Opowiadanie użytkownika Aruccio

Teehle - Rozdział 7

local_library0 comment0 thumb_up0
Teehle [Widmowa Wojna #1] [Wampiry] - część 7

Alexandra siedziała tak jeszcze kilka minut, by mieć pewność, że mężczyzna się nie wróci.

Gdy tak się nie stało, wydostała się z łóżka i jak otępiała poszła do kuchni. To było jedyne miejsce poza pokojem wampira, gdzie mogła znaleźć apteczkę. Zaczęła otwierać wszystkie szuflady po kolei, coraz szybciej i gwałtowniej, wybudzając się z letargu. Musiała zdążyć, zanim Michael albo Teehle postanowią wrócić. Po prostu musiała, żeby nie musieć znowu tego przechodzić, żeby wampir znowu nie wykorzystał jej dla zaspokojenia swojego głodu…

Nie znalazła żadnych tabletek, kompletnie nic. Miała w głowie więcej opcji: powiesić się, podciąć żyły, wziąć tabletki nasenne…

Wbiła wzrok w szufladę z nożami.

Zaraz potem wzięła z niej jedno z ostrzy z sercem w gardle i zamknęła się w łazience, pamiętając, żeby przekręcić oba klucze. Odkręciła kurki, aby gorąca woda napełniła wannę, po czym usiadła na jej krawędzi, patrząc na nóż, który odbijał światło lampy. Był ostry. I to będzie boleć. Wiedziała o tym, ale nie zamierzała zrezygnować, nie kiedy ma taką szansę, prawdopodobnie jednorazową.

A nie dałoby się zrobić tak, by jej nie gryzł? Dogadać się? Czy Teehle nie potrafiłby odpuścić gryzienia jej? Niech mieszka tu w jakikolwiek sposób, na jakichkolwiek zasadach, ale niech Teehle jej nie gryzie…

– Nie ma szans – wymamrotała do siebie, pocierając twarz wolna ręką. Bała się dwóch rzeczy. Samej śmierci, to po pierwsze, ale po drugie i ważniejsze – co zrobi Teehle, gdy zdąży ją uratować.

Ugryzł ją zaraz po tym, jak się obudziła, bez wyjaśnienia, bez pozwolenia na reakcję, na uspokojenie się… przecież nie mógł wiedzieć, czy będzie panikować, jeśli nawet ona nie była pewna, jakby się dalej zachowała. Poza tym właściwie się uspokoiła, gdy się odsunęła od Michaela. Zrobiła to, żeby wampir nie zrobił mu krzywdy, ale nie spodziewała się, że mimo to ją zaatakuje.

To było wystarczającym dowodem, że nie da się z nim pogadać.

Zakręciła wodę i weszła do wanny z sercem w gardle. Dłonie drżały jej tak, że nie umiała utrzymać noża, a co dopiero przycisnąć do skóry i przeciąć… odetchnęła głęboko i osunęła się w gorącą wodę, przymykając oczy.

Zaraz wszystko skończy. Po prostu to skończy. Nacięcia na obu rękach i będzie spokój. Teehle jej już nie ugryzie… ale musi się pospieszyć. Nie wiadomo, czy Teehle nie stwierdzi, że wróci szybciej.

Otworzyła oczy, przykładając nóż do prawego nadgarstka. Zacisnęła zęby i przeciągnęła ostrzem po skórze. Zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła, że nic to nie dało. Za słabo. Musi mocniej nacisnąć… wzdrygnęła się, ale przycisnęła metal do skóry i znowu pociągnęła, tym razem zostawiając głęboką ranę. Natychmiast schowała rękę pod wodę, gdy zrobiło jej się niedobrze. Bolało. Spodziewała się, że będzie boleć, ale nawet gorąca woda nie potrafiła zaćmić całego bólu. Albo się naczytała książek i miała teraz złą wiedzę? Informacje z książek młodzieżowych nie muszą być bardzo dokładne...

Chciało jej się wymiotować na widok wody, powoli barwiącej się na czerwono. Bez zastanowienia rozcięła też lewy nadgarstek i rzuciła nóż poza wannę. Nie żałowała. Nie żałowała…

Więc dlaczego płakała?

***

Coś było nie tak. Coś bardzo mocno było nie tak. Nie musiał nawet zauważyć, że nie słyszy bicia serca dziewczyny. Wtedy mógłby założyć, że po prostu znowu uciekła. Ale nie tylko to nie pasowało. Czuł jej krew. Dużo krwi.

 Wjechał do garażu tak szybko, że prawie uderzył w ścianę, i wyskoczył z vana, bez wahania kierując się w stronę domu.

– Nie uwierzę, jeśli nie zobaczę! – warknął do siebie, domyślając się ze strachem, co zrobiła. Błyskawicznie znalazł się na piętrze i po prostu wyważył drzwi z łazienki, nawet nie sprawdzając, czy były zablokowane.

– Cholera-

Zamarł w progu, wpatrując się w wannę.

– Teehle!

Usłyszał na schodach kroki przyjaciela, który wcześniej jechał za nim na motorze, ale zignorował go, biegnąc do swojego pokoju. Wyszarpnął spod łóżka apteczkę i wrócił do łazienki, prawie zderzając się z Michaelem. Mężczyzna zatrzymał się w progu, tak jak on wcześniej.

– Co ona-?!

– Milcz – warknął, wciskając mu skrzynkę w ręce. Przypadł do wanny i przeczesał włosy nerwowo, spoglądając na nieprzytomną. Wydawało mu się, że jednak słyszy bicie serca, słabego i umierającego. Oby miał rację.

– Dzwoń po pogotowie – powiedział Michael, podchodząc bliżej. Teehle wyciągnął dziewczynę z wanny i położył na ziemi

– Pomóż jej – zerknął prawie z paniką. Michael odpowiedział pełnym złości spojrzeniem.

– Chcesz powtórki? Zrobię co w mojej mocy z tym – wskazał apteczkę – ale nie będziemy znowu ryzykować.

Teehle pobladł.

– Boże… – wyprostował się i znowu przeczesał włosy – Boże. Nie spodziewałem się, że to zrobi! Myślałem, że będzie chciała uciec albo negocjować, ale nie że spróbuje się zabić!

– Ani ja. Przestań gadać i się skup, jeśli chcesz, by przeżyła – warknął przyjaciel, wyjmując bandaże ze skrzynki – Nie mamy czasu na twoje użalanie się. Dzwoń po pogotowie.

***

Stałam obok Teehlego i Michaela. Ten drugi nie wydawał się być w dobrym humorze. Spojrzałam na nich zdezorientowana. Znajdowaliśmy się w salonie. Kiedy tu przyszliśmy? Co z moją śmiercią?

Spojrzałam na Teehlego.

– Teehle? Co-

– Wiedziałem, że to się tak skończy! - warknął Michael z wściekłością. Przez ton głosu aż się cofnęłam przestraszona.

– Umierała! – odparł ostro wampir – Wciąż mogę ją zabić, pamiętaj. Mogę w każdej chwili, jeśli tak bardzo chcesz! Albo jeśli ona będzie chciała.

Michael pobladł lekko.

– Nie zgodziłem się na jej prośby, bym ją chronił przed tobą, bo miałem nadzieję, że zapewnisz jej w miarę normalne życie! – powiedział ze złością – Nic jej nie powiedziałem. A lepiej by było, gdyby została u mnie! Ze względu na swoje bezpieczeństwo, a także Vasila… wiesz, co sobie obiecali? Że jedno zabije drugie, jeśli zostanie zmienione! Jeśli Vasil się dowie-

– Wiń Siergieja – przerwał mu Teehle.

– Nikogo nie winię, Aleksandrze! Po prostu sądziłem... – głos mężczyzny lekko się załamał. Alexandrze? – ... że nie będę musiał jej nic mówić. Byłaby zdecydowanie szczęśliwsza.

– Jaki Vasil? I Siergiej? – odezwałam się twardo – O co wam chodzi? Nie ignorujcie mnie!

Chciałam szturchnąć Michaela... ale moja ręka przeszła na wylot przez jego ciało. Dopiero wtedy zrozumiałam, że po raz kolejny śnię. Zmarszczyłam brwi zła na siebie. Mogłam się wcześniej domyślić po tym, jak mówili o mnie tak, jakby mnie tam nie było.

Pamiętałam, jak chciałam zrzucić z drugiej mnie wampira. Jakiś czas później wydarzyło się to naprawdę... Więc ta rozmowa też kiedyś się odbędzie? Prawdopodobnie za niedługo, bo umierałam, jak zauważył Teehle.

Ale skoro śnię, to znaczy, że nie umarłam.

A jeśli nie umarłam, to znaczy, że Teehle zdążył, więc…

Otworzyła oczy z cichym okrzykiem. Zobaczyła przed sobą nieznajome białe ściany. Zaraz potem skupiła uwagę na bardziej znajomej twarzy, która wyróżniała się na tle tych ścian. Michael zerwał się z krzesła, gdy zobaczył, że się ocknęła.

– Boże, Alexandro – przysunął krzesło bliżej łóżka, oparł się przedramionami o uda i nachylił – Dlaczego próbowałaś…?

Czy to koniecznie musiały być jego pierwsze słowa? Skrzywiła się i przekręciła na drugi bok, przodem do ściany bez odpowiedzi. Nie ufała swojemu głosowi. Nie wiedziała, czy potrafi wydać z siebie dźwięk przez ściśnięte gardło. Michael dotknął jej ramienia ostrożnie.

– Nie możesz mnie teraz ignorować. Rozumiem, jeśli będziesz ignorować Teehlego, ale... to przez to, że wyszedłem? Powinienem był zostać, wiem...

Obróciła do niego głowę z lekkim zaskoczeniem. Nie pomyślała nawet, że mężczyzna mógłby uznać że to jego wina. Zmarszczyła brwi i pokręciła lekko głową.

– Oszalałaś? To przez Teehle-

Syknęła, gdy nadgarstek przeszył ból.

– Uważaj! Cięłaś tak głęboko, że uszkodziłaś sobie ścięgna… prawa ręka wyjdzie z tego bez szwanku – prócz blizn – ale lewa może być problemem. Co najmniej kilka tygodni nie powinnaś jej używać. I mieć nadzieję, że wróci do pełnej sprawności.

– Nie obchodzi mnie, co z moimi rękami! – powiedziała przez zachrypnięte gardło – Po co ma mnie obchodzić? Przy następnej okazji spróbuję jeszcze raz. I jeszcze, i jeszcze, dopóki mi się nie uda! – warknęła. Michael pobladł.

– Proszę, nie mów tak. Nie możesz się zabić z powodu tego, że Teehle jest wampirem.

– Nie masz prawa mi zabronić! – odparła ostro, siląc się na mocny głos. Zabrzmiało to rozpaczliwie – Poza tym– poza tym nie chodzi o to, że jest wampirem. Niech sobie jest, nie obchodzi mnie to! – zacisnęła zęby – Gdzie on jest?

Michael przez chwilę nie odpowiedział, wpatrując się w nią zaskoczony.

– Nie chodzi o to-?

– Nie! – przerwała mu agresywnie – Gdzie on jest?

– Poszedł... załatwić coś w recepcji.

Bez ostrzeżenia drzwi do sali otworzyły się gwałtownie i ułamek sekundy później zimne palce zacisnęły się na szyi dziewczyny.

– Już wrócił.

Wciągnęła ze świstem powietrze i instynktownie podniosła ręce, ale wampir drugą ręką ją powstrzymał, zatrzymując dłonie niżej. W przeciwieństwie do chwytu na szyi, ręce były złapane najsłabiej, jak potrafił, by nie skrzywdzić rannych nadgarstków. Przynajmniej tak jej się wydawało. Po co, skoro ją dusi?

– Ty-

– Teehle, puść ją! – Michael chwycił go za ramię i potrząsnął lekko. Mężczyzna go zignorował.

– Dlaczego próbowałaś się zabić? – warknął, zaciskając palce mocniej. Przez chwilę Alexandra była zaskoczona tak oczywistym pytaniem, ale potem uśmiechnęła się wyzywająco do wampira. No dalej. Niech ją trzyma. Udusi ją i zrobi to, czego nie udało się wcześniej Alexandrze. O to jej chodziło.

Michael jakby czytał w jej myślach.

– Teehle, pragnę zauważyć, że właśnie ją dusisz – syknął – I zaraz zrobisz dokładnie to, czemu zapobiegłeś! – dodał, gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Teehle w tym momencie jakby ocknął się z letargu. Przeniósł na niego wzrok, pobladł i natychmiast puścił dziewczynę, odsuwając się o krok. Alexandra skuliła się na boku i zaczęła spazmatycznie kaszleć, próbując złapać powietrze. Michael chwycił go za ramię.

– Cholera, Teehle-

– Dlaczego próbowałaś się zabić? – odezwał się wampir, wbijając wzrok w Alexę.

– Nie ignoruj mnie! – warknął Michael.

Daj mi spokój! - odpowiedział ostro Teehle.

Michael złapał za poły jego płaszcza i przyciągnął do siebie z wściekłością.

– To nie jest on, rozumiesz? To nawet nie jest podobna sytuacja, już ci powiedziałem!

Teehle momentalnie się uspokoił i odsunął od Michaela. Popatrzył na niego z szokiem wypisanym na twarzy.

– Wrócę- wrócę za chwilę – wydusił.

Alexandra patrzyła zdezorientowana, jak szybkim krokiem wychodzi na korytarz.

– Nie prowokuj go w ten sposób – westchnął Michael, zakładając kosmyk za ucho – To ci nie pomoże.

– Pomogłoby, gdybyś nie powiedział mu, że robi dokładnie to, co ja chciałam zrobić – mruknęła ponuro, nie mając siły i ochoty na dyskusję z nim – O kim mówiłeś? Jaka podobna sytuacja?

Na twarzy Michaela pojawiło się zmieszanie.

– Był pewien mężczyzna, tak jakby jego przyjaciel i… ugh, no cóż. Mogę powiedzieć, że z pewnych względów bał się, że nie zdąży cię uratować.

– Ten mężczyzna też chciał się zabić? – spytała bez zastanowienia, wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami.

– Tak… – Michael odchrząknął i spojrzał na nią uważnie – Rozmawiasz, mimo że jestem jego przyjacielem i masz wszelkie powody twierdzić, że powtórzę mu wszystko przy najbliższej okazji – zauważył. Skrzywiła się.

– Nie musisz mu powtarzać, pewnie teraz podsłuchuje. Jest cholernym wampirem, nie ma szans, żeby nas nie słyszał. Poza tym – odwróciła wzrok – jesteś inny od niego. Nie boję się ci mówić czegoś, czego nie powiedziałabym jemu. On jest moim wrogiem, ty nie.

Przez chwilę patrzył w milczeniu, a potem się uśmiechnął ciepło. Alexa poczuła, jakby od razu przybyło jej nadziei na jego pomoc.

– Rozumiem. Tylko… muszę wracać do siebie, Alexandro – odezwał się zakłopotany – Miałem wrócić wcześniej, ale ze względu na… niespodziewane okoliczności zostałem dłużej.

Spojrzała na niego. Nie może wyjechać i zostawić jej samej z Teehlem! Jest jedynym, który potrafi powstrzymać go przed skrzywdzeniem jej! Przełknęła ślinę, powstrzymując odruch paniki.

– Kiedy wrócisz? – rzuciła od niechcenia, ale Michael zmierzył ją takim wzrokiem, że miała wrażenie, że wie wszystko, co przed chwilą pomyślała.

– Radzą sobie dobrze w Rumunii, więc postaram się jak najszybciej. Nie wiem, kiedy to będzie – nachylił się i ścisnął delikatnie jej ramię, uśmiechając się przy tym – Do zobaczenia. Miło było cię poznać.

– Wzajemnie – wymamrotała, odwracając się twarzą do ściany.

O ile to zobaczenie w ogóle zdąży nastąpić. Nie wątpiła, że gdy tylko Michael wyjdzie, wróci Teehle. Mężczyzna wstał, wziął swoją kurtkę z krzesła i wyszedł z pomieszczenia. Kiedy zamknęły się drzwi, poczuła, jak bardzo serce łomocze jej w klatce piersiowej. Teehle zaraz tu przyjdzie i będzie znowu pytał. Ale ona będzie milczeć… nie odpowie mu. Będzie pytał, dlaczego się chciała zabić, jeśli naprawdę sam na to nie wpadł. Jeśli ugryzienia nie były dla niego tak straszne, gdy był człowiekiem, to mógłby się nie domyśleć… O ile w ogóle był gryziony. Może po prostu zaatakowany i zmieniony-

– Odpowiesz mi? – nagle rozległ się znajomy głos. Wzdrygnęła się zaskoczona i pobladła, ale uparcie wbiła wzrok w ścianę. Nie usłyszała nawet, kiedy wszedł – Zamierzasz mnie ignorować?

Jego głos był… spokojny. Nie wydawał się być wściekły, jak chwilę temu.

– Dlaczego próbowałaś się zabić? Bo ukryłem, że nie jestem człowiekiem?

Nie odpowiedziała. Chciało jej się płakać, ale powstrzymała łzy. Nie mógł zobaczyć, że płacze, że jest słaba i prawie załamana.

– Uratowaliśmy cię w ostatniej chwili. Wracałem z Michaelem i poczułem twoją krew. Jesteśmy teraz w prawdziwym szpitalu, a ty jesteś dla nich prawdziwą niedoszłą samobójczynią… drobna sugestia sprawiła, że nie zwrócili uwagi na inne rany.

– Wypiłeś ją? – zapytała, zanim zdążyła pomyśleć. Jeśli tak bardzo mu smakuje jej krew, to mógł ją uratować, zawieźć do szpitala… i nie wyciągnąć korka z wanny.

– Huh?

– Krew. Czy wypiłeś krew w wannie – obróciła się do niego lekko, ale gdy tylko zobaczyła, że siedzi na poprzednim miejscu Michaela, tak blisko niej, od razu z powrotem wbiła wzrok w ścianę.

– Oczywiście, że nie – odparł urażonym tonem – Byłem bardziej zainteresowany ratowaniem cię.

– Dlaczego mnie uratowałeś? Po co? Mogłeś dać mi umrzeć.

– Nie chciałem, byś umarła.

– Żeby móc pić więcej mojej krwi? – poczuła, jak niechciana łza spływa z oka do włosów, jednak nie pozwoliła sobie jej otrzeć, by wampir nie zauważył. Nie mógł zauważyć.

– Nie tylko. Twoja... – urwał nagle i kilka sekund milczał. Dziewczyna zrozumiała, że w końcu się domyślił, i zacisnęła powieki, powstrzymując szloch – O to chodzi? O picie twojej krwi?

Nie odpowiedziała.

– Alekso...

– Nie nazywaj mnie tak – wyszeptała, starając się, by głos nie zadrżał. Chciała, żeby sobie poszedł. Żeby pozwolił jej pobyć samej, wypłakać się. Mógł wrócić później, jeśli musiał, ale nie teraz, gdy była na skraju załamania-

– Alexandro – powiedział i materac ugiął się, gdy usiadł na skraju łóżka. Szarpnęła się instynktownie, obracając na plecy i podkulając nogi, żeby się odsunąć. Gdy ich spojrzenia się spotkały, zobaczyła w jego oczach szok.

– Co? – spytała agresywnie.

– Dlaczego płaczesz?

Mina jej zrzedła.

– Nie sądzę, by cię to interesowało – odparła, siląc się na chłodny ton. Przez kilkanaście sekund wpatrywał się w nią bez słowa, a potem westchnął.

– No dobra, nie będę pytać o to. Ale muszę się dowiedzieć, czego się boisz, Alexandro.

– Po co ci to? I tak nic w związku z tym nie zrobisz.

– A może właśnie chcę coś z tym zrobić, co? – nachylił się. Wyczuła irytację i pobladła – Może chcę to wiedzieć, żeby zrobić tak, byś się nie bała?

– Nie– nie uda ci się to – wydusiła. Bała się jego. Bała się wampirów, Tessy, wszystkiego, co z nim związane.

– Ugryzień – odparła krótko, ledwie dosłyszalnie – Boję się ugryzień. To… boli. Po prostu boli. Poza tym to moment, kiedy czuję, że jestem na krawędzi życia. Na twojej łasce. Jeśli stwierdzisz, że mam już się nie obudzić, to się nie obudzę i nawet nie będę wiedziała, że właśnie kończę życie. I powiedzenie, że nie zamierzasz mnie zabić, nic nie daje.

Patrzył bez słowa ze zmarszczonymi brwiami.

– Co? – spytała, zaciskając zęby.

– Spodziewałem się, że boisz się konkretnie mnie, a nie ugryzień.

Nie odpowiedziała, ale też nie odwróciła wzroku. Wyraz twarzy Teehlego jakby złagodniał.

– Bolało, bo się szarpałaś. Gdybyś zaakceptowała, że cię gryzę i się uspokoiła, nie bolałoby tak bardzo. Poza tym i tak ugryzłem słabiej, niż ten wampir, który cię zaatakował.

– I mam ci uwierzyć? – spytała, wpatrując się w niego – Mam ci uwierzyć, że po prostu wystarczy się nie ruszać, by ból zniknął? To głupota.

– Nie powiedziałem, że ból zniknie, tylko że będzie słabszy – wykrzywił usta – Ból nie zniknie, nie mamy żadnych substancji znieczulających w ślinie, a kły niszczą ciało. To oczywiste, że boli. A problem z krawędzią życia da się spokojnie wyeliminować. Będę pił mniej, może nawet tyle, byś nie traciła przytomności. Pasuje?

– Nie pasuje! – syknęła – I nie będzie. Jak możesz pytać, czy mi pasuje?

– Staram się ci dogodzić, a ty się o to rzucasz? Na twoim miejscu wykorzystałbym okazję na umowę, żebym nie musiał cię zmuszać.

– Właśnie to robisz.

Rzucił jej krótkie spojrzenie i nagle znalazł się nad nią, trzymając jej żuchwę w mocnym chwycie. Straciła oddech, niezdolna do wydania z siebie dźwięku.

– Dlatego właśnie powinnaś wykorzystać okazję – wyszeptał cicho, wpatrując się w nią bez mrugnięcia – że chcę ci pójść na rękę. Równie dobrze mogę na przykład… ugryźć cię tu i teraz i nikt nawet nie będzie wiedział.

– Będę krzyczeć! – wydusiła.

– Nikt cię nie usłyszy– odparł bez mrugnięcia – Co mnie powstrzyma przed zwykłym zasłonięciem ci ust, co?

Przycisnął chłodną dłoń do jej twarzy. Sparaliżowana przerażeniem prawie nie zareagowała – a przynajmniej nie tak, by go powstrzymać przed nachyleniem się. Wtedy się szarpnęła, czując, że dotknął nosem jej szyi. Zignorował jej protest, wciągając głęboko powietrze.

Spróbowała coś powiedzieć, krzyknąć, ale dłoń skutecznie to umożliwiała. A kamery? Są tu kamery? Cholera…

Jeśli ją teraz ugryzie, spróbuje się znowu zabić. I znowu, i znowu, aż się uda. Poczuła pieczenie pod powiekami, gdy kły dotknęły skóry.

A potem wampir nagle się odsunął, puszczając ją. Jej ręka natychmiast powędrowała do szyi, ale nie znalazła ran.

– Zobacz – odezwał się Teehle poważnie, prostując na krześle – Jesteśmy w miejscu jak najbardziej publicznym, a i tak mógłbym cię tu ugryźć i nikt by cię nie obronił.

– Kamery-

– Do wymazania.

– Rany? – spytała prawie rozpaczliwie.

– Oficjalnie by ich nie widzieli.

Łzy napłynęły jej do oczu, gdy na chwilę dopuściła do siebie myśl, w jak bardzo beznadziejnej sytuacji się znajduje.

– Mógłbym cię teraz zabić, gdybym wypił twoją krew – dodał, wpatrując się w nią – Jesteś zbyt słaba.

– Możesz mnie zabić w każdej chwili. Po prostu to zrób i będzie spokój.

– Nie zabiję cię – odparł spokojnie – I przyzwyczaj się do tej myśli.

– Sama spróbuję – mruknęła i spojrzała buntowniczo w jego szare oczy – I będę próbować do skutku! Chyba, że obiecasz, że nie będziesz mnie gryzł.

– Nie obiecam – zmierzył ją chłodnym spojrzeniem – Postaram się, byś nie miała kolejnej szansy.

– Bez szansy też będę próbować – powiedziała wrogo. Przez chwilę patrzył bez słowa, aż w końcu otworzył usta.

– Jest też inna możliwość.

– Jaka? – poczuła płomyczek nadziei.

– Skoro boisz się bólu, mogę gryźć cię, gdy nie będziesz przytomna… na przykład podczas snu.

Wyobraziła sobie, jak Teehle przychodzi do niej w nocy i gryzie, a ona rano znajduje na swojej szyi ślady... i od razu zaprotestowała.

– Nie ma opcji! – spróbowała usiąść, ale była zbyt słaba, a do tego nie miała o co się oprzeć. Wampir wyciągnął w jej stronę rękę, przez co znieruchomiała przestraszona. Spojrzał z dezaprobatą.

– Chciałem ci pomóc.

– Nie potrzebuję twojej pomocy.

Poradzi sobie. Niech jej dotyka jak najmniej, a najlepiej to w ogóle jej nie rusza. Po chwili z wielkim trudem udało jej się oprzeć plecami o ścianę, nie krzywdząc w ten sposób nadgarstków.

– Nie ma opcji, żebyś gryzł mnie bez mojej wiedzy – powiedziała dobitnie, patrząc w szare oczy. Wampir wzruszył ramionami i wstał.

– Więc problem z głowy.

– Z jakiej głowy?! – syknęła – Nic nie ustaliliśmy!

– Na razie taka wiedza mi wystarczy. Umówimy się dokładniej, gdy wrócisz do domu. Teraz wracam do siebie, bo najwyraźniej wolisz przebywać sama, niż ze mną.

To była prawda. Nie zamierzała zaprzeczać.

– Tutaj – podniósł z podłogi plecak – masz kilka książek i laptop. W szpitalu jest internet, więc nie fatygowałem się załatwianiem samemu.

Uniesienie czegokolwiek, zwłaszcza tak ciężkiego… Milczała, ale zauważył jej spojrzenie.

– Co?

– Nie utrzymam książki – zauważyła chłodno.

– Było ciąć płytko albo w ogóle – mruknął tak, że ledwie usłyszała. Już otworzyła usta, by odgryźć się, ale dodał głośniej – Przyniosę ci jutro ebooka.

– Nie potrzebuję nic, co należy do ciebie! – odpowiedziała ostro.

Skrzywił się lekko.

– Staram się pomóc.

– Niepotrzebnie!

– Przyniosę jutro. Nie stracisz honoru, jeśli zamiast się nudzić, będziesz czytać książkę.

Położył plecak na ziemi i bez słowa pożegnania wyszedł. Prychnęła gniewnie, a potem podciągnęła nogi do klatki piersiowej i schowała głowę w ramionach. Zaszlochała. Utrzymała się po jego ataku, ale teraz z powrotem się rozpadła. Nie wytrzyma tak... Gdy tylko stąd wyjdzie i wróci do jego domu, spróbuje znowu. Teehle nie może jej pilnować dwadzieścia cztery na dobę.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany