Opowiadanie użytkownika NataliaO

Ostatni oddech rozdział 4

local_library13 comment2 thumb_up3
Ostatni oddech - część 5
17-06-2018 21:40

Sara 

 

Kolejne trzy dni w szpitalu, a ja coraz bardziej czuję, że się duszę. Te pomieszczenia ciągle takie same. Ściany, które w mojej wyobraźni lgną do siebie, przyduszając moją kościstą postać. Zapach wprowadzający moje wnętrzności w torsje. I słowa, które docierają do mnie, ale mam dość słuchania ich w sterylnym miejscu bez kwiatów, stolika, na którym postawię filiżankę kawy i poczuję ulatujący z niej aromat. 

– Po badaniach – oznajmiła moja współlokatorka ze szpitalnej sali, gdy weszła do pokoju. 

– I co ci powiedzieli, Kasiu? – spytałam. 

– Na razie tylko jeden wynik był gotowy. Moja głuchota na prawe ucho ustępuje. Słuch powoli wraca do normy po ich kroplówkach, ale sprawdzą te moje bóle głowy. 

– Czyli nie uciekniesz tak szybko? 

– Widać nie. Potrzymają mnie… 

Współczułam jej, ale z drugiej strony cieszyłam się, że zostanie ze mną na weekend. Podobno mam wyjść we wtorek, a może w środę jak rana zacznie się poprawnie goić. Co to w ogóle znaczy poprawnie? 

– Zaraz będzie obiad. 

– Blee – wydusiłam, a ona roześmiała się. 

Jej radosny śmiech przypomniał mi niegdyś mój. Ta radość umarła. Teraz rzadko się śmieję, a nawet uśmiecham. 

– Idę do toalety. Jakbym nie wróciła na obiad, weź dla mnie, dobrze? – poprosiłam. 

 

W drodze powrotnej poszłam na korytarz, gdzie można było poczuć odrobinę świeżego zapachu. Usiadłam na długiej ławce i spojrzałam na kolorowe gazety leżące na małym drewnianym stoliczku. 

– Boże – powiedziałam na głos. 

– Dokładnie – usłyszałam głos Rafała, który pojawił się przy mnie. Usiadł na ławce obok i rozprostował nogi, a dłonie zaplótł na karku. – Jak się dziś miewasz? 

– Dobrze. 

– A tak poważnie? – Rafał poznał mnie już wystarczająco dobrze i zawsze oczekiwał ode mnie prawdy. Choć nie był doskonałym człowiekiem, to ta jedna jego cecha zawsze była najlepsza. Szczerość i kłamstwo nie szły u niego w parze. 

– Boli, ale znośnie. Mam dość siedzenia w szpitalu.  

– Nie wiesz, kiedy wychodzisz? 

– We wtorek lub środę. 

– To jeszcze trochę. A co planujesz na weekend? 

– Imprezę szpitalną. Wpadniesz? – spytałam, a on roześmiał się, wpatrując w moje oczy.  

– Twoje spojrzenie… – zaczął mówić, ale wtedy dostrzegłam, że niedaleko nas zza zakrętu wyłania się znajoma postać. 

– Jacek – szepnęłam i Rafał zwrócił wzrok w kierunku naszego towarzysza. 

– Cześć – przywitał się z nami, gdy był już blisko. – Dobrze wyglądasz, Saro. 

Uśmiechnęłam się do niego i poczułam nadzieję lekko napływającą do mojego serca. 

– Jak się czujesz po zabiegu? 

– Dziękuję, lepiej – odparłam. – Siadaj, Jacek. 

– Ty chyba masz teraz obiad – odezwał się Rafał. – Jak nie będziesz nic jeść, to nam znikniesz. 

– Wiem… 

– To chodźmy – rzekł Jacek. 

Wstałam i podeszłam do niego, a on wyciągnął dłoń w moim kierunku i czekał. Ten gest uradował mnie, ukołysał skołatane serce. Podałam mu rękę i ruszyliśmy. 

– Rafał, zjesz dziś za mnie buraczki – powiedziałam, a kiedy się odwróciłam w jego kierunku, zobaczyłam jak odchodzi od nas pospiesznym krokiem. – Rafał? 

– Daj mu spokój. Niech idzie. 

Skinęłam głową i podążyliśmy do mojej sali. Jacek posiedział ze mną jeszcze dwie godziny i pojechał do domu. 

Położyłam się na łóżku i zamknęłam powieki. 

– Idę na dół. Mąż z synem już są, ale wstąpili jeszcze na lody. Chcesz coś z dołu? – spytała Kasia. 

– Nie. 

Gdy zostałam sama, postanowiłam się zdrzemnąć, marząc jakby to było, gdybym mogła kochać Jacka tak realnie, bo na razie to uczucie jest zamknięte, uwięzione w okowach. 

 

– Śpisz? 

Otworzyłam leniwie oczy i spostrzegłam, że Rafał siada na skraju łóżka. 

 

 

Rafał 

 

– Słuchaj, to jak wyszło przed kilkoma godzinami… – zaczęła, pochylając głowę, by nie patrzeć na mnie. Nie patrzeć w moje oczy. 

– Jak wyszło, tak wyszło – powiedziałem. – Nie ma to żadnego znaczenia. 

– Dla mnie ma. 

Popatrzyłem na nią i nasze spojrzenia spotkały się w tym samym momencie. 

– Dla mnie nie ma – odparłem. 

Kłamię, bo coś we mnie było. Coś, o czym nawet nie wiedziałem, a ona mi to powoli zabiera. Kłamię, bo gdy zgodziła się na układ i zabrałem ją do swojego pokoju, i pieprzyłem w swoim łóżku, już wtedy wiedziałem, że ona za bardzo wchodzi mi pod skórę, no i nie założyłem, iż będę o niej często myślał, choć nie powinienem. Zaczęła mnie rozpraszać. Robi to doskonale. Potrafi całą uwagę skierować na siebie i robi to nie nachalnie. W jej oczach jest nadal coś smutnego, zimnego i proszącego. One płaczą, choć nie okazują łez. I wiem już, że popełniłem błąd, dzwoniąc do niej za często, pisząc na dobranoc głupie wiadomości... Za dużo mówiłem jej o sobie. Moim błędem było przytulanie się do niej w środku lodowatej nocy, która wkradała się przez okna sypialni. Za mocno wsłuchiwałem się w jej oddech docierający do moich uszu niczym melodia szumu muszli. Przy niej nauczyłem się odpoczywać i pozwalałem sobie na to. Po raz pierwszy. Tak, po raz pierwszy uzależniłem się od czegoś… Od kogoś. I zamiast traktować ją jak przedmiot, zacząłem traktować ją jak człowieka. 

– Rafał, co się dzieje? Masz jakiś problem? – spytała, a ja zacząłem się nad tym zastanawiać. 

– Nie – odparłem po chwili. – Nie mam. Wszystko jest pod kontrolą. 

– No tak. U ciebie zawsze wszystko gra. 

– Dokładnie. 

– Nie znam nikogo, kto miałby tyle kontroli nad swoim życiem co ty. Nad wszystkim zresztą. 

– Daj spokój. Lepiej mów co… – chciałem spytać o tego całego Jacusia, ale przymknąłem się. Nawet lekko ugryzłem się w dolną wargę. – Co mówią lekarze? 

– A właśnie, nie poszłam po obiedzie do zabiegowego na sprawdzenie buzi. – Podniosła się szybko i zabierając chusteczkę, wybiegła z pokoju. 

Sara... Wiem o niej dużo, nawet bardzo dużo. Przez parę lat uczyła się, poświęcała też czas na pracę w domu. Gospodarstwo było dziedzictwem po dziadkach.  Migała mi zawsze przed oczami jako koleżanka, a następnie przyjaciółka Patrycji. Bywała na naszych durnych próbach, bo świetnie pisała wiersze, więc Tomek zapraszał ją, aby skomentowała nasze słabe teksty, które kojarzyły mi się z tanią prostytutką ciągle stojącą pod latarnią. Wiedziałem, że miała chłopaka, który dymał inne laski, dlatego porzuciła go, przy okazji niszcząc mu kijem bejsbolowym wszystkie szyby samochodu. Potem studia dziennikarskie. Tam poznała Zbyszka, kolejnego zakochanego, ale bez wzajemności. Kilka godzin dziennie spędzała na praktykach, a kiedy nie miała czym wracać, za namową Tomka dzwoniła po mnie. Dużo rozmawialiśmy i od samego początku próbowałem ją zaciągnąć do łóżka, jednak bez rezultatów. Podobała mi się jak i kilku innym mężczyznom, których obdarzała uśmiechem i ciepłem, aby potem zostawić poranionych w miejskiej dżungli. Tak dla przyjemności. Lubiła i nadal lubi się mścić. Potem pojawiła się choroba i zamknęła się w swoim domu, który był jej azylem. Stała się jeszcze silniejsza i zimna. Nie opowiadała o swoich planach na przyszłość. 

I w końcu mogłem zaproponować jej układ, który dał mi ją niczym na srebrnej tacy, ale mimo to ona nadal się buntuje. Okazuje swoją wyższość i uwydatnia moje słabości, ale wiem, że potrafi być ciepła, dobra i zawsze mnie wysłucha. Świetnie pisze wiersze, jest dociekliwa i gotuje jak zawodowiec. Na dodatek kocha dzieci. Poza tym jest świetna w łóżku.  

Lubię Sarę. Lubię, gdy jest zła, niegrzeczna i trochę dobra. Podoba mi się czasem jej gra, gdy jest materialistką i oszustką. Lubię ją za to, że nic więcej nie chce. Podoba mi się, że nie jest karykaturą. Gdybym uwierzył, że pasuje do mnie, może bym potraktował ją jak swoją kobietę. Ale patrzę na to wszystko zbyt trzeźwo. Wiem o niej dużo, nawet bardzo dużo. Wiem, że istnieje dzięki miłości, która rodzi się w niej pod wpływem prawdziwego uczucia. Nie kocha połowicznie, bo nie potrafi. Nie udaje. Kocha lub nie kocha. Związek bez miłości jest dla niej tym, co my teraz tworzymy. Jakby na to nie patrzeć, jesteśmy dwójką ludzi żyjących w symbiozie. Łączą nas pieniądze i seks. Nie poczekałem na nią. Wyszedłem. 


Komentarze

Bardzo podoba mi sie przemyślenie Rafała, to jak opisał Sare.

Fajnie. Miło mi, że dobrze się to czyta ;)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany