Opowiadanie użytkownika Aruccio

Teehle - Rozdział 6

local_library3 comment0 thumb_up0
Teehle [Widmowa Wojna #1] [Wampiry] - część 6

W zasadzie nie miała pojęcia, co zrobić. Tak, mogła ustawić nawigację w telefonie na najbliższe miasto. Mogła się nawet skierować do domu. Było całkiem sporo możliwości, ale żadna z nich nie miała dalszej perspektywy.

Jechała od godziny i według znaków zbliżała się już do miasta. Nie mogła wjechać do niego vanem Teehlego, bo bardzo szybko zostałaby przechwycona przez Teressę. Tego była pewna. Bała się też, że na kamerach miejskich może zostać zidentyfikowana, a przecież była trupem. Podejrzewała, że jest to mniej prawdopodobne niż złapanie jej przez Elerain.

Mogła wrócić do rodziny. Oficjalnie była martwa, ale powiedziałaby to, co Teehle jej ironicznie sugerował. Że widziała coś, czego nie powinna, więc objęto ją programem ochrony świadków… Cokolwiek powiedzieć, byle nie o wampirach. Po prostu mogłaby wrócić do starego życia. Gdyby teraz zadzwoniła do rodziców, że żyje i wraca do domu…

Zamrugała, by odpędzić łzy z oczu. To było niemożliwe. Jej stary dom będzie pierwszym miejscem, które Elerain sprawdzi, gdy odkryje, że uciekła.

Na razie musiała zniknąć. Jakkolwiek i gdziekolwiek, ale zniknąć, by nawet kontakty Teressy jej nie znalazły. Wiedziała, że ukrycie się przed tak wpływową, a jednak niewidoczną organizacją, będzie trudne.

Skręciła w boczną drogę, prowadzącą w las. Musiała zostawić tu vana i przejść resztę drogi do miasta pieszo. Wtedy nie rozpoznają samochodu Teehlego, więc łatwiej będzie jej gdzieś pójść. Zgasiła silnik i wcisnęła pistolet za pasek spodni, wychodząc z auta. Rozejrzała się niespokojnie po leśnej drodze, po czym wyciągnęła telefon z latarką. Gdyby teraz miało ją coś rozjechać, byłaby to ironia losu. Nie po to przeszła to wszystko, by teraz w taki sposób zginąć. Będzie żyć, i to będzie życie po swojemu, a nie według zachcianek istoty, która nie miała prawa istnieć. Wyszła z auta z plecakiem na ramieniu i telefonem w drugiej ręce, po czym ruszyła w stronę drogi, z której zjechała.

Nie minęło pięć minut, gdy usłyszała za sobą kroki.

Obróciła się za siebie z sercem w gardle, ale zobaczyła tylko drzewa i drogę oświetloną światłem z jej telefonu. Cienie poruszanych przez wiatr drzew i traw wyglądały strasznie. Po ciemku na pewno wyglądało to o wiele lepiej, ale uznała, że nie powinna gasić latarki, zwłaszcza że kroki...

Odetchnęła cicho, rozumiejąc, że nikt – a zwłaszcza Teehle – jej nie śledzi. Nikt nie zdążyłby się schować tak szybko, jak ona obróciła się z latarką. To tylko wyobraźnia płata jej figle-

Nagle czyjaś dłoń wysunęła się zza niej nad jej ramieniem prawdopodobnie z zamiarem przyduszenia jej do napastnika stojącego za nią. Upuściła telefon z cichym okrzykiem, ale zaraz potem na ślepo uderzyła łokciem, trafiając w żebra. Jęknął cicho, a ręka, którą już prawie czuła na gardle, cofnęła się. Skoczyła do przodu i obróciła się, wyszarpując pistolet.

– Mam broń! – ostrzegła, podnosząc go.

– Widzę, nie musisz krzyczeć – w świetle latarki leżącej na ziemi zobaczyła, że mężczyzna masuje sobie bok, krzywiąc się lekko. Zmarszczyła brwi. Podświadomie spodziewała się Teehlego mimo, że był martwy. Osoba, która stała przed nią, niewątpliwie nie była Teehlem. Mężczyzna był podobnego do niego wzrostu, ale miał czarne włosy, prawdopodobnie spięte w kucyk. Ubrany był w strój na motor-

– Wow, to pistolet Teehlego? – spytał z zaskoczeniem, nie przejmując się wycelowaną w siebie bronią. Alexandra pobladła, słysząc to. Znał Teehlego. Może właśnie do niego jechał… albo wracał. Jeśli wracał, to wie, że wampir nie żyje, a Alexa jest pierwszą podejrzaną, mając w ręce jego broń.

– Znasz go? – spytała ostrożnie licząc na to, że go rozproszy i mężczyzna nie zaatakuje jej nagle. Jeśli się zbliży, nie będzie w stanie do niego strzelić. Pistolet to tylko groźba, nie mająca odzwierciedlenia w praktyce. Nieznajomy może jest tylko człowiekiem, a nie wampirem. Nie zabije człowieka.

– To mój przyjaciel – wzruszył ramionami i schylił się nagle, powodując cofnięcie się o krok dziewczyny.

– Nie ruszaj się! – ostrzegła, starając się brzmieć pewnie. Zignorował ją, podnosząc telefon z ziemi. Bez słowa otrzepał go, sprawdził czy jest cały i wyciągnął go w stronę dziewczyny. Nie poruszyła się, patrząc nieufnie. Ręce zaczynały boleć ją od ciężkiej broni. Pistolet nie był przeznaczony dla człowieka. Większy kaliber, jak podejrzewała, obciążył broń tak bardzo, że nawet dorosły mężczyzna miałby problem z utrzymaniem go całą misję.

– Okej, więc potrzymam go jeszcze – stwierdził, opuszczając rękę – Swoją drogą wybacz, że cię wystraszyłem. Jechałem właśnie do Teehlego, ale minąłem się z tobą i zdziwiłem, że jedziesz jego vanem. Bo wiesz, on normalnie nikomu nie pozwala nim jeździć, więc wydało mi się to podejrzane – uniósł brew, ale nie brzmiało to jak rzucone wprost oskarżenie, którego spodziewała się w każdej chwili. Odsunęła się jeszcze kilka kroków i opuściła drżące ręce.

– Posłał mnie po zakupy – wydusiła, próbując utrzymać normalny ton głosu. Jeśli mężczyzna zacznie ją wypytywać, w końcu wyjdzie na jaw, że zmyśla.

– Po zakupy – powtórzył, krzyżując ręce na piersiach – Przecież nie potrzebuje jeść.

– Dla mnie, nie dla niego! – odparła od razu – Też muszę coś jeść!

Mężczyzna zmrużył oczy podejrzliwie, ale zaraz potem westchnął i przetarł twarz.

– Całkiem logiczne. A jedziesz na zakupy w środku nocy, bo…?

Tu nie musiała długo namyślać się nad odpowiedzią.

– Nie mam prawa jazdy – odparła od razu – Mniejsza szansa, że ktoś mnie złapie albo nawet pozna.

– No tak, jesteś martwa. Lepiej żeby nikt cię nie zauważył – mruknął bardziej do siebie niż do niej, a ta spojrzała zaniepokojona. Wciąż nie wiedziała kto to, ale nie podobało jej się, że wie takie rzeczy. Nie wiedziała, ile jeszcze może o niej wiedzieć. Nie wiedziała, kim jest. Właściwie nie wiedziała o nim nic.

– Dobra. To co mówisz, brzmi logicznie, chociaż niezbyt podobnie do Teehlego. Ale w każdym razie – ty się wybierasz do miasta, a potem do Teehlego, a ja tylko do niego. Więc pojadę z tobą, a potem pojedziemy do jego domu. I twojego też, z tego co rozumiem.

Mina Alexandry zrzedła.

– Po co ze mną? Poradzę sobie. Ty już jedź do Teehlego-

– Wolę pojechać z tobą. Może też sobie coś kupię przy okazji, jestem dość głodny po całonocnej drodze – skrzywił się, wciskając ręce do kieszeni kurtki. Spojrzał bystro na dziewczynę.

– Zaproponowałbym ci podwózkę do miasta, ale vanem Teehlego nie pojadę, a motorem nie weźmiemy zakupów – widzę że masz plecak pełny, a moje sakwy przy motorze też są pełne – więc pójdziemy na nogach. Mogę nawet prowadzić, bo pewnie obawiasz się mieć mnie za plecami – uśmiechnął się lekko, bez złośliwości. Alexandra zmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem. Nie miała wyboru.

– Najpierw oddaj komórkę – zażądała. Mężczyzna bez protestu wyciągnął telefon w jej stronę. Szybko zrobiła krok, wyrwała mu ją i znowu się odsunęła.

– Idziemy? – spytał, ignorując gwałtowną reakcję. Nie mając większego wyboru, dziewczyna kiwnęła głową i poczekała aż mężczyzna przejdzie kilka kroków, by dopiero potem ruszyć za nim.

Idąc z palcami zaciśniętymi kurczowo na kolbie pistoletu, wpatrywała się w jego plecy. Był znajomym Teehlego. Jego przyjacielem. Nie wiadomo, co zrobi, gdy się dowie o tym, że go zabiła. Poza tym była też sprawa jego człowieczeństwa. Nie wiedziała o żadnych znajomych Teehlego spoza Elerain, mógł to być ten sam mężczyzna, którego wiadomości widziała na ekranie telefonu. Mógł też być wampirem. Nie zdziwiłoby to jej – a nawet sądziła, że nim jest.

Podszedł tak, że go nie usłyszała. Fakt, że dźwięku motora po wyjściu z auta też nie słyszała, znaczył że zatrzymał się gdzieś wcześniej – więc drogę do vana musiał przebyć pieszo i jednocześnie po cichu.

Zacisnęła palce na kolbie broni, przełykając ślinę. Jeśli jest wampirem, to tym bardziej musi od niego uciec, a nie mogła po prostu powiedzieć, że sama pójdzie. Widać, że mężczyzna nie zamierzał przyjąć jakiejkolwiek odmowy. Gdyby spróbowała zaatakować go zza pleców, jako wampir by się zorientował. Dlatego jedyną opcją było zastrzelenie go. Skoro to wampir, to nie miała przed tym żadnych oporów.

Podniosła pistolet, zatrzymując się, by dobrze wycelować. Mężczyzna nie zauważył jej zachowania, idąc spokojnie dalej z rękami w kieszeniach kurtki.

Ktoś położył dłoń na pistolecie i ściągnął go w dół.

– Nie strzelaj. Tu się niesie zbyt duże echo – usłyszała przy uchu. Przez ułamek sekundy stała sparaliżowana niedowierzaniem i przerażeniem.

Teehle.

Teehle żyje i jest tutaj.

Pisnęła i obróciła się na pięcie, by do niego strzelić – mimo że najwyraźniej kule nic mu nie robiły – ale wytrącił jej broń. Szybkim ruchem schował ją pod płaszcz. Zacisnęła palce na pobolewajacym nadgarstku, który wygiął.

– Teehle! – nieznajomy zauważył obecność wampira i spojrzał zaskoczony – A chciałem cię zaskoczyć przyjazdem… coś mnie ominęło? Może chociaż ty mi wyjaśnisz składniej niż ona?

– Nawet mnie nie denerwuj – mruknął tak cicho, że dziewczyna usłyszała, ale nie była pewna, czy mężczyzna też – Alexandra wystrzelała we mnie cały magazynek z mojej własnej broni-

Strzeliła do ciebie? – spytał z niedowierzaniem – To wyjaśnia, dlaczego nie odpisywałeś.

– Tak, strzeliła. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, chociaż nie zawsze dostajesz cały magazynek bez powodu-

– Bez powodu?! – wydusiłam, a potem pobladlam, gdy Teehle na mnie zerknął. Od drugiego mężczyzny za to dostałam zaciekawione spojrzenie.

– Potem zabrała drugi pistolet i odjechała moim samochodem – sprecyzował Teehle. Mężczyzna uniósł brwi pytająco, ale wampir machnął ręką. Alexandra poczuła, że chwilowo nie skupia uwagi na niej i uznała że to idealny moment na ucieczkę.

Spróbowała odskoczyć od wampira z nadzieją, że jest wystarczająco rozproszony, by to się udało – może nawet dałaby radę schować się tak, że by jej nie zauważył od razu. Idiotyczne myślenie.

Złapał ją za przedramię i jęknęła, gdy szarpnięciem przyciągnął ją z powrotem.

– Zostaw-

– Milcz – przerwał jej ostro, a na widok zimnego spojrzenia nie odezwała się. Prawie brutalnie chwycił ją za ramiona, zmuszając do stanięcia przed sobą w silnym uścisku.

– Strzeliłaś do mnie – powiedział – Ukradłaś broń, auto i zamierzałaś uciec.

Pobladła, gdy zobaczyła niebezpieczny błysk w jego oczach.

– Nie– będę próbowała uciec– tylko proszę, puść mnie – wydusiła przez ściśnięte gardło. Zmierzył ją krytycznym spojrzeniem bez słowa.

– Przepraszam…? – dodała prawie pytająco, widząc, że jest po prostu wściekły.

– No na pewno nie będziesz próbowała uciec – stwierdził – gdy będziesz nieprzytomna.

Uśmiechnął się groźnie i zobaczyła ostre kły. Próbowała się cofnąć o krok, ale dłonie na jej ramionach skutecznie uniemożliwiły jakikolwiek opór.

– Nie będę uciekać nawet będąc przytomną! – powiedziała prawie niedosłyszalnie, z paniką próbując się wyrwać z uścisku.

– Pogadamy, gdy się obudzisz – odparł, nachylając się.

– Nie, proszę-!

Urwała, gdy od szyi przeszła fala bólu, prawie zbijając ją z nóg. Kurczowo zacisnęła palce na płaszczu wampira, by ustać, i jęknęła cicho przerażona.

– Nie-

– Teehle! – usłyszała za plecami zaniepokojony głos jego przyjaciela i wydawało jej się że słyszy kroki, ale nic więcej nie powiedział.

Znowu spróbowała się wyrwać, ale ostry ból, który wywołała gwałtownym ruchem, prawie pozbawił ją przytomności. Zaszlochała, zaciskając palce na materiale i słabo próbując odepchnąć wampira. Przez chwilę miała nadzieję, że nieznajomy powstrzyma Teehlego, gdy zdążył już zaprotestować, ale nie przyszła żadna pomoc.

– Przestań… – wymamrotała ledwie dosłyszalnie, mimo że wiedziała, że nic to nie da. Z oczu popłynęły jej łzy.

Nie uciekła. Nie udało jej się uciec. Gdyby tylko zdążyła oddalić się na tyle, by Teehle nie znalazł jej… teraz będzie ją gryzł. Tak jak właśnie to robi, będzie robił w każdej chwili, w której mu się zachce.

A ona nie będzie w stanie mu w tym przeszkodzić.

Jej świadomość zaczynała odpływać, a palce na materiale rozluźniły się, zostawiając jej pozycję na łasce Teehlego. Jak przez mgłę poczuła, że wampir zmienił chwyt, otaczając ją ramionami i przyciskając do siebie. Miała ochotę chociażby dźgnąć go pod żebra, ale ręce opadły bezwładnie.

– Proszę… – wyszeptała chrapliwie.

Zignorował to.

***

Otworzyła oczy.

Znowu była noc.

Usiadła gwałtownie, dotykając szyi z sercem w gardle.

Nie czuła pod palcami żadnej rany. Zmarszczyła brwi i dokładniej przeszukała szyję, nic nie znajdując. To był sen? Nie mogło się wydarzyć naprawdę, skoro nie miała żadnych śladów po ugryzieniu. To był sen, ale jak dużo? Jeśli Teehle jest człowiekiem-

Ze wzdrygnięciem zorientowała się nagle, że w fotelu ktoś siedzi. Mężczyzna spał z głową opartą na ręce. Druga leżała na kolanach na otwartej książce. Wyglądało jakby czytał, ale zasnął w międzyczasie.

To był ten sam mężczyzna, który zatrzymał ją poprzedniej nocy.

A to oznaczało, że to nie był sen.

Dotknęła znowu zdrowej szyi.

Przynajmniej część z tego nie była snem. Teehle w którymś momencie musiał podać jej środek nasenny albo wywołujący halucynacje…

Ostrożnie wydostała się z łóżka i stawiając niepewnie kroki, podeszła do drzwi. Zerknęła na nieznajomego, który nie drgnął w tym czasie, po czym otworzyła je.

Ciche skrzypnięcie zabrzmiało jak huk, przez co skuliła się instynktownie z obawą. Zaraz potem rozległ się szelest i bez zerkania za siebie domyśliła się, że mężczyzna się obudził. Zamarła, nie mając odwagi się do niego obrócić.

– Ah, wstałaś – rozpoznała głos z wczoraj. Teraz był łagodniejszy i spokojniejszy, niż wcześniej, oraz trochę zaspany. Powoli obróciła się na pięcie, by spojrzeć na mężczyznę, który właśnie podnosił się ze swojego miejsca.

– Nie podchodź – odezwała się zachrypniętym głosem, mając pełną świadomość, że bez broni nie ma nad nim żadnej władzy.

– Jak chcesz – machnął ręką, opierając się o fotel. Drgnęła zaskoczona jego zgodą – Wyspałaś się?

– Jak mnie uśpił? – spytała od razu. Patrzył na nią przez chwilę w ciszy, a potem zaśmiał się cicho, powodując wzdrygnięcie się dziewczyny.

– Chloroformem – powiedział – Gdy chciałaś do mnie strzelić, użył chloroformu. Swoją drogą – teraz też zamierza cię uśpić i mam nadzieję, że użyje chloroformu, a nie ugryzie – dodał chłodniej, spoglądając nad jej ramieniem.

Przez sekundę nie wiedziała, o co chodzi, ale potem z paniką obróciła się za siebie, prawie wpadając na znajomą postać w progu.

– Nie-! – cofnęła się chwiejnie, unikając w ten sposób dłoni, która zamierzała ją złapać – Nie gryź mnie!

Zrobiła kolejne dwa kroki w tył, obserwując z przerażeniem mężczyznę. Poczuła na ramieniu dłoń.

– Teehle, w ten sposób-

Pisnęła, obracając się do nieznajomego. Przez nagłe pojawienie się wampira, prawie zapomniała, że jego przyjaciel też tu jest. Mężczyzna zmarszczył brwi, spoglądając na nią.

– Chcę ci pomóc, nie krzycz – powiedział, chwytając ją za rękę i przysuwając bliżej siebie.

Nie czuła się najlepiej w towarzystwie kogoś, kto jest bliski Teehlemu, ale miała wrażenie, że faktycznie chce jej pomóc. Zerknęła ze strachem najpierw na niego, potem na wampira. Nieznajomy patrzył uważnie na Teehlego.

– Nie próbuj mnie powstrzymywać, to nie twoja sprawa – powiedział wampir chłodno, patrząc na mężczyznę.

– No, w takim razie teraz też moja – odparł. Alexandra zerknęła na niego, zaniepokojona stanowczością w głosie nieznajomego. Był przyjacielem Teehlego, ale martwiła się, że wkurzony wampir może go skrzywdzić. Nie chciała, by ucierpiała przez nią trzecia osoba.

Odsunęła się od mężczyzny, który mimo to nie puścił jej ramienia.

– Nie broń mnie-

Nie dokończyła zdania, bo wampir zniknął i poczuła szarpnięcie, które wytrąciło ją z równowagi i wyrwało jej ramię z uścisku nieznajomego.

Zaraz potem szyję przeszył ból i sapnęła cicho, zaciskając powieki. Jedna ręka objęła ją w pasie, a druga na plecach, przyciskając do ciała wampira bez możliwości oporu. Nie pozwolił jej nawet dokończyć. Napadł ją od razu, gdy odsunęła się od jego przyjaciela, nie zwracając uwagi na to, dlaczego to zrobiła…

Jeśli tak to ma wyglądać, to woli sama skończyć z życiem. Nie zamierzała pozwalać wampirowi gryźć jej, kiedy tylko zechce. Po pierwsze, to bolało. Po drugie było przerażające. Mózg jej podpowiadał, że właśnie umiera. Że umiera i nic nie może z tym zrobić. To było równie przerażające, co sam fakt, że gryzł ją wampir, któremu dodatkowo prawie zaufała.

Nie chciała przeżyć tego kolejny raz. Gdy teraz się obudzi, będzie wyczekiwać okazji na zabicie się.

***

Znowu śniłam.

Nie wiedziałam, skąd ta pewność. W każdym razie pomieszczenie, w którym się znajdowałam, nie było mi znane. Wyglądało jak… sala bankietowa w zamku? Zmarszczyłam brwi. Było tu też dużo ludzi – około setki. Niektórzy tańczyli, niektórzy siedzieli przy stole, a jeszcze inni stali przy ścianach i rozmawiali głośno z uśmiechami na twarzy.

Nie rozpoznawałam nikogo z obecnych. Właściwie – dlaczego miałabym rozpoznawać? Nieznany zamek, nieznany bal, więc też nieznani ludzie-

Pobladłam nagle, gdy zobaczyłam, kto tańczy wśród innych par. Ruszyłam szybko w stronę dziewczyny, której partnerem był czarnowłosy młody chłopak. Dziewczyna miała na sobie ciemnozieloną sukienkę i wyglądała naprawdę zjawiskowo.

I to byłam ja.

Przyjrzałam się partnerowi drugiej mnie.

Mężczyzna był młody właściwie w wieku szesnastu, siedemnastu lat. Może mniej? Nastolatek, nie mężczyzna. Czarne włosy nie były dłuższe niż do ramion. Nieznajomy skojarzył mi się z przyjacielem Teehlego, który mnie bronił przez wampirem, ale to nie był ten sam mężczyzna. Tamten, który teraz jest w Anglii w domu Teehlego, zdecydowanie był starszy i miał dłuższe włosy. Poza tym skóra partnera drugiej mnie… była niepokojąco blada. Właściwie zbyt blada.

Zrozumiałam, że mam przed sobą kolejnego wampira i cofnęłam się o krok. Tańczyłam z wampirem. Z najprawdziwszym wampirem, do tego uśmiechając się-

Otworzyła oczy.

Leżała na łóżku w swoim pokoju w domu Teehlego. Ugryzł ją, tak? Nawet dwa razy? Podniosła rękę, by dotknąć szyi.

Poczuła palce zaciskające się delikatnie na jej nadgarstku i pisnęła przestraszona, zrywając się spod kołdry.

– Spokojnie – usłyszała znajomy, łagodny głos – To nie Teehle. Spokojnie.

Skupiła wzrok na mężczyźnie, który puścił jej nadgarstek, podnosząc ręce w geście bezbronności. Znała tego mężczyznę.

– To ty! – wydusiła.

Nieznajomy uniósł brwi.

– Ja, aczkolwiek wydaje mi się, że nawet nie znasz mojego imienia.

– To przez ciebie mnie złapał! – dodała z lekką paniką w głosie.

– O nie, nie, muszę zaprzeczyć – pokręcił głową z niezadowoleniem – Teehle znalazłby cię tak czy owak. Fakt, że przypadkiem się z tobą spotkałem i zatrzymałem cię, miał tylko i wyłącznie dobre efekty. Gdyby nie moja obecność, cała ta przygoda skończyłaby się dla ciebie gorzej-

– Przygoda? Przygoda? Zwariowałeś? – zacisnęła palce na ramionach – To nie była durna przygoda! Walczyłam o wolność i przegrałam, bo mnie zatrzymałeś!

– Gdybym cię nie zatrzymał – odparł spokojnie mężczyzna, nie przejmując się agresją w jej głosie – Teehle i tak wyczułby cię chwilę później, a ty byłabyś sama. Zdajesz sobie sprawę, że to, jak cię potraktował, było naprawdę łagodne? Był wściekły i tylko na moją prośbę nie skrzywdził cię.

– Ugryzł mnie – mruknęła, spuszczając wzrok. Miał rację. Teehle potraktował ją naprawdę ulgowo. Mógł boleśniej ugryźć, zabić, wypić tyle krwi, by leżała w łóżku któryś dzień...

– No, taki jest jego cel mieszkania z tobą pod jednym dachem. Chętnie bym cię pocieszył, ale – wzruszył ramionami z niejakim smutkiem – znam go na tyle długo, by wiedzieć, co zamierza.

– Na tyle długo? – usiadła i oparła się plecami o ścianę, krzywiąc przy tym usta z bólu. Spojrzała na mężczyznę żałośnie – Kim ty w ogóle jesteś? Zatrzymałeś mnie, wiedząc że nie powinnam tam być-

– Chciałem się przedstawić, ale zaczęłaś panikować… – uniósł brew, nachylając się do niej z łagodnym wyrazem twarzy – Mam na imię Michael – wyciągnął rękę. Alexandra spojrzała na nią podejrzliwie, ale po sekundzie uścisnęła ją. Spięła się, gdy ciepłe palce zacisnęły się na jej dłoni, oczekując podstępu, ale zaraz potem mężczyzna ją puścił i rozparł się z powrotem w fotelu – Jestem łowcą z Rumunii i przyjacielem Teehlego. Szczęśliwie trafiłaś na moment, gdy stwierdziłem, że odwiedzę go w Anglii, więc się minęliśmy na drodze, zamiast poznać tutaj. W sumie dobrze, że dopiero teraz przyjechałem, bo gdybym przyjechał wcześniej, mógłbym przypadkowo wygadać, że jest wampirem – zaśmiał się słabo i z powrotem spojrzał na dziewczynę z lekkim uśmiechem.

Nie odrywała od niego wzroku. Mimo że wiedziała, że mężczyzna jest po stronie Teehlego, czuła bijącą od niego dobroć, wręcz obietnicę spokoju. Zielone oczy ani razu nie spojrzały na nią wrogo, chociaż Michael wiedział, że chciała do niego strzelić. Ani razu nie odniósł się w ten sposób, na jaki zasłużyła swoim zachowaniem wobec niego. Był po prostu… spokojny. Spokojny i przyjaźnie nastawiony. Po takim czasie spędzania czasu z osobą o takim charakterze, jaki ma Teehle, rozmowa z łagodnie usposobionym Michaelem była prawie szokiem.

To sprawiło, że uspokoiła się na tyle, by nie panikować o doświadczeniach z poprzednich kilku dni.

Ale nie zapomniała.

I nie zapomni.

Ten ból bycia oszukaną, gdy dowiedziała się że Teehle jest wampirem…

Poczuła łzy zbierające się w kącikach oczu i natychmiast podniosła rękę, by je wytrzeć. Zobaczyła, że Michaelowi natychmiast zrzedła mina.

– Co się dzieje? Zrobiłem coś nie tak? – spytał nachylając się lekko i wyciągając do niej rękę. Nie odsunęła się, gdy dotknął jej ramienia zaniepokojony – Alexandro?

Potrząsnęła głową, gdy strach ścisnął jej gardło.

– Spokojnie, Alexandro. Teehlego jeszcze tu nie ma i nie będzie co najmniej kilka godzin. Jest u Tessy albo na misji. Możesz powiedzieć, co tylko chcesz, nie usłyszy, a ja obiecuję, że mu tego nie powtórzę. Ok?

– Jesteś– jesteś człowiekiem? – wymamrotała nagle, podnosząc wzrok – Chciałam strzelić, bo uznałam– że nie możesz być człowiekiem– bo podszedłeś do mnie tak szybko…

– O to się nie martw – uśmiechnął się lekko.

Kamień spadł jej z serca. Dopiero w tym momencie poczuła, jakie to było ważne, by dowiedzieć się tego.

– Nie mogę tu zostać – mruknęła, wysuwając nogi spod kołdry i stawiajac je na ziemi – Muszę uciec… skoro nie będzie go co najmniej kilka godzin, to zdążę być już daleko i nie wyśledzi mnie.

Poczuła na ramionach dłonie, które ścisnęły je lekko. Wzdrygnęła się.

– Możesz tu zostać. A nawet musisz, Alexo.

Wzdrygnęła się znowu.

– Nie nazywaj mnie zdrobnieniem – powiedziała prawie automatycznie, nie podnosząc wzroku z podłogi. Michael klęczał przed nią z dłońmi na jej ramionach i zaniepokojonym spojrzeniem.

– Musisz tu zostać, Alexandro. Jeśli spróbujesz uciec, nawet za kilka godzin Teehle cię złapie. Wiem, że wiesz o tym. A wtedy nie będziesz miała mnie, by złagodzić sytuację. Będzie dziesięć razy gorzej, chcesz tego?

Odwróciła wzrok.

Nagle rozległ się dzwonek w telefonie. Prawie podskoczyła w miejscu, a Michael westchnął i sięgnął po telefon.

– Halo? No, obudziła się. Rozmawiamy.

Alexandra pobladła, gdy tylko się zorientowała, że to Teehle, i natychmiast odsunęła się od mężczyzny. Zerknął na nią uważnie, ale zaraz potem jego uwaga wróciła do telefonu, a mina zrzedła.

– Teraz? Nie wiem, czy to najlepszy pomysł – niewyraźny głos z telefonu mu przerwał. Michael słuchał jeszcze przez chwilę, a potem skrzywił się – Jak chcesz.

Wysunął dłoń z komórką do Alexandry, ale ta pokręciła gwałtownie głową.

– Nic ci przecież nie zrobi przez telefon – zauważył, ale znowu zaprotestowała. Nie będzie z nim rozmawiać. Nie po tym, co jej zrobił. Jeśli będą rozmawiać jak najmniej, to jak najmniej będzie wiedział o jej zamiarach i jest mniejsza szansa, że ją powstrzyma…

Michael jeszcze przez sekundę milczał, po czym kliknął coś na ekranie.

– Jesteś na głośnomówiącym – oznajmił w stronę telefonu, a potem spojrzał zmartwiony na dziewczynę. Gdy skrzyżowała z nim wzrok, natychmiast go odwróciła, bo poczuła, jakby naprawdę się o nią troszczył. Mimo wszystko nie mogła mu zaufać, nie przyjacielowi Teehlego. Mimo że bronił jej przed nim…

– Alexo? – odezwał się nagle znajomy głos ze słuchawki – Zostaniesz na jakiś czas sama, Michael musi tu przyjechać. Jesteś osłabiona tak bardzo, że naprawdę złym pomysłem byłyby próby ucieczki. Dla własnego dobra, nie próbuj tego. Za kilka godzin wrócę. Michael?

Mężczyzna wyłączył tryb głośnomówiący i przysunął telefon do ucha.

– Hm? – słuchając, co mówi wampir, patrzył nieprzerwanie na Alexę. Odwróciła wzrok zawstydzona – Jasne. Wyjdę do dziesięciu minut i przyjadę.

Podniósł się, rozłączając telefon.

– Mogłaś go nawet zwyzywać przez telefon. Do powrotu do domu zdążyłby zapomnieć – zauważył – Ma ważniejsze rzeczy na głowie.

– I dobrze – odparła chłodno. Michael przeciągnął się.

– Tessa poprosiła, żebym przyjechał do kwatery, a Teehle powiedział, żeby przypilnować cię, gdy go nie będzie, więc tym sposobem mam konflikt poleceń… Cóż, Tessa jest ważniejsza od Teehlego, więc jadę – uśmiechnął się blado, a dziewczyna zmarszczyła brwi.

– Jesteś jej podległy?

Przez chwilę wyglądał, jakby wahał się odpowiedzieć.

– Nie do końca. W Rumunii jest druga organizacja, taka jak Elerain. Konkretniej, oddział, tak jak Elerain. Są sobie równe, więc Tessa nie może mi rozkazywać, ale wiem, że nie wzywałaby mnie bez powodu. A teraz wybacz, zbiorę się… jakbyśmy mieli się już nie zobaczyć przed moim wyjazdem – uważaj na siebie – spojrzał zmartwiony – I błagam, nie walcz z Teehlem. To się źle skończy. Dobrze?

Powoli pokiwała głową, obserwując go ponuro. Zdawała sobie sprawę, że go okłamała, ale nie zamierzała mu mówić, że się nie podda, że będzie się opierać, dopóki nie zyska wolności, albo że zamierza się zabić…

Mężczyzna zarzucił na ramię skórzaną kurtkę, która wisiała wcześniej na oparciu fotela i zerknął jeszcze raz na siedzącą cicho dziewczynę.

– Do zobaczenia, Alexandro.

Brzmiało to, jakby żegnał się na zawsze.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany