Opowiadanie użytkownika NataliaO

Ostatni oddech rozdział 3

local_library7 comment3 thumb_up3
Ostatni oddech - część 4
16-06-2018 16:49

Rafał 

 

Zabieg trwał dwie godziny. Obserwowałem z Patrycją i rodzicami Sary, jak wieźli ją na salę. Była przytomna, bo zastosowali znieczulenie miejscowe. Ogólne było niemożliwe w jej stanie. Sara ma słabe serce, ale to nie jedyna wada jej zdrowia.  

Spojrzała na nas i lekko wykrzywiła usta w lekkim uśmiechu. Wyglądała na obolałą, a z buzi zaczęła wypływać jej strużka krwi. 

Rodzice weszli do niej pierwsi, a gdy wyszli, poinformowali nas, że usnęła.  

– To dobrze – rzekła Patrycja. 

– Co teraz zrobimy? Lekarka mówiła, że może wymiotować krwią. Muszę z nią zostać – powiedziała mama Sary. 

– Nie dostałem wolnego, więc możemy zostać do jakieś drugiej nad ranem. 

– Może pan jechać wcześniej, a ja panią odwiozę – zaproponowałem, a pani Renata zgodziła się na moją propozycję. 

– No dobrze – rzekł ojciec Sary. 

– To ja pójdę do niej, a pani niech odpocznie. Czeka nas długa noc. 

Patrycja po tych słowach udała się do jej pokoju, a ja usiadłem obok pana Piotra, który trzymał za rękę płaczącą Renatę. Zmienialiśmy się co dwie, a może trzy godziny. Pan Piotr pojechał około dwudziestej trzeciej i zabrał ze sobą Patrycję.  

Zostałem, choć nie znoszę szpitala, tego smrodu i ludzi, którzy krzyczą o pomoc. Około pierwszej nad ranem Sara zaczęła dusić się własną krwią. Trzymałem panią Renatę jak najdalej od pokoju, aby nie słyszała odgłosów wymiotnych. By nie dochodził do jej nozdrzy zapach krwi. Po dwudziestu minutach wszystko ustąpiło by za jakieś dziesięć minut powtórzyć cały rytuał. W końcu po trzech godzinach Sara się uspokoiła i dostała zastrzyki przeciwbólowe, a potem coś na sen. Zapanował spokój. Jej mama oparła w końcu głowę o zagłówek fotela znajdującego się w jej sali szpitalnej i usnęła. 

Stałem w drzwiach i przyglądałem się jej twarzy, która miała na sobie jeszcze ślady wyschniętej krwi. Niepewnie podszedłem do jej łóżka, złapałem za chusteczkę i nawilżając ją odrobinkami wody, sięgnąłem do kącika jej ust. Otarłem krew i wtedy dotarło do mnie, że ona jest kruchą osobą trzymającą mocno w swoich ryzach strach i smutek.  

Obudziłem się o siódmej trzydzieści w pokoju koleżanki. Jej mama rozmawiała z lekarzem, a ja ocierając leniwie oczy, zobaczyłem jak Sara budzi się i zaczyna kaszleć. W jej dłoniach pojawiła się krew wypływająca z buzi.  

– Pójdę po pielęgniarkę – powiedziałem, podrywając się z miejsca. 

– N… Nie – wydusiła. 

– Nie wysilaj się. 

– Wi… Wiem – Zachłystywała się powietrzem. 

Wypluła część krwi na chusteczkę, po którą sięgnęła, a resztę połknęła. 

– Nie wolno połykać. 

– Ma… Ma… Mama. 

– Jest na zewnątrz. Rozmawia z lekarzem. 

– Za… Do do… 

– Mam odwieźć ją do domu? – zapytałem, przerywając jej. 

Skinęła głową.  

– Dobra. A ty odpoczywaj. I nie połykaj krwi. 

Ponownie skinęła głową i położyła się z powrotem na łóżku, odwracając do mnie plecami. 

 


Jacek 

 

– Chciałbym do niej pojechać – rzekłem i spojrzałem na kolegę, ale Michał milczał i wpatrywał się we mnie z zupełnym brakiem zrozumienia. 

Chyba nie tylko on mnie nie rozumiał i nie popierał tego, co i w jaki sposób robię. 

Cztery lata temu poznałem Sarę i zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, ale przede mną był ktoś, komu nie mogłem odebrać szansy na szczęście. Mój brat, Dominik, zakochał się w niej i pragnął za wszelką cenę udowodnić jej, że są sobie pisani. Moje pojawienie zniszczyło ten budujący się most do jej serca. Porzuciła go i twierdziła, że nigdy nic ich nie łączyło, ale ja… Ja wiedziałem, że Dominik potrzebuje miłości i kiedy w końcu ją odnalazł, nie mogłem tego zniszczyć. Jednak nie mogłem o niej zapomnieć i tak stworzyliśmy trójkąt nieszczęśliwców, którzy nie wiedzą, jaką drogą podążyć.  

– Co jest? – spytał przyjaciel. – O czym tak myślisz? Znów zastanawiasz się nad tym, co zrobić? Chcesz, to jedź do niej. 

– Dominik też chciał. 

– Człowieku, twój brat już dawno sobie ją odpuścił. Jego uczucie nie istnieje. On teraz bardziej chce pokazać, a raczej udowodnić wszystkim dookoła, że jest lepszy od ciebie. Przecież wiesz, że zawsze cię gnoił, a ty mu na to pozwalałeś, ale teraz to co wyprawiasz, przechodzi ludzkie pojecie.  

– Wydaje mi się, że już nie obchodzi mnie mój brat, ale boje się. Boje się tego uczucia, które coraz bardziej przypomina uzależnionego alkoholika lub narkomana na głodzie. To tak, jakby zabierano mi stopniowo powietrze, a zarazem, gdy zbliżam się do celu, duszę się. 

– To ja już nic nie rozumiem. 

Wstałem z kanapy i podszedłem do okna. Wpatrywałem się w krople deszczu płynące z nieba wprost na czarną ziemię.  

– Ona mnie odtrąciła. Na kilka dni przed jej zachorowaniem pojawiłem się w jej domu, ale wzgardziła mną. Kiedy pojawiłem się ponownie w jej pokoju, zobaczyłem, jak upada na ziemię i mocno przytrzymuje dłońmi swoje skronie. A potem… Potem pożegnała mnie… 

– Dramatyzujesz – przerwał mi. – Nie wspominaj. Żyj teraźniejszością. 

– Ale ja tak robię. Jednak to ona wypomina mi przeszłość, nie chcąc żyć dniem dzisiejszym. To wszystko prowadzi mnie spowrotem na ścieżkę tego, co sprawia, że miłość ma gorzki smak.  

 

 

Sara 

 

Minęły cztery dni od zabiegu. Cztery dni przebywania w białym, sterylnym i śmierdzącym pokoju szpitalnym. Na szczęście dokwaterowali mi około trzydziestoczteroletnią towarzyszkę, która okazała się miłą gadułą. Sympatyczna, przyjacielska i wrażliwa dziewczyna. Do tego bardzo ładna. 

Westchnęłam. Skupiam się na wszystkim tylko nie na bólu w buzi i krwi, która od czasu do czasu buzuje w jamie ustnej.  

– Zastrzyk – usłyszałam, gdy do sali weszła pielęgniarka. 

Zrobiła zastrzyk i po dziesięciu minutach wyszła, przedtem zamieniając z nami jeszcze kilka słów. Wygodnie położyłam się na łóżku i spojrzałam w sufit. Chcę już do domu – pomyślałam. 

– Cześć! – radosne powitanie zabrzmiało w pokoju.  

Podniosłam niechętnie głowę i zobaczyłam Zbyszka.  

– Cześć – odpowiedziałam. 

Dobrze, że mój głos z każdym dniem wracał do siebie. I od wczoraj miałam już swoje brzmienie. Podobno poziom natężenia dźwięku zmienił się o dziesięć procent. To nie tak dużo. Zresztą nie dostrzegam wielkiej zmiany. I dobrze. 

– Jak się dziś czujesz? – Zbyszek usiadł na krześle, które zapiszczało pod jego ciężarem. 

– Lepiej. Boli, ale coraz mniej. 

– Najważniejsze, że jest lepiej i zabieg masz już za sobą. 

– Tak. Teraz mogę iść na kolejny – zażartowałam. 

– Tylko nie za szybko, bo mam dla ciebie propozycję i… – nie dokończył, bo zadzwonił jego telefon. 

Przeprosił i odebrał, wychodząc na korytarz. Wrócił po chwili 

– Dzwonili z pracy – poinformował mnie, gdy wrócił po chwili. – Muszę jechać. Cholera. 

– Nic się nie stało. Nikt już nie musi ze mną siedzieć dwadzieścia cztery godziny na dobę. 

– No wiem, ale chciałem – zamilkł, a ja uśmiechnęłam się do niego. – To jadę. Postaram się wpaść później. – Nachylił się i pocałował mnie w czoło. 

– Dzięki, że przyjechałeś. 

– Nie ma za co. Na razie. Do widzenia – Uśmiechnął się i wyszedł. 

– To twój chłopak? – spytała sąsiadka. 

– Nie. – Odwróciłam się w jej kierunku. – Chodziliśmy razem do szkoły. Przyjaźnimy się już chyba z sześć lat. 

– Widać, że jemu zależy na czymś więcej. 

– Po skończeniu szkoły zaczął mnie odwiedzać, ale jasno dałam mu do zrozumienia, że możemy się przyjaźnić. Tylko tyle mogłam i chciałam mu zaoferować.  

– Nie twój typ? 

– Nie mam określonego typu mężczyzny. Najważniejsze bym mogła… – nie dokończyłam, bo znów ktoś pojawił się w pokoju. 

Tym razem był to mąż mojej współlokatorki. Postanowiłam im nie przeszkadzać i w miarę moich możliwości jak najszybciej sięgnęłam po rzeczy na zmianę, ręczniki i mydło. Wyszłam i powolnym krokiem dotarłam do łazienki. Kiedy znalazłam się środku, odetchnęłam. Poczułam się tak, jakby ten oddech uwolnił moją duszę od wielkiego ciężaru, który nosiłam od kilku dni. 

Czasem ten ciężar zdarzeń i sytuacji przytłacza. Naciska na moją pierś, odbiera lekkość duszy, blokuje oddech, zagarnia siłę i wtedy czuję się, jakby wracał z podwójną, a nawet potrójną siłą. Wtedy zaczynam grać. Doskonale udaję i wszyscy uśmiechają się, nie dostrzegając mojego rozczarowania. Biją nawet brawo, a ja kłaniam się i czuję się wtedy jak w cyrku. Na dodatek widzę w sobie masochistyczne zwierzątko, które obumiera, trwając do końca w swojej roli. Roli życia, w której kiedyś wydam ostatnie tchnienie. Ostatni oddech. 


Komentarze

Początek wstrząsający. Żal mi Sary.

Fajnie, ze stosujesz podział na bohaterów. Mozna poznać kazda ze stron.

Dziękuję. Lubię stosować czasem te podziały... Fanriel niestety takie bywa życie ... Dziękuję Kobietki za komentarze. Miło że się podoba :)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany