Opowiadanie użytkownika Aruccio

Więzy - Rozdział 6

local_library8 comment1 thumb_up2
Więzy [Wampiry] - część 6

Karolina, 2009

Zgodnie z obietnicą zabrał mnie do mojego starego mieszkania. Gdy stanęłam w progu, obróciłam się w jego stronę... ale nie było go.

Przez chwilę stałam nieruchomo, zaskoczona brakiem pożegnania czy czegoś, a potem poszłam do sypialni i ległam na łóżko. Więc tak to wszystko miało się skończyć? Wład pozwolił mi wrócić do domu, na pewno jeszcze bardziej wbrew zasadom, a ja miałam normalnie żyć...

Tylko czy da się żyć normalnie, tyle wiedząc?

Wzięłam komórkę i zadzwoniłam do Wioli. Nie dzwoniłam do niej, gdy byłam u Włada, mogłam jedynie pisać. Nie chciałam rozmawiać, kiedy słyszał. Wampir zakazał mi mówienia o krwiopijcach, ale jak miałam żyć z takim sekretem...?

 – Karolina! – usłyszałam w słuchawce – W końcu zadzwoniłaś! Wiesz już, kiedy wracasz?

 – Jestem... już jestem w domu – westchnęłam.

 – Serio? – ucieszyła się – Masz natychmiast do mnie przyjść. Albo ja przyjdę do ciebie!

 – Zaraz się przywlokę – odparłam. Spodziewałam się takiej reakcji... i chyba jej wszystko powiem. Uzna to za zmyślona historię. Lepiej dla niej, a komuś muszę się wygadać. Po prostu muszę...

 – Pa – rozłączyłam się. Wygramoliłam się z domu i ruszyłam pieszo do Violi. Mieszkała tylko kilka przecznic dalej i dotarłam do niej po kilkunastu minutach. Na progu powitał mnie mocny uścisk.

 – Udusisz mnie! – stęknęłam, a ta mnie puściła i zaprosiła do środka. Usiadłam na kanapie, a Wiola ciągle gadała, głównie oskarżając mnie o unikanie rozmów z nią.

 – Co do picia? – wtrąciła pytanie.

 – Jakikolwiek sok – odpowiedziałam. Znikła w kuchni.

 – Czemu do mnie nie dzwoniłaś? Obraziłaś się? – zawołała.

 – Nie, po prostu ciągle byłam w towarzystwie, przy którym nie chciałam rozmawiać przez telefon.

 – Czemu? – wróciła ze szklankami i dała mi jedną. Upiłam łyk – Nie chciałaś się wygłupić?

Zmarszczyłam brwi, patrząc na nią. Wygłupić? Zobaczyła moje niezrozumienie i wyszczerzyła się.

 – Nie ukryjesz się przede mną – oświadczyła – Gadaj, fajne ciacho?

Zakrztusiłam się.

 – Jakie ciacho?!

 – Proszę cię – posłała mi wymowne spojrzenie – To widać.

Westchnęłam. Cała Wiola.

 – Spotkałam tylko trzech facetów. Nie wiem, o którym myślisz, ale nie wydaje mi się, bym któregokolwiek kochała. Jednego prawie nie znam, drugi jest niedostępny, a trzeciego... trzeci zachowuje się, jakby się mną opiekował – "albo kochał" dodałam w myślach, ale nie powtórzyłam tego na głos. Nie chciałam, by Wiola zaczęła drążyć temat.

 – Niedostępny? – przyjaciółka zainteresowała się akurat tym, o którym chciałam rozmawiać jeszcze mniej – Jak to niedostępny? Dla ciebie nie dostępny? Ma inną, czy jeszcze coś innego?

 – Nie ma innej. Coś innego – poczułam ból w klatce piersiowej, gdy przypomniałam sobie nieruchome ciało Allena. Odrzuciłam tę myśl. Może lepiej będzie udawać, że faktycznie ma już dziewczynę?

 – A może on cię kocha, a ty tego nie widzisz?

 – Ta, jasne. Akurat nie jest z tych, co ukrywają uczucia.

 – Jesteś pewna? – spojrzała z błyskiem w oku – Jak na ciebie patrzył?

 – Norma...

Urwałam. Wiola sugeruje, że Allen mnie kochał... czy to w ogóle było możliwe? Nie znał mnie. Ale podobno nie powinien się wtrącać do zwyczaju Włada, a tym bardziej pomagać mi uciec... sam powiedział, że ryzykował życiem...

Wiola się roześmiała.

 – No widzisz?! – wskazała na mnie palcem rozbawiona – Sama to zauważyłaś.

Spojrzałam na nią. Nie miałam siły się kłócić. Nie, jeśli mówiła prawdę. Ale co z pocałunkiem Włada? Uśmiechnęłam się lekko. Skoro moja przyjaciółka tak bardzo się zna na chłopakach, to ciekawe, co powie o tym...

 – Wiesz, Wi, jest jeszcze jedna osoba... – opowiedziałam jej o zachowaniu Włada, jak bardzo nie wyglądał na zakochanego. Oczywiście pominęłam takie szczegóły, jak istnienie wampirów i łowców, a ta znowu przez chwilę patrzyła na mnie bez słowa.

 – Szkoda, że w liceum nie miałaś takiego wzięcia – stwierdziła po chwili poważnym tonem, ale gdy spojrzałam na nią jak na idiotkę, wybuchła śmiechem – Zupełnie nie masz doświadczenia z facetami. Widzisz, gdy ktoś postanawia cię pocałować – przybrała wszechwiedzący wyraz twarzy – to może cię faktycznie kochać, ale może także sprawdzać, czy jest między wami to coś. ą pary idealne, nieidealne i pary, w których zakochana jest tylko jedna osoba. Jest spora możliwość, że ten twój facet sprawdzał, czy jesteście parą idealną. Czy czuje do ciebie "to coś". Albo po prostu, żeby się nie męczyć, chciał zobaczyć twoją reakcję.

Posmutniała.

 – Jeśli to drugie, to prawdopodobnie złamałaś mu serce.

 – Wiem – westchnęłam – Mam nadzieję, że sprawdzał.

To była całkiem ciekawa opcja.

***

Karolina, 2009

Czekaj, czekaj...

Skoro Wład mnie karał, bo byłam mu nieposłuszna... a teraz powróciłam do domu... i wiedziałam o wampirach...

Czy nie stałam się celem łowców?

Allen mówił, że gdyby Wład pozwolił mi wrócić, to zgarnęliby mnie łowcy... a czy Wład nie zostałby ukarany przez te wampiry, które pilnują, by przestrzegał własnych zasad?! A jeśli postanowią go zabić?!

Muszę do niego iść. Wtedy ani łowcy, ani wampiry nie będą nikomu zagrażać.

Westchnęłam.

Nie mogłam zostawić wampirycznego świata za sobą. Już byłam jego częścią. Biedna Wiola.

***

Mircea, 1794

 – Idę do mojego byłego opiekuna – oświadczyłem, gdy Wład wrócił do zamku. Ostatnio dość często znikał.

 – Opiekuna? – podniósł brwi z niedowierzaniem.

 – Tak. Nie podam ci jego imienia – zacisnąłem usta. Nazywał się Nicolae i jako dziecko mieszkałem u niego jakiś czas wraz z Anną. Kiedyś powiedziałem mu, że jeszcze go odwiedzę. Minęło ponad dziesięć lat, więc wątpiłem, że mnie rozpozna, ale czułem potrzebę zobaczenia go. Wyżalić się na wampiryzm nie mogłem, ale chociaż porozmawiać...

 – Nie musisz – Wład wzruszył ramionami – Nie interesuje mnie to.

Dwie godziny później stałem na uliczce przed domem Nicolaego. Miałem kilka noży – nawet srebrnych – ale to w razie jakiegoś wypadku. Przecież nie przyszedłem tu walczyć. Gdybym miał jeszcze bijące serce, boleśnie by teraz waliło. Delikatnie zapukałem w drzwi. Pamiętałem, że Nicolae mało sypiał, więc nie sądziłem, by teraz spał, ale nie chciałem go obudzić. Usłyszałem ruch i chwilę później ktoś otworzył mi drzwi... a zanim zdążyłem zareagować, zostałem wciągnięty do środka i przygnieciony przez Nicolaego. Wyszarpnął z mojego buta sztylet i z przerażeniem zobaczyłem, jak zamierza się na moje serce.

 – Nie zabijaj mnie! – krzyknąłem, łapiąc jego nadgarstek i powstrzymując przed opuszczeniem ostrza. Spojrzałem na jego twarz... i zamarłem. Minęło dziesięć lat, a nic się nie zmienił. Żadnych nowych zmarszczek, siwych pasm w ciemnych włosach. Nic. Prócz tego, że zapuścił je i teraz sięgały prawie do ramion, a brązowe oczy były czujne, a nie przyjazne jak kiedyś.

 – Niemożliwe – wydusiłem, otwierając szerzej oczy. Jego spojrzenie zmieniło się na niedowierzające.

 – Nie wierzę – odezwał się schrypniętym z szoku głosem – Mircea?

 – Ja to powinienem powiedzieć, Nicolae – warknąłem wściekle – Mieszkałem u wampira! Piłeś w nocy naszą krew?

 – Nie – na twarzy ciemnowłosego pojawiło się obrzydzenie – Po prostu u mnie mieszkaliście. Opiekowałem się wami.

 – Wampir! – nie umiałem myśleć o niczym więcej. Nicolae jest cholernym wampirem!

 – Wybacz – wstał i pomógł mi się podnieść.

 – Co mam ci wybaczyć? Kłamstwa?! – byłem wściekły. Wyrwałem mu nóż i schowałem do buta.

 – Nie, o to nie śmiem prosić – nie wydawał się zaskoczony moim zachowaniem – Wybacz atak. Nieznajomy nieśmiertelny ze srebrną bronią stojący przed drzwiami jest dość niecodziennym widokiem. Ledwie cię poznałem. Dlaczego jesteś wampirem? Polowanie nie wyszło?

 Wymamrotałem coś o zdradzie, Draculi i zasadach, a mężczyźnie zrzedła mina.

 – Dracula? Co ty, do cholery, robiłeś u Draculi?!

 – Nawet nie pytaj.

 – Co tam robiłeś? – powtórzył twardo. Nie odpuści... westchnąłem ciężko, ale opowiedziałem mu wszystko. O teście, o zasadach Włada, o planie łowców. I rzezi w ośrodku... a gdy wspomniałem o Annie, mężczyzna przerwał mi:

 – Pozwoliłeś An was śledzić? I dotrzeć do Włada Draculi?!

 – Nie moja wina! Nie wiedziałem, że nas widziała – warknąłem – Gdybym wiedział, w życiu nie pozwoliłbym jej przekroczyć progu zamku!

Westchnął i opadł na najbliższe krzesło. Usiadłem obok niego.

 – Może lepiej by było, gdybym was nie zaczepiał tamtej nocy.

Otworzyłem usta, by zaprotestować, ale zamknąłem je, gdy nagle na twarzy mężczyzny pojawiło się przerażenie.

 – Jeśli ty jesteś tutaj... to Anna została sama z Draculą?

 – Nic jej nie zrobi – odparłem mając nadzieję, że mam rację – Nie łamie własnych zasad. Nie zabije jej.

 – Nie mówię o zabiciu, tylko o tym, co może jej zrobić, gdy go rozgniewa.

 – Ostrzegłem Annę, by się nie sprzeciwiała.

 – Wracaj do niej – nie przekonałem go. Zdążyłem poznać Włada na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie skrzywdzi Anny, jeśli nie zrobi nic złego. A nie była taka głupia, by próbować go zabić lub uciec. Do Nicolaego czułem jednak szacunek – mimo wszystko – i nie chciałem, by się bał o kogokolwiek, więc wstałem i przeczesałem ręką włosy.

 – Mogłeś mi powiedzieć, że jesteś wampirem, wiesz? Gdy już spotkałem Jurija...

 – Lepiej było nie mówić.

 – Twój wybór – wzruszyłem ramionami. Sam nie byłem pewny, czy lepiej by było, gdybym wiedział – Teraz się tego nie cofnie. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze, Nicolae. Mamy całą wieczność. Ale na razie żegnaj.

 – Żegnaj, Mircea – uśmiechnął się ciepło.

***

Karolina, 2009

Obawiałam się, że wrota okażą się dla mnie zamknięte. Że Władowi nic nie jest i czeka na kolejnego człowieka, który tu przyjdzie. Jednak otwarłam je bez problemu.

 – Wład? – zawołałam. Zaczęłam się wspinać po schodach – Wład! – krzyknęłam głośniej. Gdyby tu był, to przyszedłby do mnie... chyba. A może właśnie... nie? A jeśli naprawdę go zabrali?! Skierowałam się do komnaty, w której sypiałam.

 – Jasna cholera! – zaczynał mnie wkurzać – Jeśli tu jesteś, proszę, pokaż... – urwałam, stając w progu – ... się?

Powiedzieć, że w pomieszczeniu panował chaos, to mało powiedziane. Łóżko leżało w zupełnie innym miejscu niż powinno, a do tego przewrócone i w stanie katastrofalnym... Prawdopodobnie ktoś nim... rzucił. Ku swojemu przerażeniu zauważyłam też krople krwi na posadzce. Przez chwilę stałam w progu, ogarniając wszystko wzrokiem, a potem jęknęłam przerażona. Spóźniłam się! Zabrali go!

 – Karolino – wrzasnęłam, gdy nagle usłyszałam za sobą głos. Przez ułamek sekundy miałam nadzieję, że to Wład, jednak gdy się obróciłam, zobaczyłam Mirceę. Odsunęłam się od niego dla poczucia bezpieczeństwa.

 – Co tu robisz? – spytał zaskoczony – Nie powinno cię tu być.

 – Za to Wład powinien! Gdzie on jest i czemu tu jest taki... – ruchem ręki wskazałam łóżko – ... bałagan? Chaos?

 – A chciał, byś była bezpieczna – westchnął wampir – Mówił ci o tym, że jest przywódcą wampirów?

Kiwnęłam głową przestraszona. Moje obawy właśnie się sprawdzały.

 – Powstał bunt przeciwko niemu i... przyszli po niego. By go ukarać za takie zachowanie względem śmiertelniczki.

 – Żyje? – spytałam z sercem w gardle. Jeśli nie...

 – Tak. Uwięzili go – skrzywił się – Śmierć byłaby dla niego wybawieniem. Czemu nie zostałaś w ludzkim świecie? Powinnaś wykorzystać, że Wład pozwolił ci odejść. Jesteś jedyną, której pozwolił.

 – Ja... – zacięłam się – ... wiem. Pomyślałam, że mogliby go zabrać... i moje obawy się sprawdziły. Jest moim przyjacielem. Nie mogę go tam zostawić.

Mircea nie wydawał się być tym zdziwiony. Uśmiechnął się ciepło.

 – Więc chcesz go odbić?

 – Oczywiście! Pomożesz?

 – Jasne. Też chcę, by tu wrócił – odparł wampir, a uśmiech stał się smutny – Nawet nie musi być tym całym przywódcą. Po prostu ma wrócić.

***

Karolina, 2009

 – Co ty właściwie robisz? – patrzyłam, jak Mircea przeszukuje ścianę w zbrojowni.

 – Szukam... Jest! – w jego ręce błysnął klucz, który... wcisnął w jakąś szczelinę i przekręcił. Chwilę później coś zazgrzytało i kawałek ściany się przesunął. Patrzyłam z otwartymi ustami, jak Mircea znika w ukrytym przejściu.

 – To zamek, Karolino! Tajemne komnaty są w każdym zamku!

 – Co tam jest? – poszłam za nim z obawą. W progu stanęłam jak wryta. Pomieszczenie przypominało mniejszą wersję zbrojowni, a jednak różniło się znacznie. Po pierwsze był tu całkowity bałagan, wszystko walało się po ziemi. Po drugie widziałam tu inne bronie, nie tylko te średniowieczne. Na przykład pistolety...

 – Co to jest?!

Mircea szukał czegoś w jednym z rogów pomieszczenia.

 – Wład "gościł" co jakiś czas łowców... A to jego trofea. Zamknął je tutaj, by ktoś z nich nie skorzystał.

 – Więc skąd masz klucz?

 – Powiedział mi, gdzie go schował, więc wziąłem, gdy powiedziałaś, że chcesz go odbić. Bierz, co potrzebujesz. Proponuję sztylety albo jakiś lżejszy miecz.

 – Powiedziałeś, że bierzesz swoje rzeczy. Jak to?

 – Mieszkałem tutaj – odparł twardo – Kiedy byłem jeszcze człowiekiem, łowcą, przyszedłem zabić Włada Draculę, ale mnie pokonał. Tak się złożyło, że byłem kolejnym człowiekiem, na którego przyjście czekał.

Patrzyłam na niego, usiłując zrozumieć, co powiedział.

 – Ciebie też... karał?

 – A jakże. Byłem łowcą, miałem jeszcze gorzej – spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Gorzej...? Jak może to mówić z takim uśmiechem?!

 – Mam! – wyciągnął ze stosiku dwa skórzane pasy. Do obu były przyczepione pochwy ze srebrnymi sztyletami, a do tego przy jednym wisiała szabla.

 – To twoja broń...? – spytałam słabo. Przypiął oba na biodrach na krzyż.

 – Fajne, nie? Miałem jeszcze kilka flakoników z wodą święconą, ale Wład musiał je wyrzucić – wskazał na luki między nożami.

Otrząsnęłam się z zaskoczenia i sama rozejrzałam.

 – Jest tu gdzieś rapier? Tylko nim umiem się w miarę posługiwać...

 – Gdzieś tu widziałem... – rozejrzał się i podszedł do innego kąta – Tu – podniósł miecz i podał mi go. Wzięłam go i wysunęłam z pochwy. Ostrze wyglądało całkiem przyzwoicie.

 – Nie martw się, jest wystarczająco ostre.

 – Nie martwię się o to – mruknęłam – Tak bardzo. Bardziej o Włada. Że coś mu zrobili.

 – Coś na pewno – wzdrygnął się – Ale żyje, nie odważyliby się go zabić.

***

Karolina, 2009

Z piskiem strachu zamachnęłam się na wampira, który nagle pojawił się przede mną. Bez problemu uniknął ostrza i z tryumfującym uśmiechem wyciągnął w moją stronę rękę. Walczyć zdecydowanie nie umiałam.

Tyle, że miałam po swojej stronie Mirceę.

Nad moim ramieniem mignęła dłoń z szablą i zatopiła ostrze w gardle napastnika. Ten zacharczał i cofnął się zaskoczony. Chwilę później sztylet wbił się w jego serce.

Wszystko wydarzyło się w ciągu ułamka sekundy, a gdy Mircea wyszarpnął ostrze, skupiłam na nim wzrok. Nie wyglądał na zbyt rannego. Właściwie miał kilka ran, które już się kończyły leczyć...

 – Czuję go – odezwał się nagle i pobiegł korytarzem. Kilka godzin temu wyruszyliśmy do miejsca, gdzie według Mircei przetrzymywano Włada. To aż śmieszne, że ich siedziba leżała tak blisko zamku ich wroga. Władcy. Jak zwał, tak zwał.

 – Jasna cholera – zaklął Mircea i zatrzymał się gwałtownie. Prawie na niego wpadłam, a potem podążyłam za jego spojrzeniem i wciągnęłam ze świstem powietrze. W celi na ziemi leżał Wład i wyglądał okropnie. Mircea wyciągnął pistolet i przestrzelił zamek.

 – Jeśli ktoś nas jeszcze nie wiedział, że tu jesteśmy, to właśnie tu idzie – mruknął, gdy huk poniósł się echem – Bierz Włada, ja ich... zatrzymam.

 – Jasne – kiwnęłam głową, a potem moją uwagę całkowicie zajął więzień – Wład! – przypadłam do niego. Drgnął i uchylił powieki.

 – Dasz rade wstać? Musimy uciekać!

 – Nie! – głos miał chrapliwy i trochę przerażający – Nie ma cię tu! Nie rób mi nadziei, duchu, i odejdź!

 – Co...?

 – Majaczy! – zawołał Mircea i pojawił się przy kracie – Musieli się bawić w jego głowie. Nie wiedziałem, że ktoś umie tworzyć iluzję prócz niego – zmarszczył brwi – Miałem nadzieję tego uniknąć, ale prawdopodobnie musisz dać mu trochę swojej krwi, by uwierzył.

Zbladłam. Wład był tak osłabiony, że mógł się nie opanować...

 – Powstrzymam go – Mircea domyślił się moich obaw – Inaczej cię nie posłucha, Karolino! Musisz mu pokazać, że jesteś prawdziwa.

Roztrzęsiona wyszarpnęłam sztylet zza paska i dotknęłam przedramienia. Krzywiąc się, docisnęłam ostrze i pociągnęłam po skórze, tworząc trzycentymetrową czerwoną kreskę. Wład drgnął i pozwoliłam mu złapać moją rękę i przyssać się do rany. Syknęłam, gdy poczułam, że i tak mnie ugryzł. Mój próg bólu zdecydowanie podniósł się przez ostatni rok i mnie samą zaskoczyło to, że zabolało słabiej, niż się spodziewałam. Wampir zassał mocno i w tym samym momencie Mircea zaklął i sparował cios, który nagle na niego spadł. Chwilę później jego ostrze zabiło napastnika. Nie sprawiło mu to żadnego problemu.

 – Wład – jęknęłam, gdy zaczęłam czuć się słabiej – Wład!

Mircea przypadł do nas i dosłownie oderwał czarnowłosego ode mnie. Ten odetchnął i zakrył usta dłonią. Zrobił kilka wdechów. Wtedy dopiero spojrzał na mnie.

Prawie zemdlałam z ulgi, widząc jego przytomne spojrzenie. Zmęczone, głodne, ale przytomne.

 – Karolino! – wyszeptał – Co ty tu robisz? Powinnaś być...

 – Potem – przerwałam mu – Musimy się stąd wydostać.

 – Daj mi miecz – wymamrotał Wład, próbując wstać. Wyglądał marnie. Przez chwilę zastanawiałam się, czy wyglądałam kiedyś tak marnie jak on teraz... i wywnioskowałam, że nie. Nawet, gdy sama byłam w lochach.

 – Muszę pomóc Mircei...

 – Daj spokój! – warknęłam, zarzucając jego ramię na swoje barki i pomagając mu się podnieść – Poradzi sobie. Ty się lepiej interesuj, by pozostać przytomnym

Nie dostałam odpowiedzi.

 – Wład? – zaniepokoiłam się – Nie zasypiaj! Mów do mnie!

 – Nie zasypiam! – mruknął, ale półprzytomnym tonem.

 – Mów coś, cokolwiek, proszę – zacisnęłam zęby. Nie znałam się na sprawach typu takiego osłabienia i wolałam, by mówił. Wtedy miałam pewność, że jest przytomny. Chwiejnie podążyliśmy za Mirceą, który zatrzymywał się na rogu każdym zakręcie i sprawdzał, czy ktoś się nie czai. Wład chwilę coś mamrotał, pokazując niezadowolenie, a potem zaczął opowiadać:

 – Nie wiem, jak udało... im się mnie złapać i uwięzić... tutaj. Kilka dni po tym, jak... odstawiłem cię do domu, całą grupą... wdarli się do twierdzy. Kilku unieszkodliwiłem, ale od twojego... odejścia nic nie wypiłem... i byłem zbyt słaby – wyczułam zawahanie – mentalnie i fizycznie.

Wiedziałam, o co mu chodzi, więc nie miałam potrzeby dopytywania, co znaczyło "mentalnie". Czułam też, że Wład nie chce o tym teraz mówić. I nie była to dobra pora.

***

Anna, 1794

Poczułam, jak ktoś brutalnie łapie mnie za podbródek i przekręca głowę. Przez szyję przeszła ostra fala bólu. Jęknęłam półprzytomnie i przekręciłam się na bok, próbując zakopać się w miękkiej pierzynie i odciąć od tego kogoś, kto nie pozwalał mi spać. Czyjeś palce przejechały po ranach na szyi i usłyszałam głos Mircei. Lekko piskliwy, niedowierzający głos Mircei.

 – Ugryzł cię. Masz ślady po ugryzieniu.

Oprzytomniałam od razu, znając jego porywczy charakter. Następne słowa utwierdziły mnie w tym przekonaniu:

 – Wykorzystał moją nieobecność. Zabiję go.

Zanim zdążyłam zareagować, trzymająca mnie dłoń zniknęła i usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Pojękując z bólu wyszłam z łóżka.

 – Mircea! – krzyknęłam najgłośniej, jak umiałam. Musiałam go ostrzec, powiedzieć mu, jak to wszystko wyglądało...

Wyszłam chwiejnie z komnaty i w tej samej chwili usłyszałam głuche uderzenie. Przerażona pobiegłam, obijając się o ściany, tam, skąd, jak mi się wydawało, dochodził ten dźwięk.

 – Wład?! – wrzasnęłam – Proszę, nie rób mu krzywdy!

Dopiero po kilku minutach odkryłam, gdzie się spotkali. Stanęłam na szczycie schodów w holu głównym i zobaczyłam Mirceę z rękami rozrzuconymi prostopadle do ciała. Z przestraszonym piskiem zbiegłam na dół, potykając się, i padłam na kolana obok niego. Oczy były otwarte, ale puste spojrzenie wbite w sufit wskazywało na to, że coś jest nie tak.

 – Mircea? Mircea! – potrząsnęłam nim lekko. Ku mojej uldze, jego wzrok z sufitu przeniósł się na mnie.

 – Nie przekonałem go, by cię nie gryzł – powiedział bezbarwnym głosem.

 – Nic nie szkodzi – jęknęłam – Zrobił ci coś?!

 – Nic poważnego – z ciężkim westchnięciem usiadł i spojrzał na swoje stopy.

 – Gdzie byłeś?

 – U... Nicolaego. Powiedziałem mu, że go odwiedzę i w końcu to zrobiłem – przez twarz Mircei przebiegł mroczny cień, a ja wyczułam, że coś złego tam się wydarzyło.

 – Nic mu się nie stało? – spojrzałam na niego przestraszona.

 – Nie, dzisiaj nie. Za to dzieje mu się od ponad dwustu lat! – odparł ostro, podnosząc się gwałtownie. Odskoczyłam instynktownie, zaalarmowana wampirzą szybkością, ale zaraz potem znieruchomiałam.

 – O czym ty...

 – Jest wampirem! – krzyknął takim tonem, jakby mówił to również do siebie.

 – Mieszkaliśmy u wampira?!

 – Tak – Mircea odetchnął głęboko, próbując się uspokoić – Nicolae wydaje się być "tym dobrym".

 – Bardziej czy mniej niż ty? – spytałam kwaśno, szok spychając na bok. Spojrzał na mnie ostro i wystraszyłam się.

 – Nie wiesz co mnie zmusiło do przemiany.

 – To mi w końcu powiedz!

 – Nie zrozumiesz! – warknął. Otworzyłam usta, ale nic nie powiedziałam, bo nagle zorientowałam się, że cierpi bardziej, niż podejrzewałam. Cała złość wyparowała.

 – Mircea... – odezwałam się – Pozwól mi sobie pomóc.

Przez kilka sekund nawet nie drgnął, patrząc na mnie wzrokiem, który z rozdrażnionego zmienił się w smutny. Wyciągnęłam w jego stronę ręce, zapraszając do uścisku.

 – Nie jestem twoim wrogiem, Mircea – odezwałam się cicho – Nie umiem się na ciebie długo gniewać, przecież wiesz. Nawet gdybym chciała.

Zanim zdążyłam mrugnąć, poczułam, że zimne ręce mnie obejmują i przyciskają do siebie. Też go objęłam i mocno przytuliłam. Zorientowałam się, jak bardzo mi go brakowało...

 – An. Łowcy chcieli mnie zabić. Nie przerywaj mi, proszę – dodał, gdy poczuł jak drgnęłam – Myślisz, że ktokolwiek ma szansę samotnie pokonać Włada?

 – Nie wierzę.

Oparł brodę na mojej głowie i milczał – pewnie zastanawiał się, co powiedzieć.

 – Dlaczego mieliby chcieć twojej śmierci? – podpowiedziałam.

 – Widziałem coś, czego nie powinienem. Trafiłem kiedyś do piwnic, tam było pomieszczenie wyglądające jak laboratorium.

 – Co tam robili?

 – Nie wiem. Jeśli cokolwiek widziałem, już zapomniałem.

 – Ale i tak postanowili cię zabić – nagle znienawidziłam łowców. Syknęłam z wściekłością – Nie miałeś zielonego pojęcia, o co chodzi, ale i tak wysłali do Draculi!

Mircea przytulił mnie mocniej, ale ograniczył siłę do odpowiedniego poziomu, by mnie nie zmiażdżyć.

 – Właściwie, to czemu żyjesz? – zmarszczyłam lekko brwi i odsunęłam się, by go widzieć.

 – Wolałabyś widzieć mnie martwego? – wymuszony uśmiech pojawił się na jego twarzy.

 – Mircea! – zawołałam z oburzeniem i zniecierpliwieniem – Wiesz dobrze, że to ważne pytanie!

 – Tak – przeciągnął lekko samogłoski, jakby nie chcąc mówić dalej – Bo widzisz, Wład ma swoją główną zasadę i sumiennie jej przestrzega.

 – Jaką? – nagle poczułam ścisk w gardle.

 – Pozwala jednemu, dokładnie jednemu, człowiekowi dostać się do zamku i w nim mieszkać. Gdy jeden umrze, czeka na następnego. Trafiłem na ten moment. A teraz ty.

 – Przecież to ty tu... – urwałam, nagle przypominając sobie moment, gdy przekroczyłam próg zamku, i ich rozmowę. "Ty już jesteś wampirem" – powiedział do niego Dracula.

Więc to ja weszłam do zamku, gdy nie było w nim człowieka.

 – Władzie Draculo! – wrzasnęłam na całe gardło, odsuwając się od Mircei. Pojawił się kilka metrów przede mną z kwaśną miną.

 – Nie musisz używać mojego przydomka, bym cię usłyszał.

 – Nie będę z tobą mieszkać! – zrobiłam w jego stronę gniewny krok, ale zaraz potem Mircea otoczył mnie rękami w pasie, nie pozwalając podejść do Draculi.

 – Puszczaj!

 – Puść ją – niespodziewanie poparł mnie Wład.

 – Nie! – w głosie Mircei pobrzmiewała panika – Wiem, co się stanie, gdy chociaż spróbuje cię uderzyć!

 – Stanie się, co ma się stać – odparł zimno i w jego oczach pojawiły się czerwone iskierki – Pamiętaj, że wciąż jesteś na moim terenie. A ja nie toleruje nieposłuszeństwa.

Mircea wzdrygnął się, a chwilę później swoją aurę Wład skierował na mnie. Mroczna, niewidzialna siła uderzyła we mnie. Straciłam oddech i poczułam, jakby grawitacja zwiększyła się dziesięciokrotnie. Mircea puścił mnie, a ja zaraz potem upadłam na kolana i oparłam się rękoma o posadzkę, oddychając ciężko.

Po kilku sekundach aura zniknęła. Podniosłam wzrok na wampira, który stał teraz dwa metry ode mnie.

I mimo tego, co przed chwilą się stało, podniosłam się z wściekłością.

 – Jak śmiesz... – gdy zrobiłam krok w jego stronę, nogi się pode mną załamały i dosłownie wpadłam w jego ramiona.

 – Uspokój się – wymruczał, a ja znieruchomiałam, bynajmniej nie z powodu jego słów, tylko rąk trzymających mnie za ramię i pas. A moja szyja znajdowała się niebezpiecznie blisko jego ust...

 – A ty mnie puść – odwarknęłam, próbując nie okazać strachu.

 – Skoro wolisz upaść... – spełnił życzenie i nagle upadłam na ziemię jak worek ziemniaków. Zaczęłam się podnosić.

 – Do cholery, Władzie Draculo, przestań mnie...

 – Jeśli wstaniesz, ugryzę cię.

Rozległ się okrzyk grozy od strony Mircei, ja też zamarłam przestraszona.

 – I mówiłem ci, nie zwracaj się do mnie z przydomkiem. Ma to jakiś cel?

Podniosłam na niego wzrok.

 – Tak się nazywasz – odparłam, nagle prawie bez gniewu.

 – Nie, nazywam się Wład. Jesteś łowczynią. Powinnaś wiedzieć, że i Dracula, i Palownik, to przydomki, prawda? – spytał z kpiną, a zaraz potem spoważniał – Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie Draculą, potraktuję to, jakbyś mnie zaatakowała.

Gdzieś za mną znowu coś zaszeleściło.

 – Wład!

 – Zostań, gdzie jesteś – powiedział spokojnie wampir, nie odrywając ode mnie zimnego spojrzenia, a ja domyśliłam się, że Mircea znowu próbował zainterweniować.

 – A jak traktujesz kogoś, kto cię zaatakował? – spytałam, zaczynając się podnosić.

 – Spytaj Mircei – kiwnął lekko głową w jego stronę. Wstałam i zachwiałam się, ale ostatecznie utrzymałam równowagę.

 – Życie ci niemiłe? – nagle Wład chwycił mnie za żuchwę i zmusił do spojrzenia na niego. Nie wyglądał już na wściekłego, teraz raczej zdziwionego. Nie wiedziałam, o co mu chodzi... a on uświadomił mnie następnym zdaniem:

 – Miałaś nie wstawać.

 – Wład, nie! – krzyknął Mircea, a ten nawet na niego nie spojrzał, wbijając zielone oczy w moje. Uśmiechnął się kpiąco.

 – To był jej wybór.

 – Nie, czek... – urwałam, gdy wbił kły w moją szyję i pisnęłam z bólu, zaczynając się szarpać.

 – Puszczaj!

 – Nie ruszaj się, a nie będzie boleć – wymruczał mi do ucha, a potem znowu zassał.

 – Dobra, dałeś mi nauczkę... ale możesz już puścić – tak jak wcześniej przed oczami pojawiły się plamy i mój głos zabrzmiał słabo. Mężczyzna otoczył mnie ramionami i przytrzymał, gdy chciałam się osunąć, ale ledwie to poczułam, tonąc w nieświadomości.

***

Anna, 1794

Jakiś czas po obudzeniu leżałam półprzytomna, aż w końcu, gdy ktoś otworzył drzwi mojego pokoju, rozbudziłam się całkowicie. Mimo to nie poruszyłam się obojętna na to, co Wład ode mnie chce.

 – An? – usłyszałam Mirceę. Obróciłam się z cichym jękiem i spojrzałam na niego zaskoczona.

 – Co tu robisz? – wychrypiałam i skrzywiłam się, gdy szyję przeszył ból.

 – Nie rób tak więcej – na twarzy mężczyzny niepokój mieszał się ze smutkiem – Nigdy więcej nie próbuj zaatakować Włada i nie łam zakazów.

 – Zapomniałam – wymamrotałam, odwracając wzrok z zażenowaniem. Naprawdę zapomniałam, że zagroził ugryzieniem, jeśli wstanę.

Mircea westchnął ciężko i usiadł na łóżku. Przez chwilę na mnie patrzył, a ja z jakiegoś powodu nie chciałam skrzyżować spojrzeń.

 – Musisz zjeść – odezwał się po chwili i poklepał mnie w udo – Nie jadłaś od zbyt dawna. Chodź, zrobię ci coś.

***

Karolina, 2009

Mircea zakazał mi chodzenia do komnaty Włada, ale po kilku dniach nie powstrzymałam się. Jasnowłosy wampir gdzieś poszedł... jeśli Wład postanowi mnie zabić, to nikt mnie nie uratuje. Pogodziłam się z tą myślą i przekroczyłam próg.

Zdążyłam zrobić dwa kroki, a potem błyskawicznie zostałam przyciśnięta do ściany. Nie zdążyłam ani się odezwać, ani nawet spojrzeć na Włada, zanim mnie ugryzł. Stłumiłam okrzyk bólu i oparłam zaciśnięte pięści na jego klatce piersiowej. Z lekkim strachem zorientowałam się, że tracę siły zbyt szybko.

 – Wład... – nie zamierzałam się opierać fizycznie, ale miałam nadzieje, że zareaguje na mój głos – Wład, proszę... Chcesz mnie zabić?

Wydawało mi się, że drgnął na te słowa, ale nie przerwał. Moja bariera zaczęła dopuszczać do umysłu coraz więcej bólu i stęknęłam, zginając się lekko. Zaczynałam tracić przytomność. – Wład, to ja...! – zanim tu weszłam, wydawało mi się, że jestem gotowa umrzeć z rąk Draculi, ale teraz na tą myśl ogarniała mnie panika.

Nagle wampir odepchnął się od ściany i cofnął kilka chwiejnych kroków. Odetchnęłam z ulgą i osunęłam się na ziemię. Udało mu się opanować...

 – Wyjdź stąd! – głos Włada przeciął powietrze jak ostrze. Podniosłam na niego wzrok, na co zrobił jeszcze jeden krok do tyłu.

 – Jeśli chcesz przeżyć, wyjdź! – powtórzył. Zignorowałam to i przyjrzałam mu się. Po przebywaniu w celi nie było już prawie śladu, jedynie mocne cienie pod oczami i niepewność przy poruszaniu się. I wciąż bał się, że mnie zabije?

 – Nie zabijesz mnie – wyszeptałam ledwie dosłyszalnie – Wiem, że mnie nie zabijesz. Powstrzymałeś się teraz, następnym razem też dasz radę.

Obserwowałam, jak uspokaja się powoli i przypominałam sobie momenty z mojego mieszkania w zamku; kiedy wyglądał na niezwyciężonego, aroganckiego dupka...

Nagle znalazłam się w silnym uścisku. Serce podeszło mi do gardła, ale wampir tylko mnie przytulił...

 – Przepraszam cię, przepraszam cię, Karolino – zaczął szeptać – Tak często wystawiałem cię na niebezpieczeństwo...

 – Przecież jestem twoją własnością, możesz robić, co zechcesz – próbowałam pozbyć się poważnego tonu w głosie Włada. Nie pasował do niego... nie udało mi się:

 – Nawet o swoją własność się dba.

 – Odsuń się od niej! – w znajomym głosie pobrzmiewała panika i Wład błyskawicznie odskoczył pod przeciwległa ścianę równie zaskoczony jak ja. W progu stał Mircea ze sztyletem w dłoni i patrzył na mnie przerażony.

 – Nie zbliżaj się – wskazał ostrzem na Włada, a potem przypadł do mnie – Jestem gotowy go użyć, jeśli cokolwiek zrobisz.

 – Nic mi nie jest – odezwałam się cicho.

 – Nie mogę cię zostawić nawet na chwilę, żebyś nie próbowała się zabić?! – w głosie pobrzmiewał strach pomieszany z ulgą.

 – Nie próbowałam się zabić – mruknęłam.

 – Mircea – oboje jednocześnie spojrzeliśmy na Włada. Stał pod ścianą i drżał lekko – Proszę, opatrz ją.

 – A myślisz, że co zamierzam? – warknął wampir – Zrobić sobie popołudniową herbatkę? Jesteś w stanie wstać?

Minęła chwila, zanim zajarzyłam, że to mnie spytał.

Podparłam się o ścianę i wyprostowałam nogi, ale po sekundzie nie wytrzymałam i upadłam. Mircea złapał mnie, rzucił Władowi wściekłe spojrzenie, po czym zaprowadził mnie do komnaty.

 – Opanował się – odezwałam się – Nie skrzywdziłby mnie.

 – Prawie cię zabił – mruknął w odpowiedzi, kładąc mnie na łóżku – Nie powinienem was zostawiać samych.

 – Ale...

 – Mówiłem ci, żebyś nie zbliżała się do niego. Powinienem się domyślić, że nie posłuchasz.

 – Ale nie zabił mnie. Opanował się! Czemu wciąż się boi?

 – Że zrobi ci krzywdę. Przy innym człowieku spokojnie mógłby funkcjonować, ale przy tobie łatwiej traci kontrolę. Tak działa miłość. Opiekuńcza również.

 – Opiekuńcza? – powtórzyłam.

 – Nie powiedział ci? – Mircea również wydawał się zaskoczony – No tak. Nie bardzo miał kiedy. Po pocałowaniu cię wymyślił, że to tylko miłość opiekuńcza. Dlatego pozwolił ci wrócić do domu. Nietrudno byłoby domyślić się, jakie napięcie byłoby między wami, gdybyś nie odwzajemniła uczucia. Bo wiesz co? Długo sądził, że go nienawidzisz. Za tego łowcę.

 – Łow... – zbladłam, domyślając się o kim mówi. Allen. To byłoby podobne do kogokolwiek innego – bać się nienawiści za zabójstwo – ale nie do niego. Nie do Włada Palownika.

***

Karolina, 2009

Co robić co robić co robić?

Stałam przy otwartym na oścież oknie i patrzyłam na las.

Nie mogłam iść do Włada, bo wciąż mógł mnie zaatakować, a poza tym przerażała mnie perspektywa powiedzenia mu, że nie nienawidzę go. Z jakiegoś powodu bałam się to powiedzieć. Poza tym... nie nienawidziłam go, ale nawet jeśli obawiałam się o niego, wciąż pamiętałam, że z zimną krwią zabił Allena... chociaż wcześniej kilka razy zaproponował mu odejście. Więc czy to, że nie żył, było winą samego Allena? Wiedział, że nie wygra z najsilniejszym wampirem, a mimo to został. Dlaczego? Zrozumiałabym, gdyby mnie zostawić. Ba, błagałam go o to!

Co robić co robić co robić...

Mircea prawdopodobnie siedział w bibliotece, mogłabym poprosić, żeby

przypilnował, by Wład mnie nie zaatakował... i coś tam by wynikło...

Zamknęłam okno, obróciłam się... i znieruchomiałam.

Stał przy drzwiach, opierając się o ścianę i patrząc na mnie. Ręce zwisały bezwładnie przy ciele, spojrzenie było niespokojne. Mimowolnie cofnęłam się odrobinę i zobaczyłam, że zabolało go to. Milczeliśmy chwilę. Jak długo tu stał i mnie obserwował?

 – Mogę podejść? – usłyszałam jego cichy głos. Niepewnie pokiwałam głową, a ten ostrożnie zaczął iść w moją stronę.

 – Wybaczysz mi?

 – Co mam ci wybaczyć?

 – Wszystko. Wszystko, co ci do tej pory zrobiłem.

Zatrzymał się w odległości metra ode mnie. Pomyślałam, że jednak ciężko jest wybaczyć tyle krzywd... a Wład zauważył to zawahanie. Ściągnął lekko usta, spojrzenie stwardniało, a gdy chciałam mu odpowiedzieć, wyjaśnić, że mogę mu wybaczyć, wpadł mi w słowo:

 – Rozumiem cię. Nie tłumacz się. Teraz zniknę na jakiś czas, może na zawsze...

 – Co?! – wydusiłam zaskoczona – Jak to? Po co?

 – Potrzebuję załatwić... kilka spraw.

Stałam tak przed nim w zbyt wielkim szoku, by oponować.

 – No nie wierzę! – usłyszeliśmy głos Mircei od drzwi i oboje wzdrygnęliśmy się. Wład błyskawicznie obrócił się w jego stronę.

 – Już jest... – zaczęłam, ale przerwał mi zdenerwowany:

 – Starałem się cię uchronić przed Władem, ale widzę, że chyba jest już dobrze. Miałaś rację – skrzywił się i zwrócił się do Włada – A ty... już nie jestem ci nic winien. Wracam do Anny.

Odwrócił się i wyszedł. A ja znów zostałam w zamku jedynie z Draculą – ale tym razem nie czułam strachu.

***

Anna, 1794

Kilka dni później ktoś do Włada przyszedł. A mianowicie dwa wampiry. Całą trójkę spotkałam na holu przy wrotach, gdy wracałam z kuchni. Wład stał przed nimi i mimowolnie się przestraszyłam, bo na jednego z nich łypał gniewnie.

Wampir ten miał brązowe włosy do ramion i patrzył na Włada ze złośliwością w oczach. Ładnych, miodowych oczach. Przełknęłam ślinę, gdy spojrzenie przeniosło się na mnie, jednak złośliwość nagle zmieniła się w ciepło pomieszane z ciekawością.

 – Pewnie to ty jesteś Anną – podszedł do mnie i zanim zdążyłam zareagować, chwycił moją prawą dłoń. Gdy złożył na niej delikatny pocałunek, przeszły mnie – o zgrozo! – przyjemne dreszcze. Drugi wampir uniósł brwi, ale miałam wielką nadzieję, że to przez zachowanie towarzysza, a nie moją reakcję.

 – Wład!

Wyrwałam rękę przestraszona, gdy z góry rozległ się krzyk Mircei. Wampir stanął na szczycie schodów z zaskoczeniem i podejrzliwością, a potem omiótł obecnych spojrzeniem, zatrzymując się chwilę dłużej na mnie. Wyczułam napięcie między nim a nowoprzybyłymi i wzdrygnęłam się. Było tak namacalne, że aż... upiorne. Do momentu, jak głęboki głos wampira, który mnie pocałował, zmienił się w jęk.

 – No nie! – wyraźnie sfrustrowany obrócił się, załamując ręce – Nie mogłeś poczekać jeszcze kilku sekund? Nie zdążyłem się należycie przedstawić!

Dopiero po chwili zauważyłam lekki uśmiech na jego twarzy i zorientowałam się, że na wpół udawał. Mircea przez chwilę patrzył na niego zdenerwowany i zdezorientowany, a potem odezwał się:

 – Kim jesteście?

 – To mój przyjaciel Hush i jego przyjaciel Say – Wład uprzedził nowoprzybyłych, obracając się w stronę Mircei. Słowa "jego przyjaciel" dały mi do zrozumienia, że go nie lubi. Jasnowłosy mężczyzna nazwany Hushem spojrzał na stojącego na szczycie schodów wampira z zaciekawieniem.

 – Zakładam, że jesteś Mircea. Dlaczego tak dobry łowca jak ty został wampirem?

 – Nie jestem tak dobrym łowcą, za jakiego najwyraźniej mnie uważasz – odpowiedział mu, siląc się na spokój.

 – Ale złym też nie, skoro wysłano cię, byś zabił Włada Draculę.

 – Uwielbiam, gdy Hush wdaje się w rozmowy – nagle koło ucha usłyszałam szept i odskoczyłam z piskiem od Saya, który niespostrzeżenie podkradł się do mnie. Zwróciłam tym uwagę wszystkich obecnych. Wład spojrzał znudzony, Hush z ciekawością, Say z szerokim uśmiechem odsłaniającym kły... a Mircea prawie od razu wbił zabójcze spojrzenie w Saya. Z całą siłą dotarło do mnie, że teraz znajduje się w budynku nie z jednym i nie dwoma wampirami, ale z całą czwórką. Zbladłam.

 – Odsuń się od niej – Mircea rzucił Sayowi mordercze spojrzenie, więc ten odszedł na kilka kroków, ale z szerokim uśmiechem. Spojrzał na mnie. Poczułam, że się rumienię...

Rumienię?!

 – To ja pójdę do siebie i nie będę wam przeszkadzać... – musiałam stąd jak najszybciej zniknąć, obecność Saya źle na mnie działała...

 – A kto powiedział, że przeszkadzasz? – wampir nagle pojawił się obok mnie i objął w pasie. Zanim zdążyłam zaprotestować, poprowadził mnie do Husha i Włada.

Czy to możliwe, że robił to specjalnie? Że już zauważył, co się ze mną dzieje i dokładał do tego, by mnie zdemaskować?

Ale jego ruchy, nawet ręka, którą mnie obejmował, wydawały się zupełnie nieświadome i nie dwuznaczne...

 – Posłuchaj, o czym rozmawiamy, ciebie też to dotyczy.

Skutecznie odwrócił moją uwagę od rozmyślań i spojrzałam na wampiry trochę zaskoczona. Mircea, który zdążył już zejść na dół, patrzący na nich podejrzliwie, lekko wkurzony Wład, Hush z miną oznaczającą, że jednak chciałby już stąd iśc i wciąż uśmiechnięty Say.

 – Już skończyliśmy – Wład patrzył na obejmującego mnie wampira z groźbą. Nie wiedziałam, co robić. Z jednej strony chciałam się wyrwać Sayowi, z drugiej było mi całkiem przyjemnie, mimo chłodu bijącego od jego twardego, umięśnionego ciała...

 – To może powtórzymy, by Anna też mogła to słyszeć? – ciało to poruszyło się, gdy Say wziął oddech.

 – Nie, nie powtórzymy. Zaraz wyrzucę cię za drzwi własnoręcznie – warknął Wład.

 – Dobra, dobra – ku mojej uldze puścił mnie i ruszył do drzwi. Jednocześnie poczułam niemiłą pustkę po zimnej skórze wampira.

 – Uważaj, Władzie, nie są zadowoleni z rzezi, którą zrobiliście u łowców – ostrzegł jeszcze Hush i wyszedł z zamku za Sayem.

 – Kim oni są i czego chcieli? – spytał Mircea, patrząc na Włada, ale podchodząc do mnie.

 – Hush pilnuje, bym przestrzegał własnych zasad. Say mu... towarzyszy.

 – Dlaczego ktoś pilnuje ciebie? – mężczyzna objął mnie w obronnym geście. Czyli nie zauważył mojej reakcji na Saya, myśli, że tylko mnie napastował! W myślach odetchnęłam z ulgą.

 – Zostałem przywódcą – lub władcą, jak wolisz – za zgodą całego społeczeństwa, jednak w umowie między nami było powiedziane, że ja sam mam przestrzegać zasad, które mają obowiązywać resztę. Dodatkowo na moją zachciankę, by mieszkał w zamku człowiek, również nałożono pewne reguły. Hush pilnuje, by były przestrzegane.

 – A Say? – wyrwało mi się, zanim zdążyłam pomyśleć. Wład spojrzał na mnie dziwnie.

 – Say jest przyjacielem Husha, ale też czasami przychodzi, by mnie sprawdzić. Chociaż "sprawdzić" to złe słowo. Jeśli Say sam do mnie przychodzi, to faktycznie by sprawdzić. Jeśli jednak towarzyszy Hushowi, to odpowiedniejszym określeniem byłoby, że chce mnie wkurzać.

***

Anna, 1794

Cholera, cholera, cholera!

Zerwałam się z łóżka z okrzykiem frustracji i potknęłam się o własne nogi. Zamachałam rękami, odzyskując równowagę.

A czemu miałam taki nastrój? Bo przeczytała w książce opis jakiejś postaci i od razu pomyślałam o wampirze. Sayu!

Czy to jest zakochanie?

Zakochałam się w wampirze?!

Nawet głowa mnie przez niego bolała. Zaczęłam krążyć po pokoju wściekła na siebie.

No nie wierzę! Łowczyni zakochała się w wampirze!

Nagle potknęłam się o własne nogi. Przez zdenerwowanie mój refleks łowcy zmalał i upadłam na podłogę, uderzając głową o kamienną posadzkę. Zerwałam się gwałtownie, wściekła na Saya. Pomieszczenie zawirowało od nagłego ruchu. To wszystko przez niego!

Poczułam mdłości i przycisnęłam rękę do ust. Świetnie, jeszcze zaczynam chorować!

Po kilku sekundach pomyślałam, że to dziwna choroba. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.

 – Mircea...! – zawołałam z paniką i chciałam wybiec na korytarz, ale zanim dotarłam do drzwi, znowu przestałam widzieć. Potknęłam się i straciłam równowagę, jednak zanim uderzyłam w ziemię, byłam już nieprzytomna.


Komentarze

Mam nadzieję, że kolejny rozdział już niedługo <3

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany