Opowiadanie użytkownika Ewelina32

Każdy ma swoje tajemnice cz. 54

local_library1 comment0 thumb_up0
11-04-2019 08:17

Cz. 54

                      Rozdział 34

Anna poprosiła na dzisiaj o resztę wolnego dnia. Nigdy o nic takiego nie prosiła doktora Kiri, dlatego on sam uznał, że sprawa może być poważna i pozwolił jej wyjść. Co prawda przyszła do pracy na piątą, a dopiero wybiła dziewiąta, jednak bardzo chciała iść na pogrzeb Zofii.

Nie znała jej zbyt dobrze, jednak kilka dni spędzonych z nią pozwoliło jej bliżej ją poznać i zobaczyć, kim naprawdę była.

Szczególnie wzruszyły ja listy, które napisała w jej imieniu. Była w nich zawarta bardzo ważna treść dla różnych osób. Miała nadzieje, że listy dotarły do adresatów. Wiele osób poznała w swoim życiu, ale ona była dla niej wyjątkowa. Całkowicie i do samego końca zdawała sobie sprawę z tego, że umiera. Pomimo swych niekontrolowanych ataków nadal odzyskiwała świadomość i cieszyła się z każdej chwili, jaka jej pozostała.

Nawet odeszła z uśmiechem na ustach…

Anna nigdy jej nie zapomni.

Teraz chciała dojść do domu i przygotować się na pogrzeb Zofii. Przynajmniej w ten sposób będzie mogła się z nią pożegnać.

Nieoczekiwanie przez myśl przeszedł jej Olaf. Aż się uśmiechnęła. Już dawno nie poznała nikogo tak zabawnego. Najbardziej podobało jej się jego zakłopotanie, kiedy miał coś jej powiedzieć. Wyrażał się, jakby miał zaledwie parę lat, a nie jak dorosły facet. Dla Anny Olaf był inny od pozostałych mężczyzn, a na dodatek mu się też spodobała.

Cieszyła się, że jest dla kogoś atrakcyjna. Zawsze myślała, że niskie i krępe osoby nie mogą mieć powodzenia i do tego te jej okulary… Teraz, to nawet zastanawiała się, czy był sens zakładania soczewek, skoro nie była do nich przekonana. Dość długo sobie na nie oszczędzała, lecz skoro była nadzieja, że ktoś może ją pokochać taką, jaka jest, to wolała ich nie kupować. Pieniądze przecież nie zginą, choć nadal będzie je odkładać.

Tyle, że na coś innego…

                                                  *

 Marika dotarła do domu. Nadal była wściekła na Piotra za to, co o niej wygadywał. Jakim cudem w ogóle mieszał się w jej sprawy? Nie miał prawa jej oceniać. I jeszcze ten list…

Wyciągnęła go z kieszeni. Poszła do kuchni, nalała sobie szklankę zimnego mleka z kartonu i weszła z nią do pokoju. Usiadła na kanapie, mleko odłożyła na mały stoliczek i zaczęła wpatrywać się w kopertę.

Z jednej strony nie chciała jej ponownie otwierać i czytać reszty, ale za to z drugiej strony, była nieco ciekawa, co takiego przez te wszystkie lata Zofia usiłowała jej powiedzieć, że aż w końcu przed samą śmiercią napisała do niej list.

To było dziwne. Przeciw był ogromny, jednak ciekawość zwyciężyła. Napiła się dla odwagi parę łyków mleka i wyjęła list z koperty. Kątem oka odnalazła fragment, na którym skończyła wtedy i zaczęła czytać dalej.

… Już ci wszystko wyjaśniam. Jak pamiętasz, to były chyba imieniny. Mieliście pełno gości i każdy doskonale się bawił.. Później, kiedy wszyscy już się rozchodzili, pozostało jeszcze parę osób do odwiezienia. Krzysztof zabrał ich do samochodu. Najwyraźniej to on ich odwoził do domu.

Nie wiem, ale gdy twój mąż odjechał, ty chyba poszłaś do łazienki. Wtedy jakiś facet przyjechał do ciebie i go wpuściłaś. Trochę gadaliście, a potem ty wyszłaś, a on wsypał ci coś do szklanki.

Wiem, że jesteś teraz bardzo wściekła na mnie, że piszę takie rzeczy, ale zrozum mnie. Ja zawsze interesowałam się tym, co nie trzeba. Teraz, to rozumiem. Wybacz, ale muszę opowiedzieć ci to do końca.

Kiedy to coś się rozpuściło, to ten facet zamieszał twoją szklanką i odłożył ja na bok. Potem ty przyszłaś i wypiliście to dna. To znaczy, ty to wypiłaś. Po paru minutach chyba usnęłaś. Wtedy ten facet wyszedł na zewnątrz i zawołał jakąś kobietę. Nie wiem, kto to był. Miała krótkie czarne włosy i bardzo wyzywającą czerwoną sukienkę. Było widać, że się znają, gdyż od progu zaczęli się całować. Weszli do domu i przez chwilę ich nie widziałam, ale potem to zobaczyłam. Ty leżałaś na łóżku, więc znieśli cię na podłogę, a sami zaczęli uprawiać sex.

Ja nie rozumiałam, o co w tym wszystkim chodzi. Bałam się, że tobie zrobią coś złego, ale oni nie zwracali na ciebie uwagi. Później on coś założył na siebie, chyba prezerwatywę i skończył w tej kobiecie. Kiedy było po wszystkim, zdjął to z siebie i zawiązał na supeł. Zostawił to na twoim łóżku i potem ciebie przenieśli obok.

To było bardzo dziwne, bo ta dziewczyna rozebrała cię potem do naga i tak zostawiła. Ten facet potem sobie poszedł. Ona zabrała jakieś zdjęcie, które stało obok ciebie na półce i ucałowała je, a potem z nim wyszła. Nie mogłam ujrzeć, co to było za zdjęcie, bo uniosła je bokiem, ale wiem, że je zabrała i potem odjechali.

Nie złość się na mnie, że cię wtedy podglądałam, ale byłam bardzo ciekawa, co będzie dalej. U mnie rzadko odbywały się jakieś uroczystości, a jeszcze rzadziej ktoś do nas przychodził. To była moja rozrywka i choć masz do mnie teraz o to żal, to jednak wiec, że o tym, co się u ciebie działo nie powiedziałam nikomu. Wiedziałam o tym tylko ja.

Gdy dowiedziałam się o wypadku twojego męża i o kłótni, wiedziałam, że muszę ci o tym wszystkim powiedzieć. Ty nie byłaś niczemu winna. To ten chłopak z tą dziewczyną wszystko upozorowali. Nadal nie wiem, po co, choć dochodziły mnie słuchy, że kochała się w twoim mężu. Może to, dlatego.

Na koniec chcę cię jeszcze prosić o to, abyś się nie obwiniała za jego śmierć, bo to nie była twoja wina. Gdybyś mnie wtedy wpuściła do domu, wszystko bym ci opowiedziała, ale nie chciałaś mnie słuchać.

Teraz już wszystko wiesz.

Tyle lat ciążyła mi ta tajemnica na sercu, aż w końcu mogłam ją z siebie wyrzucić. Mam nadzieję, że pomogłam.

Żegnaj, Zofia.

Marika dobrnęła do końca listu i nagle zamarła. Czyżby przez te wszystkie lata obwiniała się za coś, czego nigdy nie zrobiła? Nie mogła w to uwierzyć. To nie mogła być prawda. I kim byli ci ludzie? Co to był za facet z kobietą? Po co przyszli do jej domu? Po co zostawił tą prezerwatywę na jej łóżku? Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki powróciły obrazy z tamtego dnia, kiedy starała się wytłumaczyć mężowi, że nie miała pojęcia, jak do tego doszło. Dosłownie nic nie pamiętała z tamtego zajścia, co faktycznie mogło oznaczać, że byłą niewinna. Że nie przespała się z nikim w tamte imieniny.

Załamała się całkowicie.

Krzysztof zginął z myślą, że go zdradziła, a tym czasem była zupełnie niewinna. Z rozpaczą rzuciła się na poduszkę i zaczęła w nią szlochać.

Po pewnym czasie, kiedy zabrakło jej już łez, podniosła się z łóżka i wypiła resztę mleka. Po tym weszła do łazienki i spojrzała na siebie w lusterku. Oprócz jej twarzy odbił się również zegar wiszący na ścianie. Jeżeli chciała zdążyć na pogrzeb Zofii, musiała uwinąć się w pół godziny.

Wzięła szybki prysznic, potem nałożyła na siebie ogrom pudru, bo pod oczami wciąż była czerwona. W biegu narzuciła na siebie sukienkę i wybiegła na dwór.

Po drodze wstąpiła jeszcze do kwiaciarni i kupiła największy znicz, jaki był w sprzedaży. Czuła, że musi podziękować Zofii za wszystko. Całą drogę karciła się za to, że wcześniej jej nie wysłuchała.

Jak widać, nie byłą taką okropną sąsiadką, o jaka ją posądzała.

                                                     *

Ania całą drogę męczyła ojca, żeby zatrzymał się jej na poczcie. Piotrowi niezbyt to odpowiadało, gdyż nie mógł sobie pozwolić na spóźnienie na pogrzeb. Lecz Ania nie dawała mu odporu tak bardzo, że w końcu się zgodził.

- Tato, choć ze mną- marudziła.

- No już idę, idę. Ale po co ci koperta?

- No do szkoły. Pani kazała ją przynieść i ja muszę ją mieć.

- Och, no dobra. Wysiadaj.

Gdy tylko znaleźli się w placówce poczty Ania natychmiast wskazała mu taką, o którą jej chodziło. Piotr nie ukrywał zdziwienia, że wybrała taka dużą, jednak dla świętego spokoju i zaoszczędzenia czasu kupił ją i do tego jeszcze znaczki.

- A po co ci znaczki?- Zapytał, gdy już wyszli z poczty.

- Jak to, po co? Bez nich nie wyślemy listu.

- Jakiego znowu listu. Aniu, czy ty coś kombinujesz?

- Oj tato. To do szkoły. Może jedźmy już, bo się spóźnimy?

Piotr spojrzał na zegarek. Pogrzeb miał się odbyć już za pięć minut. Niemal wskoczyli do auta i szybko odjechali.

Ania wiedziała jak zmienić niewygodną rozmowę, na wygodny temat. Teraz wystarczyło tylko spakować wszystko do koperty i wysłać na podany adres. Miała już nawet pomysł, ze zrobi to, albo zaraz po pogrzebie, albo jutro.

Póki co, jechali teraz pożegnać się z Zofią.

                                                      *

Na pogrzeb przybyły tłumy ludzi. Przyszedł każdy ze sąsiadów Zofii, choć za życia nie zawsze byli ze sobą w dobrych stosunkach. Przybyli też ludzie ze szpitala i ogrom znajomych Ryszarda. W oddali stali Anna z Olafem ubrani całkiem na czarno, a tuz obok nich stała Ela z Asią i Sarą. Ryszard stał blisko trumny, a obok niego Magda z Kasią i Zuzią na rękach. Tuz za nimi stał Piotr z córką. Patrzył jak Ryszard kątem oka zerkał na Elę. Trudno im było bez siebie wytrzymać, jednak ten dzień musiał należeć do Zofii . I to Ela chciała, aby godnie pochowali i pożegnali Zofię.

Ryszardowi trudno było opanować zerkanie na Elę. Niby było mu w jakiś sposób smutno z powodu śmierci żony, jednak bardziej brakowało mu bliskości Eli. Bardzo chciał, aby to ona stała teraz przy nim i go wspierała. Niemal błagał ją wzrokiem, aby choć podeszła bliżej, jednak ona nie mogła sobie na to pozwolić.

Magda obserwowała całą sytuację bez słowa. Z żalem w sercu, ale bez słowa. Musiała zachować resztki godności. W końcu tylko to jej pozostało…


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany