Opowiadanie użytkownika Agusia16248

Miłość z Podwórka

local_library4 comment0 thumb_up0

Prolog:

Siedziała na brązowej, ulubionej ławce i beztrosko machała nogami. Była przed czasem, ale lubiła mieć tych kilka chwil tylko dla siebie. Z Paczką umówili się dopiero za godzinę, by pobyć trochę czasu razem. Teraz pod koniec roku szkolnego mieli tak mało czasu by nacieszyć się sobą i ich miłością. Lata mijały, a oni z każdym rokiem byli w sobie co raz bardziej zakochani, każdego dnia poznawali się na nowo, dowiadywali się o sobie nowych rzeczy, poznawali nowe cechy charakteru. Nikogo nigdy nie znała tak dobrze jak jego, nikomu nie ufała tak jak jemu. Może dlatego, ze był pierwszym i jedynym facetem w jej życiu. Znali się od zawsze. Mieszkali dwa domy od siebie już jako dzieci spędzali każdą chwile razem, biegali, śmiali grali w piłkę. Czasem miała wrażenie, że jest bardziej chłopczycą niż dziewczynką i chyba on też tak uważał. Nie pamiętali kiedy zorientowali się, że to już nie jest zwykłą dziecięca przyjaźń tylko czymś więcej. Nie pamiętali, bo spędzili ze sobą całe dzieciństwo i młodość. Jednego byli pewni zakochali się po uszy i wierzyli, że to miłość na całe życie. W palach mieli skończenie szkoły, wspólne studia, zamieszkanie razem, dom dzieci. Chcieli być obecni w każdej sekundzie swojego życia i nigdy nie mieli siebie dość. Znajomi się dziwi jak to robią, że się sobą nie nudzą, a oni odpowiadali z uśmiechem to po prostu miłość. Gdy jedno, czy drugie było pytanie o to samo, odpowiadali zgodnie z uśmiechem na ustach uzależniliśmy się od siebie. Jesteśmy swoim narkotykiem. To nie były tylko puste słowa, potrafili bez mrugnięcia okiem odgadnąć swoje nastroje, uczucia, myśli. Połączyło ich coś tak niezwykłego, że mało kto ich potrafił zrozumieć. Stopniowo przestawali być atrakcjom dla przyjaciół, co powodowało, że mieli więcej czasu dla siebie. Uczyli się razem, ale też potrafili jeździć na przejażdżki rowerowe, potrafili cieszyć każdym dniem, każdą minutą wspólnie spędzoną.

Patrzyła na zegarek już nieco bardziej zdezorientowana jej nagłym spóźnieniem się. Zazwyczaj starał się być punktualny, albo uprzedzał ją sms, że może się spóźnić. Teraz nie przysłał jej ani wiadomości, ani nie zadzwonił a czas na zegarku jak na złość przyspieszał. Wstała z ławki by rozprostować nogi. Mimowolnie uśmiechnęła się do wspomnień podchodząc do drzewa na którym były wyryte ich inicjały.

- Och stary dębie świadku naszej miłości - zaśmiała się na głos przypominając sobie słowa ułożonej przez niego piosenki i zachichotała głośno.

- Prze Przepraszam - wykrztusił zmęczonym głosem. Popatrzyła na jego zmęczoną twarz i uśmiechnęła się pełna miłości i ciepłych uczuć. - Zablokowali mi konto. Wiem, że miałem być pół godziny temu, ale pomagałem rodzicom przy remoncie straciłem rachubę czasu wybaczysz mi? - zapytał przyciągając ją do siebie.

- Wybaczę - zaśmiała się Julka i już miała go pocałować, gdy usłyszeli gwizdy i brawa publiczności.

- Tyle razy to przerabiamy, a ja wciąż czuje się dziwnie, gdy was takich widzę - odezwał się męski głos.

- Ktoś tu komuś zazdrości! - rzuciła dziewczyna na końcu a Julia i Marcin wybuchli śmiechem. - Ta jasne nasz playboy nie może sobie znaleźć nikogo na stałe - zachichotali. Ktoś na ławce położył piwa, ktoś inny przyniósł wódkę.

- To co rozgrzanie przed imprezą? - zawołał Daniel. Gdyby jeszcze wiedzieli jak bardzo odbije się ta impreza na całą ekipie przyjaciół i co wydarzy się później może nie wypili by tyle, może nie wypili by wcale. Ale kto mógł przewidzieć, że los tak bardzo z nich zakpi?

             Kilka lat później:

Widziała go wyraźnie jakby stał tuż przed nią. Twarz rozpromieniona od cudownego uśmiechu, która nigdy nie schodziła z jego twarzy. Chciała sobie przypomnieć wszystkie wspólnie spędzone chwile, ale obrazy nie chciały nadejść. Siedziała tutaj, gdzie wszystko zaczęło się, gdy byli jeszcze dziećmi i skończyło tamtego feralnego dnia. Kim byliby dziś, gdyby nie wydarzenia z tamtych lat? czy jej życie mogło się wtedy odmienić? Dlaczego wsiadła za kółko, dlaczego dała się namówić w zasadzie podpuścić koleżanką, które szybko się od niej odwrócili? Wstała jakby podjęła jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu i odwróciła za siebie. Jeszcze raz chcąc a może nie chcąc spojrzała na stare zniszczone drzewo, które było świadkiem całego jej życia. To tu zabierał ją na ranki, tu spotykali się jako dzieci i tu chodzili po drzewie. To tu, gdy już stali się nastolatkami popijali, palili papierosy, albo zwyczajnie leżeli na kocu i patrzyli w oczy. Czy ta miłość miała prawo się narodzić? Czy miała prawo się skończyć tamtego dnia? Zadawała sobie te pytanie zbyt często, ale nigdy nie dostawała odpowiedzi. Dziś stała jako samotna, stara panna bez chęci na życie, bez nadziei. Ten dzień nadchodził wielkimi krokami, a ona zastanawiała się co powie mu, gdy stanie przed nią i spojrzy w jej oczy.

- Tu jesteś - kobiecy cichy głos wyrwał ją z wspomnień.

- Pamiętasz ten dzień, gdy uczyliście mnie chodzić po drzewach? - odwróciła się twarzą do przyjaciółki i załzawionymi oczami spojrzała na jej twarz. Majka nie zmieniła się prawie nic. Wciąż była tą uśmiechniętą, zwariowaną dziewczyną, którą poznała w podstawówce, wciąż potrafiła marzyć jak oni wszyscy kiedyś. Tylko Julia porzuciła już swoje marzenia, porzuciła nadzieje w dniu, gdy zatrzasnęły się przed nim więzienne kraty.

- Rozmawiałam z Danielem. W tamtym tygodniu był u Marcina. Dlaczego mnie okłamałaś? - ton głosu przyjaciółki nie spodobał się Julce, ale doskonale wiedziała, że należą się jej wyjaśnienia. - Nie miałam sił już go odwiedzać. Nie potrafiłam. Jak miałam patrzeć w oczy mężczyzny, który tak diametralnie się zmienił? Pamiętasz jaki był przed tym wszystkim? Jak bardzo kochaliśmy życie? Majka milczała. Tylko ona jedna wiedziała jak bardzo tamten wypadek zmienił jej przyjaciółkę. Nikt nie potrafił powiedzieć tego wprost, ale ich zachowanie odbiło się echem na całej paczce przyjaciół. Zostali nieliczni. W zasadzie mała grupka kiedyś fajnej dużej ekipy. Chociaż miała już swoją rodzinę, ukochanego mężczyznę, nie potrafiła zostawić Juli samej. Tylko ona znała całą prawdę, tylko ona wiedziała.

- To mi się śni wiesz? Bez przerwy mi się śni - rzekła Julia beznamiętnym głosem i patrzyła przed siebie. Nie miała odwagi by spojrzeć przyjaciółce w oczy. Już nawet nie chodziło o tamten wypadek i fakt, że Marcin wziął winę na siebie. Chodziło o coś co zrobiła chwilę po tym jak ogłoszono wyrok. Niepotrzebnie posłuchała rodziców, przecież zawsze mogła liczyć na kilku prawdziwych przyjaciół, którzy z pewnością by jej pomogli. Byli także rodzice Marcina. Mogła wynieść się z domu, jakoś dała by radę, ale bała się. Co miała zrobić niespełna siedemnastoletnia dziewczyna? Jak miała sobie poradzić w tamtej chwili? Teraz miała już dwadzieścia siedem lat. Minęło Dziesięć lat a demony przeszłości nie dawały jej o sobie zapomnieć. Nie ułożyła sobie życia jak radzili jej rodzice, nie ożeniła się z kandydatem, którego przecież sami dla niej wybrali. Wyprowadziła się z domu dopiero rok po tamtych wszystkich wydarzeniach, rzuciła szkołę, znalazła pracę w sklepie i tak minęły lata. Dziś zdała sobie sprawę, że oboje przegrali życie. Bała się co będzie, gdy wyjdzie na wolność. Bała się co będzie, gdy odkryje prawdę. Co miała mu w zasadzie powiedzieć? Nie była pewna nawet, czy go kocha. Minęło za wiele lat, za bardzo się oboje pozmieniali. Zresztą nie potrafiłaby być z nim teraz, gdy prawie go nie poznawała. To prawda więzienie może złamać człowieka. Bałą się nawet do tego przyznać przyjaciółce. Wiedziała co zaraz by usłyszała. Nie chciała kazań, nie potrafiła przyznać sama przed sobą do tego co czuła.

- Nie umiem z nim rozmawiać. Nie potrafię już. Co mam mu powiedzieć? Jak mam go przeprosić? - wyznała przyjaciółce.

- Normalnie - odpowiedziała zwyczajnie blondynka, jakby mówiła najbardziej naturalną rzecz na świecie. Tylko co w jej mniemaniu oznaczało słowo normalnie? Mieli udawać, że nic się nie wydarzyło? Ze na nowo są tymi dziećmi? albo nastolatkami, którzy palili papierosy i wagarowali? - Chodź już. Nie powinnaś być tu sama - odezwała się cicho Majka. Dziewczyna niechętnie dała się przekonać przyjaciółce.Wracali w milczeniu przez tak bardzo znajome miejsca, przez miasto, którego nigdy nie opuściła, teraz w zasadzie nawet nie bardzo wiedząc dlaczego. Mijała znajome twarze, którym odpowiadała, albo uśmiechała się ciepło. Lubiła tych ludzi, kochała miasto i tak bardzo bała się tego, co nastąpi, gdy spojrzy mu głęboko w oczy. Czy jeszcze znajdzie tam jego samego? Czy jest dla nich jakakolwiek szansa by się dogadali? Czy jej wybaczy?

Siedziałem niepewnie w jakże stęsknionym lecz zapomnianym już mieszkaniu i patrzyłem raz na Daniela, raz na Michała i innych chłopaków. Bałem się jak poradzę sobie poza zamkniętymi murami wiezienia, ale cieszyłem się,że znalazłem się już na wolności. Wuja, który prowadzi warsztat samochodowy obiecał mi prace u niego, a ja powoli zaczynałem wierzyć,że moje życie się odwróci. Nigdy nawet przez chwilę nie żałowałem tego co zrobiłem. Nie żałowałem tego,że wziąłem winę na siebie. Wtedy byłem po uszy zakochany w tej dziewczynie, a teraz sam nie wiedziałem co do niej czuje. Minęło tak wiele lat, zmieniłem się. Nie wiedziałem dokładnie dlaczego, albo jak,ale nie byłem już tym samym mężczyzną co kiedyś. To nie było dobre, gdy spędzasz z kimś tyle lat, stajesz się jednym z nich. Nie chciałem wrócić do kryminału, nie chciałem brnąć w to środowisko, ale bałem się,że wcześniej, czy później życie na wolności mnie złamie. Miałem prawdziwych przyjaciół, którzy odwiedzali mnie w więzieniu, którzy byli tu teraz ze mną, ale zabrakło tej jednej, najważniejszej twarzy. Tej, dla której to wszystko znosiłem. Nie chciałem wierzyć kolegom, gdy mówili mi,że ona buja się z jakimiś typkami, nie chciałem wierzyć im, gdy mówiono mi takie straszne rzeczy o niej. Jej przyjaciółka milczała, gdy o nią pytałem. A gdy ona sama przestała mnie odwiedzać zrozumiałem,że przestała czekać,że już mnie nie kocha. Wtedy najtrudniej było znieść mi lata odsiadki, najtrudniej było wieczorami, gdy wracały wszystkie wspomnienia.

- Tak bardzo cieszę się,że jesteś tu z nami - usłyszałem głos Daniela. Poklepałem go po ramieniu i wysłałem mu nieszczery uśmiech. Z daleka słyszałem znajomy głos, rozpoznałem go niemal od razu. Chciałem uciec, schować się, ale było już za późno. Drzwi otworzyły się i zobaczyłem dwie znajome kobiety. Majka pobiegła do mnie i rzuciła się w moje ramiona.

- Jak dobrze Cię widzieć z nami - rozpłakała się, a ja nie wiedziałem jak mam ją uspokoić.

- Wszystko to co złe już za nami. Jesteśmy tu wszyscy razem jak dawniej - uśmiechnąłem się, ale nie spuszczałem wzroku z przerażonej, zaskoczonej twarzy Julki. Nie podeszła, a ja też jakoś nie miałem odwagi zrobić kroku w jej stronę. Staliśmy gdzieś dwa metry od siebie rozdzieleni stołem i krzesłami na których siedzieli nasi przyjaciele. Nikt nie powiedział słowa, a w salonie czuć było napiętą atmosferę. Czasem miałem wrażenie,że Julia nawróci się i ucieknie stąd, ale nie zrobiła tego. Stała przetrzymując się ściany a ja widziałem jak bardzo pobladła. Jej blada twarz mierzyła mnie od stup po głowę, aż zatrzymała się na moich oczach, jakby szukała tam podpowiedzi. Nie wytrzymałem, ze łzami w oczach rozłożyłem ręce tak bardzo pragnąć by przywitała mnie jak nasza wspólna przyjaciółka, ale nie zrobiła tego. Szła powoli jakby wciąż nie wierzyła,że ja stoję przed nią naprawdę i dopiero, gdy była kilka kroków ode mnie poczułem jakże znajomy zapach jej ulubionych perfum. Nie powiedziała nigdy tego wprost, ale chyba kupowała je tylko i wyłącznie dlatego,że tak bardzo mi się podobały. Ten jeden jedyny zapach zawsze wiązał mi się tylko z nią. Gdy stała tuż przede mną całkiem bezbronna i zagubiona chwyciłem ją w ramiona i rozpłakaliśmy się oboje. Przyjaciele jakby na jeden znak, który chociaż tego nie widziałem miałem przeczucie,że dała im Majka wyszli z mieszkania zostawiając nas samych.

- Boże Marcin - rzekła cicho Julia przez łzy, a ja z jej policzka scałowywałem każdą kolejną porcje kropel.

- Już dobrze. Jestem tu, jestem przy Tobie - rzekłem chociaż wcale nie to chciałem jej powiedzieć. Długo układałem sobie w głowie naszą pierwszą rozmowę, długo zastanawiałem się co takiego miałem jej powiedzieć, jak zacząć by nie wybuchnąć ani płaczem ani krzykiem. Teraz natomiast trzymałem ją w ramionach kołysałem i uspokajałem, chociaż to ja potrzebowałem jej pomocy i ukojenia. Ale to było silniejsze ode mnie od zawsze pragnąłem ją chronić, od zawsze chciałem być jej obrońcą, zrobić wszystko by była szczęśliwa.

- Jesteś tu? Naprawdę tu jesteś? Powiedz mi,że tu jesteś Marcin powiedz,że już nigdy nie znikniesz - szlochała w moje ramiona a ja kołysałem ją i głaskałem uspokajająco po włosach tak jak robiłem to zawsze by poczuła się bezpieczna

- Jestem i nigdzie nie zniknę - obiecałem cicho składając na jej ustach przyrzeczenie,że nie spocznę póki jej nie odzyskam.

- Ja nie mogłam. Ja po prostu nie chciałam. Nie mogłam patrzeć na Ciebie za kratkami - chciałem by zamilkła. Chciałem by przestała by nie mówiła niczego więcej. Bałem się naszej rozmowy. Bałem się tego co usłyszę, tego co mi powie.

- Rozumiem - skłamałem chociaż w rzeczywistości niczego nie rozumiałem. Nadal nie mogłem uwierzyć w to, co powiedzieli chłopaki. Tak bardzo chciałem zapytać o to wprost, ale nie umiałem. - Co dalej z nami będzie? - zapytałem trzymając ją w ramionach. Jej wzrok uciekł w drugą stronę. Wypuściła powietrze z ust, a ja dopiero teraz zrozumiałem jak bardzo była spięta i zdenerwowana. Wypuściłem ją z ramion, usiadłem na krzesełku i spuściłem głowę. Ona usiadła obok mnie, ale długo nie powiedziała nawet słowa. Po chwili spojrzała mi w oczy, a ja zobaczyłem w nich strach i zagubienie.

- Nie wiem - odpowiedziała szczerze. - Naprawdę nie wiem. Dajmy sobie czas. Zobaczmy co stanie się dalej - powiedziała rozsądnie. - Dziś mogę zaoferować Ci tylko przyjaźń. Nie chce Cię stracić - przyznała cicho. Chciałem odpowiedzieć ani ja Ciebie, ale słowa utkwiły mi w gardle.

- Zobaczymy - rzuciłem tylko w pośpiechu i wstałem by wyjść do kumpli, bo czułem,że jestem bliski załamania... CDN

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany