Opowiadanie użytkownika Fanriel

Strażnicy cienia I - część 4

local_library8 comment0 thumb_up4
Strażnicy cienia I - część 4
16-06-2018 16:43

    Nie rozumiał, dlaczego odmówiła. Przecież chcieli ze sobą być i dla niego tylko to miało znaczenie. 

    – To do niczego nie prowadzi. Nie powinnam się z nikim wiązać. Muszę koncentrować się na pracy – próbowała wytłumaczyć swoją decyzję. 

    – Wcześniej się zgodziłaś. 

    – Owszem. Wydawało mi się, że to dobry pomysł. Zamierzałam wykorzystać ten czas na naukę… Teraz myślę, że to byłby błąd. 

    Gert patrzył na nią, kręcąc głową. 

    – Będę z tobą szczera – kontynuowała. – Mogłoby mi być ciężko opuścić cię za pół roku, dlatego wolę to zrobić teraz. Może tak będzie najlepiej. Każde z nas ma swoje życie, swoje sekrety… Niech tak zostanie. 

    – Nie – stanowczo zaprotestował Gert. – Nie kłamałem, że jestem współwłaścicielem plantacji kwiatów. To piękne miejsce i musisz je zobaczyć… – zamilkł na moment. – Potrafię się skradać, bo jestem płatnym zabójcą, a te kwiaty to przykrywka – wyrzucił to z siebie jednym tchem. – Proszę, jedź ze mną… 

    Kobieta patrzyła na niego w osłupieniu. Nie spodziewała się usłyszeć czegoś takiego. Zanim wstąpiła do Kolegium Iluzji, należała do gildii złodziei i znała kilku zabójców, ale nigdy nie podejrzewałaby o to Gerta. 

    – Powiedz coś, proszę. Powiedz, że się zgadzasz – przerwał chwilę ciszy, która nastała po jego wyznaniu. 

    Veronika bez słowa przylgnęła do niego i zaczęli się całować, co było jedynie wstępem do namiętności, która nimi zawładnęła. 

 

    – Zgadzasz się? – zapytał szeptem Gert, gdy zmęczeni leżeli przytuleni do siebie. 

    – Tak… Trzy miesiące. 

    – Na początek dobre i to. – Znów ją pocałował. – Kupiłem ci prezent. – Spojrzał na pakunek, który zostawił na stole. 

    – Co to jest? – zainteresowała się. 

    – Sama zobacz. – Wstał i podał jej paczkę. 

    W środku znajdowała się zwiewna, błękitna, zdobiona srebrną nitką suknia. Veronika nie widziała piękniejszej. Być może dlatego, że był to podarunek od jej ukochanego. 

    – Śniłaś mi się w niej… Przymierzysz? – poprosił. 

    Uśmiechnęła się do niego i wstała. 

    – Odwróć się. Powiem ci, jak będę gotowa. – Zaczęła się ubierać. – Z jakiej okazji ten prezent? 

    – Bankiet, pamiętasz? Wykręcałaś się, twierdząc, że nie masz odpowiedniego stroju. To już dziś. 

    – O której? – zapytała, spinając swoje długie, ciemne włosy w kok. 

    – O siódmej powinniśmy tam być. 

    – Przykro mi, nie mogę – powiedziała z żalem. – W tym czasie mam spotkanie z kapłanem w sprawie włamania. Możesz się odwrócić. 

    Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. W jego oczach malował się zachwyt. 

    – Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie… Jak ze snu. 

    Veronika podeszła do niego i czule go pocałowała. 

    – Dziękuję. Jest wyjątkowa. 

    – Bo masz ją na sobie. – Nadal nie mógł oderwać wzroku od swojej kobiety. – Skoro jesteś umówiona, dojedziesz do mnie – zaproponował. – Chcę się pochwalić taką dziewczyną. 

    – Dobrze, tak możemy zrobić – zgodziła się. – Zaczekaj. Mówiłeś, że to spotkanie w interesach. Chodzi o kwiaty czy o to drugie? 

    – To drugie, ale to długo nie potrwa – odparł z zaskakującą lekkością. 

    – Wybacz, ale w takim układzie muszę ci odmówić. Łowca, który dziś rano nas odwiedził, powiedział , że będzie miał mnie na oku. Jeśli tam będę, podejrzenie padnie na mnie. Wolałabym tego uniknąć. 

    – Rozumiem. Postaram się załatwić to jak najszybciej i spotkamy się tutaj. 

 

    Około siódmej czarodziejka wysiadła z karocy pod świątynią, zapłaciła woźnicy i skierowała się do domu kapłanów. Kilkanaście kroków dalej stał mniej więcej trzydziestoletni mężczyzna, ukrywający pod płaszczem miecz. Odwrócił wzrok, gdy Veronika na niego spojrzała. 

    U szczytu schodów drzwi strzegli dwaj uzbrojeni akolici. Gdy kobieta im się przedstawiła i powiedziała, w jakiej sprawie przybyła, jeden z nich zaprowadził ją do środka. 

    – Proszę tu zaczekać – polecił, wprowadzając ją do wygodnego, aczkolwiek niezbyt wystawnego salonu. – Poinformuję kapłana o pani przybyciu. 

    Gdy została sama, rozejrzała się i usiadła w jednym z czterech foteli. 

    Już po chwili w drzwiach stanął kapłan, którego widziała minionej nocy. Wstała i skłoniła mu się, przestrzegając zasad etykiety. Mężczyzna podszedł do niej i wyciągnął rękę, przedstawiając się: 

    – Nazywam się Fabian Tolzen. Cieszę się, że mogła pani przyjść. 

    – Veronika Bischof. W czym mogę pomóc? – Uścisnęła jego dłoń na powitanie. 

    Uśmiechnął się serdecznie i na początek zaproponował, by napili się wina. 

    – Czy mężczyźni, których zatrzymaliśmy, to wyznawcy mrocznych bogów? – zapytała, korzystając z okazji. 

    – Nie wiem, nie znaleziono przy nich niczego, co by na to wskazywało. Niestety nie chcą zeznawać. 

    – Wiadomo, co było ich celem? 

    – Owszem – potwierdził kapłan. – Podmienili wino, którego używam podczas obrzędów. Dla mnie zostawili zatrute. 

    – Więc zamierzali pana zabić. Rozumiem, że nie powiedzieli, kto im to zlecił? 

    – Nie, niestety nie… – odparł z westchnieniem. – Między innymi z tego powodu chciałem się z tobą spotkać. – Zdawał się być nieco zmieszany. – Powiem wprost, chciałbym cię prosić o ochronę. Mam powody obawiać się o swoje życie. Naturalnie zapłacę ci za to. 

    Veronika w milczeniu podeszła do okna, rozejrzała się i je zamknęła. 

    Kapłan obserwował każdy jej ruch. 

    – Bardzo chciałabym pomóc, ale nie mam w tej kwestii doświadczenia – przyznała szczerze, wracając na swoje miejsce. 

    – Jeżeli chodzi o pieniądze… 

    – Nie, naprawdę nie. Po prostu nigdy dotąd nie robiłam czegoś takiego. Nie mogę się zgodzić, bo nie wiem, czy sprostałabym temu zadaniu – wyjaśniła. 

    – Proszę... Świetnie poradziłaś sobie w nocy. Dzięki tobie już raz uniknąłem śmierci... Sytuacja jest dla mnie o tyle nieciekawa, że nie mam pojęcia, dlaczego ktoś chciałby mnie zabić. Teraz nikomu nie mogę tak naprawdę zaufać… 

    – Nawet się kapłan nie domyśla, kto może za tym stać? – zapytała. 

    – Skądże. – Pokręcił głową. – Wiodę spokojne życie i chyba nikomu się nie naraziłem. Moja świątynia nie jest ani duża, ani bogata. Nie angażuję się też w politykę. Codziennie odprawiam msze, spowiadam, raz na jakiś czas pojadę nawracać najuboższych. Nie rozumiem tej sytuacji. 

    – Dostawał kapłan może jakieś listy z pogróżkami? Działo się wcześniej coś niepokojącego? 

    Kręcił tylko głową w odpowiedzi na jej pytania. 

    – Świątynia, jak rozumiem, będzie teraz pilnie strzeżona – głośno myślała Veronika. – Gdzie kapłan nawraca tych ubogich? Jak to wygląda? 

    – Dwa razy w miesiącu jeżdżę do północnej części miasta. Tam jest dzielnica zrujnowana w czasie wojny. Pomagam mieszkańcom i przemawiam na ich rynku. To niewielki plac, na którym handlują. 

    – Czy te wizyty są systematyczne? 

    – Tak, wybieram się tam pojutrze – potwierdził duchowny. 

    – Czy kapłan zdaje sobie sprawę z tego, że to będzie idealna okazja dla zamachowców? 

    – Tak, dlatego proszę cię o pomoc. Chciałbym, żebyś tam była. 

    Veronika zamyśliła się. Podejrzewała, że za zamachem stali wrogowie Światła, a walka z nimi była jej priorytetem. Obawiała się jednak, że nie podoła. 

    – Jutro rozejrzę się tam – postanowiła. – Udam się tam także z kapłanem. Mnie też zależy na rozwiązaniu tej sprawy. 

    Po tych słowach mężczyzna wyraźnie się rozluźnił, a na jego twarzy zagościł uśmiech. 

    – Nie mam zbyt wiele złota, ale, jeśli uda ci się to rozwikłać i znajdziesz zleceniodawcę, oddam za to runiczny miecz, w którego posiadaniu jestem od lat – obiecał. 

    – Czy kapłan jutro odprawia mszę? – zapytała czarodziejka. 

    – Tak, o dziewiątej i w południe. 

    – Jak kapłan dostanie się pojutrze do północnej dzielnicy? 

    – Powozem, pod eskortą uzbrojonych akolitów.  

    Veronika skinęła głową, zastanawiając się, o co jeszcze zapytać. Mężczyzna obserwował ją, gotowy do udzielenia wszelkich odpowiedzi. 

    – Czy kapłan wie, że budynek obserwuje uzbrojony mężczyzna? Stoi prawie naprzeciwko. 

    – Tak, to łowca czarownic, skierowany tu przez Arthura Ecksteina. On też zajmuje się tą sprawą. Zresztą, chyba już cię odwiedził? 

    – Owszem, miałam przyjemność go poznać – przyznała, zachowując dla siebie, jak wątpliwa była to przyjemność. – Mam prośbę. Jeśli mam kapłanowi pomóc, muszę mieć jak najwięcej informacji. Jeśli łowcy cokolwiek odkryją, proszę mnie o tym poinformować. 

    – Oczywiście. Kiedy się spotkamy? 

    – Jeśli to nie będzie konieczne, nie będziemy się spotykać. Zamierzam działać dyskretnie. W razie czego proszę zostawić dla mnie wiadomość Pod Miedzianą Różdżką. 


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany