Opowiadanie użytkownika Aruccio

Teehle - Rozdział 5

local_library3 comment0 thumb_up0
Teehle [Widmowa Wojna #1] [Wampiry] - część 5

W ciągu następnego dnia Alexandra czuła się inaczej w domu Teehlego, czy raczej w jego towarzystwie. Wstydziła się tego, że się o niego martwiła, gdy zobaczyła, że jest ranny. Nawet była na siebie za to zła.

Dlatego unikała go jak ognia i spędzała większość czasu w swoim pokoju licząc, że nie zauważy jej dziwnego zachowania i nie będzie chciał tego zmienić. Co jakiś czas jednak musiała wyjść, chociażby coś zjeść.

Chciała odciągnąć swoją uwagę od nieprzytomnego kierowcy, zagłębiając się w lekturze, ale gnębiła ją myśl, że mężczyzna mógł być poważnie ranny.

Udało jej się przespać noc tylko dzięki temu, że była tak wyczerpana. Zasnęła od razu, gdy zakopała się w kołdrę i spała twardo do rana.

Po południu już nie wytrzymała. Poszła do salonu, gdzie na kanapie leżał Teehle z telefonem w jednej ręce i kieliszkiem wina w drugiej.

– Teehle.

– Huh? – przekręcił do niej głowę zaskoczony, gdy pojawiła się w progu z książką w ręce – którą zamierzała odłożyć potem.

– Co z tym mężczyzną? Jest nieprzytomny, obudził się? Zagrożenie życia? Wiesz coś? – wypaliła szybko bez przerwy na oddech, wbijając w niego zmartwione spojrzenie.

– Obudził się. Ma wstrząs mózgu, ale nic poważnego poza tym – odparł bez wzruszenia – Wyjdzie ze szpitala, gdy będą pewni, że wyzdrowiał.

Odetchnęła z ulgą. Dopiero, gdy to usłyszała, poczuła, jak jej to ciążyło.

– To dobrze – powiedziała i ruszyła do biblioteczki – To dobrze – powtórzyła ciszej. Dopiero wtedy zmarszczyła brwi, zatrzymując się w połowie drogi do półek. Obróciła się do Teehlego, przypatrując się uważnie. Zrozumiała, co jej nie pasowało, odkąd weszła do salonu.

– Powinieneś mieć opatrunek – stwierdziła zaniepokojona i zbliżyła się, by zobaczyć ranę. Teehle jakby pobladł i zakrył szybko czoło jedną dłonią.

– Stwierdziłem, że zdejmę na chwilę, by rana mogła oddychać – powiedział, siadając prosto i stawiając kieliszek z winem na stoliku – Tak cię to martwi, że nie mam opatrunku? – uśmiechnął się złośliwie, ale Alexandrze wydało się, że zobaczyła niepokój pod tym uśmiechem. A nawet strach.

Jej wzrok powędrował do kieliszka i nagle serce podeszło jej do gardła, gdy naszła ją przerażająca myśl. To niemożliwe, ale jeśli...

– To nie jest wino – powiedziała, spoglądając na mężczyznę. Teehle zmarszczył brwi i spojrzał na kieliszek, jakby teraz go zauważył.

– Co?

– W kieliszku. To nie jest wino – powtórzyła zduszonym głosem, ściskając książkę w ręce – Nie... Powiedz, że to jest wino. Proszę.

– To wino – odparł, wpatrując się w nią. Alexandra sięgnęła wolną ręka do jego czoła.

– Pokaż ranę-

Gwałtownie wstał, odsuwając się na bezpieczną odległość. Wtedy Alexandra zrozumiała, że to przerażające podejrzenie jest prawdą.

Cofnęła się o krok, a gdy Teehle to zobaczył, opuścił rękę, odsłaniając ranę.

Której oczywiście nie było.

– Alekso-

Rzuciła się na korytarz, całkowicie go ignorując. Zatrzasnęła za sobą drzwi, jeśli to w jakiś sposób mogło go zatrzymać.

Musiała uciec. Bardziej niż wcześniej. Wcześniej musiała, bo to psychopata, ale teraz ten psychopata okazał się być jeszcze wampirem. Musiała wybiec na słońce-

Nie dotarła do drzwi wyjściowych. Silne ręce objęły ją w pasie i pociągnęły do tyłu. Zamachnęła się za siebie, a książka, której jakimś cudem nie upuściła wcześniej, uderzyła w głowę mężczyzny. Jęknął, rozluźniając lekko chwyt. Zbyt lekko, by mogło to jakoś pomóc. Zamachnęła się znowu.

– Zostaw-

Chwycił ją za nadgarstki i gruby tom wypadł jej z rąk.

– Uspokój się, Alekso-

Uspokój się? Jak mam być spokojna, jeśli przez taki czas mieszkałam z potworem, co gorsza nawet o tym nie wiedząc?! Porwał mnie potwór! – szarpnęła się, ale całkowicie nic to nie dało. Teraz mogła zrozumieć, dlaczego Teehle tak szybko reagował i dlaczego był tak silny, że nie była w stanie całkowicie nic zdziałać przeciwko niemu.

I to przerażało ją jeszcze bardziej.

Był wampirem.

Wampirem.

Jedną z istot, które zabijał.

Taką, która ją ugryzła.

Szarpnęła się znowu, ale tym razem ją puścił w tym samym momencie. Przez ułamek sekundy była wolna i przez to na chwilę straciła orientację. Zamiast się odsunąć, zawahała się zaskoczona. Zaraz potem silne dłonie zacisnęły się na jej ramionach. Zamarła, patrząc przerażona w szare oczy. Dotychczas tego nie zauważyła, ale teraz błyskały lekko nadnaturalną czerwienią, przez którą serce podeszło jej do gardła jeszcze wyżej.

– Puść mnie – wykrztusiła ledwie dosłyszalnie – Po prostu puść. Nie będę próbowała uciec. Nie mam gdzie.

– Wiem o tym – powiedział, spełniając prośbę – Dobrze, że też wiesz.

Odsunęła się o krok, czując jak każdy mięsień drży, gotowy do ucieczki, i wbijając wzrok w podłogę.

– Chciałem ci powiedzieć od razu, ale nie wiedziałem jak – wyjaśnił Teehle, krzyżując ręce na piersi – Potem ugryzł cię ten wampir i twoje nastawienie do wampirów zostało zmienione na całkowicie wrogie. Nie było wtedy szans, byś była spokojna, gdybym ci powiedział. Szkoda, że w ten sposób się dowiedziałaś… byłem nieostrożny. Zapomniałem założyć opatrunek rano.

– Jak długo zamierzałeś mnie jeszcze oszukiwać?

– Dopóki nie przytrafiłaby się dobra okazja-

– Nie ma dobrych okazji! – warknęła, spoglądając w górę. Zaraz potem odwróciła wzrok, przerażona oczami wampira – Wypiłeś moją krew?

– Skosztowałem po postrzeleniu cię – przyznał.

– Ugryzłeś mnie, gdy byłam nieprzytomna? – błyskawicznie podniosła rękę do gardła.

– Nie, oczywiście że nie – pokręcił głową ze znużeniem – Ubrudziłem ręce, opatrując cię. To normalne.

– I co? Smakuję ci? – wydusiła, spoglądając na niego biała jak ściana – Powiedz, że nie. Że smakuję okropnie... albo coś.

Milczał przez chwilę, a Alexandra przestała mieć wątpliwości, co odpowie.

– W tej sprawie nie mogę cię okłamać – powiedział w końcu – Twoja krew jest dla mnie… kusząca. Bardzo – dodał.

Alexandra cofnęła się o krok, powstrzymując nogi przed zrobieniem kolejnego.

– Muszę wyjść – wydusiła, licząc że Teehle zrozumie. Przez sekundę patrzył w zamyśleniu, a potem się odezwał.

– Okej.

Zalała ją ulga. Obróciła się i wypadła za drzwi, zatrzaskując je za sobą. Wiedziała, że musi wrócić. Skoro jest wampirem, nie było szans, by potrafiła zniknąć mu z widoku.

Zwłaszcza, jeśli smakowała mu jej krew.

Oparła się o ścianę domu i przycisnęła dłoń do ust, gdy zebrało jej się na wymioty. A ona się o niego martwiła! I prawie mu zaufała!

Czyli to jest prawdziwy powód, dla którego ją tu zatrzymał. Zamierza ją gryźć.

Chwiejnie odsunęła się od ściany. Musi uciec jak najszybciej. Zanim Teehle się zorientuje, co zamierza.

Ruszyła niepewnie w stronę bramy, bojąc się, że gdy tylko stanie zbyt blisko niej, wampir ją zatrzyma.

Nic się nie wydarzyło nawet wtedy, gdy wyszła dalej. Zerknęła za siebie na dom Teehlego. Wciąż nic. Pozwolił jej wyjść.

Ruszyła szybkim krokiem drogą, oddalając się i licząc na to, że Teehle zatrzyma ją dopiero po zmroku, jeśli do tej pory sama nie zdobędzie się na odwagę, by wrócić. I że to zatrzymanie nie poskutkuje czymś okropnym-

Okropnym?

I tak będzie ją gryzł. Jak ten wampir, który ją zaatakował. Dlatego ją zatrzymał i nie pozwolił wrócić do domu, mimo że Alexandra obiecywała, że nikomu nic nie powie. Nie chodziło o to, że mogła cokolwiek opowiedzieć ludziom.

Od początku chciał jej krwi.

Musi uciec. Nie chodzi nawet o zdradzanie komukolwiek, że wampiry faktycznie istnieją i co gorsza są realnym zagrożeniem, ale o sam fakt, że Teehle, któremu prawie zaufała - swojemu porywaczowi! - jest jednym z nich i zamierza ją wykorzystać jako żywy magazyn krwi. W każdej chwili, niezależnie od oporu z jej strony, będzie mógł ją ugryźć. Nie będzie w stanie zaprotestować ani nawet nie będzie wiedziała, czy to nie jest ten moment, kiedy już nie odzyska przytomności.

Przycisnęła dłoń do ust, gdy znowu zebrało jej się na wymioty. Nie może na to pozwolić. Nie może…

Oparła się o drzewo niepewnie i spojrzała na słońce. Nie miała pojęcia, ile zostało do zachodu. Jak daleko jest w stanie odejść, zanim Teehle zorientuje się, że ucieka?

Nieważne.

Po prostu musi to zrobić.

Serce uderzyło mocniej w piersi, gdy zdała sobie sprawę, jakie podejmuje ryzyko, ale odsunęła się od drzewa i ruszyła drogą szybszym krokiem.

Jest wampirem.

Mimo że powtórzyła to milion razy w głowie, wciąż wydawało jej się to zbyt abstrakcyjne.

Po chwili jej krok przerodził się w bieg, gdy poczuła, że znowu wraca panika.

Jeśli pozwoli się złapać, jej los będzie przesądzony. Teehle zamknie ją w tym samotnym domu, gdzie spędzi resztę życia, czekając ze strachem, aż wampir znowu przyjdzie, ugryzie ją i pozbawi przytomności aż w końcu i życia-

Nagle się zorientowała, że słyszy za sobą czyjeś kroki.

Odwróciła się gwałtownie, oddychając urywanie. Droga była pusta, a dom Teehlego zniknął za zakrętem. Była już całkiem daleko. Przycisnęła dłoń do piersi, czując, jak łomocze jej serce. Wydawało jej się, nikt za nią biegł. Wampir jeszcze nie zauważył, że ucieka.

– Już się martwiłem, że będziesz dalej szła – usłyszała za plecami. Odskoczyła do przodu z cichym okrzykiem i odwróciła się do Teehlego.

Napotkała zmęczone, ale zdecydowane spojrzenie. Cofnęła się jeszcze krok z sercem w gardle, gdy sięgnął do kieszeni.

– Nie dotykaj mnie! – wydusiła – Nie pozwolę ci mnie gryźć! Co- co to jest?

Spojrzała niepewnie na buteleczkę, którą wyciągnął.

– Coś, co mi pomoże – odparł krótko, znowu szukając czegoś w płaszczu – Powiedziałaś, że nie będziesz próbowała uciec, a z twojego tak agresywnego zachowania wnoszę, że właśnie to robisz. Co powiesz?

Milczała, gotowa do ucieczki, jeśli tylko się zbliży. Obserwowała uważnie, jak wyciąga gazę z kieszeni.

– Nic? – zerknął, unosząc brwi i odkręcając buteleczkę. Nie podobało jej się to wszystko. Spokój Teehlego, a zwłaszcza ta buteleczka...

– Nie mam odpowiedzi – znowu się cofnęła. teraz stała ponad dwa metry od niego – Co w niej-?

– Jeszcze jeden krok – ostrzegł, mocząc gazę.

– Jeśli spróbujesz się zbliżyć-

– To co? – przerwał jej, robiąc ruch, jakby zamierzał podejść. Pobladła, gdy domyśliła się, co zamierza zrobić. Chloroform-

– Nie podchodź! – wydusiła, cofając się panicznie. Jej stopa trafiła na kamień i dziewczyna poleciała do tyłu. Teehle, stojący przed chwilą przed nią, rozmył się na jej oczach. Ułamek sekundy później poczuła, jak otacza ją ręką i przyciska szmatkę do jej twarzy. Szarpnęła się, ale ręką wokół niej zacisnęła się mocniej, a dłoń na ustach przygwoździła głowę do klatki piersiowej za nią. Byle nie wziąć wdechu. To nic jej nie da, ostatecznie i tak straci przytomność, ale i tak, byle jak najdłużej widzieć tę drogę, ten las.

Zobaczy to jeszcze kiedyś?

***

“Dowiedziała się.”

Czarnowłosy mężczyzna zmarszczył brwi, wpatrując się w telefon i zatrzymując się na środku korytarza zamku. Miała się dowiedzieć później, przynajmniej tak Teehle planował. Coś poszło nie po jego myśli.

“Powiedziałeś jej?”

“Sama się domyśliła, ale przeze mnie. Nie planowałem tego, po prostu wpadka…”

Mężczyzna westchnął i zawrócił, kierując się z powrotem do swojego pokoju.

– Jadę do Anglii – powiedział na głos, mimo że korytarz był pusty. Wiedział, że Vlad i tak go usłyszał, nawet jeśli teraz ćwiczył z Vasilem.

Spojrzał znowu na telefon, krzywiąc się niezadowolony. Mówił Teehlemu, by po prostu jej powiedział na swoich warunkach, a nie że go zaskoczy i się przypadkiem dowie. To było bezpieczniejsze. Ale Teehle upierał się, by jeszcze chwilę poczekać, bo dziewczyna nie ufa mu na tyle, by się nie przerazić…

“I jak?”

“Wyszła na zewnątrz. Powiedziała, że nie zamierza uciekać, ale wydaje mi się, że zaraz może próbować.”

“Więc ją ściągnij z powrotem, zanim zrobi sobie albo komuś krzywdę”

Schował telefon do kieszeni, ignorując wibracje, sugerujące nową wiadomość.

W tym momencie obok niego pojawił się ciemnowłosy nastolatek. Jego koszula miała kilka rozcięć, z których można było wywnioskować, że Vasil nie wychodzi z wprawy, a nawet staje się lepszy. Fakt – nie mógł pokonać wampira w walce, ale Vlad ograniczał swoje zdolności, by nauczyć go jak najwięcej. Dzięki temu te kilka lat, które chłopak tu spędził, zaowocowały wyszkoleniem aspiranta na jednego z najbardziej kompetentnych ludzkich łowców w Rumunii.

– Po co jedziesz? – spytał wampir, wchodząc za nim do pokoju.

– Teehle może mieć zaraz problem z tą dziewczyną, mogę się przydać – uśmiechnął się słabo mężczyzna, zerkając na przyjaciela – Poza tym od jakiegoś miesiąca zbieram się, żeby tam pojechać i ciągle mnie coś zatrzymuje. Kilka dni i wrócę, spokojnie – wyciągnął plecak spod łóżka i zaczął się pakować.

– Jestem spokojny – Vlad wzruszył ramiona – Wiesz o tym. Pozdrów Elerain.

Mężczyzna spojrzał na niego z wdzięcznością. Vlad wiedział, że przyjaciel martwi się nie tylko o Teehlego - mimo że jest wampirem - ale także o tę dziewczynę. Teraz, gdy się dowiedziała, Teehle nie musi ukrywać i może zrobić to, co planuje – i w tym momencie musi być ktoś, kto na swój sposób obroni ją i pomoże.

***

Po otworzeniu oczu od razu sprawdziła, czy jej nie ugryzł. Nie miała ran. Usiadła, wzdychając z ulgą.

Nagły ścisk gardła powstrzymał to westchnięcie, gdy zorientowała się, że Teehle siedzi w fotelu.

Dopiero kilka sekund zajęło jej zrozumienie, że śpi i nie grozi jej konfrontacja z nim. Jeszcze przez chwilę siedziała nieruchomo, wpatrując się w niego intensywnie, ale po upewnieniu się, że faktycznie śpi, wyszła z łóżka i na palcach wymknęła się z pokoju.

Nie zamierzała uciekać.Tym razem naprawdę nie zamierzała. Wiedziała, że to bez sensu, Zwłaszcza, że była noc. Poza tym pewnie jak tylko by nacisnęła klamkę albo zamknęła drzwi wyjściowe, Teehle by się obudził.

Jak w apatii zeszła na dół, stąpając ostrożnie, by nie narobić hałasu. Cisza domu i zostawienie Teehlego w pokoju sprawiło, że poczuła obojętność. Nie była przestraszona tym, co będzie rano, pojutrze, albo kiedykolwiek wampir będzie chciał. Napięcie i panika z rana zniknęły.

Poszła do salonu, gdzie opadła na kanapę, wbijając wzrok w mrok przed sobą.

Jedyna szansa, by mogła uciec, była wtedy, kiedy Teehle był na misji albo u Tessy – nie wiedziałby, że Alexandra opuściła teren domu. Dziewczyna była pewna, że gdyby teraz wyszła, nie minęłaby minuta, zanim Teehle by się nie pojawił, żeby ją zatrzymać.

A zanim wyjdzie na misję, minie wystarczająco dużo czasu, by zdążył parę razy ją ugryźć.

Wstała z westchnieniem i przetarła twarz dłońmi, wciąż czując się niemrawo. Potem jakby wiedziona przeczuciem, podniosła wzrok na otwarte drzwi.

Zdusiła okrzyk i przycisnęła dłoń do ust, widząc znajomą sylwetkę w progu. Bezwiednie zrobiła kilka kroków w bliżej nieokreślonym kierunku, po czym z powrotem spojrzała na Teehlego. Jej reakcja nie była paniką ani przerażeniem, a raczej zaskoczeniem. Oraz obawą, co wampir zamierza zrobić.

– Myślałem, że znowu będziesz chciała wyjść – stwierdził spokojnie. Nie wydawało jej się, by był zły, co minimalnie ją uspokoiło.

– Nie spałeś, gdy się obudziłam? – spytała zduszonym głosem.

– Spałem. Obudziłem się, gdy schodziłaś po schodach, jest tam jeden dość skrzypiący stopień… ale za cicho skrzypi, byś usłyszała – dodał ostrożnie. Rzuciła mu zaniepokojone spojrzenie, ale zignorował to.

– Nie– nie zamierzałam uciekać – powiedziała niepewnie, mając nadzieję, że złagodzi sytuację – To była… nagła panika. Czy coś.

– Wiem – wzruszył ramionami – Szczerze powiedziawszy, spodziewałem się że zaraz wyskoczysz przeciw mnie z krzyżem z kijków – wydawało się, że zobaczyła uśmiech.

– A dałby coś? – spytała, ukrywając nadzieję.

– … pytasz poważnie? – uniósł brwi – Nie. Chrześcijańskie symbole nic nam nie robią. Właściwie żadne symbole nam nic nie robią, tylko srebro jest groźne. Zresztą strzelałaś już z pistoletu ze srebrnymi nabojami. Te dwa też są ze srebrem – podniósł ręce, w których zobaczyła jego broń. Nie wiedziała, skąd ją nagle wziął i wydawało jej się, że nie miał przed chwilą nic w dłoniach.

– Nosisz je zawsze ze sobą? – spytała ostrożnie.

– Nie – wzruszył ramionami, podchodząc i odkładając je na stół. Obserwowała go uważnie, gotowa do ucieczki – Wziąłem je ze sobą, bo założyłem, że będziesz miała jakieś pytania i przy okazji ci powiem o srebrze.

Zerknęła na pistolety z niejasnym niepokojem, a potem na Teehlego. Jeśli tylko udałoby jej się dostać do broni, zanim zrobi to Teehle, mogłaby mu zagrozić śmiercią i uciec-

– Swoją drogą, dobrze że nie spróbowałaś wziąć motoru – zauważył po chwili, wracając pod ścianę, by oprzeć się obok drzwi – Wtedy bym mógł mieć problem ze złapaniem cię bez zrobienia ci krzywdy.

– Nie powiedziałabym nic nikomu w mieście – odparła nerwowo, czując groźbę w jego słowach – Nie uwierzyliby.

– Byłaś w stanie, jaki pozwalał na tak nieprzewidywalne zachowanie, że nie zdziwiłbym się, gdybyś podeszła do pierwszego lepszego przechodnia i błagała o ratunek – odparł, krzywiąc się lekko. Nie odpowiedziała, zdając sobie sprawę, że być może miał rację. Opuściła wzrok niepewnie.

– A gdybyś komuś powiedziała – kontynuował, nie zauważając jej reakcji – musiałbym się tej osoby pozbyć.

– Pozbyć? – powtórzyła, blednąc.

– No tak. A gdyby przypadkiem zdarzyło się tak, że wiedziałoby więcej ludzi i co gorsza uwierzyło, to w ciągu kilku dni byśmy – mam na myśli Elerain – ich uciszyli.

– Takiego czegoś nie byłoby łatwo uciszyć – zauważyła, a potem ugryzła się w język, gdy poczuła zimne spojrzenie.

– Alexandro. Pomyśl. Sfingowałem śmierć osoby, która musiałaby umrzeć od uderzenia w głowę, po którym tak naprawdę nic jej nie było. Do tego miała ranę postrzałową, która została w całości zatuszowana przez Tessę. Weź też pod uwagę, że wszystkie misje muszą zostać w większym lub mniejszym stopniu ukryte. Myślisz, że uciszenie plotek byłoby problemem?

Przełknęła ślinę, obejmując się ramionami, jakby miało to powstrzymać dreszcz, który przeszedł ją przy ostatnim zdaniu.

– Poza tym kto by uwierzył? Ty nie chciałaś, będąc w epicentrum wydarzeń.

Milczała, przybita własną niemocą.

– Co zamierzasz teraz zrobić? – wydusiła, nie podnosząc wzroku.

– Planowałem ci wszystko wyjaśnić, ale uciekłaś. Więc wyjaśniłem teraz część, na więcej najwyraźniej nie jesteś gotowa. Mogę ci za to przedstawić mój plan, który wiem, że cię niepokoi – uniósł brew, gdy wbiła w niego przestraszone spojrzenie.

– Jaki plan?

Mężczyzna bez słowa odepchnął się od ściany, wyprostował… i zamknął drzwi z salonu. Serce podeszło dziewczynie do gardła, gdy pomyślała, że wie, jaki jest ten plan.

– Nie podchodź – ostrzegła, cofając się pół kroku, gdy odwrócił się do niej. Nie widziała już w nim wyluzowanego Teehlego, z którym przed chwilą rozmawiała. Teraz znowu stał przed nią wampir, którego zamiarów mogła się jedynie domyślać-

– Zabronisz mi podejść? – Teehle zaplótł ręce na piersi z miną pełną dezaprobaty.

– Zabijesz mnie? – wydusiła, cofając się o krok i czując piętą stolik, na którym… na którym Teehle położył wcześniej swoją broń. Serce podeszło wyżej do gardła.

– Nie, to by było bez sensu. Dbałem o ciebie przez ten czas i nie zabiłem, gdy poznałaś prawdę – dlaczego miałbym teraz cię zabić?

– Nie wiem, co innego mógłbyś chcieć – gula w gardle uniemożliwiała jej głośne wypowiedzenie czegokolwiek, dlatego to stwierdzenie zabrzmiało bardzo cicho i niepewnie. Teehle przez chwilę milczał, przez co Alexandra rozważała sięgnięcie po pistolet, póki ma okazję, ale w końcu się odezwał:

– Myślę, że wiesz, czego chcę.

Pobladła, wbijając w niego przerażone spojrzenie.

– Wolałabym, żeby to nie było to, co podejrzewam – odparła ostrożnie. Już wolałaby, żeby ją po prostu zabił, a nie przetrzymywał, karmiąc się jej krwią, kiedy tylko zechce-

– Po prawdzie twoja wola nie ma tu znaczenia.

Nagle rozmazał się, a ułamek sekundy później pojawił tuż przed nią. Pisnęła przerażona i sięgnęła na oślep za siebie, natrafiając palcami na zimną kolbę pistoletu.

Teehle wydawał się zaskoczony, gdy nacisnęła spust. Pierwszy pocisk sprawił, że cofnął się o krok. Szybko sama się wycofała, nie przestając strzelać. Druga kula powstrzymała go, gdy spróbował zrobić w jej stronę krok. Panika, która się pojawiła, gdy zobaczyła wściekłość w jego oczach, spowodowała, że na ślepo wystrzelała cały magazynek.

W końcu zamiast huku rozległo się kliknięcie. Alexandra przycisnęła drugą dłoń do ust, rzucając bezużyteczny ciężki pistolet na fotel. Roztrzęsiona nie miała odwagi spojrzeć na ciało. Czuła, że zbiera jej się na wymioty.

Zabiła go.

Wcześniej mówił, że srebro jest zabójcze. Wystrzelała w niego cały magazynek, niemożliwe, żeby żaden z nich nie trafił w serce… poza tym nie była pewna, czy nie trafiła też w głowę, ale nie zamierzała tego sprawdzać. Spojrzała na stół, gdzie leżał drugi pistolet wampira, po czym go wzięła i włożyła za pasek na plecach. Może się przyda. A na pewno Teehle już go nie będzie potrzebować.

Musiała stąd jak najszybciej pojechać. Albo na własnym motorze, albo vanem Teehlego.

Vanem byłoby lepiej, zwłaszcza że motor był nieodpowiedni na chłód nadchodzącej zimy. Poza tym pozwoliłoby jej zabrać więcej rzeczy i rzucić do tyłu, a nie tylko plecak.

Tylko musiała odkryć, gdzie trzymał klucze. Zakładała, że nie przy sobie, skoro od jakiegoś czasu nie jechał nigdzie, więc musiały być w jego pokoju. W którym nigdy wcześniej nie była.

Nie wiedziała, czego może się tam spodziewać, ale wyszła z salonu, starannie unikając patrzenia w kierunku ciała i ciemnej plamy wokół niego.

Miała nogi jak z waty, a adrenalina powoli znikała i czuła się mniej przytłoczona zagrożeniem, którym okazał się Teehle.

Niepewnie nacisnęła klamkę w drzwiach pokoju wampira, sądząc że okażą się zamknięte. Jednak uchyliły się bezszelestnie, ukazując pasek pogrążonej w półmroku podłogi i komodę pod ścianą. Popchnęła je mocniej, po czym weszła szybko, by nie zdążyć się rozmyślić. Szybko zlustrowała pomieszczenie, nie przywiązując uwagi do niczego, co nie miało związku z kluczami. Naprzeciw drzwi było okno, zasłonięte ciemnoszarą kotarą, a w rogu po lewej stało łóżko, tuż obok szafy. Nie były interesujące, o wiele ciekawsza była komoda, stojąca w tym momencie najbliżej niej. Jakby czekając na dziewczynę, leżały tam kluczyki Teehlego. Błyskawicznie je zabrała i wyszła z pokoju.

Równie szybko spakowała najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka i poszła do garażu, robiąc użytek ze zdobytych kluczy.

Siadła za kierownicą vana, odłożyła uciskającą ją broń Teehlego na miejsce pasażera i oparła się plecami z głębokim westchnieniem.

Wciąż nie umiała uwierzyć, że dała mu się podejść. Dobrze wiedziała, że zdążyła mu zaufać na tyle, na ile na pewno nie powinna. Teehle chciał właśnie tego. Żeby mu zaufała. Pewnie miał nadzieję, że wtedy pozwoli mu ją gryźć…

Wzdrygnęła się, podnosząc rękę do szyi, a zaraz potem ją opuszczając, by włożyć kluczyki do stacyjki. Nie miała czasu teraz rozmyślać, zwłaszcza że to nic by nie pomogło. Musiała być jak najdalej, gdy Tessa się dowie, że zabiła Teehlego. Na pewno będzie chciała ją znaleźć, a przed jej kontaktami ciężko będzie się ukryć.

Dziewczyna wyjechała na ciemną drogę i dopiero wtedy pomyślała, że nie wie, która jest godzina. Zerknęła na zegarek. Nad ranem, za jakąś godzinę czy dwie będzie już szaro. Do tej pory musi pozbyć się vana Teehlego. Nawet jeśli w ten sposób byłaby na łasce komunikacji miejskiej, jak najszybciej powinna zostawić ten samochód.

***

Niepokoił go brak odpowiedzi ze strony Teehlego. Napisał, że przyjedzie nad ranem, ale nie dostał odpowiedzi. To było zaskakujące jak na Teehlego, który dosłownie ciągle miał telefon pod ręką. Nie wierzył, że dziewczyna mogła go w jakikolwiek sposób skrzywdzić, oraz że Teehle dałby się w jakikolwiek sposób skrzywdzić – ale wciąż czuł niepokój.

Czy to jego samochód?

Mężczyzna obejrzał się za siebie, gdy minął go van, jadący w przeciwnym kierunku. Przez przyciemnianą szybę kasku zdążył zobaczyć znajomą rejestrację. Zmarszczył brwi i zjechał na pobocze. To nie Teehle prowadził. Mignęła mu postać drobniejsza od Teehlego.

Mógł spokojnie założyć, że to ta dziewczyna.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany