Opowiadanie użytkownika Aruccio

Teehle - Rozdział 15

local_library0 comment0 thumb_up0
Teehle [Widmowa Wojna #1] [Wampiry] - część 15

Cele więzienne, których Vlad nie pokazał Alexandrze, znajdowały się za drzwiami obok szpitala. Wampir pilnował, by były zachowane w porządku, chociaż przydawały się bardzo rzadko. Poprzednio Vlad uwięził tu kogoś ponad pięćdziesiąt lat temu.

Ironicznie była to ta sama osoba, do której teraz szedł Michael.

Siergiej siedział na kocu pod ścianą pomieszczenia, klikając coś na telefonie. Michael stanął pod kratami i skrzyżował ręce na piersi, całkowicie ignorowany przez dampira. Alexandra została zszyta przez Suzanne i teraz leżała u siebie w pokoju pod narkozą. Jej życie nie było zagrożone.

To nie znaczyło, że Siergiejowi miało się to upiec.

– Co robisz? – spytał chłodno Michael

– Piszę z Siemionem – odparł więzień, nie podnosząc głowy – I gram w grę.

– Napisałem do Patrika.

– Domyśliłem się. Odpisał coś?

– Masz wracać do Rosji, tam dostaniesz karę za to, co zrobiłeś.

Michael powstrzymał się przed skrzywieniem się z irytacją. Patrik, szef rosyjskiego oddziału, jak zwykle olał całą sytuację. Jego wytłumaczenie było sensowne, a jednocześnie głupie. Sądził, że Alexandra jest kandydatką na wampira, a zgodnie z prawem Organizacji, zmienienie człowieka było przestępstwem. Patrik chciał uprzedzić fakty i pozbyć się Alexandry, zanim Teehle zdąży ją zmienić.

Według Michaela to tłumaczenie było głupie i pełne niedociągnięć, ale nie miał siły po raz kolejny kłócić się z nim o cokolwiek związanego z konfliktem Teehlego i Siergieja. Wątpił, by Patrik dał odpowiednią karę Siergiejowi, gdy ten wróci do domu, ale nie miał takiej mocy, by samemu się tym zająć.

Poza tym coś mu nie pasowało.

– Dlaczego zaatakowałeś Alexandrę? – spytał, patrząc na dampira z góry.

– Patrik nie wyjaśnił? – rzucił Siergiej, dalej nie zaszczycając Michaela spojrzeniem.

– Wyjaśnił. A ty na korytarzu krzyczałeś, że Alexandra przeżyje, bo nie zraniłeś jej śmiertelnie.

Palce Siergieja, stukające w ekran, znieruchomiały. Michael powstrzymał uśmiech satysfakcji, który pchał mu się na usta. Tu była luka w zeznaniach dampira i rozkazach Patrika. Siergiej miał zabić Alexandrę, a mimo to zranił ją tak, by przeżyła.

Dampir wstał i schował telefon do kieszeni.

– Chyba nie będzie dla ciebie zaskoczeniem, jeśli powiem, że nie posłuchałem rozkazów – powiedział spokojnie, wbijając brązowe spojrzenie w oczy Michaela – Po informacjach, które wyłapałem w trakcie balu i krótkiej rozmowie z Alexandrą zdałem sobie sprawę, że Patrik się mylił i Alexandra nie ma zostać wampirem.

– Więc było jej nie atakować.

– Miałbym sobie odpuścić zranienie kogoś, na kim zależy Teehlemu? – zaśmiał się szyderczo.

– Alexandra jest dawcą Teehlego i nikim więcej – odparł spokojnie Michael – Źle zinterpretowałeś swoją wiedzę. Jeśli chciałeś wkurzyć Teehlego, to uda ci się tylko ze względu na to, że zrobiłeś coś takiego komuś, kto do niego należy, a nie na kim mu zależy.

– Wierzysz w to, co mówisz? – spytał Siergiej, unosząc brwi – Znasz go tak długo i teraz nie jestem pewny, czy próbujesz mnie zwieść, czy wierzysz w swoją wersję.

Michael nie dał po sobie poznać, że pytanie Siergieja było trafne. Tak, Teehlemu zależało na Alexandrze, ale nie tak bardzo, jak wydawało się Siergiejowi. Wyciągnął klucz z kieszeni i otworzył celę.

– W ciągu godziny ma cię tu nie być – powiedział. Siergiej uśmiechnął się nonszalancko, po czym wyminął Michaela i ruszył w stronę wyjścia.

– Oczywiście, szefie. Będę grzeczny i zniknę. Pozdrówcie Teehlego.

***

Jeśli Teehle dowiedziałby się o ataku na Alexandrę, bardzo szybko znalazłby się w Rosji, by pokłócić się że Siergiejem. Michael nie twierdził, że nie ma do tego prawa, nie po tym, co się stało wczoraj, ale wolał zachować to w tajemnicy. W ten sposób istniała szansa na zachowanie względnego spokoju w oddziale. Niewiele osób wiedziało, czy raczej zauważyło, że coś się stało. On, Vlad, Suzanne i oczywiście Vasil. Oraz Voriel, przez Vasila. Michael poszedł do niego zaraz po tym, jak się dowiedział, że Voriel wie, by prosić go o dyskrecję. Nie musiał cały oddział wiedzieć o tym… incydencie.

Szczęśliwie grupa krwi Vasila pasowała do grupy Alexandry i Suzanne mogła zrobić transfuzję. Michael nie był pewny, czy w ogóle była potrzebna, ale wolał nie ryzykować.

Spojrzał na śpiącą dziewczynę. Siergiej powiedział, że nie zamierzał jej zabić i się nie przeliczył. Rana nie była śmiertelna, chociaż mogła się stać po dłuższym czasie krwawienia. Nie wiedział, jak długo Siergiej zamierzał go szukać i mógł nawet podejrzewać, że wystarczająco długo, by naprawdę życie Alexandry było zagrożone.

W każdym razie teraz już spokojnie spała ze szwami i kroplówką. Od ataku się nie obudziła i Michael się z tego cieszył. Czym dłużej spała, tym lepiej powinna się czuć po obudzeniu.

Za to sama rana mogła być problemem.

Przetarł twarz z westchnieniem. Jeśli Alexandra wróci za tydzień do Anglii, będzie zaraz po zdjęciu szwów, o ile w ogóle będą już zdjęte. Teehle zauważyłby bardzo szybko, że coś jest nie tak. I dowiedziałby się o Siergieju. Michael musiał przeciągnąć pobyt Alexandry w Rumunii tak, by Teehle nic nie podejrzewał.

Zacisnął zęby i wyszedł po cichu z pokoju. Dawno nie okłamał swojego przyjaciela, ale teraz musiał.

Wybrał numer wampira i przyłożył telefon do ucha. Teehle odebrał po dwóch sygnałach.

– Halo? – spytał zaniepokojony – Co się dzieje?

– Alexandra powinna zostać tu dłużej – oznajmił bez wstępu Michael.

– Po co? – w głosie Teehlego słychać było zaskoczenie, nie gniew. Na szczęście.

– Niech tu jeszcze będzie chociaż tydzień. Wynikną z tego same plusy. Pozna Organizację. Jak działamy. Bal jej się podobał i poznała kilka osób, które są do niej przyjaźnie nastawione, ale to nie wyrzuciło z jej głowy strachu przed tobą ani trochę. Może zasiało wątpliwość, jeśli dobrze wyłapałem. Poza tym pozna lepiej Vlada, to powinno ją ustosunkować lepiej do wampirów.

– Michael-

– Ona uciekła z balu, gdy pomyliła jednego z łowców z tobą. Uciekła i schowała się w swoim pokoju, szukając noża.

– Michael.

– Co? – mężczyzna zmarszczył brwi, orientując się, że coś nie podoba mu się w głosie wampira – Co się stało? Coś z Tessą?

– Nie. Wczoraj… wczoraj zabiłem człowieka.

Że co zrobiłeś? Od prawie pół wieku nikogo nie-

Urwał, nie mając na to odpowiednich słów. Westchnął i machnął ręką, chociaż Teehle tego nie widział.

– Poczekaj chwilę – zakrył mikrofon telefonu i poszedł szybko do swojego pokoju. Zamknął drzwi i usiadł ciężko na łóżku, przeczesując jedną ręką włosy, a drugą przykładając telefon z powrotem do ucha.

– Dobra. Dlaczego?

– To była ofiara, po prostu – w głosie Teehlego Michael słyszał żal – Ale odkąd Alexandra wyjechała, jestem tykającą bombą. Opóźniałem polowanie, licząc na to, że wytrzymam, dopóki nie wróci, ale wczoraj zdecydowałem się jednak pójść. No i go zabiłem.

– Powinieneś był wcześniej się wybrać! – rzucił łowca ostro – Nie byłbyś tak spragniony i pewnie utrzymałbyś kontrolę.

– To nie chodzi o pragnienie, Michael. Od kilku dni myślę o tym, co z Alexandrą. Doprowadza mnie to do szału. Kiedy wychodziłem, byłem wściekły – na nią, tak, ale też na siebie za to, że wyszło, jak wyszło. Nie zrozumiesz tego. Ja sam nie rozumiem. Nie mam prawa zrzucać na nią winy za to, że kogoś zamordowałem, ale zaraz po tym przypomniało mi się, że gdyby się zgodziła szybciej, nie musiałbym polować. Ta myśl mnie dobija.

Michael skrzywił się i przez chwilę milczał. Po drugiej stronie słuchawki też panowała cisza, jakby Teehle czekał na odpowiedź.

– To nie jest bez sensu, co mówisz – westchnął w końcu łowca – To ma nawet dużo sensu. Ale winy na Alexandrę nie próbuj zrzucić, bo to tak nie działa. Wytrzymaj tydzień. Może chwilę dłużej. To, co powiedziałeś; że gdyby Alexa się zgodziła, nie zabijałbyś, zasugerował jej już Vasil. Wyglądała, jakby to ją mocno uderzyło, prawdopodobnie najmocniej ze wszystkich argumentów.

– Poznałem ją na tyle by wiedzieć, że to naprawdę jest najmocniejszy z argumentów, jakimi dysponuję – prychnął Teehle – Nie wydaje się mieć natury, która pozwoli komuś cierpieć za nią.

– Wiem. Też to widzę. A na razie – do usłyszenia. Muszę przemyśleć kilka spraw.

Gdy Teehle odpowiedział coś nieskładnie na pożegnanie, Michael kliknął na czerwoną słuchawkę i odłożył telefon obok siebie na materac. Schował twarz w dłonie, wciągając głęboko powietrze.

Chłodne kalkulacje, które przeprowadzał z Teehlem, mogły wyglądać, jakby w ogóle nie dbał o dziewczynę – jakby faktycznie zależało mu tylko na przekonaniu jej, żeby Teehle ją gryzł. Zarówno on sam, jak i Teehle, dobrze wiedzieli, jak Michaelowi zależy, by Alexandra była bezpieczna i spokojna. Nie mógł przed nią udawać takiej troski, jaką ją obdarzał. To było prawdziwe uczucie. A chłodne kalkulacje pozwalały mu otrzeźwieć z przekonania, że szanse na powodzenie są prawie równe zeru.

Poza tym – przecież widział, że Teehlemu także zależy na dziewczynie. Z zewnątrz, zwłaszcza z jej perspektywy, wydawał się bezdusznym i pozbawionym skrupułów wampirem, ale przecież Michael długo go znał. Teehle nie chciał jej skrzywdzić, ale nie zamierzał też pozwolić odejść. Postanowił więc odsunąć emocje i uczucia na bok, by jego plan był bezbłędny. Cóż – jedynym błędem tutaj był opór Alexandry, którego siły nie mógł przewidzieć. Ale Michael widział, w jaką panikę wpadł Teehle, gdy znalazł ją w łazience, oraz do czego mógłby się posunąć ratując ją.

Michael naprawdę musiał pomóc Alexandrze, zanim wróci do Anglii. Wcześniej już to odczuwał, ale teraz uderzyło go to jeszcze mocniej.

Jęknął cicho. Od lat przewodził organizacji, organizował spotkania, misje, ale nigdy nie szykował się do tego, że Teehle znajdzie sobie ofiarę z umowy z Teressą. To było tak nieprawdopodobne… i jeszcze musiało trafić właśnie na Alexę – biedną dziewczynę, niczego nieświadomą, niewinną… Gdyby to na przykład był ktoś z Elerain, byłoby prościej. Żadnego tłumaczenia, żadnego strachu. Najpewniej po prostu zrozumienie...

***

Byłam w zamku. To był zamek łowców, wiedziałam o tym, ale nie było żadnego z nich. Poza tym jednym.

Który nie należał do rumuńskiego oddziału.

Brązowowłosy mężczyzna wyszedł zza zakrętu. W świetle lampy w jego dłoni błysnęło coś metalowego.

– Poczekaj! – zawołał, gdy obróciłam się i popędziłam. Tym razem jego głos nie był fałszywie uprzejmy, przez co przeszedł mnie dreszcz. Skręciłam za róg… i cudem uniknęłam ostrza. Pisnęłam, cofając się chwiejnie o krok i spojrzałam w okrutnie ucieszone brązowe oczy. Dopiero co-

Zerknęłam za siebie. Wydało mi się, że postać znika za rogiem. Zacisnęłam zęby. Coś jest nie tak. Coś jest bardzo nie tak. Nie może być w dwóch miejscach-

Obróciłam się na pięcie i cofnęłam o krok, gdy wyrósł przede mną. Serce podeszło mi do gardła. Niemożliwe.

– Nie uciekniesz, przykro mi – uśmiechnął się złośliwie – Teehle dostanie za swoje.

Otworzyła oczy z cichym okrzykiem.

– Już, Alexandro! – usłyszała znajomy głos i czyjeś dłonie powstrzymały ją przed podniesieniem się z miękkiego materaca – Spokojnie. Nie podnoś się, twoja rana-

– Siergiej? Gdzie on jest? – spojrzała na Michaela szeroko otwartymi oczami.

– Nie tutaj, spokojnie. Nic ci nie zrobi.

– Zabiję go – wycedziła, znowu chcąc się podnieść. Silne ręce przycisnęły ją do łóżka – Nie będzie wykorzystywał mnie, żeby dokuczać Teehlemu!

– Poważnie? – na twarzy Michaela pojawiło się lekkie rozbawienie – Zamiast się bać, że zaatakował cię dampir, chcesz iść mu oddać?

Alexandra wbiła w niego intensywne spojrzenie.

– Tak, dokładnie. To jakiś problem?

Michael uniósł brwi.

– Nie, skądże. Tylko że Siergiej wrócił już do Rosji.

– Co z tym, że mnie zaatakował?

– Jego przełożony się tym zajmie. Ty będziesz następny tydzień leżeć w łóżku i się kurować.

– Ale-

– Nie wypuszczę cię z łóżka, dopóki Suzanne nie powie, że możesz chodzić.

– Chcę się czegoś nauczyć i obejrzeć archiwum, zanim wrócę do Teehlego! – jęknęła. Michael przez chwilę patrzył bez słowa, a potem westchnął z niezadowoloną miną.

– Nie powiedziałem ci, nie? – spytał, krzywiąc się.

– Nie miałeś kiedy. O czym? – zaniepokoiła się.

– Zadzwoniłem do Teehlego.

– Co? Po co? – pobladła – Przyjedzie tu? To miał być tydzień bez niego-

– Przedłużyłem twój pobyt na zamku – przerwał jej.

– Słucham? – zamrugała – Czy możesz mnie nie straszyć? Wyglądałeś, jakbym co najmniej umierała! – oburzyła się, na co Michael zareagował szerokim uśmiechem.

– Przykro mi.

– Wcale ci nie jest przykro! – odparła, rzucając ostre spojrzenie. Zaraz potem uśmiechnęła się i rozchmurzyła – Jak to “przedłużyłeś”?

– Dwa albo trzy tygodnie tu będziesz. Ale raczej dwa. Musisz się wyleczyć, a jak sama powiedziałaś, potem chcesz jeszcze się tu pokręcić. Więc przedłużyłem twój wyjazd.

– Nie miał nic przeciwko? – spytała z niedowierzaniem – Zwłaszcza wiedząc, że to sprawka Siergieja?

– Siergiej nie ma tu nic do rzeczy, Alexandro. Poza tym Teehle nie wie, że Siergiej ci cokolwiek zrobił… i wolałbym, żeby tak zostało – dodał po chwili poważnym tonem. Dziewczyna przyjrzała mu się uważnie, ale nie znalazła nic niepokojącego.

– Dlaczego?

– Jeśli dowie się, że zaatakował ciebie, żeby mu zrobić na złość, to bez wahania pojedzie do Rosji i nie wiadomo, czy znajdzie się ktoś, kto go powstrzyma przed zabiciem Siergieja.

– Nie wierzę, że zrobiłby to dlatego, że Siergiej mnie zranił.

Michael machnął ręką, nie odpowiadając.

– W każdym razie, jeśli Teehle zauważy, że byłaś dźgnięta, spróbuj mu wmówić, że ćwiczyłem z tobą i cię zraniłem przez przypadek. Albo nie, nie uwierzy – zmarszczył brwi – Niech będzie, że ćwiczyłaś z Vasilem.

– A jeśli dalej nie będzie wierzył?

– To powiedz prawdę – skrzywił się – I wspomnij też, że zrobił to po to, żeby go zdenerwować, to powinno trochę ostudzić jego chęć mordu. I postaraj się powstrzymać go przed jechaniem do Rosji, bo się pozabijają – uśmiechnął się bez humoru.

Przez chwilę nie odpowiadała, wpatrując się w niego ze zmarszczonymi brwiami. W końcu pokręciła głową.

– Nie rozumiem waszej polityki – powiedziała – Nie żeby mnie to interesowało. Jeśli mówisz, że tak będzie lepiej, to postaram się nie mówić mi o Siergieju.

Michael uśmiechnął się z wdzięcznością.

– Ale skoro już jesteśmy przy łowcach, to pogadajmy o trenowaniu…. – spojrzała na Michaela z nadzieją. Zaśmiał się.

– Gdy wyzdrowiejesz, dobra? Nie mogę pozwolić, żeby sprawa rany się skomplikowała.

– A trenujesz czasem z kimś? Tak na co dzień?

– Oczywiście, nie mogę wyjść z formy. Zazwyczaj z Vladem. Poza tym uczę niektórych technik młodych łowców. Vlad też. Vlad nawet więcej, bo nie chce wychodzić na misje. Przejął przez to więcej obowiązków papierowych i tych na zamku, a na misje ja jeżdżę.

– Dlaczego?

Michael zawahał się, przez co pożałowała pytania. Otworzyła usta, żeby zmienić temat, ale Michael ją uprzedził.

– Nie, możesz to wiedzieć. Spokojnie. Vlad nie lubi misji, bo nie chce oglądać tyle śmierci. Przeszłość, po prostu.

Przytaknęła szybko, mimo wszystko czując się nieswojo, jakby naruszyła prywatność Vlada.

– Która godzina? – spytała pospiesznie – Jak długo spałam?

– Cały dzień i noc. Konkretniej to utrzymaliśmy cię nieprzytomną, żebyś nie nadwyrężała się, ale to już szczegół – uśmiechnął się słabo, zerknął na zegarek na nadgarstku i mina od razu mu zrzedła – No jednak spałaś troszkę dłużej, bo już jest południe. Jestem umówiony z Vladem na trening, bo wczoraj wypadł, zapomniałem. Poproszę Vasila, by przyniósł ci coś do jedzenia, gdy przyjdzie. A, nie powiedziałem ci – wstał z fotela – Vasil cały wczorajszy dzień się mnie dopytywał, kiedy może się z tobą zobaczyć. Widać, że się martwi.

Alexandra poczuła ciepło. Ktoś oprócz Michaela się tu o nią troszczył i martwił. To było… miłe. I potrzebne jej.

– Ale jedzenia niech nie przynosi – zmarszczyła nagle brwi – Wezmę sobie sama-

Urwała, widząc, że Michael patrzy z politowaniem.

– Nic sobie sama nie weźmiesz, bo będziesz tu leżeć następne dwa dni. Potem pogadamy.

Jęknęła.

– Nie chcę leżeć w łóżku. To nudne!

– Okej, więc jutro wspomnę Vladowi, że chciałabyś odwiedzić archiwum. Pasuje?

Westchnęła, ale kiwnęła głową.

– Pewnie musi.

– Masz rację – wyszczerzył się, szybko idąc do drzwi – Ja uciekam, do zobaczenia. I leż spokojnie!

– No dobra, dobra! Zrozumiałam za pierwszym razem! – żachnęła się.

Gdy zamknął za sobą drzwi, uśmiech pojawił się na jej twarzy. Wpatrywała się w nie bez słowa przez dłuższą chwilę, a potem z cichym jękiem podciągnęła się i oparła plecami o ścianę.

Czuła się… dziwnie. Była ranna, miała szwy na brzuchu. Szalony wróg jej największego wroga próbował ją zabić. Po powrocie do Anglii czekała ją dalszą część tej męczarni.

A ona czuła się tu spokojnie. Mogłaby powiedzieć, że szczęśliwie. W zamku było zdecydowanie lepiej niż u Teehlego. Mieszkały tu osoby, które się o nią troszczyły. Nie to, co Teehle. Wystarczyły dwa dni spędzone z tymi ludźmi, by cała historia z Anglii wydawała jej się nierealna – mimo że wszystko tutaj o niej przypominało.

Jak mogła się czuć bezpiecznie wśród takich ludzi? I wampira? Vlad, syn Tepesa, był całkowicie inny od Teehlego. łagodny i spokojny, też się o nią martwił i troszczył-

Pukanie do drzwi przerwało jej rozmyślania

– Proszę! – zawołała, a w drzwiach pojawiła się znajoma postać.

– Hej – Vasil wślizgnął się do środka z zatroskanym wyrazem twarzy – Jak się czujesz?

– Żywo. Myślałam, że już po mnie, gdy zobaczyłam go w progu swojego pokoju – skrzywiła się, a Vasil usiadł na fotelu, marszcząc brwi.

– Muszę się przyznać, że gdy Michael powiedział, że zostałaś zaatakowana przez Siergieja, też spodziewałem się najgorszego.

– No to szybko się ze mną pożegnałeś – powstrzymała uśmiech, żeby zachować poważny wyraz twarzy. Vasil pobladł, spoglądając na nią.

– To nie tak! – zaprotestował gwałtownie – Po prostu miałem okazję poznać Siergieja i wiem, do czego byłby zdolny!

– Wiem, wiem – uspokoiła go – Nic ci nie zarzucam-

Urwała, gdy jej wzrok padł na odsłoniętą szyję chłopaka. Uśmiech jej zrzedł.

– Co się stało? – Vasil spojrzał na siebie, mylnie interpretując kierunek jej spojrzenia.

– N-nic. Tylko Vlad– cię ugryzł.

– Ah – ręka chłopaka powędrowała automatycznie do szyi – No tak. Nic w tym nadzwyczajnego. Zapomniałem nawet, że mam rany.

Skrzywiła się. Nie wyobrażała sobie takiego luźnego zachowania u siebie po tym, jak Teehle wypiłby z niej krew i pozbawił przytomności.

– Boisz się – Vasil zmarszczył brwi. Przytaknęła lekko.

– Teehle traktuje mnie jako swój darmowy i dostępny w każdej chwili worek.

– Powinniście się dogadać.

– To znaczy? – spytała ostro. Każde stwierdzenie, że ma się poddać, denerwowało ją, mimo że brała pod uwagę tę opcję.

– No dogadać. Chociaż ustalić, kiedy konkretnie ma cię gryźć, a nie kiedy tylko chce – skrzywił się – Tutaj panują dość mocne zasady dotyczące Vlada. Niby jest przywódcą, ale… uh, nie umiem tego powiedzieć – zmarszczył brwi – Chodzi o to, że w zamku jest kilka osób, które oddają mu krew – to znaczy po umówieniu się na konkretny czas, a nie że przychodzi kiedy chce. Gdyby przyszedł i ugryzł kogoś, ta osoba mogłaby go oskarżyć o złamanie zasad na oddziale i miałby problemy.

Uniosła brwi.

– W jaki sposób powstrzymujecie go przed robieniem innym krzywdy? W jaki sposób byście zrobili, że miałby problemy? Jest tu najsilniejszy.

Vasil wzruszył ramionami.

– Nie wiem, nie było nigdy ku temu powodu. Poza tym jest możliwość skontaktowania się z Tepesem. Z jednej strony niezbyt bierze udział w życiu Organizacji – zniknął na początku osiemnastego wieku, ale wszyscy wiemy, że gdyby zaczęło dziać się coś nie tak, bardzo szybko by wrócił.

Teehle dał jej do zrozumienia, że Tepes żyje, ale miała nadzieję, że tylko ją straszy. A teraz kto inny potwierdził jego słowa. Poczuła obawę przed legendarnym wampirem. Skąd wiedzą, że Tepes jest po ich stronie? Wiele mogło się zmienić od osiemnastego wieku.

– Nie przejmuj się tym-

– Skoro Vlad złamałby w ten sposób zasady, to czy Tepes nie powinien też zareagować teraz, gdy Teehle gryzie mnie?

Zmarszczył brwi.

– Nie znam się na polityce między oddziałami i nie znam sytuacji w Anglii. Musiałabyś się dowiedzieć od Michaela albo Vlada. Albo w ogóle Tessy, skoro jest przywódcą.

Machnęła ręką.

– Nieważne, pomyślę może potem. Powiedz coś, co mi pomoże… się oswoić z tą myślą.

– Jakieś konkrety, czy mam wymyślić, co ma pomóc?

Wzruszyła ramionami.

– Nie wiem, co mogłoby być dla ciebie przydatne, ale mogę ci powiedzieć… hmm. O sposobach ugryzienia może?

Spojrzała na niego ze szczerym zaciekawieniem.

– Są sposoby, które mniej bolą?

– Tak jakby. To raczej zależy od miejsca ugryzienia po prostu. Najczęstszymi są szyja i nadgarstek. Oczywiście szyja to pojęcie dość ogólne. Są miejsca mniej lub bardziej bolesne albo bezpieczne, zaraz powiem. Ale można też zamiast gryźć, naciąć skórę. Vlad tak zrobił na mnie za pierwszym razem. Nie mógł ugryźć, zostałyby ślady – zmarszczył brwi – Ale z niezrozumiałych dla mnie przyczyn ugryzienie szybciej się goi, niż zwykła rana cięta, więc już lepiej dać się ugryźć.

Skrzywiła się, ale Vasil nie zauważył, wpatrzony za okno z zamyśleniem.

– Co do szyi. Wiem o dwóch sposobach… no, miejscach ugryzienia. Jeden to zwykle ugryzienie, najczęściej stosowane, jeśli ofiarna ma przeżyć. Drugiego Vlad nigdy nie zastosował, przynajmniej nie na mnie, bo powiedział, że nie będzie ryzykował moim życiem. Generalnie podobno boli mniej, ale jest bardziej niebezpieczne dla ofiary i łatwiej się wykrwawić. Pewne szybciej krew upływa, więc bliżej tętnicy czy coś… – potrząsnął głową – Nie wiem konkretnie.

– Tyle mi wystarczy by wiedzieć, że Teehle nie wykorzysta tego na mnie – stwierdziła ponuro. Wampir ryzykował jej życie na przykład na misji, ale nie spodziewała się, że zgodzi się zaryzykować, gdy go poprosi.

– Jeszcze jest nadgarstek, zamiast szyi. Ale jest najbardziej bolesny, bo ścięgna i w ogóle.

Pokiwała głową w zamyśleniu. To nie ułatwiało sprawy, bo dawało prostą myśl: Teehle gryzie tak, by jej nie zabić. To oznaczało te boleśniejsze ugryzienie w szyję. Czy potrafiłaby go namówić do tego bardziej niebezpiecznego?


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany