Opowiadanie użytkownika dbforys

ROZDZIAŁ 2

local_library1 comment0 thumb_up1
Zoe Simmons TOM 2 "Nigdy Bardziej Obcy" - część 3
03-01-2019 13:31

Stoję obok samochodu i z całych sił powstrzymuję się, by nie wbić pięści w błyszczącą karoserię. Biorę kilka głębokich wdechów, a następnie rozglądam się uważnie, ponieważ odnoszę dziwne wrażenie, że jestem obserwowana.  

Gdy nic ani nikt nie przyciąga nawet najmniejszej mojej uwagi, otwieram drzwi i wsiadam do środka, a następnie odjeżdżam z piskiem opon.

Muszę w coś uderzyć. Długo i mocno!

Pół godziny później, parkuję pod miejscową siłownią. Połowa posterunku przychodzi tu po godzinach pracy, by utrzymać formę oraz poprawić swoje umiejętności. Przebieram się błyskawicznie i zajmuję miejsce przy ogromnym worku treningowym; zaczynam uderzać w niego raz za razem, by jak najszybciej pozbyć się niechcianego uczucia frustracji.

Liczyłam na to, że o tak wczesnej porze, miejsce to będzie świecić pustkami, jednak moje nadzieje na niewiele się zdały. Co jakiś czas do moich uszu dopływają wesołe śmiechy oraz głupie komentarze na temat mojej drobnej budowy ciała.

– Skąd bierzesz tyle siły, skarbie? – Zaczepia mnie jeden z chłopaków.

Ignoruję go i za wszelką cenę próbuję nie dać się sprowokować.

– Może mały sparing, Kicia?

Na dźwięk tego słowa przez całe moje ciało przebiega zimny dreszcz, a dłonie zaczynają swędzieć mnie jeszcze bardziej. Gdy wymawia je po raz kolejny, nie potrafię się powstrzymać i przyjmuję jego wyzwanie.

Od ponad roku przychodzę tu prawie codziennie i nauczyłam się walczyć, na co najmniej kilka sposobów. Ani karate, ani krav maga nie są mi obce, ale oczywiście ten cwaniaczek o tym nie wie. Nie ma również najmniejszego pojęcia, że jego los został już przypieczętowany i że za kilka minut przegra swoją pierwszą walkę z kobietą.

Wchodzimy na ring i zaczynamy rozgrzewać się do ataku; moim oczom nie umyka fakt, jak ogromnie zadowolony z siebie jest mężczyzna oraz to, że wokół nas zaczyna zbierać się niemały tłum. Rozpoznaję kilku stałych bywalców, obserwujących nas z zainteresowaniem. Biorę kilka głębokich wdechów i przeskakując z nogi na nogę, czekam, aż zada pierwszy cios.

Ociąga się, a głupawy uśmieszek nie znika z jego twarzy. On uważa chyba, że to flirt, natomiast ja nie marzę o niczym innym, jak spuścić mu manto. Robi kilka kroków w moją stronę, a następnie wymierza nieśmiały cios. Unikam go, uchylając się z gracją, a moja rozwścieczona pięść ląduje na jego twarzy.

Tłum się ożywia i zaczyna głośno dopingować, za to ja celuję ponownie, tym razem trafiając w jego wykrzywioną w uśmiechu szczękę. Mężczyzna wydaje z siebie głośne przekleństwo. Zrozumiał chyba, że to nie jest zabawa. Warczy i próbuje trafić mnie w bok, jednak mój refleks jest dużo lepszy od jego. Kolejny raz to ja zdobywam uderzenie.

– Tak chcesz się ze mną bawić, Kocie? – wykrzykuje groźnie, jednocześnie napierając całym ciałem w moją stronę.

Bierze zamach, a ja czuję wyraźnie jego rozdrażnienie, gdy ciężka pięść ląduje na mojej twarzy. Z trudem utrzymuję równowagę. Jest niezmiernie silny i szybki, jednak momentalnie przywołuję się do porządku i udając, że chcę uderzyć z lewej strony, wymierzam mu solidny cios w prawy policzek.

– Nikt nie ma prawa tak mnie nazywać! – warczę z rozwścieczeniem i porządnym kopniakiem przewracam jego zwaliste ciało na matę.

Skaczę na niego, zatapiając łokieć w masywnym cielsku. On nie pozostaje mi dłużny, w błyskawicznym tempie odzyskuje świadomość i zaczynamy mocować się już nie na żarty. Z sekundy na sekundę, nasza sytuacja ulega drastycznej zmianie. W jednej chwili to ja płasko leżę na macie, by za chwilę przycisnąć do niej jego. Szarpiemy się, raz za razem wymierzając coraz to mocniejsze uderzenia; seria precyzyjnych ciosów ląduje na moim ciele. Wyczuwam, że w tej chwili mój przeciwnik, podjął decyzję pokonania mnie za wszelką cenę i nie zamierza się powstrzymywać.

Jest to sygnał dla mnie, że to, co zrobię od tej chwili, będzie całkowicie uzasadnione. Pozwalam mu trafić się jeszcze raz, by zdobyć pewność, że mam rację, a siła jego uderzenia prawie zwala mnie z nóg.

Chichoczę wesoło, a on rzuca mi podejrzliwe spojrzenie. Napieram na niego z determinacją i po szeregu rozwścieczonych trafień, po raz kolejny przewracam go na ziemię. Rzucam się na niego i zaczynam bić na oślep, raz za razem wymierzając coraz to mocniejsze ciosy. Nie zauważam, nawet kiedy, a jego na wpół przytomne ciało, prawie wkomponowuje się w miękkie podłoże.

Tracę nad sobą panowanie. Furia i rozwścieczenie, przejmują nade mną całkowitą kontrolę. Zamieniam się w czystą nienawiść.

– Złaz z niego natychmiast! – Słyszę donośny, wzburzony głos.

Zastygam, zdając sobie sprawę z tego, co robię. Patrzę na mężczyznę pode mną i z przerażeniem zauważam, że jego ciało całe pokryte jest siniakami, a w wielu miejscach z sinych ran cieknie krew.

Amok, w którym byłam, sprawił, że zamieniłam się w dziką bestię, gotową rozszarpać każdego, kto tylko wszedłby na jej terytorium.

Tom, zauważając przerażony wyraz mojej twarzy, wchodzi na ring i pomaga mi wstać, a następnie podtrzymując za ramię, prowadzi do pomieszczenia na zapleczu.

– Co w ciebie wstąpiło? – warczy. – Miałaś zamiar go zabić?

– Nie – odpowiadam cicho. – Ja… ja, nie…

Milknę. Nie potrafię wydusić z siebie słowa. Osuwam się powoli na ziemię i chowając twarz w dłoniach, siadam na zimnych kafelkach.

– Co się stało? – dopytuje spokojniejszym już głosem; wyczuwam w nim troskę i zakłopotanie.

– Theodore – warczę przez zaciśnięte zęby. – Mam już tego dosyć! Tych ciągłych zagadek i tajemnic oraz opowieści o tym, jak to powinnam dać sobie spokój. Ja nie potrafię, Tom! Powiedz mi, co mogło być tak ważne, że postanowili porzucić swoje nowonarodzone dziecko i zniknąć bez śladu? Jakim trzeba być potworem, by przez całe życie nie zainteresować się choć raz, czy wciąż żyję albo czy jestem bezpieczna? Nigdy nie przysłali nawet pieprzonej kartki na urodziny!

– Więc być może Theodore ma rację, że trzyma to wszystko w tajemnicy? Może twoi rodzice rzeczywiście byli potworami, a on jedynie stara się w ten sposób oszczędzić ci bólu i rozczarowania? Pomyślałaś o tym kiedyś w ten sposób?

– Jakiekolwiek nie byłyby jego powody, to dla mnie bez znaczenia. Nie ma prawa zatajać tego przede mną i skazywać na życie w ciągłej nieświadomości. Podjęłam już swoją decyzję i zdania nie zmienię, od dzisiaj Theodore dla mnie nie istnieje.

***

Wzdrygam się na widok swojego odbicia w lustrze. Moja twarz jest sina i spuchnięta, a w wielu miejscach zauważam drobne zadrapania. Nakładam staranny makijaż i próbuję doprowadzić się do porządku. Jeśli ktoś by mnie teraz zobaczył, gotów byłby uznać, że padłam ofiarą brutalnego przestępstwa.

Choć na zegarze wybija zaledwie dziesiąta rano, mam ochotę położyć się do łóżka i ukryć pod taką ilością koców i prześcieradeł, jaką tylko zdołałabym zlokalizować. Pomimo niechęci, wychodzę na zewnątrz i zmierzam w stronę biura, ponieważ za niecałe pół godziny, mam umówione spotkanie. Mieszkam zaledwie pięć minut drogi od agencji, pokonuję więc tę trasę codziennie, często nieświadoma tego, co się wokół mnie dzieje. Dzisiaj jednak obserwuję uważnie, ponieważ irytujące uczucie, że jestem obserwowana, pojawia się ponownie. Choć nie zauważam nikogo, mam nieodparte wrażenie, że podąża za mną, odkąd opuściłam dom wuja.

Wchodzę do środka i z ociąganiem sięgam po papierkową robotę. O tej porze roku, kiedy na zewnątrz jest coraz cieplej, a dni są jeszcze dłuższe, zaczyna się u mnie prawdziwy kocioł. Zleceń przybywa w szalonym tempie. Prezesi dużych firm pragną sprawdzić rzetelność przyszłych pracowników, inni, ci mniej przezorni, przychodzą do mnie po szkodzie i starają się odnaleźć nieuczciwych kontrahentów, coraz częściej dostaję również zgłoszenia o zaginięciach oraz drobne usługi związane z doręczaniem pozwów i wezwań sądowych.

Mój nowy klient chce wynająć mnie do przeprowadzenia śledztwa w swoim przedsiębiorstwie, dowiedzenia się, jaką opinię ma wśród pracowników oraz do wytropienia nielojalnego zleceniobiorcy, który ujawnia tajemnice handlowe. Choć takie zlecenia są w większości przypadków niesamowicie nudne i rutynowe, biorę je z ochotą, ponieważ pozwalają na opłacenie rachunków. Czasami jedna taka sprawa pokrywa czynsz za kilka miesięcy.

Około południa pojawia się Keira i już od progu zarzuca mnie pytaniami i oskarżeniami, widząc stan mojej twarzy. Przyjaciółka jest pielęgniarką w miejscowym szpitalu i niejednokrotnie zajmowała się opatrywaniem moich ran i skaleczeń, a było ich wiele, biorąc pod uwagę mój zawód oraz fakt, że w przeciągu ostatniego roku, wdawałam się w więcej bójek i bijatyk niż przez całe swoje życie.

– Przysięgam Zoe, że pewnego dnia tak się urządzisz, że nawet ja nie będę w stanie ci pomóc – oświadcza oskarżycielskim tonem i opada na niewielką sofę w moim gabinecie.

– Wiem i obiecuję, że będę bardziej na siebie uważać. – Zbywam ją krótkim oświadczeniem, które w tej czy innej formie, wygłaszałam już nie jeden raz, i które tak dobrze zna na pamięć.

Przygląda mi się wściekłym wzrokiem, ale pozostawia moją wypowiedź bez komentarza. Zapewne zauważyła już, jak ciężko jest przekonać o swoich racjach kogoś z tak ciężkim charakterem i niesamowicie upartego jak ja.

Siedzimy przez chwilę w ciszy, a następnie Keira zaczyna opowiadać o nowym mężczyźnie, z którym zaczęła się spotykać. Według niej jest nieziemsko przystojny i świetnie zbudowany, a jeśli wierzyć jej zapewnieniom, może okazać się tym jedynym. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że moja przyjaciółka ma w zwyczaju zmieniać partnerów jak rękawiczki i przynajmniej raz w miesiącu wpada do mnie z podobnymi nowościami. Zazdroszczę jej tego, w jaki sposób podchodzi do życia, nie tracąc nadziei po kolejnych nieudanych związkach.

– Ty też powinnaś sobie kogoś znaleźć – stwierdza z przekonaniem. – Byłabym spokojniejsza, wiedząc, że jest ktoś, kto się o ciebie troszczy.

– Mam ciebie – oświadczam błyskawicznie. – Twoja przyjaźń wystarcza mi w zupełności.

– Daj spokój, Zoe. Jak długo jeszcze zamierzasz używać tej wymówki? Nie możesz wciąż wykręcać się tym samym, wyświechtanym twierdzeniem, jak to życie jest ciężkie i niesprawiedliwe, ponieważ zapewniam cię, że pewnego dnia obudzisz się zgorzkniała i nieszczęśliwa, z bandą kotów jako jedynych sprzymierzeńców.

– Nie potrzebuję nikogo. Wiem, że jak tylko pozwolę się komuś do siebie zbliżyć i obdarzę go uczuciem, to pewnego dnia mnie zostawi i zniknie jak…

– Jak kto, Zoe?

– Jak rodzice… – chrypię cicho.

– Przestań w końcu używać tego argumentu, przy każdej możliwej okazji, bo przysięgam, że zrobię ci krzywdę! To już postanowione, w ten weekend idziesz na randkę.

– Wykluczone! Nigdzie się nie wybieram!

– Owszem, wybierasz, ponieważ właśnie zgodziłaś się spotkać z czarującym i przystojnym, Dean’em.

– Nie prawda. Na nic się z nim nie umawiałam.

– A właśnie, że tak, bo przed chwilą wysłałam mu soczystą i pełną dwuznaczności wiadomość z twojego telefonu.

– Co?!

– To! – wykrzykuje z uśmiechem. – I nawet nie waż się z tego wykręcać! Pójdziesz tam i będziesz się świetnie bawić, a kto wie może nie tylko twoje ręce się przed nim rozłożą.

– Kretynka – bąkam zawstydzona.

– Ja tylko dbam o twoje zdrowie, kochana! – Chichocze nikczemnie. – Badania dowiodły, że przyjaciel na baterie, nie jest w stanie zapewnić wszystkich aspektów życia erotycznego, a słuchaj się mnie uważnie, pracuje w końcu w medycynie.

– Jesteś pielęgniarką Keira, a nie światowym ekspertem w dziedzinie seksuologii!

– Ale swoje wiem i jestem pewna, że nie pożałujesz.

– Dobrze. – Daję za wygraną. – Ale pod warunkiem, że obiecasz przestać bawić się w swatkę.

– Tylko ten jeden raz. Przysięgam! – zapewnia, kładąc rękę w okolicy serca i robiąc niewinną minę aniołka. – Jeszcze mi podziękujesz.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany