Opowiadanie użytkownika Aruccio

Teehle - Rozdział 16

local_library0 comment0 thumb_up0
Teehle [Widmowa Wojna #1] [Wampiry] - część 16

Spędziła resztę dnia w pokoju. Spodziewała się, że to Michael przyniesie jej jedzenie, ale gdy wczesnym wieczorem przyszedł do niej gość z ciepłym posiłkiem na tacy, nie był to on. Serce jej przyspieszyło, ale Vlad uśmiechnął się, zapewne to słysząc.

– Podobno masz się lepiej – stwierdził, kładąc tacę na jej kolanach.

– Rana dokucza, ale przyznam, że spodziewałam się większego bólu jak na dźgnięcie nożem – odparła, spoglądając na ziemniaki z mięsem, które jej dał. Wyglądały smakowicie, przez co poczuła, jak głodna jest.

– Pewnie jeszcze środek przeciwbólowy trzyma – usiadł w fotelu i nachylił się, otwierając szufladę szafki nocnej – Ale zejdzie w najbliższym czasie, więc jak już zjesz, masz tabletki – podniósł rękę z pudełeczkiem – Ale tylko jedną weź. Powinna wystarczyć na noc.

Pokiwała głową, patrząc jak je odkłada.

– Rozmawiałem z Michaelem. W sumie to negocjowałem – zaśmiał się cicho – Martwi się o ciebie i wolałby, żebyś w ogóle nie chodziła chociaż kilka dni, ale udało mi się go przekonać, że prędzej zaczniesz się wymykać, niż wytrzymasz tu.

Uniosła brwi, nie rozumiejąc, do czego dąży. Poza tym nie miał racji. Zostałaby tak długo, jak Michael by kazał. Wiedziała, że chce tylko jej dobra.

– Obiecałem ci, że zabiorę cię na dłużej do archiwów i mogę cię tam jutro wziąć – wyjaśnił, po czym się uśmiechnął – Oczywiście jeśli nadal chcesz. Tylko dopiero jutro po południu. Po obiedzie, konkretniej.

– Dlaczego? – zmarszczyła brwi, nie widząc związku obiadu z archiwami.

– Kompromis z Michaelem po prostu – wyszczerzył się – Chociaż te półtorej dnia chciał, żebyś jeszcze przeleżała.

– Ah. Rozumiem – pokiwała głową. To miało sens.

Nagle uderzyło ją, że rozmawia z wampirem. Znowu. Vlad może i był inny niż Teehle, ale i tak był krwiożerczym wampirem. Jak mogła tak po prostu z nim gadać, jakby był człowiekiem?

– Znowu to samo – odezwał się.

– Co? – wzdrygnęła się zaskoczona.

– Strach. Znowu się boisz.

Odwróciła wzrok. Tak. Bała się. A wampir to czuł. Nie chciała się bać, ale się bała.

Vlad przez chwilę milczał, a potem nachylił się i oparł łokciami na kolanach.

– Co on ci zrobił, że tak reagujesz na moją obecność? – spytał cicho, prawie łagodnie. Nie dotykał jej, nie zmuszał do spojrzenia na siebie... nie tak jak Teehle.

– Po prostu jesteś wampirem – powiedziała, patrząc poniżej jego twarzy, na ramię skryte czarną koszulką.

– I co z tego, Alexandro? – Vlad skrzywił się – Co z tego, że jestem wampirem? Nie skrzywdzę cię ani nie ugryzę. Vasil ci powiedział, jak żyję. Michael też. Nie obawiaj się mnie.

– Próbuję. Nawet nie wiesz, jak bardzo się staram. W jednej chwili rozmawiam z tobą i czuję, jakbym rozmawiała ze zwykłym człowiekiem, a w drugiej przypominam sobie, że jesteś wampirem i zaczynam się bać.

– To zrozumiałe na początku – kiwnął głową –Te przeskoki. Mam nadzieję, że szybko uda nam się tego pozbyć.

Nam?

Podniosła wzrok, patrząc uważnie. W zielonych oczach zobaczyła troskę i spokój. Nic niebezpiecznego ani podejrzanego. Zmusiła się do uśmiechu.

– Powinno pójść bardzo szybko. Ale wiedz, że przez Teehlego i jego działania mam... awersję do waszego gatunku. I ty jej nie zmienisz. Musiałby to zrobić Teehle, przestając... się tak zachowywać.

– Dobrze, nie będę od ciebie więcej wymagać – uśmiechnął się z ulgą – Czas, jaki tu będziesz, wystarczy.

A potem wróci do Teehlego i wszystko, co Michael i Vlad tutaj zdziałali, wyparuje w momencie, gdy Teehle zajmie się jej oporem. Jeśli dodatkowo zorientuje się, że jest ranna i tak jak powiedział Michael, będzie wściekły… nie chciała przebywać obok, gdy się wkurzy.

Z drugiej strony jaką jej robi różnicę, czy pojedzie do Rosji, czy nie? Jeśli zaatakowałby Siergieja, to mogliby go pozwać i zamknąć w więzieniu. To by było dobre, bo właściwie byłaby...

– Alexandro? – Vlad pomachał jej ręką przed oczami – O czym myślisz?

– Szczerze? – skupiła na nim wzrok – Zastanawiam się, czy gdyby Teehle pojechałby do Siergieja, bo mnie dźgnął, to byłabym właściwie wolna.

– Nie – wyszczerzył się, ale zaraz potem spoważniał – Nawet gdyby cię zostawił, nie spodziewaj się, że znikniesz z jego radaru.

– To znaczy? – spytała ostrożnie.

– Po prostu przyjmij do wiadomości, że skoro mieszkasz z nim, jeśli nie będzie chciał cię zostawić, z nim pozostaniesz. Powiedz: ma jeszcze dla ciebie cierpliwość, czy już za późno na ratunek?

– Obawiam się, że jest za późno – wzruszyła ramionami – Przed wyjazdem ostrzegł mnie, że koniec ulg i teraz będzie poważny.

Vladowi zrzedła mina.

– Będziesz próbował mnie ostrzegać? – spytała trochę agresywnie.

– Nie, jeśli stwierdzisz, że to nie ma sensu.

– Michael już to zrobił. Ostrzegł. Będziesz drugi.

– A jeśli dwie osoby ostrzegą, to po pomyślisz poważnie o tym, co powiedzieli?

– Może jak powiesz, przed czym ostrzegacie, to coś da? – uniosła brwi. Vlad westchnął, pocierając twarz.

– Cóż – zaczął, spoglądając na nią – Raczej przed kim, nie przed czym. Skoro powiedział, że koniec żartów, to znaczy, że ma dość i chce mieć pewność, że już nie będziesz sprawiać problemów.

– Tyle wiem – mruknęła – Nie zrobiło to na mnie wrażenia.

– A powiedział ci, kim był jako człowiek?

Pokręciła głową. Wampir uśmiechnął się w niepokojący sposób.

– To bękart żony Vlada Tepesa – powiedział cicho. Alexandra pobladła i serce podeszło jej do gardła.

– Co?

– Uczył się łamać ludzi od... – zaśmiał się – … od najlepszego. Vlada Draculi, Palownika. Najlepszego oprawcy, jakiego zna świat. Mogę ci zagwarantować, że nie chcesz mu podpaść.

Jakby Teehle jej to powiedział od razu, to by się zastanowiła wcześniej, czy powinna się opierać.

– Podejrzewam, że wiem, dlaczego nie powiedział ci – Vlad jakby czytał w jej myślach – Domyślałem się, że zrobi to na tobie takie… wrażenie. Teehle też zdawał sobie z tego sprawę, a… hmm… nie chce, żebyś się go bała.

– Nie chce, żebym się go bała – powtórzyła i zaśmiała się ponuro – No to dobrze mu idzie.

Vlad skrzywił się.

– Taki był jego pierwotny plan, jak mniemam. Ale problem w tym, że teraz po prostu chce cię złamać, a nie zdobyć twoje… zaufanie – zmarszczył brwi, jakby zastanawiał się, czy to dobre słowo.

– Zaraz, moment – Alexandra otworzyła szerzej oczy – Ty jesteś synem Tepesa-

– Tak, znam Teehle od dziecka. Byliśmy… jesteśmy przyjaciółmi od dziecka. Teehle jest starszy o dziewięć lat, ja zostałem zmieniony w wieku szesnastu lat, Teehle dwudziestu czterech, rok przede mną. Oboje przez mojego ojca, Teehle pierwszy.

– Dlaczego zostałeś zmieniony w takim wieku?

Nie wydawało jej się w porządku zmieniać kogoś tak młodego. Vlad mógł jeszcze mieć zwykłe, ludzkie życie chociaż kilka lat, jeśli naprawdę chcieli go zmienić. Albo jeśli sam chciał być zmieniony.

– Nie sądzę, by to był dobry moment-

Vlad umilknął, zauważając jej spojrzenie.

– No dobra, lepszego pewnie nie będzie. Tylko najpierw chciałbym zwrócić twoją uwagę na fakt, że w tamtych czasach medycyna była bardzo… nie była wystarczająca dla pewnych problemów – wampir ostrożnie dobierał słowa – Umierałem. Teehle… żywił się moja krwią, by nie wyszło na jaw, że jest wampirem. Za moją zgodą – dodał szybko, widząc, że Alexandra pobladła – Po którymś ugryzieniu wdało się zakażenie, zbyt niebezpieczne na tamte czasy. Ojciec mnie zmienił, bym nie umarł. Niestety w wieku szesnastu lat. Warto też dodać, że, hmm… dobre kilka miesięcy byłem wściekły na nich obu. Bardziej na ojca, że mnie zmienił. Na Teehlego nie miałem powodu, bo to nie była jego wina, że wdało się zakażenie, ale wiesz, czasem nie myśli się racjonalnie.

– Nie chciałeś być wampirem? – Alexandra przekrzywiła lekko głowę.

– Zasadniczo, nie – uśmiechnął się ponuro – I dalej nie chcę, ale się z tym pogodziłem. Chociaż gdybym miał wtedy wybór i wiedzę, czym to poskutkuje – mam na myśli kierowanie organizacją – to pozwoliłbym się zmienić. Po tym, jak mój ojciec zniknął, organizacją stanęła głównie na głowie Teehlego. A on się nie nadaje do planowania. Wtedy przejąłem przewodnictwo. A może zjesz ten obiad, zanim całkiem wystygnie?

Alexandra zamrugała i spojrzała na swoje kolana. Prawie zapomniała o tacy, którą przyniósł.

***

Przez chwilę nie wiedziałam, co się dzieje. Gdzie jestem. Zaraz potem mój wzrok padł na kanapę, na której leżała… druga ja. Spała, zawinięta w koc. Znowu jeden z tych snów.

Rozejrzałam się, próbując rozpoznać pomieszczenie. Był to zwykły salon w jakimś skromnym mieszkaniu. Podeszłam do kanapy i przyjrzałam się sobie. Tak jak wydawało mi się z daleka, ta Alexandra wydawała się być blada i zmęczona. Co się stało?

Naraz rozległ się brzęk tłuczonego szkła i usłyszałam ciche warknięcie. Zmarszczyłam brwi. Nie zrozumiałam słów i w ogóle nie byłam pewna, czy było to po angielsku. Zapominając, że nie jestem widzialna, ostrożnie poszłam korytarzem, uginając się lekko na nogach. Gdy zajrzałam do pomieszczenia – kuchni – i zobaczyłam stojącego tam mężczyznę, serce podeszło mi do gardła. Rozpoznałabym go wszędzie po tym, co mi zrobił.

Siergiej właśnie schylił się, by pozbierać pozostałości po czymś szklanym, gdy nagle poderwał głowę i obrócił się w moją stronę. Zamarłam, gdy jego wzrok padł na mnie.

– Obudziłem cię? – spytał.

Widzi mnie.

Już otworzyłam usta, by cokolwiek powiedzieć, ale za mną rozległ się mój własny głos.

– Pewnie tak. Ale jestem wyspana.

Obróciłam się na pięcie, by stanąć twarzą w twarz z drugą Alexandrą. Odetchnęłam głęboko, próbując uspokoić walące serce.

– Zresztą nie ma czasu na spanie – ziewnęła i spojrzała znowu na dampira ze zmęczeniem – Musimy ratować Organizację.

Otworzyła oczy i natychmiast zasłoniła je ręką, gdy poraziło ją światło zza okna. Zamrugała kilka razy, po czym skrzywiła się. Zapomniała wczoraj go zasłonić. W domu Teehlego odkryła, że jej okno jest na północ, więc czasem mogła zapomnieć i niezbyt się tym przejąć. Okno w komnacie było tak, że o tej porze roku świeciło w nie słońce, gdy się budziła. Irytujące.

Podwinęła bluzkę i spojrzała na naklejony na ranę opatrunek. Powinna wstawać czy raczej poczekać na kogoś? Która w ogóle jest godzina?

Wzięła telefon z szafki i spojrzała na godzinę, ignorując SMSa Teehlego. Prawie południe. Powinna ustabilizować sobie zegar biologiczny. Wstawanie w południe było fajne, ale też lekko niepokojące. W domu preferowała siedzenie do nocy i wstawanie późno, ale teraz zamierzała się przestawić na bardziej dzienny tryb życia – dzień był bezpieczniejszy, gdy mieszkało się z wampirem.

Jej uwagę przykuła kartka na szafce nocnej. Wzięła ją i przyjrzałam się napisanym piórem, ładnym literom. “Zadzwoń, gdy się obudzisz” i numer telefoniczny obok. Uniosła brwi, ale wystukała podany numer i położyła się na plecach z powrotem, przykładając telefon do ucha. Właściciel odebrał po dwóch sygnałach.

– Halo?

– Michael? – na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, zanim zdążyła pomyśleć. Więc to jest jego numer. Nie pomyślała wcześniej, że przydałby się jej.

– Alexandro! Wstałaś – usłyszała zadowolenie w jego głosie – Już idę do ciebie.

– Nie musisz-

Rozłączył się, zapewne świadomie ignorując jej protest. Zaraz potem rozległo się pukanie i mężczyzna wszedł bez czekania.

– Szybko – zauważyła.

– Byłem w swoim pokoju – wyjaśnił, podchodząc – Zmienię opatrunek, a potem pogadamy o pomyśle Vlada.

– To znaczy? – zaniepokoiła się.

– Przestań się stresować, gdy tylko o nim wspomnę. Mówię o wycieczce do archiwów. Przesuń się, siądę.

Uspokojona wykonała polecenie i podwinęła koszulkę pidżamy odsłaniając ranę. Michael posmarował czymś ranę i sprawnie zmienił opatrunek.

– Jesteś głodna?

– Jakoś nie. Wolałabym-

– Pójść od razu do archiwum, wiem – przytaknął mężczyzna – Domyśliłem się. Za jakieś dwie godziny pewnie będziesz już głodna, to od razu się załapiesz na obiad. Niech będzie, że puszczę cię przed obiadem - zaśmiał się - Łowcy mają zaraz ze mną trening, więc poczekam na Vlada i pójdę do nich.

W tym samym momencie rozległo się pukanie.

– Nie musisz czekać, jestem już – wampir wszedł bez zaproszenia z lekkim uśmiechem.

– Podsłuchiwałeś? – Michael rzucił mu surowe spojrzenie.

– Wiesz, jak się słyszy swoje imię, to nie sposób nie zareagować.

Michael uniósł brwi, jakby w myślach podważał jego słowa, ale nie skomentował tego.

– Więc idę do moich łowców. Do zobaczenia po wycieczce, Alexandro – uśmiechnął się i wstał, spoglądając na Vlada – Przypilnuj, żeby nie siedziała tam do nocy. Przydałoby się, żeby coś zjadła.

– Oczywiście – Vlad kiwnął głową z powagą, ale zauważyła, że kąciki jego ust podniosły nie nieznacznie. Michael pospiesznie opuścił pokój, zostawiając ich samych i wampir przeniósł wzrok na nią – Gotowa?

– Zawsze – powstrzymała uśmiech, wstając. Vlad wyciągnął do niej ramię i oparła się na nim, tłumiąc z gniewem strach. Nie będzie się go bała. Nigdy w życiu. Pozbędzie się tego strachu siłą.

Za to trochę obawiała się tego, co wyczyta w archiwach. Co prawda Vlad powiedział, że nie ma tam wiele informacji, ale bała się, że trafi na coś, co zdecydowanie nie pomoże jej opanować strachu przed Vladem albo Teehlem.

Wampir poprowadził ją do lochów i otworzył drzwi, wpuszczając do pomieszczenia, które widziała w trakcie balu. Rozejrzała się niepewnie.

– Wszystkie półki i szafki są opisane. Poza tym ta szafka jest odpowiednikiem spisu – powiedział Vlad, zauważając jej minę – W szufladach są poukładane alfabetycznie i numerami wszystkie dokumenty, jakie tu trzymamy. Teczki łowców ze wszystkich oddziałów europejskich, byłych i aktualnych, opisy i inne papiery z każdej misji oraz inne dokumenty. Gdzieś też są na przykład wycinki z gazet, gdzie wspominane są zabójstwa związane z wampirami. Zasadniczo bezużyteczne, ale jakoś się przyjęło, że zbieramy – wzruszył ramionami – Większość teczek obecnych łowców to same daty – kiedy zaczął trening, kiedy skończył. Też jest odniesienie, jakie misje wykonywał. Raczej cię nie zaciekawi. Misje są poukładane datami. Nie chcę ci opisywać wszystkiego, bo nie zapamiętasz, a ci namieszam. Myślę, że jak się sama rozejrzysz, znajdziesz to, co cię zainteresuje.

Przez chwilę milczała, przyglądając się całemu pomieszczeniu. Potem przełknęła ślinę i przeniosła na niego wzrok.

– Jest tu teczka Teehlego?

W oczach Vlada błysnęła niepewność, ale kiwnął głową i podszedł do szafy z obecnymi łowcami. Alexandra obserwowała, jak chwilę szuka w głębokiej szufladzie, a potem wyjmuje segregator.

– To jego teczka? – uniosła brwi.

– Niektóre osoby – takie jak ja i Teehle – mają za dużo papierów, by je pchać do teczki – Vlad wzruszył ramionami, podając jej segregator – Zostawię cię. Nie zasiedź się tu. Najwyżej przyjdzie ktoś po ciebie, jakbyś zamierzała tu nocować. Pamiętaj, że masz jeszcze sporo czasu u nas i możesz tu przyjść jutro, pojutrze, kiedykolwiek.

Machnęła ręką lekceważąco, a jej uwaga już była skupiona na segregatorze, który trzymała. Co tam znajdzie? Jak bardzo te informacje wpłyną na jej podejście? Czy w ogóle wpłyną?

Poza tymi pytaniami, miała jedno proste. Kim naprawdę był Teehle. Usiadła przy stole, który zauważyła wcześniej, po czym zapaliła lampkę biurową i otworzyła segregator

Powitały ją znajome, szare oczy, od których aż przyspieszyło jej serce, mimo że to było tylko zdjęcie. Wampir wyglądał dokładnie tak samo, jak teraz – no może poza krótszymi niż w rzeczywistości włosami.

Imię, nazwisko, data urodzenia. Teehle, pusto, piętnasty wiek. Była ciekawa, czy w tym ukrytym, faktycznym archiwum jest dokładna data.

Tabela musiała być szablonowa, bo poniżej było miejsce na datę rozpoczęcia szkolenia, datę ukończenia oraz ewentualnej emerytury i śmierci.

Jak bardzo by chciała, żeby to ostatnie nie było puste.

Potem był przydział – Anglia – oraz uwagi i Alexandrze aż serce podeszło do gardła. Uwagi, ciekawostki. Fakty, które powinno się o nim wiedzieć.

“Założyciel Organizacji i do dziewiętnastego wieku członek rumuńskiego oddziału. Doświadczenie w rozmowach”.

Dziewczyna zmarszczyła brwi. Doświadczenie w rozmowach?

Nagle przypomniała sobie słowa Vlada. Teehle nauczył się torturować ludzi od Tepesa. Zmuszać ich do rozmowy.

Zrobiło jej się niedobrze i to nie ze względu na umiejętności Teehlego, ale w sposób, w jaki zostały nazwane.

Doświadczenie w rozmowach.

Miała wrażenie, że te zdanie zapamięta jeszcze na długo. I łudziła się cicho, że źle zrozumiała ten dopisek.

Szybko przewróciła stronę, trafiając na spis wykonanych misji, ciągnący się przez następne kilka stron. W tabelki napisano datę, miejsce i liczbę wampirów, które były do zabicia.

Od niektórych liczb poczuła się aż nieswojo. W przypadku tabel Teehlego nie chodziło o jednego, dwa czy nawet trzy wampiry naraz. Liczby w kilku miejscach sięgnęły trzech cyfr. Posyłano go, by dokonał rzezi na tych, którzy złamali narzucone zasady, mające trzymać ich w ryzach. I byli trzymani. Nie wiedziała, czy chce przeglądać archiwa dalej, ale zmusiła się do przewrócenia stron. Natrafiła na pustą stronę z rzędem długich liczb bez żadnych opisów. Po kilku sekundach zorientowała się, że liczby to daty. Na górze kartki było napisane jedno słowo. Incydenty. Nie spodobało jej się.

A więc daty, które powinny być w spisie. Albo powinna szukać pod literką “I”?

Podniosła się z miejsca i poszła do szafki, gdzie drżącymi palcami zaczęła przerzucać kolejne kartki, aż trafiła na tę, na której napisano “Incydenty". Poza tym słowem był numer szafki i szuflady. Niepewnie zerknęła na pełne dokumentów regały, ale podeszła, szukając numeru.

Był to gruby segregator, pełen wycinków w koszulkach foliowych. W tym momencie domyśliła się, co znaczył tytuł segregatora. Instynkt mówił jej, że nie powinna tam zaglądać dla własnego spokoju, ale ciekawość i jej dążenie do zguby ją pociągnęło dalej. Wzięła segregator na stół i otworzyła go na pierwszej stronie. Naklejka na górze koszulki wskazywała datę, która na szczęście nie zgadzała się z datami Teehlego. Była to naprawdę stara angielska gazeta, której nazwy nawet nie znała. Sprzed ponad czterystu lat. Nawet nie wiedziała, że w 1647 roku były już produkowane gazety.

Mimo obaw, Alexandra zagłębiła się w treść artykułu. Z ulgą odkryła, że nie było tam podane nic konkretnego poza tym, że został zamordowany człowiek. Odetchnęła i oparła się o krzesłu, patrząc przed siebie. Teraz, gdy wiedziała, zdawała sobie sprawę, że nietrudno o znalezienie informacji o wampirach w postaci zabójstw. Mimo, że całe życie była bezpieczna, a w jej okolicy nigdy nie było żadnych morderstw, przeszły ją ciarki.

Wampiry istniały, to wiedziała. Domyślała się też, że część żyje wśród ludzi. Ale dopiero ten artykuł pokazywał jej, jak wiele nie wie.

Wsunęła rękę do koszulki czując, że ta jedna kartka gazety nie może być tak sztywna, jak koszulka. Natrafiła palcami na drugą kartkę i wyciągnęła ją ostrożnie. Nie była aż taka stara, jak artykuł, a zapisane atramentem litery zdradzały, że jest kopią. Tak jak kiedyś robiło się kopie ważnych ksiąg, tak miała przed sobą tekst, przepisany przez kogoś, by zachować stare informacje. Nie chciało jej się zastanawiać, dlaczego nie posłużył się drukarką, chociaż kartka była wystarczająco nowa, by drukarka była dostępnym urządzeniem.

Ktokolwiek to pisał, podobało jej się to pismo. Gorzej z zawartością tekstu. Wystarczyło kilka pierwszych słów, by domyśliła się, z czym ma doczynienia.

“Ciało wyrzucone na brzeg po około dwóch, trzech dniach od śmierci. Nosi rany cięte, ale niewystarczające, by zabić. Między innymi na tułowiu, ale najpoważniejszą raną jest ta na nodze. Przypuszczalnie miała uniemożliwić ucieczkę, chociaż wiemy, że nie było potrzeby do okaleczenia ofiary. Na lewej tętnicy szyjnej dwie głębokie rany kłute.”

Poniżej był dokładny opis najpoważniejszych ran, ale Alexandra szybko odwróciła wzrok, nie chcąc tego czytać. To nie były informacje dopuszczone do mieszkańców miasta, tylko oficjalne dokumenty z morderstwa.

Przewróciła stronę niepewna, czy chce to dalej czytać. Zamarła, patrząc na niewielką karteczkę, wsuniętą przed artykuł po rumuńsku. Wyciągnęła telefon, by przetłumaczyć słowo zapisane tym samym charakterem pisma co poprzedni opis ciała.

Poczuła ścisk w gardle i zebrało jej się na łzy. To były przeprosiny.

Mogła dorabiać mnóstwo teorii, dotyczących tej karteczki, ale najbardziej prawdopodobna nasunęła się od razu. Wampir, który to zrobił, chciał w ten sposób przeprosić.

Przewróciła kolejne koszulki, napotykając więcej takich karteczek. Pojawiło się też drugie pismo, które wydało jej się łagodniejsze od tamtych ostrych, ale ładnych liter. Obie osoby były też autorami kopii dokumentów z policji.

Nie wszystkie artykuły miały taką karteczkę. Właściwie większość nie miała. To nasuwało jej myśl, że ta dwójka była znana Vladowi, który zmusił ich do napisania przeprosin-

Znieruchomiała.

Albo sam je napisał. Jedno z tych dwóch pism mogło być jego. Skoro mówił, że zajmował się bezpieczeństwem archiwów, mógł też to przepisywać. Drugą osobą w takim razie też musiał być wampir z Organizacji. Michael powiedział, że jest Vlad, Teehle i Tepes. To nie było pismo Teehlego, które zdążyła już nauczyć się rozpoznawać. A więc sam Vlad Tepes przeprosił ofiary.

Spodziewałaby się jednak większej ostrożności od tak starych wampirów jak Vlad i jego ojciec. W jakiś sposób dali się przyłapać albo źle schowali ciało…

Przewróciła kilka stron i znowu się zatrzymała.

Tak, to pismo znała. Spojrzała na otwarty segregator Teehlego i przeczytała pierwszą datę. Zgadzała się z tą, z którego dnia był ten artykuł. Więc Teehle też przepraszał. Nie wiedziała, czy go nie wyśmiać, gdy wróci do Anglii.

Prychnęła tylko, zagłębiając się z obawą w artykuł. Nie było w nim nic nowego. A nawet był spokojny – znaleziono ciało z przeciętą tętnicą szyjną. Dodatkowa kartka pod artykułem była zapisana jednym ze znajomych dwóch pism pozostałej dwójki i była krótka. Ciało znalezione w zaułku należące do jednego z bogatych kupców – dlatego nie uszło uwadze, że został zabity i nieograbiony – nie nosiło żadnych innych ran poza cięciem na szyi.

***

Gdy Vlad do niej przyszedł, wciąż przeglądała segregator incydentów. Gdy otworzył drzwi, Alexandra podskoczyła na swoim miejscu i spojrzała wielkimi oczami

– Wybacz. Zapomniałem, że tu jest taka cisza i nagły dźwięk cię wystraszy – powiedział, podchodząc – Jest już późna pora, wolałbym, żebyś wróciła do siebie. I coś zjadła w końcu.

Nie powiedział, że ma wrócić do siebie, tylko że wolałby. Nie wyczuła w jego głosie zmartwienia – gdyż nie miał po co się martwić o jej bezpieczeństwo na zamku – ale też nie było w tym groźby. Uśmiechnęła się lekko.

– Nie wiedziałam, że tyle czasu minęło. Mam tylko pytanie, zanim pójdziemy – wyjęła ostrożnie opis ciała z otwartego teraz artykułu. Vlad uniósł brwi, zauważając, jaki segregator właściwie ma dziewczyna, ale nic nie powiedział.

– Kto to pisał? – kartka była zapisana ostrzejszym pismem. Vlad przez chwilę milczał jakby rozważał możliwości wymigania się od odpowiedzi, ale w końcu westchnął.

– Widzę, że zauważyłaś też kartki.

Alexandra opuściła wzrok i kiwnęła lekko głową.

– Znam pismo Teehlego. Poza tym nie sądzę, by chciało mu się to wszystko przepisywać. Więc pozostaje mi zapytać – przełknęła ślinę – To twoje pismo czy twojego ojca?

Vlad wyglądał, jakby mu ulżyło.

– Domyśliłaś się. To pisał mój ojciec. Drugie pismo, to moje.

Mogła się tego spodziewać. Łagodne, bardziej okrągłe pismo lepiej pasowało do Vlada. Znowu się uśmiechnęłam, ale tym razem ze smutkiem.

– To tradycja, by wkładać te karteczki?

– Nie, to szczere przeprosiny. Pierwszy raz ja taką napisałem, gdy zabiłem parę, która przez przypadek zobaczyła, jak się pożywiam. Byłem wtedy tak spanikowany, że zostawiłem moją ofiarę i martwą parę całkowicie na widoku.

Potrójne morderstwo, o którym znalazła artykuł. Przełknęła ślinę.

– Przykro mi.

– Nie musi. To była moja wina – wzruszył ramionami, jednak w jego oczach widziała smutek, który nigdy nie zniknie – Gdybym słuchał ojca, a nie się buntował jako wampir, nie stałoby się tak.

Vlad nie słuchał ojca po tym, jak ten go zmienił. Poczuła dziwną satysfakcję.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany