Opowiadanie użytkownika Fanriel

Wstęp do Kolegium (one-shot)

local_library106 comment16 thumb_up8
13-06-2018 14:30

     – Jak to się zaczęło? – powtórzyła jego pytanie, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. – Naprawdę chcesz tego słuchać? 

     – Oczywiście – potwierdził, nalewając wina do drewnianych kubków, które przed chwilą przyniósł zza baru. 

     – Dobrze… – Veronika odłożyła wypolerowany już sztylet na częściowo połamanym stole i zamyśliła się na chwilę, patrząc w rozbite okno. – Nie miałam jeszcze piętnastu lat, gdy uciekłam z domu. – Przeniosła na niego wzrok. – Wolałam zrezygnować z wygodnego życia, niż podporządkować się rodzicom. Nie chciałam przestrzegać ich zasad. 

     – Wymagali od ciebie czegoś wyjątkowego? – zainteresował się. 

     – Nie. – Pokręciła głową. – Chcieli tylko mojego dobra. Teraz doskonale to rozumiem, jednak wtedy widziałam to zupełnie inaczej. Nade wszystko ceniłam swoją wolność i niezależność. Dlatego podjęłam taką decyzję. 

     – Była spontaniczna, czy może dobrze przemyślana? 

     – Zupełnie spontaniczna. Doskonale pamiętam ten dzień… To było lato, pogoda nas rozpieszczała. Przy śniadaniu pokłóciłam się z rodzicami. Matka nalegała, bym spojrzała przychylniej na syna sąsiadów. Łudziła się, że małżeństwo mnie odmieni. Na moje zdecydowane protesty ojciec odpowiedział propozycją przyświątynnej szkoły. Pewnie i tak by mnie tam nie wysłał, ale jak się pewnie domyślasz, dla mnie tego było za wiele. – Upiła łyk wina. – Gdy wyszli z domu, długo się nie zastanawiając, spakowałam część swoich rzeczy, kilka należących do nich i zniknęłam. 

     – Obrałaś sobie jakiś cel, czy po prostu chciałaś być jak najdalej od domu? 

     – Ellenstedt. Raz ojciec zabrał mnie tam, gdy podróżował w interesach. To miasto zrobiło wtedy na mnie ogromne wrażenie. Wykombinowałam sobie, że nie ma lepszego miejsca na rozpoczęcie nowego życia niż stolica prowincji i właśnie tam się udałam. 

     – To kawałek drogi od Drangen. Nie bałaś się? Przecież wszyscy wiedzą, jak niebezpiecznie bywa na trakcie. 

     – Wtedy niczego się nie bałam. – Uśmiechnęła się. – Na szczęście podróż odbyła się bez nieprzyjemnych przygód. Miałam sporo szczęścia. Myślę, że Inwis nade mną czuwał. 

     – Zdaje się, że jesteś jego ulubienicą tego boga – wtrącił. – Ellenstedt spełniło twoje oczekiwania? 

     – To duże miasto, przez co i możliwości było wiele. Zaczęłam od spieniężenia rzeczy, które ukradłam rodzicom. Potem wynajęłam niewielkie mieszkanko w starej kamienicy. Nie kosztowało zbyt wiele, więc i o wygodach można było pomarzyć, ale nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo się z niego cieszyłam. 

     – A z czego się utrzymywałaś? Opowiedz o swojej pierwszej pracy – poprosił. 

     Veronika popatrzyła na niego z rozbawieniem. 

     – Znalazłam prostszy sposób na zdobycie pieniędzy. Codziennie chodziłam na rynek. Zawsze było tam tłoczno i nie miałam problemów, by ze straganu wziąć coś do jedzenia. Targujący się miedzy sobą kupcy także bywali nieuważni i nieraz właśnie przez to tracili swoje sakiewki. Dzięki nim stać mnie było nawet na porządne buty. 

     – Sporo ryzykowałaś – stwierdził. 

     – Miałam do tego predyspozycje. Poza tym dobrze ubrana i zadbana młoda kobieta nie budziła podejrzeń, co znacznie ułatwiało mi zadanie. – Znów się napiła. – Problem pojawił się, gdy zwróciłam na siebie uwagę gildii złodziei. Wiesz, że oni nie tolerują niezrzeszonych. Albo oddajesz im część łupów, albo nie masz czego szukać w mieście. 

     – I co? Wyjechałaś? – dopytywał. 

     – Nie. Przyłączyłam się do nich i zaczęłam poznawać tamtejszy półświatek. W zasadzie wtedy przestałam pracować na własną rękę. Gdy potrzebowałam pieniędzy, informowałam o tym gildię i dostawałam konkretne zlecenie za określone wynagrodzenie. Przyznam, że całkiem nieźle płacili. Z czasem moje dochody wzrastały, bo okazało się, że naprawdę mam talent… – Bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby omiotła wzrokiem pustą izbę, w której siedzieli. – Przełomowym momentem w mojej nielegalnej karierze okazała się wizyta strażników miejskich w moim mieszkaniu. – Wzdrygnęła się na wspomnienie tego spotkania. – Oficer, który się u mnie zjawił, oświadczył, że wie o moim zajęciu i skończę w więzieniu, jeśli nie sprzedam im Cichego. Był to jeden z najlepszych włamywaczy w Ellenstedt. 

     – Słyszałem o nim – powiedział. – To legenda. 

     Veronika pokiwała głową. 

     – Oczekiwał, że doniosę o kolejnej planowanej akcji i będą mogli go złapać na gorącym uczynku. 

     – Co zrobiłaś? 

     – Byłam naprawdę przerażona i obiecałam mu współpracę, jednak nie zamierzałam dotrzymać słowa. Czym prędzej udałam się do najważniejszego ze znanych mi członków gildii i poinformowałam go o zaistniałej sytuacji. Hans mnie wtedy uspokoił i zapewnił, że zajmie się tą sprawą. 

     – Miałaś kłopoty? – zapytał. 

     – Nie. Wkrótce wydało się, że całe to zdarzenie było zainscenizowane przez gildię. Chcieli sprawdzić moją lojalność, bo jak się okazało, miałam poznać Księżną Złodziei - Jednooką Angelę. Ta kobieta kontrolowała niemal wszystkie nielegalne przedsięwzięcia w mieście, a potem w całej prowincji. 

     – O niej też słyszałem. Kiedyś w Kolegium krążyła plotka, że twój mistrz miał z nią romans. 

     – Tego nie wiem na pewno, ale sądzę, że to bardzo prawdopodobne – przyznała. – Nie do wiary, że kogoś jeszcze to interesuje po tylu latach… 

     – Chyba odbiegamy od tematu – zauważył, posyłając jej uśmiech, do którego od zawsze miała słabość. 

     – Zaproponowała mi bliższą współpracę, zapewniając odpowiednie przygotowanie. Sam Cichy został moim mentorem. Zdarzało się nawet, że razem pracowaliśmy. Uwierz mi, był niesamowity… Miałam do tego smykałkę i szybko zyskałam dobrą reputację w środowisku. Z czasem mogłam sama wybierać ofiary, a gildii oddawałam zaledwie dziesiątą część łupów. 

     – Więc dlaczego zrezygnowałaś? – Tego nie rozumiał. 

     – To nie tak. – Pokręciła głową. – Któregoś dnia zwróciłam uwagę na pewnego człowieka, który samotnie zajmował pokój w zajeździe. Był to schludny mężczyzna w średnim wieku. Wyglądał na zamożnego. Intuicja podpowiadała mi, że uda mi się na nim zarobić, więc zaczęłam go obserwować. Czekałam do wieczora i wtedy nadarzyła się okazja, gdyż mój wybrany opuścił lokum. Wystrojony pojechał gdzieś wynajętą karocą, nie zabierając ze sobą bagaży. 

     – Coś czuję, że to była wyjątkowa akcja. 

     – Można tak powiedzieć. Początkowo nie było żadnych problemów. Zamek w drzwiach nie był dla mnie najmniejszym wyzwaniem. Wystarczył moment, bym niezauważona dostała się do jego izby. Jego rzeczy nie były rozpakowane, więc wszystko leżało w jednym miejscu. Od razu je przejrzałam. Ku mojemu rozczarowaniu, nie znalazłam tam niczego interesującego. Jedna sakiewka to kiepski łup. 

     – Czyżby intuicja cię zawiodła? – Przechylił lekko głowę i pochylił się w jej stronę. 

     – Omiotłam wzrokiem pokój i… – zamilkła na chwilę, uśmiechając się. – Dostrzegłam kuferek stojący na podłodze pomiędzy łóżkiem a szafką.     

     – Wiedziałem! – Uderzył kubkiem o blat, rozlewając przy tym nieco wina. 

     – Obejrzałam go. Miał nietypowe zamknięcie i nie był zbyt duży, więc postanowiłam go ze sobą zabrać. Zakładałam, że w środku jest złoto, ewentualnie biżuteria. Złapałam za uchwyt, ale kuferek nawet nie drgnął. To było co najmniej dziwne. Wiedziałam, że nie mógł być aż tak ciężki. – Pokręciła głową z rozbawieniem. – Szybko zorientowałam się, że nie tylko nie jestem w stanie go podnieść, ale co gorsze, nie mogę go puścić. Zupełnie jakby moja dłoń zespoliła się z nim. 

     – Mówisz poważnie? 

     – Jak najbardziej i uwierz, że nie było mi wtedy do śmiechu. Umierałam ze strachu. Długo starałam się uwolnić i wybacz, ale o tym nie będę ci opowiadać. W każdym razie wszelkie moje trudy okazały się daremne. Kolejnych prób zaniechałam późno w nocy. W zajeździe od dawna panowała cisza, a wszyscy goście już spali. Sama nie wiem, jak to było możliwe, ale ja również zasnęłam. 

     – Zbierałaś siły na później, co? 

     – Daj spokój. O świcie, gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam właściciela tego przeklętego kuferka. Siedział na krześle pochylony w moją stronę z łokciami opartymi na kolanach. Obserwował mnie. Muszę zaznaczyć, że moje ręce były już wolne, a niedoszły łup stał na stole. 

     – Musiałaś być przerażona – stwierdził z przejęciem w głosie. 

     – Owszem. Bałam się, choć starałam się tego nie okazywać. Próbowałam go przekonać, że pomyliłam pokoje. 

     Oboje roześmiali się w głos. 

     – Oczywiście nie uwierzył – kontynuowała po chwili. – Wyobraź sobie, że zaproponował mi wspólne śniadanie. Zastrzegł, że jeśli odmówię, odda mnie w ręce straży. Od razu pomyślałam, że to jakiś zboczeniec, jednak nie miałam wyboru i musiałam się zgodzić. 

     – Stawiam pięć sztuk złota, że chciał zjeść w pokoju. 

     – Przegrałeś. Nawet tego nie zasugerował. – Wyciągnęła rękę w jego stronę i poczekała, aż położy na jej dłoni monety. – Zeszliśmy do głównej izby. Było tam dosyć tłoczno, więc nieco odetchnęłam, ale i tak miałam się na baczności. Wyraźnie próbował się czegoś o mnie dowiedzieć, ale nie powiedziałam mu nawet słowa prawdy. Gdy tylko skończyliśmy jeść, czym prędzej stamtąd uciekłam. 

     – I już? Tak po prostu? 

     – Pomyślałam, że znów uśmiechnęło się do mnie szczęście i niczego nie podejrzewałam, gdy wieczorem wezwała mnie do siebie Jednooka. Ale musiałam mieć minę, kiedy zobaczyłam na miejscu tego faceta z zajazdu. – Pokręciła głową. – Nawet sobie nie wyobrażasz, jak niezręcznie się poczułam, gdy okazało się, że to jej znajomy. Wiedziałam, że prawdziwe kłopoty dopiero się zaczną. Gdybym miała wybór, wolałabym trafić w ręce stróżów prawa niż podpaść szefowej. 

     – To zrozumiałe. Przeżyłaś, więc chyba nie było najgorzej? 

     – W ogóle nie mieli do mnie pretensji, a on zaproponował mi pracę. Mogłam zarobić znacznie więcej niż dotychczas, jednak warunkiem było opuszczenie miasta. Chciał, bym z nim podróżowała. Porozmawiałam o tym z Angelą i ta poradziła mi, bym się zgodziła. Zapewniała, że nie pożałuję. Wyraźnie darzyła tego mężczyznę dużym zaufaniem. 

     – Zgodziłaś się, prawda? 

     – Tak, chciałam spróbować czegoś nowego. Wspólnie odbyliśmy ponad półroczną podróż po Estsharr. W tym czasie nie miałam żadnych obowiązków, a on regularnie mi płacił. 

     – Nie wydawało ci się to trochę dziwne? – zapytał. 

     – Owszem, ale nie działa mi się żadna krzywda, więc za bardzo się tym nie przejmowałam. Korzystałam z tego, co mi oferował. Zwiedziłam królestwo, poznałam wielu interesujących ludzi. Dużo się w tym czasie nauczyłam. To był mądry człowiek i poświęcał mi mnóstwo czasu. Ciągle rozmawialiśmy. 

     – Dlaczego go opuściłaś? 

     – A skąd pomysł, że go opuściłam? – Znów napiła się wina. – Po pewnym czasie okazało się, że był czarodziejem. Gdy dotarliśmy do Emstorfu, zaproponował, że będzie mnie uczył magii. 

     – To był Mekel?! – Na moment podniósł się nieco z ławki. – Poznałaś swojego mistrza, gdy próbowałaś go okraść?!  

     – Dokładnie tak… – zamilkła na chwilę, pogrążając się we wspomnieniach. – Spędziłam z nim kolejne trzy lata. Tym razem jednak w całkowitym odosobnieniu. Mieszkałam u niego w domu, w Kolegium bywałam tylko czasami… Cierpliwie wprowadzał mnie w tajniki czarów, uczył opanowania i aktorstwa. To on uświadomił mi, jak wielkim atutem może być moja uroda i jak mogę ją wykorzystać. – Zerknęła w okno, słysząc tętent końskich kopyt. – Już są – powiedziała. – Czas się zbierać. – Dopiła wino, sięgnęła po swój sztylet i wstała. 

    Zatrzymała się w drzwiach zajazdu, czekając na swojego towarzysza. Gdy tylko rzucił zapałkę na rozlaną wcześniej oliwę, dołączył do niej i razem wyszli na zewnątrz, omijając zwłoki leżące za progiem. 


Komentarze

Dobry tekst.

Dziękuję bardzo.

Przyjemnie cie czytało. Ciekawe. Fajnie rozpoczęte i zakończone, dolina się wszystko.

Dziękuję. Cieszę się, że się podobało. :)

*dopina

Dobrze jet przeczytać kawał dobrego tekstu po raz drugi :)

Dziękuję bardzo po raz drugi. :)

super :)

Dziękuję. :)

Bardzo dobry tekst

Bardzo dziękuję.

Dotąd to najlepsze opowiadanie jakie miałam okazję czytać na pesia. pl. Właściwe to przypuszczam, że i na Wattpadzie nie m wielu lepszych. Tekst jest napisany swobodnie, ładnie wprowadza do fabuły, bo nie ma niepotrzebnie rozwleknych wątków, by wszystko łopatologicznie wytłumaczyć. Dzięki wykorzystaniu dialogu tekst jest żywy i przyjemny w odbiorze. A to jest istotne przy pierwszym kontakcie z opowieścią.

Nawet nie wiesz, jak mi miło! Cieszę się, że tak uważasz. :) Skoro spodobał Ci się "Wstęp do Kolegium", prawdopodobnie przypadłby Ci do gustu i mój "Uwięziony". Opowiadanie jest dłuższe, ale napisane w podobny sposób. Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję.

Opowiadanie świetne, bardzo mi się podoba i dobrze mi się je czytało ^^ Co prawda dałabym więcej opisów między wypowiedziami, ale to tylko ja i moje przyzwyczajenie ;)

Dziękuję bardzo! U mnie zawsze z tymi opisami skromnie (celowe działanie). Staram się przekazywać jak najwięcej informacji poprzez dialogi. Pozdrawiam!

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany