Opowiadanie użytkownika Kate1986

Laleczka

local_library1 comment0 thumb_up0

Leżałam w łóżku. Był październik. Najchętniej całą jesień i zimę przekoczowałabym pod kocem, użalając się nad sobą. Niby miałam wszystko – dom, kochającego męża, cudowne bliźniaki Ulę i Bruna – a jednak czułam się źle. Może to pogoda? Znowu nie chciałem żyć... Zanuciłam w myślach piosenkę Pawła Domagały, ale wiedziałam, że to nie wina aury. Za mój stan ducha nie odpowiadała też pora roku. Byłam po prostu nieszczęśliwa. Nie myślcie, że nie doceniam tego, co mam. Kocham męża i uwielbiam nasze urwisy, ale na Boga jak długo można w kółko robić to samo? Pranie, sprzątanie, gotowanie, prasowanie, zmywanie, przewijanie. Dyspozycyjność dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, bez prawa do spokojnego wypicia kawy, wyspania się i zwolnienia lekarskiego. Jedyną atrakcją są zakupy w sobotę, kiedy to dziećmi zajmuje się przez kilka godzin moja mama oraz obiad w niedzielę u teściowej - choć raz w tygodniu udaje mi się zjeść ciepły posiłek. Nie powiem, że mąż mi nie pomaga. Owszem, kiedy tylko wraca z pracy, a niestety nie ma go prawie cały dzień, przejmuje opiekę nad maluchami, a w weekendy stara się mnie odciążyć. Wciąż to jednak jest kropla w morzu potrzeb, bo w „wolnym” czasie nadrabiam masę spraw, których nie zdążyłam ogarnąć w ciągu dnia. Dzieci były przecież ważniejsze niż prasowanie, czy odkurzanie. Straszna zrzęda jestem nie? Zapytacie pewnie, dlaczego mam dzieci skoro tak bardzo narzekam. Powiem szczerze, że jakoś specjalnie nie miałam potrzeby zostania matką, ale taka jest kolej rzeczy w małżeństwie. Wiedziałam też, że Dawid chce mieć dziecko, a ja z miłości do niego potrafiłam iść na wiele kompromisów. Te kompromisy wyszły mi bokiem, kiedy na USG zobaczyłam dwie istotki. Kiedy pierwszy i drugi szok już minął byłam szczęśliwa. Dzieci to w końcu błogosławieństwo lub jak kto woli kupa radości. Dla mnie to głównie była przewaga kupy.
    Często wracam myślami do mojego życia przed poznaniem męża. Byłam atrakcyjną brunetką, pełną optymizmu, ciekawą i głodną wrażeń. Uwielbiałam poznawać nowych ludzi, słuchać ich doświadczeń życiowych. Często słyszałam nawet, że powinnam zostać psychologiem, bo czy tego chciałam, czy nie wszyscy mi się zwierzali. Może po prostu wolałam słuchać niż mówić. Miałam fajne, aktywne życie. Podróżowałam, zwiedzałam, próbowałam nowych smaków. Żyłam bardzo intensywnie, nie mając zbyt wiele czasu na roztrząsanie swoich decyzji. Jeśli w coś się angażowałam to robiłam to całą sobą, z pasją graniczącą niemal z obsesją. Nieraz przez to się sparzyłam, ale moją życiową dewizą było nigdy nie żałuj tego zrobiłaś. I tego się trzymałam, nawet jeśli podejmowane decyzje nie wyszły mi na dobre.
    Z całą pasją weszłam też w nowy związek. Wbrew pozorom nie byłam zbyt doświadczona w tej sferze. Zawsze wolałam stawiać na swój rozwój, ale ten facet zawrócił mi w głowie. Może dlatego, że od dłuższego czasu byłam sama, a należę do osób stadnych. A może dlatego, że chciałam w końcu kimś się zaopiekować, zaufać, po prostu kochać. Mariusz był muzykiem. Od zawsze ciągnęło mnie do takich klimatów. Trasy, koncerty, od alkoholu też człowiek nie stronił. Czułam się świetnie. Żyłam pełnią życia. Obracałam się w kręgu ludzi, których bardzo chciałam bliżej poznać. Pragnęłam wejść w ich świat, dla mnie niezbyt znany. Owszem słuchałam metalowej muzyki, ale zawsze robiłam to w zaciszu swojego domu i słuchawek. Omijałam koncerty, bo nikt z moich dotychczasowych znajomych nie przepadał za takim klimatem, a ja nie chciałam chodzić tam sama. Lecz gdy poznałam Mariusza drzwi, które do tej pory były dla mnie zamknięte, nagle otworzyły się. On sam bardzo cieszył się z perspektywy pokazania mi od kuchni całego mechanizmu. Zauroczyłam się, może nawet nie tyle samym chłopakiem, co perspektywami, jakie się przede mną rysowały. Byłam bardzo lubianą osobą, szybko nawiązywałam kontakty i się zaprzyjaźniałam, tym bardziej, że moi nowi znajomi byli otwartymi osobami. I tak się wszystko zaczęło. Koncerty, wyjazdy, zakrapiane after party, seks. Wszystko inne przestało mieć znaczenie. Zaczęłam zawalać studia, zaniedbywać rodzinę, coraz więcej piłam, paliłam, wychudłam. W pewnym momencie sama przestałam się poznawać, ale nadal trwałam przy swoim. Do czasu, gdy zdradziłam swojego chłopaka z jego najlepszym kumplem. No cóż, zawsze byłam flirciarą. Dawid powinien wiedzieć, że ma mnie pilnować. W końcu byłam atrakcyjną kobietą i nową w środowisku, a więc łatwym kąskiem. Wiem, nie było to dobre. Każdy ma jakieś zasady i jedną z moich było nie zdradzaj, ale kiedy człowiek jest w ekstazie po super koncercie, jest nawalony niemal w cztery dupy, a koleś z którym imprezujesz jest mega przystojny, to czego chcieć więcej? Kawałka podłogi, krzesła, kanapy albo umywalki w łazience. No i stało się. Pech chciał, że zostaliśmy nakryci i doniesiono Mariuszowi o naszym niezbyt chlubnym wyskoku. Narobiło się trochę kwasu i po zerwaniu odsunęłam się trochę od tego fascynującego świata. Choroba mojej siostry dodatkowo poskutkowała. Rodzina zawsze była dla mnie bardzo ważna, więc kiedy Iwona poważnie zachorowała i mimo leczenia umarła, świat mi się zatrzymał. W momencie oprzytomniałam, życie zafundowało mi bolesne otrzeźwienie. Siostra była młodsza ode mnie, była grzeczną dziewczyną, poukładaną. Miała plany, marzenia i dążyła do ich realizacji, a ja? Dryfowałam bez celu, zamroczona przez używki. W dniu jej pogrzebu postanowiłam, że się zmienię. Ukończyłam studia z wyróżnieniem, znalazłam dobrą pracę, skończyłam z alkoholem i papierosami. Zaczęłam żyć inaczej niż dotychczas i takie życie mi się nawet podobało.
    Poznałam Dawida, zaręczyliśmy się, wzięliśmy ślub, pojawiły się dzieci. Mąż podarował mi to, czego na ten moment bardzo potrzebowałam. Miłość, spokój, stabilizacja, wierność, zaufanie. Czułam się przy nim bezpiecznie. Mieliśmy dom na wsi, nikt mnie tu nie znał. Mogłam zacząć nowe życie, zapisać od zera kartę swoich dni. Podobała mi się ta perspektywa, ale moja prawdziwa, dzika natura nie pozwoliła na długo o sobie zapomnieć.
    Podczas jednej z drzemek maluchów, przeglądałam Facebook`a i natknęłam się na konkurs, w którym można było wygrać darmowe wejściówki na koncert metalowy w sąsiedniej miejscowości. Z chęcią wzięłam w nim udział, nie spodziewając się zbytnio wygranej. Wszystko jednak poszło po mojej myśli i w kolejny weekend mogłam wybrać się na upragniony koncert razem z mężem. Było cudownie. Chłonęłam całą sobą głośną muzykę, popijałam piwo. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułam się tak beztrosko. Wtedy poczułam z całą mocą, jak bardzo brakuje mi poprzedniego życia. Może nie we wszystkich aspektach, bo mając dzieci człowiek się jednak nieco wycisza, łagodnieje i na pewno nie myśli o głupotach. Jednak część mnie boleśnie przypominała o przeszłości. W koncercie brały udział trzy zespoły. Niestety nie kojarzyłam żadnego z nich, ale po odsłuchaniu kilku kawałków, czułam, że wróciłam do domu. To było fajne uczucie. Byłam taka podekscytowana, także tym, że w końcu wyszłam gdzieś bez dzieci i mogę być w pełni sobą, że postanowiłam podejść do jednego z zespołów i poprosiłam o autografy. Muzycy byli bardzo mili, fajnie nam się gawędziło, powymienialiśmy się doświadczeniami. Byłam szczęśliwa, poczułam, że wracam do żywych. Tym bardziej, że pewien gitarzysta wpadł mi w oko.
    Grał bardzo dobrze, a mnie nachodziły dzikie myśli, czy na mnie też by potrafił tak dobrze zagrać. Półdługie włosy, orzechowe oczy, pięknie wyrzeźbione ciało z widocznymi tatuażami. Moja wyobraźnia już podsyłała mi obrazy, jakie dziary mogą się kryć pod ubraniem. Koncert był raczej kameralny, więc chcąc nie chcąc nasze spojrzenia kilka razy się spotkały. Słuchało mi się go i oglądało z wielką przyjemnością, co zapewne zauważył w uśmiechach, które mu posyłałam, kiedy delikatnie kołysałam się w rytm muzyki. Alkohol lekko szumiał mi w uszach, było mi ciepło i lekko na duszy. Chętnie bym podeszła do Przemka, tak miał na imię, jak się później okazało, lecz przecież nie byłam sama. On też nie, bo w przerwie widziałam, jak tuliła się do niego jakaś laska. Pewnie jego. Poczułam ukłucie zazdrości. Dziewczyno przecież nawet go nie znasz i masz męża! Wyrzucałam sobie w myślach, ale to wszystko mi nie przeszkadzało. Chciałam go poznać. Musiałam!

                        *
    – Ej Przemo, co ty się tak przyglądasz tej lasce? - zapytał mnie kumpel.
    – Bo ona przygląda mi się cały wieczór i nie wiem dlaczego, skoro przyszła tu z chłopem.

    Podobała mu się. Od razu zwrócił na nią uwagę. Coś go do niej pchało, ale jak miał zagadać, skoro ciągle była z nim? Zresztą nieważne, na brak panienek nie narzekał. Dziś wyjdzie z blondynką, chyba Justyną, ale nie był do końca pewien. Wypity alkohol i duża rotacja w wyborze partnerek na jedną noc po koncercie, skutecznie stępiła jego pamięć. W takich sytuacjach zwykle mówił do nich per „laleczko”. Widocznie to im odpowiadało. Wiedział, że nie był święty, ale musiałby być chyba totalnym głąbem, żeby nie przelecieć fajnej dupy, skoro sama się o to prosiła. Niekiedy dosłownie. Kolekcjonował je. Zawsze zostawiał sobie jakąś pamiątkę, gumkę do włosów, bieliznę, kolczyk itp. Swoich trofeów miał już cały strych. W końcu nie od dziś to robił. Za każdą z tych rzeczy kryła się inna historia, inna kobieta. Może nie pamiętał ich imion, ale gdy brał do ręki jakiś fant od razu przypominała mu się twarz i obrazy wspólnie spędzonej nocy. Nieważne, czy było to wczoraj, czy pięć lat temu. Oczywiście zawsze się zabezpieczał. Nie chciał ani kolekcjonować chorób wenerycznych ani tym bardziej bachorów.
    Mimo że spędził tę noc z blondynką z klubu, cały czas myślami błądził wokół kobiety, z którą złapał kontakt wzrokowy na koncercie. Musiał ją mieć w swojej kolekcji.

                        *
    – Muszę go bliżej poznać! - krzyknęłam z determinacją do przyjaciółki.
    – Aga! Ty masz męża i dzieci! - zaoponowała Sara. - Całkiem rozum postradałaś?!
    – Wiem, ale nie masz tak czasem, że chciałabyś rzucić wszystko w cholerę i choć przez chwilę żyć tylko dla siebie?
    – Czasami mam dość, ale bez przesady. Nie zostawiłabym ani córki ani narzeczonego.

    No tak, Sara mnie nie rozumiała, bo od zawsze pragnęła stabilizacji, dziecka. Mnie to nigdy nie kręciło, mimo iż przyzwyczaiłam się do takiego życia. Starałam się w nim jakoś funkcjonować, ale ostatni koncert obudził we mnie głęboko skrywane pragnienia i potrzeby. Wiedziałam, że muszę działać. Dokopałam się do wszystkich możliwych informacji o „moim” gitarzyście. Uruchomiłam stare kontakty i dowiedziałam się kilku interesujących faktów. Otóż Przemek siedział w więzieniu, a podejrzewano go o morderstwo. Wkrótce wyszły na jaw nowe fakty, w których świetle oczyszczono go z zarzutów, ale ślad w papierach został. Może inna dziewczyna dała by sobie spokój, ale nie ja. Czułam, że muzyk był niebezpiecznym facetem, o drapieżnym spojrzeniu i mrocznej duszy, ale nie przerażało mnie to. Brakowało mi w życiu adrenaliny, czegoś, co mogłabym na starość wspominać. Na razie moje nowe życie na łonie rodziny było nudne, a ja chciałam czegoś więcej. Wiedziałam, że ten facet może mi to dać. Wyszukałam więc gdzie i kiedy będzie kolejny koncert zespołu Przemka i miałam zamiar się na nim pojawić, ale już bez męża.

Kochanie wybierasz się gdzieś? - zagadnął mnie dwa tygodnie później mąż.
Tak, umówiłam się z Sarą. Idziemy na koncert. Masz coś przeciwko?
Nie, masz prawo się trochę rozerwać. Bliźniaki ostatnio dają mocno w kość.
Dzięki, jesteś najlepszy - powiedziałam jeszcze do Dawida, przelotnie całując go w policzek.

    I po chwili już mnie nie było. A w zasadzie nie było mnie całe dwa tygodnie, kiedy to nie mogłam doczekać się spotkania z Przemkiem. Dzieciom pozwalałam dosłownie na wszystko, obowiązki domowe odhaczałam na odwal się. W myślach już byłam z „moim” gitarzystą. Jeszcze nie miałam pomysłu, jak rozegram całą sprawę, ale czułam, że uda mi się go zdobyć.

                        *
    Wiedział, że nowa laleczka się pojawi. One zawsze wracały, z głodem wypisanym na twarzy i płonącym spojrzeniu. Tym razem też się nie pomylił. Od razu zauważył ją, gdy nieśmiało wkroczyła do klubu razem z inną kobietą. Super, że przyszła bez faceta. Będzie łatwiej. W zasadzie to odwaliła za niego kawał dobrej roboty. Jemu tylko zostało udawać obojętnego, zawsze to działało na laski, a potem łaskawie zwrócić na nią uwagę, a ona już będzie jego. Lubił to. Szybko, prosto, bez zbędnych komplikacji. Od zawsze nienawidził stałych związków. Dawniej miał przez chwilę dziewczynę, ale skończyło się jak zwykle, na zdradzie. Niestety Dagmara wkrótce po zerwaniu zniknęła i została znaleziona kilka dni później martwa. Oczywiście jego oskarżyli jako pierwszego, bo rozstali się w niezbyt przyjaznej atmosferze. On jej nie zabił, co wkrótce udało się dowieść. Smród podejrzeń jednak został, więc jak najszybciej ewakuował się z Sosnowca i przeniósł do Olkusza. Niby niedaleko, ale środowisko zupełnie inne, więc mógł zacząć wszystko od nowa. Przysiągł sobie wtedy, że już nigdy nie zwiąże się na stałe. Po co komplikować sobie życie? Muzyka była dla niego całym światem, a gitara żoną. Inne kobiety były więc tylko chwilowym kaprysem, potrzebą na jedną noc. I niech tak zostanie. Kolejny koncert, kolejna laleczka. Czas ruszyć na łowy.

                        *
    Serce waliło jej jak młotem, kiedy go dostrzegła przy barze. Czekał aż inny zespół skończy grać, by móc przygotować swój sprzęt. Był jeszcze przystojniejszy niż go zapamiętała. Świat i Sara, która z nią przyszła jako przykrywka, przestał istnieć. Przyjaciółka widząc, że Aga przestała  zwracać na nią uwagę, po pewnym czasie się pożegnała i wyszła. Tak naprawdę sama nie wiedziała, dlaczego zgodziła się pójść na koncert, skoro nawet nie lubiła takiej muzyki. Agnieszka, pozbawiona balastu w postaci towarzyszki, podeszła do baru i zamówiła piwo. Dziś liczyła na to, że nie będzie musiała prowadzić auta. Specjalnie przeszła obok Przemka, starając się nie patrzeć na niego. Nie spojrzała, ale przechodząc wzięła głęboki wdech, zapamiętując jak cudownie pachniał mężczyzna. Był ubrany w skórzane, czarne spodnie, bluzę z kapturem z nazwą swojego zespołu, no i nieodłączne glany. Włosy miał związane w kucyk, pewnie dla wygody w czasie grania. Pragnęła je rozpuścić i zatopić w nich palce. Na razie musiała się skupić na tym, żeby nie wylać swojego piwa lub nie potrącić kursujących ludzi. Tłum bowiem był większy niż na poprzednim koncercie. W końcu przyszła kolej na zespół Przemka i muzycy zaczęli swoje show. Mieli fajne riffy, niebanalne teksty. Mogli sporo osiągnąć, jeśli nadal będą trzymać poziom. Aga z przyjemnością słuchała muzyki i nieustannie wgapiała się w gitarzystę. Kilka razy i on na nią spojrzał. Była pewna, że ją poznał, mimo iż sala była niemal wypełniona po brzegi. Koncert skończył się zdecydowanie za szybko. Kobietę ogarnęła nagle trema. Poczuła się niepewnie, już dawno z nikim nie flirtowała, a tym bardziej nie próbowała zaciągnąć nikogo do łóżka, poza mężem, którego nie trzeba było długo namawiać. Już zbierała się na odwagę, żeby podejść do baru i zagadać do Przemka, ale w tej chwili poczuła w kieszeni kurtki wibrujący telefon. Dzwonił Dawid.

    – Kochanie, nie chcę ci psuć zabawy, ale czy mogłabyś przyjechać do domu? - zapytał.
    – Stało się coś?
    – Może to nic poważnego, ale Ula kilka razy zwymiotowała. Mam nadzieję, że Bruno nie będzie.
    – To może być wirusówka, zatrucie albo zapalenie wyrostka robaczkowego.

    Po krótkim zastanowieniu kobieta rzuciła do słuchawki zaraz będę i rozłączyła się.

                        *

    Co jest kurwa! Pomyślałem, kiedy zobaczyłem że nieznajoma, którą miałem zamiar dziś upolować, wychodzi. Cały plan trafił szlag, ale może uda mi się następnym razem. Nie miałem czasu  dłużej roztrząsać rozczarowania, bo w moim kierunku szła widocznie wstawiona i chętna kolejna laleczka.

                        *

    Ja to mam pecha! Myśli kotłowały mi się w głowie niczym pranie podczas wirowania pralki. Człowiek jak ma dzieci musi być w pełnej gotowości cały czas. Nie ma zmiłuj. Nie powiesz przecież, że nie nakarmisz, nie przewiniesz, bo masz ważniejsze rzeczy do roboty. Dzieci stają się najważniejsze, a całe dotychczasowe życie trzeba przeorganizować, by jakoś dało się funkcjonować i nie zwariować przy tym. Okazało się, że Ulę dopadła wirusówka, więc przez trzy dni mieliśmy istny sajgon z rzyganiem i biegunką na przemian. Trzeba było też odizolować Bruna, żeby i on nie załapał, ale próżny był nasz trud. Choroba i tak go dopadła. A potem także i nas. Byłam dosłownie wycieńczona, odwodniona. Miałam ochotę wyjść, pieprznąć drzwiami i więcej nie wracać, ale zwyczajnie nie miałam na to siły. Sił starczało mi jednak na rozmyślanie, jak wymknąć się na kolejny koncert. Na szczęście Dawid był naprawdę dobrym mężem i uwierzył, że idę na babskie ploty, wino i nocowanie u przyjaciółki. Oczywiście alibi z nią wcześniej uzgodniłam. Widziałam jednak, że Sara krzywo na mnie patrzy. Była kobietą o twardych, konserwatywnych zasadach, ale w imię przyjaźni, zgodziła się mi pomóc.

                        *
    Minęło już kilka koncertów, ale piękna nieznajoma z Olkusza się nadal nie pojawiała. Czyżby straciła mną zainteresowanie? A może nie pasują jej terminy albo mąż zabrania takiej rozrywki bez niego? Natrętne myśli o brunetce przyczepiały się do mnie jak rzep psiego ogona przy każdym koncercie, a oczy same wędrowały w kierunku drzwi klubu za każdym razem, gdy się otwierały. Kobiety jednak nie było.

                        *

    Nieprędko udało mi się wyrwać na koncert, bo taksówka kosztowałaby mnie majątek, gdybym miała jechać gdzieś dalej. Poczekałam więc, aż zespół Przemka będzie grać gdzieś bliżej i wtedy się wybrałam już sama. Byłam zdeterminowana, żeby poznać mężczyznę, żeby przeżyć przygodę swojego życia zanim mąż zorientuje się, że mam romans. Roześmiałam się sama do siebie. Jeszcze nie znam osobiście faceta, a już planuję gorącą zdradę. Nie wiem, co się ze mną działo, a właściwie, co on ze mną rozbił. I to na odległość! Niemal czułam fizycznie, jak mnie wzywa. Nawet ostatnio mi się przyśnił!

                        *

    Chyba mnie całkiem pojebało! Pomyślałem, budząc się w pewien sobotni poranek. Jak można śnić o lasce, której jeszcze nie znam? Zastanawiałem się, szczerze zafrapowany. Ciekawe, czy dziś się pojawi. Powoli zwlokłem się z łóżka, ciągle kiwając głową w zamyśleniu nad absurdem swojego zachowania oraz brakiem kontroli nad podświadomością.

                        *

    Nie mogłam doczekać się naszego spotkania. Czułam, że dzisiejszy wieczór będzie przełomowy. Tym bardziej, że zespół Przemka będzie grać z kapelą, którą znam jeszcze z Rzeszowa! Czekałam na same przyjemności i byłam bardzo podekscytowana, co nie uszło uwadze mojego męża.
    – Żabko, masz dziś wyjątkowo dobry humor - zauważył z uśmiechem Dawid.
    – A i owszem, babskie spotkania to zawsze dobry pomysł.
    – Tylko pamiętaj, żeby wrócić najpóźniej o dziewiątej rano, bo muszę jechać do Gdańska na szkolenie.
    – W niedzielę?
    – Kurs jest w poniedziałek rano, więc muszę wyjechać jutro. Chciałbym się wyspać i być wypoczęty, kiedy będą nam wbijać wiedzę do głowy - zaśmiał się Dawid.
    – Ok. Będę pamiętać - zapewniłam i jak na skrzydłach pognałam na autobus do Olkusza.

    Koncert był w tym samym klubie, co za pierwszym razem. Liczyłam więc na kameralny charakter imprezy oraz znałam już rozkład samej miejscówki, co było pewnym ułatwieniem.

                        *

    Jest! Ucieszyłem się w myślach, jak dziecko na widok słodyczy, kiedy dostrzegłem nieznajomą wchodzącą do klubu. I jakie było moje zdumienie, kiedy zobaczyłem, że serdecznie wita się z członkami zespołu, z którym dziś będziemy grać. Kim ona jest? Zastanawiałem się, ale wkrótce miałem zamiar się dowiedzieć.

                        *

    – Aguś! - wykrzyknął Piotrek – Kopę lat! Co ty tu robisz?
    – Przyszłam was posłuchać - zapewniłam - jak sam zauważyłeś, minęło trochę czasu od ostatniego spotkania.
    – Tak, to było wtedy, kiedy rozstałaś się z Mariuszem, nie? - zapytał Bogdan.
    – Tak, ale nie ma co roztrząsać przeszłości. Jak leci? Co u was?
    – A stara bieda, dobrze, że nowej nie widać - zaśmiał się Piotrek – Wydaliśmy Epkę i robimy dalej swoje.
    – I tak być powinno, a teraz idźcie się przygotować, bo tamci już kończą grać, a teraz chyba wasza kolej.
    – Zgadamy się po koncercie? - upewnił się Bogdan.
    – Jasne! Musimy nadrobić stracony czas.

    Chłopaki poszli ustawiać sprzęt, a ja zamówiłam piwo i zajęłam miejsce blisko sceny, żeby wspierać „moje kociaki”, jak nieraz lubiłam ich nazywać. Oni zawsze się obruszali i mówili, że są raczej jak dzikie tygrysy niż dachowce. Niech twierdzą, co chcą, dla mnie zawsze będą słodkimi, udomowionymi kotami.
    Koncert był rewelacyjny. Chłopaki dali z siebie wszystko, publika chętnie robiła pogo pod sceną i dobry nastrój udzielał się wszystkim. Ja jednak nie osiągnęłam swojego głównego celu. Przystojny gitarzysta był nadal poza moim zasięgiem, a czas się kurczył. Z impasu wyrwały mnie „moje kociaki”. Chłopaki gestem zaprosili mnie, abym usiadła razem z nimi w loży dla zespołów. Uczyniłam to z prawdziwą przyjemnością.  Z przyjemnością też wysłuchałam kapeli Przemka, a moja radość osiągnęła apogeum, kiedy muzycy po swoim show ruszyli w naszym kierunku. Przegadywali się jeden przez drugiego, alkohol lał się strumieniami, a ja promieniałam szczęściem. Do momentu, w którym zobaczyłam kolejną laskę kręcącą się wokół Przemka.

                        *
    Szczęście mi dziś dopisywało. Super mi się grało, a i branie u dziewczyn miałem dziś wieczór na wysokim poziomie. Mnie jednak zależało na nieznajomej, a właściwie na jej bransoletce z modnym motywem wiecznej miłości. Pasowałaby idealnie do mojej kolekcji. Dobrym seksem też oczywiście nie pogardzę. Miałem zamiar jednak trochę jeszcze potrzymać kobietę w niepewności, a tym samym zaostrzyć sobie apetyt. Długo w końcu na to czekałem. Mam nadzieję, że będzie warto.

                        *
    – Aga, co ty się tak wpatrujesz w gitarzystę tamtego zespołu? Podoba ci się? - wyrwał mnie z zamyślenia Bogdan.
    – Mnie? Nie! - odparłam spanikowana, że aż tak to po mnie widać.
    – Jeśli chcesz to cię z nim poznamy - zapewnił ze śmiechem Piotrek.

    I zanim zdążyłam zaprotestować już ciągnął mnie w kierunku „mojego” gitarzysty.

    – Hej, mam tu dziołchę, która marzy by cię poznać - zaśmiał się Piotrek, witając się z muzykiem.
    – Aga – ledwie zdołałam wykrztusić z siebie swoje imię.
    – Przemek.

    Mężczyzna przyjaźnie uścisnął moją dłoń, a ja starałam się otrząsnąć z szoku, w jakim niewątpliwie jeszcze się znajdowałam. Miał duże, szorstkie ręce, spracowane, o mocnym uścisku. Mam nadzieję, że ja nie wydałam mu się jakąś mamałygą. Wolałam nasze poznanie rozegrać nieco inaczej. Miałam być bardziej pewna siebie, no ale cóż. Rzadko kiedy bywa tak, jak sobie wymarzyliśmy. Cieszyłam się, że chociaż nie zemdlałam i całkowicie się nie skompromitowałam. W jego orzechowych oczach mogłam dosłownie utonąć. Czułam się tak, jakby przewiercał mnie na wylot i znał każdą najmniejszą nawet myśl. Poczułam się nieswojo, trochę jak zwierzyna zagoniona  w kozi róg. Z jednej strony mnie lekko przerażał, a z drugiej niesamowicie fascynował.

    – Pamiętam cię z ostatniego koncertu w tym klubie - zagadnął Przemek – Dobrze kojarzę, że to byłaś ty?
    – Tak, bardzo dobrze się was słucha. Z niecierpliwością czekam na płytę.
    – Na to niestety trzeba będzie jeszcze zaczekać, bo mieliśmy małe turbulencje w składzie, a co za tym idzie cały proces nam się przedłużył. Skąd znasz kolesi z zespołu Future?
    – Kociaki? Poznałam ich jeszcze w Rzeszowie, kilka lat temu, kiedy tam mieszkałam.
    – Wygląda na to, że dość dobrze się znacie.
    – Owszem, poznał nas mój były chłopak i przez chwilę byłam ich managerem.
    – O! - wykrzyknął wstawiony Rafał, kolega z zespołu Przemka - Potrzebujemy właśnie kogoś takiego. Może chcesz z nami współpracować?
    – Dzięki, ale na razie jestem na urlopie macierzyńskim i ciężko by mi było pogodzić obowiązki. Poza tym od ładnych kilku lat się tym nie zajmowałam. Wyleciałam z obiegu - zażartowałam.
    – Ok., ale jakby co, to daj znać. Przyda nam się pomoc.

    Nie wiem, czy tylko sobie to ubzdurałam, czy może rzeczywiście zobaczyłam przerażenie na twarzy Przemka oraz późniejszą ulgę, kiedy odmówiłam współpracy z zespołem. Nie miałam czasu jednak tego roztrząsać, bo do „mojego” gitarzysty podeszła jakaś laska i wręcz uwiesiła mu się na szyi. Nie spodobało mi się to. On był mój. Kiedy więc wyszłam za nią na papierosa, mimo że nie paliłam już od dobrych kilku lat, „niechcący” podłożyłam jej nogę, a bidulka spadła ze schodów. Na jej szczęście nie były one strome, więc skończyło się na mocnym potłuczeniu. W każdym razie usunęłam przeszkodę na swojej drodze. Niestety nie na długo, bo obok mnie Przemek właśnie wychodził z klubu... z inną dziewczyną. Przecież nie wybiję wszystkich lasek, które przychodzą posłuchać muzyki! Myślałam rozgorączkowana. Czułam, że przegrałam.

                        *
    Czy mi się wydawało, czy Agnieszka maczała palce w wypadku Magdy na schodach? Stwierdziłem w myślach, że kobieta jest chyba zdrowo jebnięta i że może lepiej trzymać się od wariatek z daleka. Wbrew sobie jednak, wychodząc poprosiłem o jej numer telefonu. W wersji oficjalnej chciałem pogadać o jej doświadczeniu jako managera zespołów, a nieoficjalnie dążyłem do tego, aby w końcu ją przelecieć. Nie miałem zamiaru bawić się już dłużej w kotka i myszkę. Miałem nadzieję, że na zaaranżowane spotkanie weźmie ze sobą bransoletkę. Właściwie mogłaby być ubrana tylko w nią. Zostawiłem na razie niegrzeczne myśli o nowej znajomej, by zająć się kolejną laleczką. Ta miała ekstra pierścionek, oby nie od narzeczonego.

                        *

    Serce prawie wyrwało mi się z piersi, kiedy Przemek podarował mi nadzieję na spotkanie. Oczywiście nie zadzwonił od razu, lecz jak przystało na niegrzecznego chłopaka, odczekał kilka dni. Wlokły się one niemiłosiernie, ale dobry humor mnie nie opuszczał. Umówiliśmy się w środę na kawę w olkuskiej kawiarence. Zawiozłam w pośpiechu dzieci do teściowej, a sama wróciłam do domu, żeby się wyszykować. Mąż miał być do późna w pracy, więc nie potrzebowałam alibi. Pojechałam rzekomo na zakupy i nikt niczego nie podejrzewał.

    – Hej – przywitałam się z Przemkiem, który właśnie wszedł do kawiarni.
    – Hejka – odpowiedział – Czego się napijesz?
    – Poproszę białą kawę bez cukru.
    – Ja wezmę espresso. Coś słodkiego do tego?
    – Nie, dzięki.

    Miałam dziwne wrażenie, jakby mężczyzna chciał jak najszybciej opuścić lokal. Zamówił małą kawę, którą wypił duszkiem, jak wodę mineralną albo setkę. Nie wziął do niej żadnego deseru i ciągle zerkał ukradkiem na wiszący na ścianie zegar.

    – Spieszysz się gdzieś? - zapytałam w końcu, nieco skonsternowana całą sytuacją. To przecież miało być miłe spotkanie.
    – Nie, tak, w sumie... - zaczął niepewnie Przemek – Myślałem, że może ty nie masz czasu, bo masz rodzinę.
    – To nie ma znaczenia. Skoro tu przyszłam, to znaczy, że mam trochę czasu.
    – Może pójdziemy do mnie? Mieszkam niedaleko.

    Byłam co najmniej zaskoczona jego propozycją. Liczyłam, że może najpierw trochę pogadamy, poznamy się bliżej, ale najwidoczniej myliłam się. Mimo wszystko przystałam na jego propozycję i po uregulowaniu rachunku - ja zapłaciłam za nas oboje, bo mężczyzna nawet nie wykonał gestu, który miał wskazywać na chęć zapłacenia chociaż za siebie. Ruszyliśmy do jego mieszkania. Było ono urządzone dość skromnie, po kawalersku. Brakowało tu kobiecej ręki, firanek, bibelotów, kwiatów. Jeden pokój był typowo muzyczny, tu mężczyzna grał i pracował nad nowymi kawałkami. Ściany były wygłuszone, na podłodze stał wzmacniacz, dobre głośniki i nieodłączna gitara elektryczna oraz klasyczna. Drugi z pokoi służył Przemkowi za sypialnię. Stało w nim duże łóżko, komoda, regał z książkami, odtwarzacz muzyki zawalony płytami i szafa. Nie miałam jednak czasu na zbytnie rozglądanie się po mieszkaniu, gdyż po krótkiej prezentacji mężczyzna dosłownie rzucił się na mnie, przygniatając do ściany. Wpił się w moje usta z siłą graniczącą niemal z brutalnością, jednocześnie błądząc dłońmi po ciele. Musiałam mu przerwać na chwilę, bo bałam się, że rozerwie mi bluzkę. Nie mogłam przecież pozwolić na to, by ktokolwiek z rodziny domyślił się co robiłam. Postanowiłam więc sama się rozebrać, dla bezpieczeństwa swojej garderoby oraz alibi. Przemek uznał to chyba za dobry znak, bo zaciągnął mnie już nagą do sypialni i dosłownie rzucił na łóżko. Dobrze, że było miękkie. Miętosił piersi, próbując jednocześnie pozbyć się swojego ubrania. Był piękny niczym grecki bóg. Wyraźnie było widać mięśnie pracujące w jego muskularnym ciele. Przejechałam dłonią po tatuażach, a on zadrżał mimowolnie i po chwili był już we mnie. Jęknęłam z rozkoszy, mimo iż gra wstępna nie należała do długich i czułych. Widocznie potrzebowałam zwykłego, dobrego zerżnięcia, którego nigdy nie dostałam od męża. On zawsze dbał o moje potrzeby, był delikatny i spokojny. Przemek zaś był nieokiełznany jak żywioł. Trzy minuty później było już po wszystkim. Trochę żałowałam, że tak szybko nasz akt się skończył, ale zrzucałam to na karb tego, że przecież oboje bardzo długo czekaliśmy na spełnienie, był to nasz pierwszy raz i nie wiadomo, kiedy będzie następny.

    – Wychodząc upewnij się, że wszystko zabrałaś. Nie lubię kiedy laski zostawiają u mnie swoje graty - powiedział Przemek, leniwie przeciągając się w łóżku jak najedzony kot.

    Oniemiałam. Że co? Owszem nie liczyłam na wyznania miłosne, ale żeby od razu po seksie mnie spławić, jak jakąś pierwszą lepszą panienkę? Nie mieściło mi się to w głowie. Najwidoczniej dla niego byłam tylko laską na jedną noc lub raczej popołudnie. Byłam tak zszokowana, że posłusznie ubrałam się i wyszłam z mieszkania. Nie zauważyłam, że zostawiłam w łazience bransoletkę, prezent od męża na walentynki.

                        *

    Nareszcie wyszła, pomyślałem zadowolony z siebie. Specjalnie ją tak odprawiłem, żeby po pierwsze nie miała złudzeń, co do charakteru spotkania oraz tego, że był to pierwszy i ostatni raz. Po drugie zaś, wiedziałem, że kiedy laleczka jest zaskoczona moją oschłością, zwykle zostawia jakąś osobistą rzecz. Tym razem także się nie myliłem i po chwili obracałem w dłoni srebrną bransoletkę z motywem wiecznej miłości. Kolejna do mojej kolekcji. Jeszcze przez chwilę napawałem się zdobyczą i zaniosłem ją na strych bloku, w którym mieszkałem. Za dawnych czasów mieściła się tam tzw. suszarnia, ale spółdzielnia podzieliła ją na kilka zamykanych kwater, jak w piwnicy i rozdała klucze chętnym lokatorom za niewielką dopłatą. Na pierwszy rzut oka nic nie wzbudzało podejrzeń, ot miejsce pełne kartonów. Kryły one jednak skarby, które gromadził od lat. Szczerze mówiąc nie wiedział, dlaczego to robił. Z każdą z właścicielek fantów przespał się tylko raz. W zasadzie to z przedmiotami tworzył najdłuższe relacje, poza Dagmarą, ale jej już nie ma. Dość tych rozmyślań, czas lecieć na próbę zespołu.

                        *

    Byłam zdruzgotana, oszołomiona, zszokowana, a przede wszystkim zawiedziona. Nie wiem, co sobie wyobrażałam po tej znajomości. Może nie liczyłam na długofalową relację, ale nie brałam pod uwagę szybkiego numerka, odhaczonego po macoszemu, bez upragnionego orgazmu i perspektywy na powtórkę. Co za drań! Wyzywałam go w myślach, ale chyba jednak bardziej swoją głupotę i naiwność. Przecież to było jasne od samego początku, że jemu chodzi o jedno i że nie będzie chciał się związać z kobietą obciążoną mężem i dziećmi. Mimo wszystko ogarnęła mnie fala żalu o to, że przygoda życia stała się dla mnie jedynie upokarzającym epizodem. Musiałam jednak się jakoś podnieść i wrócić do rzeczywistości, pojechać po dzieci i ugotować obiad mężowi. I znowu rutyna, westchnęłam przeciągle do swoich myśli, wsiadając do auta.
    Dawid zauważył mój podły nastrój, ale myślał, że pewnie mam PMS, więc raczej schodził mi z drogi, podsuwając pod nos słodkości na poprawę humoru. Tak, nie dość, że mam doła to jeszcze będę gruba, biadoliłam w myślach, ale czekoladki wpieprzałam. Kilka dni później mieliśmy pojechać do mojej mamy na obiad. To miał być rodzinny spęd, więc chciałam wyglądać ładnie. Ubrałam czerwoną sukienkę, do niej założyłam delikatny naszyjnik oraz kolczyki... i wtedy zamarłam przed lustrem z uniesioną dłonią przy uchu. Gdzie moja bransoletka?! W panice szukałam jej w toaletce, w łazience, nawet w szafie z ubraniami. Nigdzie jej nie było. Oblał mnie pot. Dostała tę bransoletkę od męża i na pewno on wkrótce zauważy jej brak. Rzadko kiedy sama się z nią rozstawałam. Nagły przebłysk świadomości, uzmysłowił mi, że zostawiałam ją u Przemka.

    – Kochanie, a ty jeszcze nie gotowa? - zapytał mnie Dawid, stojąc w drzwiach sypialni.
    – Już, już - minęłam go, chwyciłam za torebkę i ruszyliśmy do samochodu.

    W międzyczasie napisałam do Przemka sms, z pytaniem o możliwość spotkania, ale nie otrzymałam żadnej wiadomości zwrotnej. Wieczorem, po powrocie od mojej mamy, miałam zamiar do niego zadzwonić. Nie mogłam pozwolić, żeby mąż odkrył prawdę.

    – Cześć Przemek! - zagadnęłam, kiedy w końcu odebrał ode mnie telefon - Próbuję się z tobą skontaktować cały dzień.
    – Laleczko, a co ty myślisz, że nie mam nic ważniejszego do roboty tylko odbierać telefony od ciebie?
    – Wiem. Nie chcę ci się naprzykrzać, ale zgubiłam bransoletkę od męża i prawdopodobnie jest u ciebie. Czy mógłbyś to sprawdzić i ewentualnie mi ją oddać? - zapytałam pełna nadziei.
    – Nie widziałem żadnej bransoletki.
    – A nie mógłbyś jej poszukać u siebie? Jestem pewna, że właśnie tam ją zostawiłam.
    – Laleczko, – westchnął teatralnie – nie mam czasu na takie głupoty. Jeśli mówię, że jej nie mam, to nie mam ok?

    Skapitulowałam, nie chciałam się już bardziej kompromitować i upadlać, a mężczyzna najwyraźniej nie miał ochoty na rozmowę ze mną. Bardzo szybko się rozłączył i więcej już nie odebrał ode mnie połączenia.

                        *

    Miałem nadzieję, że ona da spokój z tą bransoletką i sprawa przycichnie, ale coś mi mówiło, że będą z tego problemy. Oczywiście nie miałem zamiaru ani jej się przyznać, że mam jej zgubę, ani tym bardziej nie myślałem jej oddać. Czekałem na rozwój sytuacji. Długo nie musiałem czekać, bo dwa dni później Aga zjawiła się w moim mieszkaniu. Muszę zabierać je raczej do jakiś moteli, bo nie mogę pozwolić, by nachodziły mnie w domu! Pomyślałem zirytowany. Początkowo udawałem, że mnie nie ma i liczyłem na to, że kobieta zrezygnuje. Niestety była bardzo uparta, więc chcąc mieć to wszystko za sobą, otworzyłem drzwi. Nie miałem zamiaru wpuszczać jej do środka. Ona jednak wparowała do mieszkania jak taran z bojową miną i pytaniem:

    – Gdzie moja bransoletka?! - i zanim zdążyłem skłamać, dodała - Nie okłamuj mnie, wiem, że zostawiłam ją u ciebie!
    – Laleczko uspokój się.
    – Nie mam zamiaru się uspokajać! Moje małżeństwo wisi na włosku, a ty sobie ze mną pogrywasz. I nie mów do mnie laleczko!
    – Aga – próbowałem ją uspokoić – Tutaj nie ma twojej bransoletki – co technicznie było prawdą, bo zguba leżała w pudle na strychu, a nie w mieszkaniu - Jeśli chcesz możesz sprawdzić.
    – Nie omieszkam!

    Kobieta z desperacją zaczęła precyzyjnie przeszukiwać mieszkanie, jak jakaś maniaczka. Gdy nie znalazła bransoletki, niezrażona zapytała, co z nią zrobiłem. Z bransoletką w sensie, nie z laleczką. Byłem naprawdę pod wrażeniem jej determinacji.

    – Powtórzę jeszcze raz, że nie mam twojej zguby, a gdybym ją miał to oddałbym ci ją. Nie noszę przecież biżuterii. Mówisz, że twoja małżeństwo rozpadnie się z powodu jakiejś ozdoby, a nie z powodu skoku w bok? - próbowałem trochę zbić ją z tropu - Podejrzewam, że bransoletka to tylko marny pretekst, żeby się ze mną znowu spotkać.
    – Nieprawda.
    – A ja myślę, że specjalnie wymyśliłaś całą tę akcję, żeby znowu wpakować mi się do łóżka.
    – Myślisz, że dałabym się jeszcze raz przelecieć facetowi, który nie potrafił mnie zaspokoić i potraktował jak ostatnią szmatę?
    – Że niby marny ze mnie kochanek?! - zapytałem wkurzony nie na żarty.
    – A i owszem, żałuję, że w ogóle się spotkaliśmy. Nie wiem, co w tobie widziałam.
    – Może mój zwierzęcy magnetyzm samca alfa? - zapytałem z błyskiem w oku i zbliżyłem się do niej.
    – Nie podchodź.

    Próbowała być stanowcza i się odsuwać, ale ja wiedziałem, że pragnęła mnie w tym momencie tak samo mocno jak ja jej. Nie minęła chwila, a oboje byliśmy zdyszani i nadzy. Tym razem aż tak się nie spieszyłem i poczekałem, aż laleczka będzie mnie błagać, bym w nią wszedł, a ja wtedy łaskawie spełniłem jej prośbę. Mimo że mogłem szybko wszystko zakończyć, zwolniłem tempo. Moja męska duma zwyczajnie nie pozwalała mi, żeby jakakolwiek laska rozpowiadała na mieście, że jestem marnym kochankiem. Wzniosłem się tym razem na wyżyny ars amandi i byłem zadowolony, kiedy kobieta wiła się pode mną w rozkoszy, co rusz pojękując. Gdy oboje doszliśmy, wiedziałem, że Aga była usatysfakcjonowana z seksu. Zadziwiająco szybko się ogarnęła i po chwili już jej nie było. Nawet się nie pożegnała. Wiedziałem, że mam ją z głowy.

                        *
    Jak mogłam do tego dopuścić?! Całkiem rozum mi odebrało? Karciłam samą siebie, ale prawda była taka, że Przemek zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia i nie mogłam mu się oprzeć. A ten dzisiejszy seks... Rewelacja! Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Chciałam więcej i więcej, ale przecież nie po to tam przyszłam. A może jednak po to? Może podświadomie dążyłam do zbliżenia. Miałam mętlik w głowie i serdecznie dość wszystkiego. Zadzwoniłam do Sary i umówiłyśmy się na kawę.

    – Aga nie poznaję cię - powiedziała moja przyjaciółka, kiedy usłyszała całą historię - Dla głupiego zauroczenia chcesz zaprzepaścić swoje małżeństwo? Pomyślałaś choć przez chwilę o dzieciach?
    – Nie, nie pomyślałam, bo wyobraź sobie, że chciałam zrobić w końcu coś tylko dla siebie. Odkąd zostałam żoną i matką ciągle myślę o innych, spychając siebie i swoje potrzeby na sam koniec. Mam tego już dość!
    – Trzeba było o tym pomyśleć zanim założyłaś rodzinę - strofowała mnie dalej – Nie zawsze ty musisz być najważniejsza. Może byś w końcu trochę spokorniała, zajęła się mężem i dziećmi oraz życiem, które świadomie sobie wybrałaś. Przecież nikt do niczego cię nie zmuszał, a ty robisz z siebie jakąś męczennicę!
    – Sara, a ty się czasami nie rozpędzasz za bardzo? - nie mogłam pozwolić, żeby kumpela aż tak po mnie jechała. – To, że ty masz odmienne spojrzenie na świat i inne priorytety nie oznacza, że moje są gorsze. Zaakceptuj fakt, że każdy jest wyjątkowy i ma prawo do swojego zdania.
    – Skoro nie chcesz wysłuchać bolesnej prawdy, to dlaczego w ogóle mi o tym wszystkim opowiedziałaś? - zapytała z wyrzutem Sara - Myślisz, że jesteś pępkiem świata i wokół ciebie oraz twoich problemów wszystko się kręci? Zauważyłaś, że odkąd spotkałaś tego całego Przemka, ani razu nie zainteresowałaś się co u mnie? Nie zapytałaś jak ja się czuję? Nie! Bo widzisz mnie tylko wtedy, kiedy jestem ci potrzebna. A to do alibi, a do to wygadania się albo do podwózki na koncert.

    Byłam zszokowana wybuchem Sary, ale dotarło do mnie, że ma absolutną rację. Kiedy stałam się taką egoistką? Pytałam się w duchu i zaraz stwierdziłam, że jestem bardzo złą osobą. Zaniedbałam dom, dzieci, zdradziłam męża, zapomniałam o przyjaciółce, która zawsze mnie wspierała, mimo odmiennych poglądów. A mnie ciągle było mało, źle. Zawsze nie tak. Powiedz mi co widzisz w lustrze. Przełknij chociaż raz ziaren prawdy lepki smak, w palącej krtań dawce. Przypomniały mi się słowa piosenki Kasi Kowalskiej „Aya”. To była czysta prawda określająca mnie. Bolesna, ale jakże prawdziwa.  Chciałam wszystko naprawić, zmienić się, ale brnęłam w kolejne kłamstwa.

    – Kochanie, gdzie masz bransoletkę ode mnie? - zapytał mnie kilka dni później mąż – Już dawno jej nie nosiłaś.
    – Wiesz, zostawiłam ją u Sary podczas babskiego wieczoru, a kiedy ją odebrałam, okazało się, że ma zepsute zapięcie, oddałam ją więc do naprawy - wymyśliłam na poczekaniu.
    – No to musiałyście nieźle zabalować - zaśmiał się Dawid, przytulając się do mnie.
    – Od czasu do czasu nawet trzeba - zapewniłam z uśmiechem na ustach, chociaż wcale do śmiechu mi nie było. Musiałam coś wymyślić i to szybko. Przecież jak długo można naprawiać zwykłą bransoletkę? Kończył mi się i czas i wyjaśnienia, a przecież miałam się zmienić na lepsze.

                             *

    Dni mijały, a ja czułam niemal nóż na gardle. Co powiem mężowi, gdy znowu zapyta o bransoletkę? Że zgubiłam ją, kiedy wracałam od fachowca, który ją naprawił? Dawid nie był głupi, od razu by się połapał, że kłamię. Wiedziałam, że pod naporem jego spojrzenia wyznam mu prawdę, a wtedy moje poukładane dotąd życie legnie w gruzach. Czekałam więc na sądny dzień, jak więzień na wyrok. Czułam, że mąż mnie zostawi, gdy pozna prawdę, że odbierze mi dzieci. A ja przecież ich kochałam. Zbłądziłam fakt, ale to nie umniejsza moich uczuć, ani tego, że jestem zwykłym człowiekiem, a nie robotem. Każdy ma prawo do błędów. Moje czarne myśli przerwał telefon od jednego z kociaków, który poinformował mnie, że Przemek trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami. Podobno potrącił go samochód, kiedy jechał na rowerze po mieście. Jego stan jest ciężki i nie wiadomo, czy z tego wyjdzie, a sprawca nie jest znany. Może powinnam się bardziej przejąć losem kochanka, ale Przemek był draniem, dziwkarzem i egoistą. Może to ostatnie mnie do niego przyciągnęło. Może byliśmy do siebie podobni, a jak mówią podobieństwa się przyciągają. Podziękowałam za informację kumplowi, ale nie miałam zamiaru nic zrobić z tą wiedzą. Nie byłam mu niczego winna. Rozmyślania przerwał mi Dawid, który wszedł do kuchni i położył na blacie przede mną bransoletkę. Moją bransoletkę. Spojrzałam na niego z mnóstwem pytań wypisanych na twarzy.

    – Pewnie się zastanawiasz skąd ją mam? - zapytał pogodnie.
    – Tak.
    – Odebrałem bransoletkę temu muzykowi.
    – Przemkowi?! - teraz to już miałam usta szeroko otwarte ze zdziwienia. - Ale skąd o nim wiesz?
    – Sara mi wszystko opowiedziała.

    Saro, ty zdradziecki szczurze! Przeklinałam ją w myślach już planując zemstę.

    – Nie gniewaj się na nią - poprosił Dawid, świadomy moich morderczych myśli – Martwiła się o ciebie.
    – Ale skąd Przemek miał bransoletkę, skoro mnie mówił coś zupełnie innego?
    – Pogmerałem trochę w jego przeszłości i jeden z jego dawnych współlokatorów wygadał się, że gitarzysta lubi sobie zostawiać po panienkach jakieś fanty. Dodałem dwa do dwóch i poszedłem do niego, po moje.
    – I tak ci po prostu ją oddał?
    – Nie chciał, ale po odpowiedniej namowie nie miał wyjścia.
    – Pobiłeś go?
    – Tak, to na początek.
    – Jak to na początek?! - zapytałam już chyba wiedząc, co zaraz usłyszę.
    – To potrącenie, o którym przed chwilą się dowiedziałaś, to nie był przypadek.
    – Zrobiłeś to z premedytacją? Chciałeś go zabić?!
    – Ten kutas sobie na to zasłużył, za to jak cię potraktował. Nie uważasz?
    – A jak policja dojdzie, że to ty?
    – Nie ma obaw, zatarłem wszystkie ślady. Jestem czysty, a ty dodatkowo zapewnisz mi alibi.
    – Ale co z moją zdradą?
    – Jaką zdradą? - zapytał figlarnie Dawid, rozpinając mi bluzkę i sięgając dłonią do piersi.

    Tej nocy kochaliśmy się, jak jeszcze nigdy w życiu. Przemek nie przeżył. Dobrze mu tak, takich drani powinno się tępić jak muchy. W sumie to powinnam być mu wdzięczna, bo dzięki niemu poznałam męża zupełnie z innej strony.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany