłumaczył, że to ja niczego nie rozumiem i potem cieszyłby się, że znów udało mu się mnie oszukać. Mam już po dziurki w nosie tych jego kłamstw i głupich tekstów, że wszystko będzie dobrze. Jeżeli chce, to niech sam w nie wierzy, bo ja już nie mam zamiaru.

Kończę już, bo jestem zbyt zdenerwowana, by pisać. Pa!!!

                                               *

Piotr cały wczorajszy dzień unikał odpowiedzi na pytania, które zadawała mu Ela. Nie miał pojęcia jak ma wytłumaczyć, po co trzymał te wszystkie rzeczy przez tak wiele lat. Dla niego to były skarby i bezcenne pamiątki. Jedne z nich przyprawiały go o smutek, a inne dawały radość. Zawsze, kiedy było mu smutno, przychodził na strych i wspominał. Można by powiedzieć, że pół życia spędził na zbieraniu tych pamiątek i naprawdę miały dla niego wartość sentymentalną.

Myślał o tym przez całą noc. Nie wiedział, jak ma przekonać córkę, aby mu je oddała. Ona chce, żeby jej to wszystko wytłumaczył, ale jak ma to zrobić? Jak ma wytłumaczyć dziesięcioletniemu dziecku, że trzyma pamiątkę po swojej zmarłej dziewczynie, która miała mu urodzić tak upragnione dziecko? Jak miał jej powiedzieć, że kiedy miał dwadzieścia lat, a jego dziewczyna osiemnaście, to właśnie wtedy zachorowała na raka i zmarła będąc w czwartym miesiącu ciąży? Tego nie da się ot tak opowiedzieć. Najgorsze jednak było to, że jej rodzice długo obwiniali go o śmierć córki i dziecka. Twierdzili, ze gdyby wcześniej dał jej spokój, to ona nadal by żyła.

Czy oni naprawdę nie rozumieli, że on oddałby swoje życie za to, aby oni mogli żyć? Czy naprawdę nie potrafili jego zrozumieć, że kochał ją po wsze czasy? Że był oddany jej bez reszty?

Ewa była jego pierwszą i jedyną kobietą, którą kochał do samego końca i nawet dalej. Przychodził do niej w każdej chwili, kiedy tylko nie było przy niej jej rodziców. Siedział dnie i noce trzymając ją za rękę i modląc się do Boga o cud, który nigdy nie nastąpił.

Ewa umierała na jego rękach i razem z jej ciałem odchodziło też jego dziecko…

Gdyby Ewie udało się pożyć jeszcze miesiąc, być może udałoby się Samantę utrzymać przy życiu, jednak Bóg i to mu odebrał. Długo nie mógł tego zrozumieć.

Cierpiał wiele lat, zanim poznał Marię. Długo nie chciał się w nic angażować z obawy, że i ją utraci. Z czasem jednak nabierał przekonania, że Marysia tez na swój sposób była wyjątkową kobietą. Byłą spokojna, do niczego go nie zmuszała i zawsze była, obok kiedy kogoś potrzebował.

Przypomniał sobie o zdjęciu Marysi w szpitalu, kiedy urodziła mu Olę. Była taka maleńka, kiedy się urodziła. Pamiętał też, że z początku bał się ją wziąć na ręce. Byłą taka delikatna i kruchutka. A teraz nie ma i ich. Los podwójnie odebrał mu życie. Najpierw Ewę i Samantę, a potem Marysię i Oleńkę. Życie było dla niego okrutne.

Nawet Ela straciła jego dziecko…

Przerwał swoje myśli zmuszając się do wstania z łóżka. Wybiła piata rano. Najwyższy czas, aby wstać i wybrać się na cmentarz. Musiał wyjaśnić sprawę listu, a tym samym oddać go jej, pod warunkiem, że to ona jest Mariką Zawadą. Może, kiedy go przeczyta, to wyjaśni jej kilka spraw.

Ale najpierw poszedł wziąć prysznic. Musiał się odświeżyć przed tym, co mogło go czekać.

Po godzinie był już na cmentarzu. Jak zwykle szedł w stronę jej głosu. Gdy zaszedł już na miejsce, podszedł do niej i położył list przed głową. Kobieta otarła łzy i wzięła lit do ręki.

- Skąd wiesz, jak się nazywam?

Wstała.

- Ja nie wiem. Ale jeśli tak się właśnie nazywasz, to ten list jest do ciebie.

Popatrzyła na kopertę, a potem na niego.

- Dziwny jesteś. Najpierw za mną chodzisz i nie dajesz mi spokoju, a teraz kładziesz list na grobie mojego męża zaadresowany do mnie i jeszcze pytasz się, jak się nazywam?

Nie ukrywała zdenerwowania. Cała się przy tym trzęsła. Piotr nie potrafił tylko odróżnić, czy było to ze zdenerwowania, czy dlatego, że na dworze było zimno.

- Już sobie idę.

Zdębiała.

- A nie możesz zwyczajnie powiedzieć mi, co tam napisałeś?

- No właśnie nie mogę, bo to nie ja go napisałem.

- Jeśli, nie ty, to, kto?

- Moja sąsiadka, która już nie żyje. A teraz przestań zadawać mi pytania, tylko go przeczytaj. Musiało to być coś ważnego, skoro przed śmiercią kazała go do ciebie napisać. I wiesz, co? Nigdy bym się nie domyślił, że to ty, gdyby nie moja córka. Najwyraźniej jest dużo mądrzejsza ode mnie. Otworzysz go?

Marika wpatrywała się to w list, to w Piotra i sama nie wiedziała, co ma zrobić. Piotr niemal prześwietlał ją wzrokiem, Az nabrała odwagi i otworzyła kopertę.

Usiadła na ławeczce i wyjęła list.

                  Witaj dawna sąsiadko!

Na pewno jesteś zaskoczona ty, co trzymasz w dłoniach. Wcale ci się nie dziwię. Zastanawiasz się pewnie, kim jestem i po co do ciebie piszę.

Już ci wyjaśniam.

Pamiętasz może ten okrutny dla ciebie dzień? Ten, o którym myślisz, że zostałaś wtedy skrzywdzona, a zarazem mówiąc, wykorzystana? Wiem, ze to dla ciebie bolesne, ale błagam, nie przerywaj czytania. Tyle razy chciałam ci to powiedzieć, ale ty zamykałaś przede mną drzwi.

Pamiętasz?

Twierdziłaś, że nie mam prawa wtrącać się w twoje życie i miałaś rację, tyle, że ja naprawdę chciałam ci pomóc.. Nic więcej…

Marika odsunęła od siebie ten list. Przypomniała sobie, kim jest ta osoba, która ten list napisała. Piotr to zauważył.

- Dlaczego nie czytasz do końca?

- Bo nie muszę. Nawet po śmierci nie daje mi spokoju.

Piotr się nachmurzył.

- Nie mów tak o niej. Każdy zmarły zasługuje na szacunek. Dzisiaj jest dopiero jej pogrzeb o jedenastej. Chociaż raz okaż współczucie.

- Jak śmiesz!!!

Wstała i złożyła list.

- Ja nie wiem, co to jest współczucie? Ja? Wynoś się stąd i nigdy nie wracaj! Ja każdego dnia przychodzę tu i modlę się do Boga, tak bardzo chcę, aby mój mąż powrócił, a ty? Łazisz za mną, zamiast siedzieć przy grobie swojej żony i wcale jej nie opłakujesz! A córka? O niej też zapomniałeś?

Piotr spojrzał na nią z pogardą. Jeszcze nikt mu tak nie naubliżał. Kochał swoją córkę i żonę. Były dni, kiedy za nimi płakał i kiedy chciał płakać, ale musiał się powstrzymywać, bo pamiętał o słowach Marysi. To ona zabraniała mu smutku i kazała zawsze cieszyć się tym, co nam los przynosi. Nie ważne, że czasem los nam wiele odbierał, gdyż w swoim czasie nam to wynagradzał.

Podszedł bardzo blisko niej i popatrzył jej w oczy. Ona nie cofnęła się broniąc grobu jej ukochanego..

- Parę dni myślałem, kim jest adresat tego listu. Pilnowałem go i nie otwierałem, aby uszanować wolę zmarłej, a ty tak mi się odpłacasz? Oddaj go!

Cofnęła się o krok do tyłu.

- Po co ci?

- Po nic. Skoro i tak nie szanujesz woli zmarłej, to co cie to obchodzi?

Znów oddaliła się kilka kroków do tyłu, podczas, gdy on szedł za nią.

- Nie oddam ci go!- Krzyknęła zabierając swoją torebkę i uciekła z cmentarza. Piotr stał w miejscu patrząc za nią, po czym odwrócił się i odszedł w inną stronę.

Po drodze wstąpił na grób swojej córki i żony. Ucałował pomnik i odszedł. W duchu powtarzał sobie, że już więcej się z tą kobietą nie spotka. Swymi słowami sprawiła mu ogromny ból. Jakim prawem oceniała go, wcale nie znając? Zły był sam na siebie, że w ogóle zainteresował się tą kobietą. Sadził, że jest inna, ale najwyraźniej się pomylił. Przynajmniej oddał jej ten list, jaka była wola Zofii.

Teraz już nic go nie obchodziła ani ta kobieta, ani to, co Zofia do niej napisała. W tej chwili liczyło się tylko to, że musiał wyszykować się na pogrzeb Zofii. Potem porozmawia z Anią i wszystko, choć bez przesady, jej wyjaśni.

Dosyć kłamstw i niedomówień. Marika uświadomiła mu, że przez tajemnice można wszystko zniszczyć, Anie chciał tego. Chciał rozpocząć Zycie na nowo i od początku.

To był teraz jego cel…


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany