Opowiadanie użytkownika Kasiobi

Lodowe serce 58

local_library2 comment0 thumb_up0
Męskie serca - część 59
02-09-2018 23:21

Dylan zszedł na dół, spojrzał na swoich towarzyszy i uśmiechnął się półgębkiem.
- Gotowi na rozpierduchę? - Zapytał, wodząc wzrokiem z Thora na Lucka i z powrotem. Obaj mężczyźni podnieśli się z zajmowanych miejsc, napięli plecy, strząsnęli ręce i odpowiedzieli razem, że tak. Podeszli do Dylana, zapakowali odpowiedni sprzęt do torby podróżnej i podeszli do drzwi wejściowych.
- Kochanie, wychodzimy! - Krzyknął Dylan zdołu.
- Zabij gnoja!!! - Dobiegła ich odpowiedź z góry,na którą razem całą trójką wybuchnęli śmiechem.
- Jak sobie życzysz, kochanie. - Odpowiedział Dylan i wraz z Thorem i Luckiem opuścił dom, zmierzając do biura organizacji, by dowiedzieć się, kim jest zamachowiec i dla kogo pracuje.
Do biura dotarli w miarę szybko. Nie zapalali świateł, by nie przyciągać nieproszonych gości. Znali miejsce jak własną kieszeń, spędzili tutaj niezliczoną ilość godzin, to też bez najmniejszego problemu dotarli do biura Dylana. Komputer został włączony, monitoring odszukany. Teraz Dylan, Luck i Thor przyglądali się uważnie nagraniom, wyłapując to, co Laurze udało się wychwycić tak szybko. Dotarli do felernego momentu. Dylan wyostrzał nagranie, powiększał ujęcie, znowu wyostrzał. Efekt końcowy odebrałby mowę najlepszym technikom w służbach federalnych. Gdy mężczyźni przyjrzeli się dokładnie zdjęciu,które widniało na ekranie, zaparło im dech w piersi.
- Kurwa!!! - Wrzasnął Dylan, uderzając w biurko pięścią, tak mocno, że wszystko, co tam stało, podskoczyło. Pojemnik z długopisami przewrócił się i wszystko poturlało się w koło, robiąc mały bałagan. - Zabiję gnoja! Zabiję!!! - Wrzeszczał. Thor i Luck stali obok, nie odzywali się, jednak czuli to samo co Dylan w tym momencie. Przyjaciele porozumiewali się pozazmysłowo.
 Shadow nie musiał nic mówić. Wszyscy w tym samym momencie odwrócili się i ruszyli w stronę wyjścia z biura. Dotarli do magazynu, gdzie zawałowali potrzebny im asortyment i opuścili biuro organizacji. Gdyby ktokolwiek widział ich w tym momencie, widziałby, jak z całej trójki, nieziemsko przystojnych, bucha ogień gniewu, wściekłości i chęć zemsty tak ogromna, że sam diabeł uciekałby przed nimi w tym momencie. W samochodzie nastawili nawigację. Czterdzieści pięć minut drogi poza Nowy York i są na miejscu. Ruszyli.
Laura leżała w łóżku i z nudów nie za bardzo wiedziała co ma ze sobą począć. Laptop męczył jej oczy, praca szła jak po gruzie. Dziewczyna wiedziała, gdzie są chłopcy, jednak podświadomie czuła, że wydarzy się coś złego. Nie dzwoniła doi Dylana, nie chciała nakręcać ani jego, ani siebie. Starała się zająć myśli i telewizją, i książką. Wszystko jednak na nic. Coś w środku nie dawało spokoju. Jakby uczucie swędzenia, którego żadne drapanie nie jest w stanie uśmierzyć. Telefon Laury zaczął dzwonić. Pełna nadziei złapała urządzenie, czytając kto dzwoni. Nadzieja minęła jednak błyskawicznie, gdy na wyświetlaczu ukazało się imię Klausa a nie Dylana. Początkowo zignorowała połączenie. Odłożyła telefon na bok i z powrotem zaczęła oglądać telewizję. Jednak jej przyjaciel był nieustępliwy. jak tylko rozłączyło się pierwsze połączenie od razu telefon dzwonił ponownie. Laura odebrała, pomyślała, że jednak coś się stało.
- No witaj. Byłam w toalecie. - Gładko skłamała.
- Gdzie Dylan? - Z grubej rury zaczął Klaus.
- Nie wiem. Zadzwoń do niego. Tu go nie ma... - Laura lekko zirytowana odpowiedziała przez zęby.
- Maleńka, sorki, ale to na serio ważne. Gdzie masz swojego faceta? - Klaus mówił bardzo szybko, niepokojąco nerwowo.
- O co chodzi? Pojechał do biura a potem...- Klaus jednak przerwał jej krzykiem.
- Żeś kurwa!!! To jebana pułapka!!! Gdzie on jest? - Krzyczał.
- Nie wiem, Klaus, jaka pułapka? o czym, do cholery, mówisz?
- Zostałaś postrzelona, w organizacji. To była prowokacja. Nikt w nikogo nie celował. Znają cię skurwiele i wiedzą, ze będziesz ratować Shadow, nie patrząc na swoje bezpieczeństwo. to zasadzka! Rozumiesz? On wie, kto to zrobił i za pewne tam jedzie. Ściągaj go do domu! Teraz. jadę tam! A ty działaj!!! - Klaus rozłączył się i pędził dalej samochodem. Zdezorientowana Laura nie za bardzo wiedziała, co właściwie usłyszała od niego. Jaka zasadzka? O czym on, do diabła, mówił. jednak nie ignorowała jego ostrzeżeń i zaczęła dzwonić do Dylana. Jednak za każdym połączeniem włączała się poczta. Albo jest poza zasięgiem, albo gada z kimś. Drugi, trzeci raz i ta sama historia. Wybrała numer Lucka, poczta. Thor miał sygnał. Dziewczyna czekała na połączenie, jednak nadaremnie. Thor nie odbierał. Uparła się i na zmianę dzwoniła do Dylana i Thora. Nikt nie odbierał. W panice poderwała się na nogi, nie zważając na ból w barku. Ubrała dresy, adidasy i popędziła z telefonem przy uchu i bronią w dłoni do garażu. Skoro Klaus uważał, ze to zasadzka, ona równie dobrze mogła być w niebezpieczeństwie. Musiała się jakoś zabezpieczyć. Odpaliła samochód i włączyła komputer pokładowy. Namierzyła samochód Dylana i ruszyła w ślad za nim. W między czasie wydzwaniała do Dylana, Thora, Lucka, jednak bez większych rezultatów. Albo poczta głosowa, albo nie odbierali. Zadzwoniła do Klausa. Odebrał po drugim sygnale.
- Gdzie jesteś? - Zapytała od ręki, jak tylko usłyszała jego oddech.
- W drodze. Prawie ich dogoniłem, a ty? Dlaczego słyszę szum?
- Jadę za wami...
- Oszalałaś do reszty? Pułapka, znasz definicję? Kurwa, Laura wracaj do domu. natychmiast!!! - ryknął Klaus w telefon, tak, że Laura podskoczyła na fotelu kierowcy.
- Słuchaj, stary, mój facet jest w pieprzonym niebezpieczeństwie! Wrzeszczysz na mnie, z czego wyciągam wniosek, że to nie przelewki, a walka o życie. Nie będziesz mi mówił, co mam robić. jadę. Dylan cały czas jest w drodze. O dziwo, jedzie przepisowo, więc doganiam go. Za około dziesięć minut się z nim zrównam. Nie mów mi, co mam robić, nie chodzi o twojego faceta a o mojego... - Wściekła, krzyczała na swojego przyjaciela. Nie rozumiała, jak mógł na nią naskoczyć, w momencie zagrożenia życia.
- Sorry, mała, jednak to nie tak jak myślisz. Pędzę za nimi, by ich ostrzec. Musze zdążyć. Jedź, jak szalona, dzwoń i może uda ci się ich złapać. Do, mam nadzieję, szczęśliwego zakończenia sytuacji. - Klaus się rozłączył. Laura cisnęła pedał gazu. Wymijała każdego po drodze. Pędziła jak rakieta, nie oglądając się za siebie. Jej mężczyzna, jej ukochany, był w niebezpieczeństwie, a najgorsze, że nawet nie wiedział, że w nim się znajduje. Komputer wskazywał, ze mężczyźni zajechali do celu. Samochód się zatrzymał. Laura była około czterech minut drogi od nich. Jeszcze bardziej cisnęła i wystrzeliła jak torpeda. Szybciej się nie dawało. Pędziła, komputer na zmianę wybierał numery mężczyzn, jednak w dalszym ciągu bez reakcji z drugiej strony. Już prawie była u celu. skręciła w zjazd na autostradzie i docierała do celu. W daleka widziała bramę wjazdową. Jeszcze kawałeczek, boże pozwól mi zdążyć, modliła się w duchu.
Dylan, Thor i Luck dojechali. Wszyscy włączyli tryb samolotowy w swoich telefonach, by nikt nie rozpraszał ich podczas planowania wszystkiego. Otworzyli drzwi, z samochodu wysiadło trzech, na czarno ubranych mężczyzn. Potężnych, mężczyzn, nastawionych na niezłą rozpierduchę. Mężczyźni popatrzyli po sobie, rozejrzeli się w koło. Rozproszyli się. Dylan ruszył frontem, Luck krył prawą stronę, Thor lewą. Krok za krokiem, parli do przodu. Gdy Dylan był już przy drzwiach, kopniakiem otworzył je i rzucił granaty hukowe oraz granaty gazowe do środka.
Laura minęła bramę wjazdową. Przed nią, dosłownie metr przed, pędził Klaus. Oboje dotarli do domu pułapki w momencie, gdy rozległ się niemiłosierny huk i cały dom wystrzelił w powietrze, jakby uderzony meteorytem. Laura dała po hamulcach i wyskoczyła z samochodu z krzykiem. Klaus zrobił to samo. Laura puściła się biegiem w stronę domu, który był jedną wielką eksplozją, przyjaciel jednak złapał ją i trzymał.
- Puść mnie!  Puść mnie!!! - Krzyczała ile sił w płucach.
- Laura, za późno. Nic nie możemy już zrobić. Dotarliśmy za późno!!1
- Nie jest za późno. puść mnie. Musze znaleźć Dylana, Klaus puszczaj!!!
Przyjaciel jednak trzymał dziewczynę szczelnie w swoich ramionach. Laura opadła z sił. opadła na kolana i zaczęła strasznie płakać, krzycząc wniebogłosy.
- Tak mi przykro, maleńka. Tak strasznie mi przykro! - Powtarzał jej przyjaciel, tuląc ją do siebie i patrząc na zniszczenie, jakiego dokonała eksplozja. Widział. co się wydarzyło. na własne oczy zobaczył, jak dom rozlatuje się w drzazgi, nie było siły by ktokolwiek, jakimkolwiek cudem, ocalał z tego wybuchu. Wiedział, że Laura w tym właśnie momencie została sama i będzie potrzebowała wsparcia takiego, jak jeszcze nigdy przedtem.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany