Opowiadanie użytkownika mikolajturp

Leśna forteca " CZ 1"

local_library6 comment0 thumb_up0

Młody strażnik przedzierał się przez błotniste pole omijając porozstawiane wojskowe namioty i unikając zderzenia z wyklinającymi go żołnierzami, których zdarzyło mu się potrącić. Kilka razy musiał odskakiwać, aby nie nadziać się na wytaczane zza materiałowych ścian wozy z bronią, żywnością i tym wszystkim, co było za ciężkie, żeby przenosić na rękach. Biegł główną ścieżką obozowiska, prowadzącą do namiotu komendanta strażnicy. Po obu stronach wyłożonej, tonącymi już w błocie deskami, drogi, wznosiło się kilka nowych namiotów, dopiero co przybyłej drużyny. Pokonał już spory dystans, nie zwalniając przy tym ani na sekundę. Z resztą, jak mógł zwolnić, skoro zobaczył coś czego szczerze jako początkujący zwiadowca, pragnął uniknąć.

Na ostatniej prostej przyspieszył jeszcze bardziej, sam nie wiedząc czemu. Czy z obowiązku napędzanego strachem, czy po ty, aby pokazać swoje zaangażowanie w służbę.

 Hamować zaczął dopiero jakieś 10 metrów przed dwójką ogromnych gwardzistów, pilnujących siedziby oficera. Zatrzymał się dosłownie o długość stopy przed żołnierzami, którzy tylko widząc biegnącą na nich postać, skrzyżowali halabardy tuż nad wyciętym w skórze wejściem do komendy.

 Stał przed przewyższającymi go o głowę mężczyznami, uzbrojonymi po same zęby. Płytowe zbroje wykute z najlepszej stali we wschodnich landach, a dodatkowo czarne płaszcze ze złotymi zapinkami na barkach, robiły piorunujące wrażenie, ustępując na tym polu jedynie broni, jaką się posługiwali. Przy lewym boku przymocowane mieli czarne pochwy na miecz, uszyte ze skóry górskiego byka, czyli z najtrwalszego materiału krawieckiego w królestwie. W środku futerałów każdego z nich spoczywał owiany niejedną legendą miecz, zwany '' Gahn'zu", czyli złodziej dusz. Na plecach zawieszone mieli trójkątne, lekko zaokrąglone na rogach tarcze z symbolami leśnej straży, wygrawerowanymi też na samym środku przedniego pancerza. Hełmy, które zamiast przyłbicy miały zamontowane wilcze pyski, ukrywały twarz wojowników tak, aby zgodnie z kodeksem tylko wódz, żona i koledzy z drużyny mogli je zobaczyć. Były to sztywne i bardzo restrykcyjne zasady, obowiązujące nawet głównego dowódcę gwardzistów.

  Dwie pary wilczych ślepi skierowało się prosto na wyczerpaną twarz zwiadowcy, który momentalnie poczuł na sobie ciężar świdrujących go zwierzęcych spojrzeń. Strażnicy trwali bez ruchu, bez najmniejszej reakcji, zrzucając tym samym całą inicjatywę na przybyłego chłopaka.

 - Przynoszę wieści dla komendanta.- Rzucił zdyszanym i lekko załamującym się głosem.

   Strażnicy utrzymywali swoje pozycje.

- Nazwisko, stopień i nazwa oddziału.

 - Jestem Zed Werten, młodszy zwiadowca w trzeciej sekcji rozpoznania i zwiadu, Bizon. Przynoszę raport ze zwiadu o wadze alarmowej. Proszę o spotkanie z pułkownikiem Gjordem.

  Spojrzeli tylko po sobie i rozczepili obie halabardy, umożliwiając mu wejście do środka.

 Tuż przed uchyleniem kotary Werten poprawił umundurowanie i ruszył na spotkanie.

  Namiot podzielony był na sektory, oddzielone od siebie szarymi płachtami doczepionymi do metalowego rusztowania. W pierwszym pomieszczeniu znajdowało się biurko, a na nim księga, do której musiał wpisać się każdy odwiedzający. Chłopak z uwagi na sytuację pominął ten obowiązek i przeszedł przez wycięcie w materiale.

 Teraz znalazł się w garderobie dla gości, i dobrze wiedział, że tutaj musi trzymać się regulaminu. Odpiął więc krótki miecz od pasa, wyłożył na stolik dwa zakrzywione sztylety, a pod szafkę ułożył zdjęte z podeszw od butów kolce, umożliwiające łatwiejsze wdrapywanie się na drzewa. Na sobie zostawił tylko mundur, z gdzie nie gdzie pozostałymi na nim elementami dzisiejszego kamuflażu. Wszytko po to, by móc spotkać się z dowódcą, od którego dzieliła go ostatnia płachta. Nie zastanawiając się ruszył dalej.

  Stanął przed zapisującym coś na pergaminie postawnym człowiekiem, zasalutował uderzając się pięścią, a następnie otwartą dłonią w lewą stronę klatki piersiowej.

 Mężczyzna wstał i uczynił to samo.

  - Komendancie, przynoszę meldunek z czwartego sektoru bhorsta.

  - Proszę meldować, żołnierzu.

  - Zawiadamiam, że wykryłem dużą, uzbrojoną grupę dzikiego plemienia Zuk'el, zmierzającego w stronę naszej placówki. Rzucali hasła bitewne, a na przodzie prowadzili jeńca odzianego w ofiarny strój. Prowad... .

pułkownik uniósł dłoń, dając mu sygnał, żeby się zatrzymał.

 - Ilu ich zaobserwowaliście?

 - Dowódco, z zasięgu mojej obserwacji mogę zaświadczyć o trzydziestu dzikich, ale ich pewność siebie wskazywała by na większą liczbę.

 - Z tego co widziałeś wynika, że kiedy do nas dotrą?

 - Panie pułkowniku, ja nie... . - Znowu ta sama uniesiona dłoń.

 - Kiedy tu dotrą ? Musze wiedzieć, ile mamy czasu.

 - Myślę, że będą tutaj za trzy godziny. - Odpowiedział, momentalnie spuszczając głowę.

 - Trzeba podnieść alarm. Harn! - Do biurka podbiegł stojący pod ścianą młody chłopak - Zatrąb w róg, ogłoś stan bitewny.

 - Panie pułkowniku, to nie wszystko co chciałem powiedzieć. - Dodał zwiadowca do odwróconego już Gjorda.- Te dzikusy trzymały na linach trzy Trydiony.

  Gjord nie spojrzał w stronę swojego rozmówcy, nawet mu nie odpowiedział, tylko odprawił gestem dłoni, po czym podszedł do trębacza i wydał rozkaz.

  - Wydmij alarm bitewny, a później leć i zwołaj mi wszystkich drużynowych na apel taktyczny. Dzisiaj mam zamiar gównojadów posiekać.

                                                                             ***

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany