Opowiadanie użytkownika Aurora_di_Cristallo

Rozdział 4

local_library11 comment0 thumb_up0
Akademia: 30 dni by przeżyć - część 5

Usłyszałam szelest i błyskawicznie skoczyłam w bok, w ostatniej chwili unikając pazurów drapieżnika wyskakującego z zarośli. 

Prawie się zakrztusiłam od przypływu adrenaliny, która wysłała w zapomnienie wcześniejsze przeżycie i wprawiła moje serce w szaleńcze bicie gdy rzuciłam się biegiem jak najdalej od napastnika. 

Jednak chłopak zbyt szybko się pozbierał i natychmiast ruszył za mną. 

Był za blisko. Zbyt blisko, a swoją prędkością szybko zmniejszał dzielący nas dystans i nadrabiał sekundy, które stracił. 

Nie miałam z nim szans. Musiałam zwiększyć dystans. Musiałam go zgubić. 

Drzewo. 

W ostatniej chwili skoczyłam i odbiłam się nogami od konara gwałtownie skręcając. 

Nie utrzymałabym się na nogach więc przeturlałam się po ziemi i natychmiast się podniosłam od razu przyspieszając do sprintu 

Dzięki tej zmyłce zyskałam parę bardzo cennych sekund jednak drapieżnik zaraz zaczął je nadrabiać. 

Nie miałam więcej pomysłów. Na drugą taką sztuczkę by się nie nabrał. Byłam bezbronna. Przeklinałam się w myślach, że nie zabrałam ze sobą torby. Moich noży. 

On był już tak blisko. 

Nie mogłam tu umrzeć. Nie chciałam. 

Bałam się. Zaczynałam wpadać w panikę i rozpacz. Nie miałam już szans. 

Nie miałam już niczego. Żadnej nadziei. 

I wtedy wśród drzew zobaczyłam ruiny. 

Mogłam go tam zgubić. 

Nagłe szarpnięcie do tyłu wytrąciło mnie z równowagi. Poplątały mi się nogi i z ogromną siłą wylądowałam na ziemi pociągając za sobą trzymającego mnie chłopaka. 

Oboje przeturlaliśmy się po ściółce dolatując aż pod same kamienie zniszczonej ściany. 

Nie potrafiłam stwierdzić co mnie bolało. Natychmiast spróbowałam się odczołgać od napastnika. 

Jednak chłopak złapał mnie za nogę i przyciągnął do siebie. 

Próbowałam kopać jednak moje ciosy były słabe i niecelne. Spanikowana chwyciłam pierwsze co miałam pod ręką i z całej siły uderzyłam kamieniem w bok drapieżnika. 

Chłopak jęknął i mnie puścił, a ja natychmiast odsunęłam się od niego i zerwałam się na nogi. Od razu rzuciłam się w stronę niewielkiej dziury w ścianie. 

Przecisnęłam się przez nią i od razu rozejrzałam po zacienionym wnętrzu gruzowiska. Nie było tu żadnej dobrej kryjówki. To była prawie otwarta przestrzeń zawalona jedynie dużą ilością kamieni. 

I, choć dość zniszczone i niepewne, schody. Moja jedyna nadzieja. 

Rzuciłam się w ich stronę słysząc jak drapieżnik biegł wzdłuż muru poszukując dziury przez którą mógłby przejść. 

Jakimś szczęściem ta przez którą ja przeszłam okazała się dla niego za mała. 

Dotarłam do schodów gdy chłopak wpadł do budynku. Usłyszałam go. Nie odważyłam się odwrócić skupiając się na tym by nie skręcić sobie nogi na pokruszonych stopniach. Nie mogłam się trzymać poręczy ponieważ zwisała ona bezwładnie z jednej strony ledwo utrzymując się na górnych zardzewiałych słupkach. 

Minęłam pierwsze piętro. Bez zastanowienia pobiegłam na drugie. Nie było schodów prowadzących wyżej więc od razu popędziłam do połowy zawalonym korytarzem. Mijałam kolejne pomieszczenia prawie pozbawione ścian i drzwi. Nie miałam gdzie się schować. 

Usłyszałam jak drapieżnik wbiegł po schodach. 

Był coraz bliżej. 

Nie wiedziałam już co robić. Nie miałam więcej pomysłów. Po prostu ze wszystkich sił biegła przed siebie nie mając już nawet nadziei na ratunek. 

Wtedy to zobaczyłam. Trzy kroki przede mną. Nie zdążyłam wyhamować. 

Z całą siłą rozpędu odbiłam się od brzegu zawalonej podłogi i przeskoczyłam nad ogromną dziurą. 

Przez jedną długą sekundę miałam wrażenie, że spadnę. 

Wylądowałam na boku po drugiej stronie przepaści. 

Mój bark przeszył tak mocny ból, że cała ręka mi zdrętwiała. 

Powoli podniosłam się do siadu. Spojrzałam na korytarz, którym przed chwilą biegłam. 

Nigdzie nie było śladu po drapieżniku. 

Czyli skoczył za mną. 

Nie mógł zrobić nic głupszego. Nawet jak dla mnie ta odległość była ryzykowna. 

Powoli przysunęłam się do krawędzi urwiska. Tak jak przypuszczałam dziura była głęboka na dwa piętra. Ale ciało nastolatka nie leżało rozkwaszone na samym dole. Chłopak kurczowo trzymał się jakiegoś grubego pręta wystającego z krawędzi podłogi na niższym piętrze. 

Szybko się cofnęłam i wstałam. 

Dostało to na co zasłużył. Powinien spaść. Nie byłaby to nawet moja wina. Sam się w to wpakował. 

Już kierowałam się w stronę okna na końcu korytarza gdy się zawahałam. 

Ja taka nie byłam. Nie potrafiłam pozwolić mu spaść. 

Jednak to był zabójca. Pewnie zabił już jakąś ofiarę. Jeśli nie w tych zawodach to w poprzednich, albo dwa lata temu. 

Zabił i mógł tak po prostu z tym żyć. 

Jednak ja nie mogłam. Nie potrafiłam żyć ze świadomością, że ktoś przeze mnie zginął. Że byłam wstanie komuś pomóc, a tego nie zrobiłam. 

Przypomniałam sobie krzyki z nocy. Mogłam go uratować, ale tego nie zrobiłam. Nie mogłam się z tym pogodzić. 

Jeśli i jemu bym nie pomogła… 

W jednym z pomieszczeń znalazłam jakieś stare prześcieradła. Były już przegnite i podziurawione, ale nie miałam nic lepszego. 

Związałam ich parę ze sobą i porobiłam supły w miejscach gdzie dziury były największe. 

Następnie całość przywiązałam do dużego kawałka gruzu i zrzuciłam w przepaść. 

Nie sprawdziłam czy chłopak dosięgał liny. I tak już wystarczająco zrobiłam. 

Podeszłam do okna i wyskoczyłam z budynku. 

~ ~ ~ 

Jakimś cudem nie połamałam się podczas upadku i jak najszybciej tylko byłam wstanie ruszyłam w stronę swojej jaskini. 

Po drodze musiałam jednak zrobić krótką przerwę. Zdyszana oparłam się o najbliższe drzewo i osunęłam na ziemię. 

Nie powinnam tego robić, ale zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie na płacz. 

Byłam wyczerpana tym co przeżyłam. 

Chyba zasnęłam po otworzyłam oczy dopiero gdy usłyszałam wyraźne kroki. 

Przerażona zerwałam się na równe nogi. 

Stałam oko w oko z drapieżnikiem. 

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany