Opowiadanie użytkownika Flegma Hydry

Przyjaciel: Rozdział X

local_library4 comment2 thumb_up2
Przyjaciel [zakończone] - część 10

Alex

♦♦♦

Szok zmieszany z żalem w piwnych oczach uświadomił mi, że źle to powiedziałem. Chwyciłem więc jego dłoń, którą trzymał już przy sobie.

– Miałem być odważniejszy – wyjaśniłem.

 Z ulgą i czułością splótł palce z moimi. Dziwne uczucie, ale przyjemne. Dało mi to do zrozumienia, że od bardzo długiego czasu pragnąłem, aby to tej dłoni dotykać. Nawet jeśli Lucy trzymałem niemal codziennie, to i tak te drobne i kruche palce wydawały mi się zbyt obce, niepasujące.

 Przerwał uścisk i przyciągnął mnie za kolana bliżej siebie. Ucałował na sekundę moje wargi, chcąc ułatwić mi zadanie, a zaraz potem odsunął się na kilka centymetrów. Nagle moją głowę zalały wspomnienia z tego dnia, który tak naprawdę zadecydował o naszym rozstaniu.

 Wziął jedną moją rękę i położył na swoich włosach, drugą zaś umieścił na karku. Ponownie zaczął wyprawiać te niesamowite rzeczy z moją szyją. Mimowolnie zacisnąłem palce, pociągając lekko za czarne pasma włosów, a do moich uszu dostało się ciche mruczenie.

 Dlaczego nie zrobiłem tak wcześniej? Ten dźwięk był jak balsam.

 Dreszcze oblały moje ciało, a z ust wydobył się cichy śmiech. Delikatnie objąłem jego głowę i powoli od siebie odsunąłem. Musiałem w tej chwili odkryć, jak wyglądały jego oczy. Błyszczały nieopisaną radością i pożądaniem.

 Co by było, gdyby to wszystko okazało się snem, który niebawem mógł się zakończyć? Wypadało działać szybciej, tym bardziej że w każdej chwili mogła wrócić Lucy.

 Prawą dłoń skierowałem na jego łuk brwiowy, starając się to robić jak najdelikatniej. Następnymi do zbadania były kolejno: powieki, nos, policzek i broda. Na samym końcu zostawiłem sobie największy smakołyk.

 Zawsze miałem to w zwyczaju, kiedy przykładowo jadłem kanapki. Tą, która wyglądała najsmaczniej, zostawiałem na sam koniec, żeby po zakończeniu posiłku mieć posmak tej najlepiej przygotowanej.

 Musnąłem palcami czerwone wargi. Znałem już ich powierzchnię, ich smak. Jak dobrze można było zakosztować tego znowu.

– Zaraz wybuchnę. – Uśmiechnął się nerwowo.

 Był to doskonały powód, żeby przedłużyć tę zabawę, nie zważając na żadne okoliczności. Droczenie się z Mattem mogło się okazać równie dobrą zabawą, co poznawanie jego twarzy innym zmysłem niż sam wzrok. Przecież Lucy wiedziała, sama go tu zaprosiła, sama podsuwała aluzje i zostawiła samych. Nie byłaby chyba zdziwiona, widząc nas w takiej pozycji.

 Zbliżyłem się na tyle, by mógł pomyśleć, że chcę go pocałować. I do takiego też doszedł wniosku, bo chciał odwzajemnić ten gest, jednak szybko powróciłem do wcześniejszej miejsca. Zmarszczył brwi, spoglądając tęsknie za moimi ustami. Najpierw nieznacznie oblizał swoje wargi, a potem subtelnie je przygryzł. Opuszkami palców muskałem jego kark, a potem obojczyk.

– Alex, proszę cię – niemal wyjęczał.

 Dłonie wróciły tam, gdzie było ich miejsce, czyli do czarnych, lśniących włosów, które tak bardzo uwielbiałem mieć pod swoimi palcami. Nie mogłem go tak dłużej niecierpliwić, gdy ja sam już bardzo pragnąłem na nowo odkryć smak tych wyczekujących ust. Nieśpiesznie je ucałowałem, po czym odsunąłem się i znów spojrzałem w jego oczy. Chciałem w każdym momencie być pewien, że czuje dokładnie to samo, co ja.

– Robisz to specjalnie. – Zaśmiał się pogodnie.

– Brawo, mój Sherlocku. – Starałem się brzmieć tak zmysłowo, jak tylko było to możliwe.

 W pierwszej kolejności polizałem jego górną wargę, by zaraz to samo zrobić z dolną. Później łagodnie przygryzłem tę pierwszą, a potem drugą. Matt całkowicie oddał się temu, co robiłem, bo jedyną reakcją z jego strony były masowanie i ugniatanie moich ud. Jeszcze odrobinę pobawiłem się ustami, by chwilę później je rozchylić i nieśmiało dotknąć jego języka. Musiałem odczekać parę sekund, żeby przyjął zaproszenie.

 Pocałunek z początku wolny i skromny, szybko przerodził się w gwałtowny i namiętny. Energicznie wstałem z miejsca, bo nagła chęć poczucia całego jego ciała przy moim była tak silna, że nic nie mogło mnie zatrzymać. Posuwaliśmy się powoli ku ścianie. Z wnętrza mojego ciała wydobywało się dotąd nieznane mi ciepło, które sprawiało wrażenie, że pali moją skórę. Pierwszy raz doświadczyłem czegoś takiego, co podwójnie mnie podniecało i jeszcze bardziej wzbudzało we mnie pragnienie, by mieć jego nagie ciało tuż przy moim.

 Natrafiliśmy na przeszkodę, wówczas Matt przycisnął mnie do ściany. Pocałunek stał się zachłanniejszy, choć zdawać się mogło, że bardziej już nie mógł. Jego dłonie były wszędzie. Nawet jeśli zmieniały swoje miejsce, to i tak czułem je w tym poprzednim. Trafiły w końcu na moje pośladki, ścisnął je, a ja mimowolnie jęknąłem. Głośniej niż planowałem, więc i satysfakcja tego drugiego była jeszcze większa.

 Przypomniałem sobie, że moje dłonie wciąż bawią się jego włosami i żeby nie pozostać mu dłużnym, również zacząłem go dotykać, gdzie tylko mogłem i gdzie pozwalał mi na to zdrowy rozsądek, choć przysięgam, że wystarczyła tylko chwila, a trzeźwość umysłu mogła pójść w cholerę. W tym samym momencie Matt oparł się dłonią o szafkę, zrzucając coś na ziemię. Nie przejęliśmy się tym zbytnio, ale uświadomiło to nam, że zaraz zabraknie nam tlenu. Oddychaliśmy niespokojnie, uśmiechając się szeroko i patrząc sobie w oczy z nieopisaną radością.

 Kiedy mieliśmy zamiar wrócić do pocałunku, usłyszeliśmy otwierające się drzwi. Zacisnąłem palce na jego koszulce i prawie niezauważalnie odepchnąłem go od siebie.

 Żal ścisnął mi serce. To za krótko, zdecydowanie za krótko, by zapełnić tę tęsknotę. Ciało drżało, krzycząc, że to za mało.

 W porę usiadłem na krześle i w tej samej chwili pojawiła się Lucy.

– Boże, ja już myślałam, że naprawdę się bijecie... – wysapała drżącym głosem, zdając sobie sprawę, że do niczego podobnego nie doszło. Matt zaśmiał się nerwowo, spoglądając w moją stronę.

– Nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku – odparł powoli, starając się zachować jak najbardziej stabilny głos.

– Ja... Naprawdę nie… – Błądziła nieporadnym wzrokiem to po mnie, to po naszym gościu. – Może wiecie co? Bo chyba zapomniałam jeszcze…

– Tak się składa, że chyba na mnie pora – przerwał jej chłopak.

– Ach, tak...? No to…

 Machała zdenerwowana dłońmi, nie wiedząc co z nimi zrobić. Po chwili włożyła je po prostu do tylnych kieszeni i spuściła wzrok. Matt zabrał swoją kurtkę i wyszedł. A ja nie wiedziałem, czy było jej głupio, bo domyśliła się, w czym nam przeszkodziła, czy raczej przykro, że jej podejrzenia okazały się jednak prawdą.

~~

 Za oknem było już ciemno, a ja nadal żyłem tą chwilą sprzed paru godzin. Zupełnie jakbym był w transie i nie miał zamiaru się z niego otrząsnąć. I nie chciałem, bo nie było go tutaj ze mną, ale pukanie do drzwi zmusiło mnie do powrotu do rzeczywistości. Ostatnio stało się to nieodłącznym elementem naszej egzystencji. Jak gdyby niezapukanie do drzwi było szczytem chamstwa i bezczelności czy też brakiem wychowania. Nigdy nie byliśmy wobec siebie tacy sztuczni.

– A jednak – stwierdziła, siadając obok mnie.

 W dalszym ciągu nie potrafiłem rozszyfrować jej tonu głosu.

– Myślałam, że gorzej to zniosę, ale chyba zbyt długo się na to przygotowywałam. Ja też chcę coś od życia, nie jestem przecież jeszcze taka stara. – Szturchnęła mnie łokciem w bok, żeby jakkolwiek rozładować atmosferę.

– Przepraszam i dziękuję, Lucy. Naprawdę ci dziękuję. – Uścisnąłem jej dłoń w wyrazie prawdziwej wdzięczności.

 Westchnęła, po czym sięgnęła po papierosa.

– Prawda jest taka, że nie zrobiłam tego tylko dla ciebie. Jestem jeszcze ja i dzieci, które z takim żywym trupem nie miałaby za wiele pożytku.

– Wszyscy mieliśmy tego dość.

– No – przyznała mi rację. – To co ty tu jeszcze robisz?

– Już mnie wyganiasz? – Spojrzała na mnie z ukosa. – Zbieram myśli.

– Jeśli o nas chodzi, to chyba sprawa jest jasna. Z dziećmi nie będę robić najmniejszego problemu, ale oczywiście wolałabym, żeby zostały ze mną.

– Co im powiesz, jak zapytają gdzie tata?

– Że odleciał do krainy LGBT na jednorożcu, któremu z tyłka wylatywała tęcza…

 Pozostawiłem to bez komentarza.

– Coś wymyślimy. A jeśli chodzi o…

– Lucy – przerwałem jej – nie chciałbym być chamski, ale…

– Taa… – Tym razem to ona przerwała mnie. – Leć, leć. – Machnęła ręką.

 Nie mogłem dłużej czekać. Zarzuciłem kurtkę i wyszedłem na zewnątrz. Tak bardzo chciałem go zobaczyć, ujrzeć ten błysk w oku, dotknąć jedwabnych włosów i tak po prostu zasnąć obok niego. I najzwyklej w świecie w końcu być przy jego boku dzień w dzień. Bo właśnie tam było moje miejsce od samego początku, choć starałem się temu zaprzeczyć, nie wiedzieć zresztą czemu. W tym wszystkim niepotrzebnie ucierpiało tyle osób, a przecież mogło się bez tego obejść, gdybym tylko podążył za głosem swego serca…

 W chwili, gdy powitały mnie piwne tęczówki, byłem pewien jak nigdy przedtem. On kochał mnie, a ja jego.

– Nawet nie wiesz, jak długo na to czekałem – wymruczał do moich ust, które chwilę później musnął swoimi.

– Wiem – odparłem, rozpinając jego bluzę. – Ja czekałem tyle samo.

 Przed nami była noc, o której na pewno szybko nie zapomnimy i podczas której zdecydowanie nie zmrużymy oka. I choć była ona ciemna, to przyszłość, jaką nam oferowała, prezentowała się w niesamowicie jasnych barwach. I tak być właśnie powinno.

***KONIEC***


Komentarze

Bardzo mi się podobało : )

Fajnie się to czyta

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany